Jump to content
  • entries
    112
  • comments
    176
  • views
    6,542

About this blog

Blog dotyczy głównie spraw okołogrowych. Najczęściej zamieszczam swoje felietony i przemyślenia. Poza tym pojawiają się rozmaite "mądrości" pisane o grach w książkach, na stronach internetowych itd.

Wpisy zamieszczone na blogu są pisane przeze mnie i wyrażam w nich moją opinię na rożne tematy. W przypadku chęci skorzystania z fragmentu lub całości wpisu proszę o zaznaczenie źródła i informację na PW.

Zapraszam też do odwiedzania i polubienia strony bloga na Facebook'u. Zachęcam także, oczywiście, do komentowania i oceniania wpisów. Mile widziane są także wiadomości prywatne :).

Przytaczane fragmenty książek należą do ich prawnych właścicieli i zostały wykorzystane wg prawa cytatu (art.29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Blog ma charakter rozrywkowy i nie ma na celu ośmieszenia lub obrażenia jakiejkolwiek osoby.

 

PS. Jest to Blog-zastępstwo dla oryginalnego Kącika Yody.

Entries in this blog

 

Wojna płci

Jak możecie wywnioskować z tytułu tym razem Przemyślenia będą dotyczyły kwestii dobre znanej wszystkim miłośnikom RPG-ów i samej podstawy tworzenia w nich postaci, czyli wyborze płci naszego bohatera. Do wybrania tego tematu skłoniła mnie ostatnia rozgrywka w DA: Inkwizycję. Czemu? Ano, podczas tworzenia nowej postaci zauważyłem, że z trzech istniejących… trzy to kobiety (elfka łotrzyk, człowiek magini i człowiek łotrzyk). Co gorsza – myślałem nad stworzeniem wojownika. Nie potrafiłem się jednak zdecydować czy elfkę czy człowieka-kobietę, co też o czymś świadczy. I tutaj właśnie mnie coś uderzyło. Przejrzałem wszystkie swoje notatki dotyczące postaci ze Skyrima. I co? Same kobiety! Ostatnie rozgrywki w Mount & Blade: Warband – kobiety. Ba, feminizacja moich postaci w RPG-ach to chyba jedynie wierzchołek mojej growej góry lodowej, ponieważ uświadomiłem też sobie, że większość czasu w ostatnim Asasynie spędziłem wcielając się w Evie niż Jacoba (inna sprawa, że ta postać była ciekawsza). I zacząłbym się martwić o siebie, gdybym nie przypomniał sobie, że Smuggler (swoją drogą – strasznie często się ostatnio na niego powołuję, nie sądzicie? ;)) napisał kiedyś „jeśli mam patrzeć na plecy bohatera przez całą grę, to niech to przynajmniej będą kobiece plecy”. Cytat z pamięci, ale sens zachowany. Niemniej, te słowa oddają sens moich przemyśleń. Jednakże, do powyższego mógłbym dopisać też własną motywację (a właściwie dwie) – ciekawość czy kobiece postacie są traktowane tak samo jak męskie (typu lady zamiast lord, odpowiednie końcówki w języku polskim (często nie występują…) itp.) oraz jakaś taka chęć wcielenia się w kogoś innego. Inna sprawa, że nie wyglądam (i nigdy nie będę) jak postacie męskie (i nie mam tu na myśli orka czy kasnoluda a „ludzkie”). Kończąc mam do Was pytanie – gdy tworzycie postać to czy wybieracie płeć zgodnie z własną, czy jednak decydujecie się wybrać „tę drugą”? Choć wolałbym nie poznać przy okazji opinii jakiegoś spychologa na mój (i nie tylko) :P.

MajinYoda

MajinYoda

 

