Skocz do zawartości

Nowy Kącik Yody

  • wpisy
    89
  • komentarzy
    106
  • wyświetleń
    3267

Ja tu rządzę!

MajinYoda

320 wyświetleń

Gry (szczególnie RPGi) pełne są różnego rodzaju NPCów – pisałem już o tym wielokrotnie. Jest jednak pewien typ, któremu należy się szczególnie przyjrzeć – władcom wirtualnych krain.

Co takie osoby robią w rzeczywistości? No, wiadomo – mniej-więcej. Czym jednak zajmują się w grach? Trudno określić. Najczęściej siedzą w swoim zamkach albo pałacach i tylko czekają aż Bohater przybędzie, by zlecić mu Zadanie, Do Którego Wykonania Wystarczyłby Średniorozwinięty Umysłowo Strażnik albo Jakikolwiek Inny Najmita, ale to Musi Być Akurat Ten Bohater, bo Akurat Wlazł Podczas Jakiejś Tajnej Narady i, w sumie, Można Go Wtajemniczyć We Wszystko.

Najlepszym przykładem jest tutaj (nadużywany przeze mnie) Skyrim. Jarlowie, niezależnie od frakcji, którą wspierają, przez niemal całą grę potrafią nic nie robić. Atakuje smok? Pfff… Mroczne Bractwo zamordowało Cesarza? Zieeew… Zadziwia mnie też zawsze, że jedynie jarlowie Whiterun i Markarthu mają skrypt odpowiedzialny za zablokowanie „tego obdartusa” przed podejściem do władcy miasta – choć w obu przypadkach skuteczność jest na poziomie, bo ja wiem, blokad rodzicielskich na komputerach ;). Chociaż nie - one są skuteczniejsze :).

z1PJ4.jpg

Z drugiej strony są też RPGi jak Gothic, gdzie trzeba się wykazać, by dostać się do władców – zarówno Gomez, jak i Lord Hagen czy dowolny herszt orków mają jakiś "bufor", zanim Bezimienny będzie mógł z nimi pogadać. W „trójce” jednak jest jeden wyjątek – najważniejszy spośród ludzi – król Rhobar II. Otoczony przez zaledwie garstkę wiernych mu ludzi i całą masą wrogich orków (którzy, z jakiegoś dziwnego powodu nawet nie próbują go atakować – ale temat tych dziwnych istot kiedyś na blogu wróci) bez mrugnięcia okiem przyjmuje na audiencji Bezimiennego. Nawet, jeśli ten przed chwilą wyrżnął w pień Reddock oraz Okarę. Nawet, jeśli w Venguardzie pojawi się w zbroi najemnika orków. Spoko, bo król miał „wizję od Innosa” i z całą pewnością Bezi nie żywi do niego żadnej urazy ani nie skumał się z orkami…  nie wspominając nawet, że (Spoiler alert!) Lee, któremu możemy dać teleport do króla, też wchodzi sobie bez problemów do sali tronowej...

Z drugiej strony - chlubnym wyjątkiem jest Emhyr, na którego rozkaz Geralt się u niego zjawia… a właściwie to nie – bo jednocześnie,  jak pisałem przy tekście o questgiverach, wierzy we wszystko Wiedźminowi na słowo, nawet nie próbując udawać, że ma szpiegów, którzy od początku powinni byli obserwować Białego Wilka. Ale po co?

Pomyślałem jednak jeszcze nad czymś innym – dlaczego ci wszyscy władcy nie boją się, że Bohater uzna „hmm… ci wszyscy władcy są dosyć słabi, a ich ochrona to cieniasy. A ja właśnie pokonałem Zło i, w sumie, korona mi się należy. Chyba czas na małą rewolucję”? Przecież to jest całkowicie irracjonalne! Tu z kolei wyjątkiem jest Inkwizycja z trzeciej części Dragon Age’a, gdzie Bohater otrzymuję jakąś władzę i po minięciu zagrożenia jest jej (przynajmniej częściowo) pozbawiony. Choć też przydałaby się możliwość wywołania konfliktu, by jednak utrzymać władzę.

Jest jeszcze kwestia władców z ostatniej części Assassin’s Creeda. To już jest kompletna abstrakcja! Kasandra zabija namiestnika (czy jak to tam nazwać) jednej lokacji, by za jakiś czas pojawił się tam kolejny, który też podzieli ten sam los… i tak bez końca. Jasne, czasami raz jest to namiestnik z Aten a raz ze Sparty, ale i tak chyba ktoś powinien dojść do wniosku, że te śmierci są co najmniej dziwne i wypadałoby lepiej chronić nowych namiestników.

Tu jednak jedno jest pewne – Charon musiał w pewnym momencie zainwestować w większą łódkę ;).

 

Do zobaczenia za tydzień!



