Jump to content

Dokąd tupta nocą jeż Sonic

Sign in to follow this  
Przemyslav

454 views

Tak na wstępie – średnio lubię Sonica. Oglądałem kiedyś kreskówkę i grałem w gry przeglądarkowe o nim. Bardzo je lubiłem i generalnie uważałem tego jeża za bardzo sympatycznego. Parę lat później z ciekawości zagrałem w Sonic Generations i… przechodziłem go chyba z rok. Ukończyłem go tylko dla jakiegoś głupiego poczucia spełnienia – TAK!!! Przeszedłem ten szajs w całości!!!.

Nie mam bladego pojęcia, dlaczego twórcy oczekiwali, że pędząc jakieś 300 km/h gracz będzie w stanie zauważyć małą bombkę, albo – co gorsza – ścianę, z którą zderzenie natychmiast wyhamowuje Sonica do zera. W jednej chwili biegniemy na złamanie karku, w drugiej – mamy platformówkę w stylu Mario. A to wszystko z tykającym nieprzyjemnie zegarem. Nie, nie podobało mi się to i nieustannie doprowadzało do frustracji i białej gorączki. Musiałbym być jakimś ubermenschem, żeby osiągnąć żądany przez twórców gry czas reakcji, czyli tak na oko jakieś 0,000001s. Znielubiłem tego niebieskiego szczura.

Za to muzyczka była bardzo fajna, grafika również. Ale miało być o filmie.

Sonic the Hedgehog to stuprocentowy przykład kina familijnego. Są w nim zarówno sceny, które rozśmieszą każde dziecko, jak żarty przeznaczone dla widzów nieco starszych. Ogólnie jest to film bardzo… ciepły. Swoją drogą w scenariuszu znalazł się chyba z metr linijek suchych żartów, które podobały mi się tylko dlatego, że trafiły w moje poczucie humoru. Innych odbiorców mogło to zniesmaczyć. No chyba, ze wypowiadał je Doktor Robotnik.

Jim Carrey jest chyba najjaśniejszą gwiazdą tego filmu. Kiedy tylko się pojawia, kradnie każdą scenę. Jest w tej roli po prostu obłędny. Miałem jednak wrażenie, że filmowy Eggman jest częściej okrutny i po prostu zły, niż zabawny. Mogę się mylić, ale w grach chyba można było częściej się z niego śmiać i tylko czasami musiał przypominać, że jest tak naprawdę złoczyńcą. Tutaj nie daje nam o tym zapomnieć. Poza tym, wyglądał kompletnie inaczej niż w grze, jak wiele rzeczy.

Sam Sonic niewiele mu ustępuje. To przesympatyczna, zakręcona i trochę irytująca postać, czyli dokładnie taka, jaka powinna być. Widz w momencie zaprzyjaźnia się z tym jeżem. Na szczęście nie utrudnia mu tego wygląd Sonica, który już nie przypomina niebieskiego szympansa.

Hardkorowym fanom mogą się nie spodobać zmiany w lore Sonica. Wielkim znawcą nie jestem, ale pierścienie chyba nie tworzyły portali. Sonic nie miał żadnych supermocy z, nie wiem, błyskawic, tylko ze Szmaragdów Chaosu (których w filmie nie uświadczymy). Eggman swoim wyglądem mało przypomina growy pierwowzór, na szczęście mimo to jest obłędny. W ogóle mało tu postaci z samej gry (konkretnie dwie). Mam nadzieję, że zmieni się to w sequelu, który, bez wątpienia, powstanie.

Spoiler

Zresztą zapowiada się on jako bardziej sonicowy niż ten. W ostatnich scenach filmu Eggman przybiera swój wygląd z gry, a do świata ludzi przybywają Tails i Knuckles. Będzie się działo!

Wielka szkoda, że w kinach film można obejrzeć tylko z polskim dubbingiem. Jest niezły, ale bardzo pomogło mu całkiem dobre tłumaczenie. Nie zmienia to faktu, że bardzo chciałbym usłyszeć „oryginalnego” Jima Carreya. Czy wspominałem, że jest obłędny?

Sonic the Hedgehog to chyba jeden z lepszych filmów na podstawie gier. A na pewno taki, który wygeneruje dużo przychodu, i dobrze. To może oznaczać, że następna część będzie jeszcze lepsza i uwolni się od widma słabych ekranizacji gier, które ciąży nad tą branżą, odkąd ona istnieje.

 

 

Za tydzień o 17:00: „idźcie i grajcie w niego wszyscy”

Sign in to follow this  


0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...