Quest accepted

Pisałem już o złych NPC-ach. Był też wpis o neutralnych. Czas więc na najbardziej lubianych przez graczy – czyli tzw. questgiverów. Jako bohater musimy zarabiać, rozwijać się i zbroić, by pokonać Zło. A co taki NPC ma co do roboty? Ot, łazi sobie bez celu po świecie lub siedzi na tyłku w jakimś miejscu i czeka. I czeka. I wciąż czeka. Aż wreszcie, pewnego dnia, podejdzie do niego zupełnie obcy mu człowiek, któremu będzie można zlecić zadanie. O ile zrozumiała jest prośba o pomoc w zebraniu plonów (choć nie do końca, bo questgiver zwykle ma sporo pomocników do tego) czy znalezieniu jakiegoś arcyrzadkiego minerału, tak bez sensu jest prośba o obicie komuś twarzy, morderstwa albo znalezieniu Bezcennego Pierścienia, który ma wartość sentymentalną dla NPC, ale jego koszt w złocie jest bardzo wysoki. Albo broni o takich statsach, że bohater nie prędko się z nią rozstanie. Pomijam tu oczywiście sytuację, gdy NPC dał wcześniej ogłoszenie. Ta ufność to w sumie jeszcze nic. Bohater skinie głową, obieca znaleźć/zdobyć/pobić/zabić kogoś… I tyle. Questgiver łazi i czeka na powrót Bohatera. A ten zapomina o zadaniu, bo akurat polazł farmić zupełnie zbędne mu kwiatki albo robi inne rzeczy. A cierpliwy questgiver nawet słowem nie powie, gdy mija Bohatera. Nie, bo przecież ten chłystek, który jeszcze niedawno biegał w jakiś szmatach a teraz jest Zbawcą Ludzkości, na pewno pamięta, by przynieść dwa żółte kwiatki rosnące po drugiej stronie świata. Albo zabije tego potwora co terroryzuje całą okolicę. Dziwna jest także sytuacja, gdy questgiver nie reaguje, gdy mija go Bohater mający przy pasie Miecz Rodowy, należący do zleceniodawcy. To trochę głupie, że cierpliwie sobie czeka aż Bohater znajdzie sobie coś lepszego i odda przedmiot prawowitemu właścicielowi. Równie dziwni są NPC dający zadania dotyczące głównego wątku. Bohater musi zabić Arcyzłego Demona z Piekieł, Który Chce Zniszczyć Świat, questgiver nie dość, że nie ruszy swojego tyłka z miejsca to jeszcze czeka sobie aż Bohater wróci. I choć wokół szaleje Zło to przecież nie ma pośpiechu. Minie rok-dwa? Questgiver nigdy nie będzie poganiał Bohatera. „Trudno, poczekamy aż Bohater skończy zabijać szczury dla przyjemności” – pewnie tak sobie myślą. Szczególnie durne jest zachowanie wszelkiej maści władców w tej kwestii. Ofiarują Bohaterowi hojną nagrodę i wieczna chwałę za wykonanie ich zlecenia a potem cierpliwie czekają aż PC je wykona. No serio – nie mają szpiegów, którzy donieśliby im, że zamiast szukać zaginionej następczyni tronu Bohater łazi od wiochy do wiochy wykonując zadania dla okolicznych chłopów? Czy są tak głupi, że nie ufają swoim agentom. Albo, co równie prawdopodobne, ci agenci też są do d…. Inna sprawa, że questgiver też bywa irytujący dla Bohatera. Zziajany, ranny, ledwie żywy (czasem nawet po kilku loadach) PC przybywa do zleceniodawcy i z bólem serca oddaje mu Miecz +200. Albo wraca z informacją o zniszczeniu frakcji zagrażającej całej krainie (vide Mroczne Bractwo w Skyrim). I co dostaje w zamian? Trochę doświadczenia, garść miedziaków i jakiś bezsensowny bonus. I tyle. Bohater zrobił swoje, Bohater może odejść. Co ciekawe, jeśli w przypływie wściekłości Bohater zaatakuje questgivera może się okazać, że wypasiona broń tajemniczo zniknęła. Taki żarcik zleceniodawcy, by nie było zbyt dobrze Bohaterowi. Nie wspominając już, że straży się to nie spodoba. A Wy co sądzicie o inteligencji questgiverów? I którego najbardziej nienawidzicie?   PS. To mój 148 wpis :). Za dwa tygodnie będzie coś specjalnego .

MajinYoda

MajinYoda

 

Nie ma jak w domu

Dzisiaj będzie wyjątkowo krótko, bowiem kwestia, którą chce poruszyć sama w sobie jest niezbyt wielka. Mianowicie, jest pewien element w grach, który uwielbiam, choć ludzie piszą, że to „dla gupich Amerykanów”. Housing, bo o nim mowa, jest dla mnie jednym z ciekawszych aspektów współczesnych gier. I nie mam tu na myśli Simsów (kiedyś próbowałem… to nie dla mnie), lecz RPGi. Możliwość zdobycia miejsca, które mój bohater nazwie domem jest dla mnie bardzo ważną częścią wczuwania się. O ile jednak taki Geralt nie potrzebował stałego „meldunku” (choć winnica wygląda obiecująco i czekam aż wreszcie dobiję do niej), tak już zarabiający krocie Dovahkiin mieszkający w jakiejś karczmie wywoływał u mnie efekt „ale dlaczego?”. I tym sposobem polubiłem zarówno podstawowe domy w Skyrim (i Oblivion), jak również możliwość rozbudowy z Hearthfire i rozmaitych modów. Ja to po prostu uwielbiam! Dlatego, gdy zobaczyłem domek i możliwości jakie daje w WildStar szybko przekonałem się do tego MMORPGa. Niestety, odstraszył mnie system walki, ale wciąż lekko mnie ciągnie do zabawy z ustawianiem wirtualnych mebli i czego tam. Z drugiej strony medalu jest World of Warcraft i niesławne garnizony z Warlords of Draenor. Cóż, o ile sam koncept bardzo mi się spodobał, tak już wykonanie było beznadziejne. No bez jaj – nie ma tam nawet miejsca, by dowódca garnizonu (czyli ja) położył się spać! Po całym dniu walki z jakimiś brudasami nie mam nawet miejsca do spania! Serio, Blizzardzie? Wracając do zwykłych RPG-ów – bardzo spodobała mi się Podniebna Twierdza w Dragon Age Inkwizycja (recenzja za tydzień :D), którą nie dość, że mogłem lekko rozbudować, to jeszcze dostosowywać. Dla mnie żyć-nie umierać :D. (Edit - Kirrin mi przypomniał thx!) Także seria Assassin's Creed, od "dwójki", serwuje graczom housing. Do dziś pamiętam jak uwielbiałem wędrować po Monteriggioni. Potem całkiem udana (choć nie tak malownicza) osada Davenport w "trójce" (ach to patrzenie jak ludzi przybywa :)) i w Syndicate całkiem ciekawy pomysł, szkoda, że słabo zrealizowany, czyli pociąg. A Wy co sądzicie o housingu w grach – to dobry pomysł czy beznadziejny zapychacz? I jaki był Wasz ulubiony dom w grach? Mój to, póki co (nie widziałem jeszcze winnicy z Wiedźmina 3 :P), wspomniana wyżej twierdza.

MajinYoda

MajinYoda

 

Looting time!

