Vis a vis z nolife'em
Jako że w ostatnim numerze CD-Action znajdował się ciekawy artykuł o nolife'ach, zacząłem się danym osobnikom uważniej przyglądać. A że znam paru, to obiekt do obserwacji znalazłem. Pierwsze spostrzeżenie, przytoczone zresztą w CD-Action: ci osobnicy nadużywają zwrotów typu "lol", "omg" oraz "ocb". Te wyrażenia bardzo często goszczą w wypowiedziach tych osobników. Najbardziej denerwuje to w momencie, kiedy reakcją nolife'a na w zamierzeniu śmieszny żart jest tylko chłodne, zimne "o, lol". Spostrzeżenie numer dwa: ci ludzie jako ulubiony temat obrali sobie rozmowy o swoich postaciach, osiągnięciach lub sytuacjach w grach komputerowych. Naprawdę. Rozmawiam z kolegą, po chwili następuje chwila ciszy. I co słyszę? "Ty, wiesz, jak wrócę do domu, to sobie nabiję złotego Dragunova w COD4.". "No, super", odpowiedziałem. Ale od razu zastanowiłem się przez chwilę: czy oni nie mają innych zwrotów, które mają "zapchać" rozmowę podczas nieobecności dobrego tematu?
Trzecie spostrzeżenie: ich odruchy często przypominają zachowania wirtualnych postaci. Najprostszy przykład? Gramy w piłkę. Na sześć osób w mojej drużynie jedna gra dobrze (ja), jedna gra dobrze jak ma dobry dzień, jedna strasznie się sępi, a trzy pozostałe... Biegają po boisku jak kurczaki bez głów. Z czego dwie osoby z tych trzech to nolife'y (które oczywiście tego nie przyznają). Piłka toczy się powoli w ich kierunku, ja podbiegam i krzyczę "wybij!". Na to mój kolega zaczął się drzeć "aaaaaargh!", rozpędził się i... Wybił piłkę na ulicę. Świetnie. Albo, co mnie nawet trochę rozbawiło, gdy kolega stał na bramce i złapał piłkę, na prośbę, by tą piłkę do kogoś rzucił, zareagował w (krótko mówiąc) dziwny sposób. Mianowicie zaczął szybko pocierać piłkę rękoma, a na pytanie, co robi, odparł: "ładuję jej moc". Ręce opadają.
I czwarte, jak na razie ostatnie spostrzeżenie: nolife'y najczęściej nie przyznawają się, że nimi są. Ich jedynym hobby jest komputer, rzadko wychodzą na świeże powietrze, a jeśli już to po to, by pójść się napić (a częściej "nagrzdylić"), a mimo to nadal twierdzą, że wszystko z nimi w porządku. OK, ja także całkiem dużo gram (zdarza się, gdy mi się nudzi, że po 6-7 godzin), ale to wina zimy. Bo poza graniem na komputerze gram na gitarze, keyboardzie, pianinie, perkusji, akordeonie, śpiewam, gram w piłkę (gdy jest ciepło, to codziennie), piszę (jak widać) oraz ćwiczę le parkour. Chyba więc nie można stwierdzić, że jestem nolife'em? Ale po mnie to widać. Po nich niekoniecznie. Czasem wystarczy jeden rzut oka, by zauważyć, że ktoś w ten "niebłogosławiony" stan popadł. Ciekaw jestem, kiedy otworzą w Polsce ośrodki dla leczenia uzależnionych od komputera. Jak w USA dopiero powstają, w Chinach już są, to w Polsce... w 2013? 2014? Nieważne. Tych ludzi na pewno trzeba leczyć, bo mogą dosłownie "przegrać" swoje życie. A to już nie jest fajne.

3 komentarze
Rekomendowane komentarze