5 komentarzy


Rekomendowane komentarze

Obaj dobrze wiemy, że "przychodzisz tu tylko po to (piszesz to tylko po to :P) żeby pocałować Gomeza w dupę." Moim zdaniem koncepcja władców w grach jest dość prosta i dość trafna. Goście siedzą na zdobytych stołkach i ogólnie się nudzą prowadząc swoje interesy, które tak jak i dobrze ustawiona gospodarka potrafią prowadzić się same a większa ingerencja tylko przeszkadza. Czemu więc czasem się nie zabawić kosztem jakiegoś obdartusa z kompleksem misji wyższej i umilić sobie dzień - przecież zawsze jakby co można nadziać go na pal nie :D ja ich nawet rozumiem. A że z władzą przychodzi arogancja i kompleks boga to już inna historia, bez tego główni bohaterowie nie mieli by furtki by się wybić i historia nie miałaby sensu :) Nie bez kozery taki kozak jak Geralt się kłania Emhyrowi i ogólnie nic mu nie może zrobić bo jest (hehehe) Płotką przy nim. 

  • Thanks 1

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
40 minut temu, KomandorAdamaMP napisał:

Moim zdaniem koncepcja władców w grach jest dość prosta i dość trafna. Goście siedzą na zdobytych stołkach i ogólnie się nudzą prowadząc swoje interesy, które tak jak i dobrze ustawiona gospodarka potrafią prowadzić się same a większa ingerencja tylko przeszkadza.

No niby tak - ale jakoś nie wyobrażam sobie sytuacji, by, w obliczu wojny, taki władca pozwalał, by byle kto chodził mu po zamku. I od czasu do czasu przydałyby się jakieś bardziej zdecydowane działania, niż "wyślijmy tego obdartusa, on(a) to załatwi". Bo to tak jakbyś wszedł teraz do Pałacu Prezydenckiego w Warszawie i sam Pan Prezydent nie dość, że spotkałby się z Tobą to jeszcze akurat wszedłbyś, gdy omawia sprawy np. gospodarcze. A potem, jakby nigdy nic, dał Ci jakieś zadanie. Przecież to nie ma sensu! :D

46 minut temu, KomandorAdamaMP napisał:

Czemu więc czasem się nie zabawić kosztem jakiegoś obdartusa z kompleksem misji wyższej i umilić sobie dzień - przecież zawsze jakby co można nadziać go na pal nie :D 

Jakby to chociaż jeszcze chcieli zrobić to byłoby super... Ale zamiast tego ufają bezgranicznie Bohaterowi (który Bohaterem jeszcze nie jest).

47 minut temu, KomandorAdamaMP napisał:

A że z władzą przychodzi arogancja i kompleks boga to już inna historia, bez tego główni bohaterowie nie mieli by furtki by się wybić i historia nie miałaby sensu :)

Tu akurat podoba mi się podejście z Dragon Age: Inkwizycja - zaczynasz jako nikt - osoba, która w tajemniczych okolicznościach wyszła cało z magicznego wybuchu, który zabił przywódców Magów i Templariuszy, wraz z ukochanym przywódcą największej religii w krainie - Boską Justynią. Do tego postać cierpi z powodu świecącego co chwila znamienia na lewej ręce - jedynej szkodzie, jakiej doznał bohater. Potem trafiasz do lochu i dopiero po ukończenia wprowadzenia i osłabieniu Wielkiej Wyrwy w Niebie postać zyskuje rozgłos i z jednej strony szacunek tych, którzy widzieli, co zaszło, a z drugiej - nieufność i nienawiść dotychczasowych władców krainy - od właściciela wioski, w której utworzono właśnie Nową Inkwizycję, przez czasowych przywódców religijnych (którzy upatrują w bohaterze sprawcy wybuchu i boją się go ze względu na jego znamię), po Króla i Cesarzową pobliskich państw. Z biegiem czasu dopiero zaczynasz wpływać na politykę (w tym na to, kto jest Cesarzem ;)). A w epilogu, po pokonaniu Tego Złego, Inkwizycja znów jawi się jako zagrożenie dla niektórych - samodzielna organizacja militarno-polityczna, która wyrosła niemal na środku kontynentu i której "zadanie się zakończyło".

53 minuty temu, KomandorAdamaMP napisał:

 Nie bez kozery taki kozak jak Geralt się kłania Emhyrowi i ogólnie nic mu nie może zrobić bo jest (hehehe) Płotką przy nim. 

Kłania? Mój Geralt się nie pokłonił ani razu Emhyrowi ;). Za to nawet nie usłyszałem od niego "dziękuję" za pozbycie się króla Radowida i Dijkstry...

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Oj tam oj tam na pewno część przyjeła Pratchetową zasadę "szansa jedna na milion ale może się udać" :D albo jak to jest z wódką - tym razem na pewno nie zaszkodzi :) tak wogóle to kto zrozumie ludzi u władzy :D  maja arabskie gogle przeważnie na oczach i marchewke w tyłku :D

  • Upvote 1

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza
4 minuty temu, KomandorAdamaMP napisał:

Oj tam oj tam na pewno część przyjeła Pratchetową zasadę "szansa jedna na milion ale może się udać" :D

Część pewnie tak. Ale wszyscy? :D

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Co prawda to nie gry RPG ale Koei nie ma problemu uczynić z postaci władców kozaków .  Niech tutaj będzie Liu Shan syn Liu Bei,a. Gdzie nie ma problemu tłuc setki wrogów drewnianą ławką :D.
Akurat ta drewniana ławka to nie żart z strony twórców aby pokazać że faktycznie Liu Chan był niekompetentnym władcą.

 

  • Upvote 1

Udostępnij ten komentarz


Link do komentarza

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
×