Chyba wszyscy grający w RPG-i to znają – zaglądanie do każdej skrzyni w polu widzenia (byle nie w obecności strażników lub właściciela :D), przeszukiwanie pokonanych wrogów, zbieranie wszystkich kamieni, ziółek itd. Tak, uprawianie zbieractwa vel chomikowanie jest silne podczas rozgrywki. Setki przeczytanych (lub nie) listów, książek, zwojów, tysiące roślinek i kamyczków, te tajemnicze „cosie”, które przecież mogą się przydać… to wszystko znajduje się w ekwipunku chyba każdej postaci RPG tuż przed finałowym bossem. Jest to całkowicie naturalne. Dlatego pamiętam, że przeżyłem lekki szok, gdy po ograniu trzech części Gothica zasiadłem do Obliviona. A tam – „Jesteś przeciążony!”. „Ale jak to?” – pomyślałem wówczas. Szok był spory, ale minął, gdy odkryłem magię „TGM” (pozdro dla kumatych, czyli pewnie większości z Was :P). I tutaj nasuwa mi się pewna myśl – skoro gracze uwielbiają zbierać w grze przedmioty, których i tak nigdy nie użyją (ręka do góry kto miał mnóstwo nieużywanych mutagenów w trzecim „Wiedźminie” ) to dlaczego ograniczać im ekwipunek? Cóż, nie znam odpowiedzi – chyba po to, żeby pokazać graczom „hola! Geralt/Dovahiin/Inkwizytor/wpisz kogokolwiek nie jest tragarzem (ani nie przechodzi z tragarzami)! Pozbądź się tej Stalowej Zbroi ważącej 100 i zwolnij trochę ekwipunku ty egoistyczny…”. Z drugiej strony – obecnie niemal w każdym RPG-u znajdziemy skrzynię (czy cokolwiek innego) na nasze dobra. A nie oszukujmy się – do tych skrzyń wszystko wpada, ale bardzo rzadko cokolwiek zostaje później wyjęte. Serio – jeśli mam 17 poziom, a broń/zbroja są na 19 to po co mam to gdzieś zostawiać? A jak w środku ważnej jaskini wbiję ten level to co wtedy, a? Zwykle do tych skrzyń trafia więc fajnie wyglądający/legendarny/z fajną nazwą ekwipunek, ale za słaby dla naszej postaci. Ot, żeby miejsce w ekwipunku się zgadzało. W MMORPG jest dokładnie tak samo – kiedy odchodziłem z WoW mógłbym przysiąc, że mój main miał w banku więcej klamotów niż powinno się tam mieścić. Podejrzewam, że gdyby ten bank istniał fizycznie to, łącznie z ilością złota, mój Marqus mógłby w nim pływać, jak Sknerus w swoim skarbcu. No, może byłoby to bardziej niebezpieczne ;). Chciałbym zakończyć swój szybki i dość krótki wpis pytaniem – do czego, Waszym zdaniem, potrzebne jest graczom ograniczanie ekwipunku? I czy Wy też tak macie, że musicie to – czymkolwiek to jest - mieć w ekwipunku/skrzyni? PS. Najprawdopodobniej za tydzień wpisu nie będzie. Wybaczcie :).

MajinYoda

MajinYoda

 

Szuukaj mnie…

Ile tego było… Pióra, flagi, paczki, podkowy, „Playboy-e”… czego to już się w grach nie szukało. Zawsze, jako typowego lenia, zastanawiało mnie jedno - po co to wszystko? Czemu miałbym szukać jakiś graffiti czy innego badziewia? Niby są za to jakieś nagrody - za określoną ilość „znajdziek” dostaje się w grze różne bonusy: broń, strój, kamizelkę, „gwiazdkę” itp. Ale przecież nie zawsze – bywa, że to „sztuka dla sztuki”. Oczywiście, szanuję osoby, którym chciało się znaleźć sto paczek w GTA III. Najwięcej ile ich znalazłem to bodaj 30, nawet korzystając z mapy znalezionej w Sieci. Z kolei w Assassin’s Creed nie znalazłem nigdy nawet połowy flag, piór i czego tam jeszcze. Wyjątkiem były szanty w Black Flag (obecnie w Rogue), ale one dawały coś konkretniejszego – przede wszystkim dlatego, że zastępowały mi radio z GTA/Mafii . Oczywiście, z czasem Ubi zaczęło dawać możliwość kupienia map z oznaczonymi „znajdźkami”, ale mi nadal nie chciało się biegać po całej mapie. Ot, znalazłem coś – to super! Nigdy mnie jakoś nie ciągnęło do przewąchiwania całego miasta/mapy w poszukiwaniu poukrywanych gratów. Szczególnie nie spodobało mi się w Syndicate – nasłuchuj muzyczki, znajdziesz pozytywkę, z niej zabierz jakiś krążek, zanieś i odblokuj zbroję. O ile sam patent na muzyczkę mi się podoba, tak ganianie po mieście nasłuchując (w grze akcji!) już nie. To jeszcze nic. Taki Far Cry Primal ma tyle prehistorycznych gratów do znalezienia, że nie potrafię powiedzieć dokładnie ile ich jest… Niby wszystko jest na mapie, ale nie mam pojęcia ile czego zebrałem, jak się nazywa ani co z tego będę miał… Stąd zastanawia mnie jedno – twórcy umieszczają takie elementy z jakiegoś powodu. Nie wiem tylko – jakiego. Czy gracze lubią szukać rozwalonych po całej mapie rzeczy? Pewnie tak, choć ja się do nich nie zaliczam. Z drugiej strony – może twórcy jakoś nie mają innego pomysłu na urozmaicenie rozgrywki? Bo przecież temu ma to (chyba) służyć. Ale czy ma to sens? Osobiście bardziej wolę robić misje poboczne, które dają konkretne nagrody niż szukać Bóg wie ilu rzeczy. Choć, oczywiście, lubię w grze chomikować… ale to temat na inny wpis . A Wy co sądzicie o „znajdźkach”? Szukacie ich czy olewacie, jak ja? Piszcie w komentarzach. PS. Za tydzień, z racji „Długiego weekendu” (swoją drogą – fajny film :D), wpisu nie będzie.

