Skocz do zawartości

Blog imć Rączki

  • wpisy
    78
  • komentarzy
    196
  • wyświetleń
    58776

Porządki wiosenne

Zaloguj się, aby obserwować  
konjel

112 wyświetleń

Niedawno postanowiłem odświeżyć me opowiadanie pt. "Bunkier". Zainspirowany grą Metro 2033 (ej czy to nie jest dziwne? - zanim gra wyszła, czyli jakiś rok temu, wpadłem na pomysł płacenia amunicją w postapokaliptycznym świecie i umieściłem akcję opowiadania w 2066 roku... dokładnie 33 lata po historii z "Metro 2033" O.o"). Więc przedstawiam wam początek świeżutkiego opowiadanka:

BUNKIER

Nagły rozbłysk w umyśle obudził go. Otworzył oczy, powoli, jakby bojąc się tego co ujrzy. Zobaczył przed sobą deskę rozdzielczą ubrudzoną zeschłą, ciemną krwią. W tym samym momencie, jakby ktoś nagle przełączył odpowiedni bezpiecznik w jego mózgu, usłyszał głośny szum padającego deszczu. Obrócił powoli głowę i spojrzał przez zabrudzone błotem okno. Na zewnątrz zobaczył błotnistą drogę zmiękczaną przez ulewę, oświetloną delikatnym płomieniem wydobywającym się spod maski stojącego obok samochodu terenowego. Sięgnął rękoma do twarzy, były brudne i obite do krwi. Rozmasował skroń zaciskając oczy i oprzytomniał nieco. Straszny smród z pewnym źródłem po lewej stronie zmusił go do spojrzenia w tym kierunku. Zachłysnął się powietrzem i rozwarł usta, gdy zobaczył martwe ciało zasiadające za kierownicą. Trup leżał, a raczej siedział, tutaj już długi czas, jego skóra zrobiła się jasnoszara. Mężczyzna zauważył dwie spore dziury w kamizelce wojskowej oblanej uschłą już, ciemną krwią. Przytomność umysłu wróciła mu po sekundzie, lecz nadal niczego nie pamiętał. Zaciskając zęby i odwracając wzrok sięgnął do mapnika trupa. Wyjął kilka starannie złożonych kawałków papieru. Rozpostarł jeden z nich wydający się mapą. Zobaczył nic nie mówiące mu rysunki terenu oznaczone zielonymi i brązowymi plamkami, jakieś kolorowe kółka i krzyżyki, a było to opatrzone kilkunastoma napisami. Rozumiał ten język, język rosyjski, ale mimo to nie wiedział czego to jest mapa. Odpiął pas bezpieczeństwa, aby zaczerpnąć powietrza i ułatwić ruchy. Sięgnął ręką do schowka, znalazł tam paczkę papierosów, zapalniczkę i dwie baterie. Wyłożył to na znalezione papiery i położył na kolanach. I wtem rozbłysk pamięci ? sięgnął do kieszeni, nie znalazł nic. Sięgnął do tej w oliwkowej bluzie, którą miał na sobie i wyciągnął małą, laminowaną kartę wyglądającą na jakiegoś rodzaju legitymację oraz małą książeczkę opatrzoną napisem paszport. W paszporcie odnalazł swoją fotografię, brudna i starą, lecz jakimś sposobem wiedział, że to on. Raczej okrągła twarz z pieprzykiem na brodzie o piwnych oczach wyłaniających się spod długich, kasztanowych włosów patrzyła na niego śmiertelnie bezwyrazowym tonem. Obok znalazł swoje informacje, wysokość, wagę, kolor oczu i włosów, grupę krwi, lecz nigdzie nie było imienia czy nazwiska. Na dalszych stronach opisanych jako WYJAZDY i PRZYJAZDY odnalazł kilka podobnych pieczątek z nieznanymi mu symbolami. Spojrzał na legitymację, była cała pokreślona, a zdjęcie zostało wyrwane. Ktoś napisał niedbale na wolnej przestrzeni na odwrocie napis, który uderzył go niczym młot kowalski. Z tyłu odnalazł jedyny napis stwierdzający jego, taką, czy owaką, tożsamość ? Rączka. Miał tego dość, wszystkie znalezione papiery wsadził do lewej kieszeni, papierosy wraz z zapalniczką i bateriami do prawej, a paszport i legitymację wetknął do tej na piersi po czym otworzył drzwi. Wysiadł ostrożnie trzymając się drzwi i rozglądnął się. Hałas deszczu nie ustawał i jakby nasilał się, wielkie krople z każdą chwilą coraz bardziej moczyły mu głowę i ubranie. Nie widział w pobliżu nic oprócz palącego się wraku pojazdu obok. I wtedy przyszły te pytania ? gdzie ja jestem? Kim ja jestem? Co tu robię? Jaki to rok, miesiąc, dzień? Na żadne z nich, pomimo wielkich chęci nie mógł znaleźć odpowiedzi. Po chwili stania w deszczu usłyszał pluski. Początkowo nie różniły się od dźwięku spadających w błoto kropel, ale z każdą chwilą nasilały się, aż mógł w nich rozpoznać ludzkie kroki. Gdy się odwrócił usłyszał cichy trzask i oślepiło go blade światło. W uszy wbił się chrapliwy głos wymawiający zrozumiałe dla niego słowa:

-To człowiek!

W tym momencie coś pękło, za dużo rzeczy w zbyt krótkim czasie. Nawet nie spostrzegł, kiedy leżał już twarzą w zimnym, lepkim błocie pogrążając się w mrok.

Zaloguj się, aby obserwować  


0 komentarzy


Rekomendowane komentarze

Brak komentarzy do wyświetlenia.

Gość
Dodaj komentarz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...