MajinYoda

MajinYoda

 

Tańczący z Wilkiem i Jaskółką

Wiedźmin, Wiedźmin, Wiedźmin… Cóż, skoro wreszcie udało mi się skończyć „trójkę” z pierwszym dodatkiem to wypadałoby napisać jakąś recenzję. Do gry CDP Red od początku podszedłem z entuzjazmem. Po średniej „jedynce” (której nigdy nie skończyłem…) i równie średniej „dwójce” (przeszedłem raz) zdecydowałem się na zakup Dzikiego Gonu po uprzednim przeczytaniu kilku książek Andrzeja Sapkowskiego (póki co wymiękłem przy „Chrzcie ognia” (o czym już pisałem). Niemniej, cyfrowe przygody Geralta tak mnie wciągnęły, że dokupiłem pakiet dodatków. Ale po kolei. Wybaczcie brak screenów   Biały Willk, dla…  Muszę przyznać, że najbardziej w grze spodobało mi się, że bez problemów odpaliła na moim sprzęcie przed upgrade (zmieniłem kartę graficzną i dorzuciłem RAMu), co nie udało się choćby AC Unity. W dodatku nie wyglądała, wbrew powszechnej (kwejkowej) opinii jak z 8-bitowców. Tu Redom należy się duży plus. Sama warstwa fabularna nie odbiega wprawdzie od typowo erpegowego „bohater zbawia świat” i książkowego „Geralt, cieciu, szukaj Ciri i Yennefer, bo cośtam”, ale mi się bardzo podobało. Nieuchronna wizja starcia z Dzikim Gonem powodowała, że powoli przechodziłem fabułę do przodu. I jednocześnie ją olewałem, bo wokół było tyle zadań pobocznych, że w pewnym momencie zaczynałem się obawiać co powie Yen, gdy przyjdę tak za miesiąc na spotkanie, które było „na już”. Szlachtowanie potworów i zarabianie na tym kasy to, moim zdaniem, kwintesencja wiedźmiństwa, a nie jakieś tam ganianie na posyłki dla czarownicy. Z fabułą związane są trzy zakończenia, przy czym do samego końca nie chciałem sprawdzać, co mam zrobić, by otrzymać konkretne. Ciri została Cesarzową, a Nilfgaard zajął całą północ poza Temerią Z Gwinta W poprzednich częściach gry Wiedźmin raczył nas rozgrywkami w najbardziej RNG grę, jaka istnieje – kościanego pokera. Pamiętam, że wkurzałem się za każdym razem, ale wciąż w to grałem. W „trójce” pojawił się gwint i od razu mi się bardzo spodobał. Na początku próbowałem czytać poradniki innych graczy, ale dość szybko je sobie odpuściłem, bo zauważyłem, że (SPOILER ALERT!) talia Królestw Północy zrobiona w karty oblężnicze z dowódcą, który daje bonus do tychże kart i max szpiegów to wszystko, czego trzeba do wygrania każdej rozgrywki. Inna sprawa, że z czasem zauważyłem, że AI bywa głupie w czasie rozgrywki w gwinta. (SPOILER!) Najpierw trzeba nawrzucać mu szpiegów, spasować, on się podda w drugiej turze, a my, mając więcej kart, wygramy bez problemu trzecią. No problem! Brzdąk, brzdąk, brzdąąąk  Muzyka z Wiedźmina 3… Ach, ilekroć o niej myślę przypomina mi się francuska wersja pieśni Priscilli. Dlaczego francuska? Bo uważam tę wersję za najlepszą spośród wszystkich. Anna Terpiłowska zaśpiewała ten utwór poprawnie. Nie zrozumcie mnie źle – zwyczajnie jej „fijołkowe” drażni moje uszy. Ale i tak słucham polskiej wersji. I angielskiej. I w zasadzie tyle, bo japońska, niemiecka i rosyjska (innych nie słyszałem) kompletnie mi nie pasują. Co do reszty utworów – podobała mi się ich słowiańskość i drażniła „donatanowość”. Ale mimo wszystko mnie nie irytowała, więc jest plus. W kwestii audio muszę też poruszyć kwestie głosów postaci. Szczęśliwie, po wielu latach oglądania i grania z dubbingiem (ostatnio staram się od tego odzwyczajać, ale IMO głupie jest grać w polską grę po angielsku) nie przeszkadzała mi studyjność niektórych głosów. Za to Jacka Kopczyńskiego (czy raczej mówiącego jego głosem Jaskra) miałem ochotę ubić pudełkiem z grą za wkurzające ekrany ładowania z bardem gadającym o tym, co się dzieje w głównej fabule. I to jeszcze nie mogę mu przerwać! Niekiedy, chcąc wygrać wreszcie w gwinta z jakąś postacią, musiałem raz po raz słuchać tego jego paplania. Aż wreszcie nie wytrzymałem i zacząłem wyłączać głośniki. Ech… Kamień na Wilka Jak już wspomniałem – grę przeszedłem z zainstalowanym pierwszym dodatkiem – „Sercem z kamienia”, więc powinienem o nim wspomnieć. Jest to ten rodzaj płatnego rozszerzenia, które każdy producent powinien sprzedawać (patrz i ucz się Ubisofcie!). Historia Olgierda von Everec została przedstawiona z pomysłem. Nie będę spoilerował, ale powiem, że zabawa na pewnym weselu dostarczyła mi więcej radochy niż śmiganie powozami po ulicach Londynu. Wilcze pchły  Wiedźmin 3 ma całkiem sporą ilość błędów. Wprawdzie są sukcesywnie naprawiane, ale wciąż przemknie się kilka. A to nie mogłem ukończyć zadania pobocznego, bo nie wczytał się skrypt – nagrodę dostałem, ale expa nie. To znowu zniknął gdzieś handlarz (wrócił po wczytaniu save’a). Czasem łódź po przeniesieniu się do „portu” stawała się łodzią podwodną… Ale najzabawniejszy błąd miałem całkiem niedawno – pod koniec gry. Łatka 1.12.1, ostatni quest, zostało mi dwóch bossów. No, będzie grubo – myślę. Lepiej poczytam taktyki albo przynajmniej zobaczę na co uważać. Uzbrojony w wiedzę ruszam w bój. O ile finałowy boss spełnił moje oczekiwania, tak przedostatni – nie. Nie wiem czy to był bug (mam nadzieję), ale przeciwnik stał w miejscu i dał się okładać jak Najman, padając po jakiś 30 sekundach (!). Rozumiem, że grałem na „niedzielniaka”/„casuala” na łatwym, ale bez przesady. Byle baba wodna stanowiła większe zagrożenie od „drugiego po Królu Dzikiego Gonu”. Z błędów warto wspomnieć jeszcze wierzchowca Geralta – czyli Płotkę. Zapewne wiadomo już o co mi chodzi – koń ma tendencje do pojawiania się daleko od bohatera i nie kwapi się, by szybko do niego podjeść. Dodatkowo, nieraz zdarzyło się, że mimo moich pogwizdywań Płotka się nie spawnowała. Dziwnie się też poczułem, gdy za którymś razem mój koń z kasztanowego zmienił kolor na czarny – zupełnie bez jakiejkolwiek przyczyny. Ot, gra postanowiła, że od dzisiaj Płotka będzie wyglądała inaczej. Z kolei wśród dziwności muszę wspomnieć o kuszy, która na lądzie jest średnio przydatna (nadaje się co najwyżej do ściągnięcia na siebie wrogów), natomiast pod wodą staje się, jak to mówią Niemcy, wunderwaffe (a może to było schmetterling?). Kiedy płynąłem łodzią i cokolwiek mnie atakowało to z nie walczyłem na pokładzie, lecz wskakiwałem do wody i tam używałem kuszy. Było szybciej, łatwiej i przyjemniej. Powrót na szlak? Czas zakończyć tę recenzję i wystawić ocenę. „Wiedźmin 3: Dziki Gon” jest grą, która wciąż zgarnia nagrody. Jednocześnie dostarczyła mi wielu godzin zabawy (według licznika w GOG Galaxy – dokładnie 138 godzin i 34 minuty) i z całą pewnością wrócę do przygód Geralta z Rivii gdy tylko wyjdzie drugi dodatek. Jako, że przyjąłem oceny szkolne miałem nie lada problem. Ostatecznie zdecydowałem, że najbardziej sprawiedliwie jest wystawienie polskiej grze mocnego 5+/6. Jest to bowiem produkcja bardzo dobra, ale drobne błędy powodują, że niewiele, ale jednak, brakuje jej do zostania grą wybitną.   PS. Za tydzień wpisu nie będzie. Życzę Wam spokojnych Świąt Wielkiej Nocy.

MajinYoda

MajinYoda

 

Asasyńskie marudzenie [Recenzja]

Zawsze lubiłem serię AC. Ubisoft potrafił przytrzymać mnie przy ekranie podczas przygód Altaira oraz Ezio. Trochę przynudzał, ale Connora też przetrawiłem. Za to pirackie przygody Edwarda były dla mnie przez długi czas nadzieją na poważny rozwój serii. Potem nadszedł Arno, na którego przygody zużyłem kod dołączony do karty graficznej. Nie mogłem – porzuciłem go po jakiś dwóch tygodniach. Ale, gdy usłyszałem o Asasynie w XIX-wiecznym Londynie, musiałem to zobaczyć. A moja chęć poznania tej gry wzrosła jeszcze bardziej, gdy dowiedziałem się, że będę sterować dwójką bohaterów. I wtedy… Bohaterowie na miarę naszych możliwości …poznałem bliźnięta – Evie i Jacob Frye. Ona kierująca się rozumem, kobieca, skradająca się i szlachetna. On – męski aż do bólu, cwaniaczek, zabijaka. Jak miałem ich nie polubić? Ano, właśnie. Nie polubiłem. Oboje zostali źle nakreśleni – właściwie nie widziałem między nimi różnicy – poza płcią, oczywiście. Trio z GTA V mogłoby oboje wiele nauczyć o charyzmie i kłótniach. Szczególnie, ze przełączanie się między rodzeństwem to lekka kpina – no, chyba, że opanowali translokację. Ogólnie, Ubisoft poszedł dziwną, dla mnie, drogą – zamiast jednego porządnego bohatera na miarę co najmniej Edwarda lub Ezio, dostałem parę, która jest tylko nieco lepsza od Connora. Bo niby mają własne cele - Evie chce zdobyć Fragment Edenu przed Templariuszami, a Jacob – skopać tyłki poplecznikom tychże tworząc gang – „Rooks” (swoją drogą – kto wymyślił polską nazwę - „Skokierzy”?). Super, założenia mi się podobały – oczekiwałem różnych misji dla obojga i różnych podejść (subtelnego i siłowego). A figa! Szybko okazuje się, że oboje kierują tym gangiem (a niby Evie nie chciała brać w tym udziału) i ostatecznie oboje (spoiler alert!) odbierają artefakt Crawfordowi Starrickowi (NSG). Przechodzenie misji u obojga wygląda niemal identycznie. Choć wolałem kierować Evie, bo na późniejszym etapie gry może „zniknąć”, co ułatwiało gubienie pościgu. Skoro już wspomniałem o głównym złym - przed rozgrywką poczytałem trochę i miałem wizję ciekawego przeciwnika, na miarę przynajmniej Cesare Borgii. Cóż, jego dziwne zachowania (spoiler)(taniec z Evie, gra na fortepianie itp.) były całkiem interesujące i nawet zacząłem go lubić. Jednak finałowa walka z nim to był koszmar. Osobie, która ją wymyśliła powinno się zabrać pensję. Serio. Biegnij do bossa – bij go – zostań złapany. Biegnij jako drugi bohater – bij bossa… To ma być dobra walka? Żarty sobie robicie w tej Kanadzie? Kolejnym elementem, który byłby lepszy, gdyby chodziło o jednego bohatera to poziomy umiejętności. Przyznam, taki erpegowy rozwój to dobry pomysł dla serii – coś nowego i dającego iluzoryczny wpływ na rozwój postaci. Cóż, przynajmniej do momentu, gdy wypełnimy wszystkie poziomy drzewek i odkrywamy, że obie postacie są pod tym względem niemal identyczne. Równie dobrze mogły mieć jedno wspólne (byłoby mniej klikania). Dodatkowo, maksymalny poziom i wszystkie umiejętności udało mi się zdobyć w połowie gry (!). Powinno być jakieś ograniczenie, ale nie – (spolier!) wystarczy zdobywać po kolei dzielnice i gotowe. Potem trzeba tylko czekać na lepszy sprzęt (który też IMO zdobywa się zbyt szybko) i postać silniejsza od wszystkich wrogów gotowa. Przechodząc dalej warto wspomnieć o postaciach pobocznych. O ile te historyczne (Florence Nightingale, królowa Wiktoria, Karol Darwin itd.) zapamiętałem bez problemu (no, może poza Thomasem Edisonem, który w grze był ze 20 minut), tak o pozostałych szybko zapominałem (do dziś nie pamiętam nazwiska Mistrza Asasynów :O). Szczególnie mam problem z „tym policjantem, co się przebiera”. Nazwałem go „Dedek”, bo przy pierwszym spotkaniu był ubrany jak Tomasz Dedek w „Poranku kojota” (brakowało mi tylko – „pińćset złotych, pikny kawalerze” J). O przeciwników nawet nie dbałem – ot, jakaś templariuszka czy ktokolwiek inny. A szkoda, bo mogły to być postacie równie ciekawe, co te z pierwszego Asasyna. Co do gangów – w mieście rządzą „Blighters”, a „Rooks” mają odbić miasto spod ich panowania. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden szkopuł. Odbijanie dzielnic polega na wykonaniu dowolnym bohaterem kilku misji w obrębie miejsca. Mamy tu uwalnianie pracujących dzieci, czasem zabicie przywódcy, zdobycie twierdzy (czyli kilku kamienic) i parę innych, już nawet nie pamiętam jakich (serio – jest to tak powtarzalne, że się zapomina), aktywności. Potem już tylko walka z kilkoma (!) wrażymi pachołkami, ewentualnie zabicie przywódcy i dzielnica nasza. Serio? Tylko tyle? W niektórych dzielnicach ta „finałowa walka o panowanie” trwa mniej niż minutę! Nie wspominając już, że po wszystkim „czerwoni” bez problemów dołączają do „zielonych”. Ktoś tu chyba poszedł na łatwiznę. Skoro już o tym mowa – miło, że mogę zabrać ze sobą kilku członków mojego gangu. Ba, potrafią nawet wsiąść do powozu lub ukraść jakiś i podążać za bohaterem(ką). Szkoda tylko, że rzadko z nich korzystałem, a jak już – traktowałem ich jak mięso armatnie. Co z tego, że zginą? Niebawem pojawią się następni. I kolejni. Nie czułem wobec nich takiej więzi, jaką miałem z członkami Bractwa z Brotherhood. Ot, takie oszołomy, które chętnie zginą, gdy im każę. Ewentualnie „zasłona dymna” – oni się tłuką ze strażnikami, a ja tymczasem wchodzę z innej strony. Na koniec zostawiłem bohaterów współczesnych. Z kamer asasynów możemy sobie poobserwować zmagania znanych od drugiej części Rebecci Crane i Shauna Hastingsa. Oboje przeszli taki lifting, że początkowo myślałem, że mieli jakiś wypadek. Serio – we wcześniejszych odsłonach wyglądali jakoś… ładniej. Przynajmniej te sekwencje nie są długie, więc plus się należy. Jak również za utwór przy ich ostatniej sekwencji. A, zapomniałbym. Jest jeszcze wnuczka Jacoba (Lydia, bodajże), której misje rozgrywają się w czasie I Wojny Światowej. Super. Jej zadania zostały chyba upchnięte na siłę, bo ogólnie miałem gdzieś co się tam dzieje. Ot, zrobiłem te misje, ale tylko z chęci zobaczenia jaką nagrodę dostanę. London's burning Londyn za czasów panowania królowej Wiktorii wydawał mi się doskonałym miejscem akcji dla nowego Asasyna – miasto było wówczas sercem największego (terytorialnie) Imperium na świecie. Ponadto te wszystkie opowieści o wilkołakach, Kuba Rozpruwacz, mroczne uliczki, których lepiej nie zwiedzać i Tamiza sprawiały, że czułem się pewnie. Przecież nie da się tego zepsuć – ta metropolia została stworzona do takiej gry.   I się lekko zawiodłem. Klimatu tu za grosz – bezpieczne uliczki, czasem jakieś zdarzenia losowe (takie, jak w poprzedniej części…). Jedynie znane miejsca i wypełniona barkami Tamiza dają tu radę. Reszta jest zbyt… czysta, sterylna wręcz. Spodziewałem się brudnych, obskurnych domów i mnóstwa żebraków i kalek w gorszych dzielnicach, a dostałem jedynie lekko podniszczone budynki i nieco gorzej ubranych ludzi. Aczkolwiek, dzielnice fabryczne z wielkimi kominami naprawdę dobrze wyglądają. Fakt, widać różnice między dzielnicami – bogacze chodzą po lepszych, biedota po gorszych (a to ci dopiero :D). Ale to za mało, by ukazać całą panoramę ówczesnej metropolii, jaką był Londyn. Miasto zostało podzielone na dzielnice – jest ich siedem. Początkowo każdą rządzi inny Templariusz i każda ma inny poziom postaci wymagany do jej zdobycia. Nieźle pomyślane, przyznam. Problem w tym, że nawet po wyzwoleniu po ulicach kręcą się przeciwnicy (czego tam szukają?). Dodatkowo, zdobycie wszystkich zajmuje raptem kilka godzin, a szkoda, bo można to było rozplanować o wiele lepiej. W mieście porozrzucane są znajdźki, z których najciekawszą są pozytywki, których znalezienie daje dostęp do skarbca i zbroi dla Evie. Szukanie ich daje niezłą frajdę, o ile ma się szczęście (lub korzysta z poradników), ponieważ trzeba nasłuchiwać ich melodii i iść za dźwiękiem. Wreszcie jakaś odskocznia od „kup mapę i masz na niej wszystko”. Należy się plus. W tej części bazą Asasynów jest pociąg, który jeździ po całym mieście. Sam pomysł jest świetny – niekiedy przenosiłem się do niego tylko po to, by sobie w nim pojeździć. Niestety, zabrakło mi możliwości jego rozwoju/rozbudowy, podobnej do Kawki. W zamian dostałem kilka (cztery czy pięć) misji „pociągu” (nie bardzo wiem na co wpłynęły). Pociąg zmienia swój wygląd po kolejnych sekwencjach, więc po jakimś czasie wygląda bardzo elegancko. Nowością w grze są powozy. Przyznam się szczerze – bardzo mi się spodobały i przydałoby się rozwinięcie tego pomysłu w kolejnym Asasynie. Frajdę sprawiało mi wygrywanie kolejnych wyścigów. Niestety, zauważyłem, że przeciwnicy niekiedy oszukują i potrafią znikąd pojawić się za plecami gracza, by na ostatnim zakręcie zdobyć prowadzenie i wygrać. Może mają nitro? Albo stosują jakąś karmę? Niemniej, element warty dalszego rozwijania. Zauważyłem też pewien problem z powozami – drastyczne spadki płynności. Na moim sprzęcie gra chodziła bez problemu na średnio-wyższych detalach. Mogłem biegać, skakać, pływać i zabijać bez problemów. Ale gdy wsiadałem do powozu gra potrafiła mi się przycinać co kilka minut. Szczególnie frustrujące to było podczas wyścigów i misji. Inna nowość ułatwiająca poruszanie się po mieście – wystrzeliwana linka- okazała się, moim zdaniem, sukcesem. Wprawdzie zabierała frajdę wspięcia się na najwyższy budynek, ale nie oszukujmy się – rewolucja przemysłowa i postęp musiały wpłynąć także na uzbrojenie Asasynów. Z linki korzystałem często i uważam, że w kolejnej części należy rozwinąć jej potencjał. Niekoniecznie w stylu Batmana. Muzyka też mi się spodobała – brzmi dobrze, a kawałek w ostatnim filmiku o współczesnych asasynach (niestety, nie znam tytułu) był po prostu genialny. Roboty (nie tak zaraz) od groma Skoro już wspomniałem o aktywnościach pobocznych warto napisać, że w grze tylko pozornie jest co robić. Losowe misje typu eskorta powozu, atak na powóz, na pociąg, barkę oraz kradzież ładunku początkowo dają frajdę. Po jakimś czasie jednak zaczyna się to nudzić (szczególnie, gdy zdobędzie się pełną reputację u odpowiedniej osoby), a nagroda wydawać niewielka (pod koniec miałem prawie 100000 funtów, co przekłada się na dzisiejsze osiem milionów (!) funtów [źródło: www.measuringworth.com]). Całość dopełnia „Fight club”, w którym możemy pobić paru gości i nieco zarobić. Zabawnie, bo o ile do Jacoba tego typu misje pasują – tak do Evie już niezbyt. Mimo to gra nie widziała problemu, że dość skąpo (jak na tamte czasy) odziana młoda kobieta walczy na arenie ze spoconymi, rozebranymi do pasa mężczyznami… Z kolei misje głównego wątku nie odbiegają od asasyńskiego standardu. Jedynie te, gdzie zabijamy ważną fabularnie postać są atrakcyjne - różne drogi wejścia, kombinowanie i skradanie się jest tym, co powinno być zawsze obecne w serii. Za każdym razem z uśmiechem witałem te misje. Gdybym tylko wiedział czemu niektórych zabijam? Podsumowanie Kończąc tę recenzję powinienem postawić ocenę. I tu mam zagwozdkę - z jednej strony cały czas marudzę, a z drugiej - bawiłem się całkiem nieźle. W moi prywatnym rankingu, Syndicate stoi powyżej Unity, Revelations i "trójki", więc nie jest tak źle. Jako fan serii stawiam grze mocne 3,5/6 4,5/6 [edit po ponownym ograniu i zapoznaniu się z większością DLCków] i mam nadzieję, że zapowiedziany rok przerwy wyjdzie serii na dobre. [edit2019 - jak dobrze wiemy - wyszedł ]

MajinYoda

MajinYoda

 

Demony są wszędzie II

Wreszcie udało mi się stworzyć wpis numer 100.  (Edit2019 - nie jestem pewny czy był to setny wpis - coś się wtedy zepsuło z liczeniem ilości postów . Zresztą - teraz to i tak nie jest ważne). Wprawdzie nie jest taki, jak sobie zamarzyłem (z przyczyn obiektywnych), ale trudno. Wpis jest kolejnym msm-em, ale nietypowym. Po pierwsze - dotyczy materiału audio, po drugie - jest jednym z niewielu tego typu wpisów w tym roku. Ale o tym na końcu. Jakiś czas temu portal fronda.pl opublikował materiał audio z konferencji pewnego Księdza Profesora Andrzeja Zwolińskiego (który już raz gościł na moim blogu) zatytułowanej "Przemoc i magia w komputerze". Link do materiału znajduje się, tradycyjnie, na końcu. Przyznam, że trochę się namęczyłem, by każdy cytat był dokładny. Przy okazji dodam, że niektóre treści wcale nie są głupie. Przynajmniej nie całkowicie. Ja jednak, tradycyjnie, przyczepię się właśnie tych niezbyt mądrych. Moje zdrowie psychiczne już nigdy nie będzie takie samo po tym materiale. Wasze, możliwe, że też. Pominę przydługi wstęp o m.in. wróżbitach. Przejdę od razu do gier. No, to się dopiero nazywa speed-gaming . Tylko ciekawe czy istnieje gra, w której w krótkim czasie da się wymordować wszystkich? Skoro to była konferencja to taka informacja powinna zostać podana. Tak samo, jak źródło owych ?rewelacji?. Oczywiście, lepiej, żeby poszedł pić wódkę i palić dopalacze z kumplami . A tak bardziej serio - nasuwa się szereg pytań: czy bandyci tak odpoczywają? Czy niszczenie to ich hobby? Czy jak nie odpoczywają to są praworządnymi ludźmi? Czy to oznacza, że nie ma nic gorszego od odpoczywającego bandyty? Tyle pytań, a odpowiedzi brak . Skoro jest licealistą, to raczej komputer z Komunii już dawno albo leży w piwnicy/na strychu albo istnieje na zasadzie "wspomnień czar"... albo już dawno wylądował na śmietniku. Dodatkowo - w takim razie to wszystko wina babci i komunii?   Oj tam zaraz - uzależnił. Ja mam komputer od (prawie) 16 lat i się nie uzależniłem . A to już jest zakładanie czegoś z góry. A może ten młody człowiek dużo rozmawia z babcią? A może ona już nie żyje? Ale tak jest najłatwiej - stereotyp goni stereotyp. Trzeba też będzie dopisać nowe punkty do Małego Słownika Spychologicznego - "babcia" i "Komunia" . (edit - dodane) Póki co przejdźmy dalej: No i? Czytając różne książki (o nich również jest mowa, pod koniec) też może się oswoić z "magią". A między oswojeniem i stosowaniem jest dłuuuuuga droga. Bo szybko się człowiek przekonuje, że Znaki nie działają . A smoków nie ma, więc Krzyki też są bezużyteczne. Podobnie, jak? sami sobie dopiszcie . Dalej jest o stronach sekt w amerykańskim Internecie pod koniec 1999 roku, z wyszczególnionymi liczbami. Szacun, ale mnie to nie interesuje . Czy wszędzie? Takie Cities: Skylines... ach, magiczne znikanie kierowców stojących w korkach. To może FIFA? No tak - piłkarze biegający ze złamanymi nogami. Tetris - klocki spadają magicznie spoza świata. O szachach nawet nie wspomnę. Czyli to prawda - w każdej grze jest jakaś magia! Co Ksiądz Profesor z tymi babciami? Nie ma nikogo innego winnego? Nie wiem - Diablo, Harry Potter... nekrofilia? Ermm... czy ktoś zna taką grę dla dzieci? Jestem nieco do tyłu z tego typu grami, więc pewnie coś przeoczyłem. Dalej jest o Albanii, czaszkach i Haloween. Posłuchacie sobie sami . Co z tymi Maksymilianami jest nie tak? Jeden grozi nożem, inny zabija babcię (o czym już pisałem). Nie wspominając np. o takiej postaci, jak Max Daume (wygooglujcie sobie). Tego imienia trzeba zakazać! A teraz, dla odmiany, coś mądrego: Ok, więc pojawił się jeden zwyrodnialec na DWA miliony osób. Nie wiem ilu w Polsce jest bibliotekarzy, ale idąc tą logiką i w świetle ostatnich wydarzeń - powinniśmy ich wszystkich pozamykać zanim kogoś zabiją! Dalej jest o czasie grania w Szwecji (posłuchacie sobie) i wracamy do Polski: Interesujące - czyli te wszystkie książki, artykuły itd. to była tylko halucynacja? Ten materiał też chyba jest? ...Nie, niestety - to rzeczywistość. Moja głowa... I moje biurko ;(. Po wysłuchaniu tego fragmentu naszły mnie dwie wątpliwości. Po pierwsze - skąd Ksiądz Profesor tak dobrze zna fabułę tej gry? A po drugie - o jaką grę chodzi? Jedyna gra Hell, jaką znalazłem, to strategia turowa, w której walczy dobro ze złem (link do gry-online.pl), ale nie ma informacji o żadnej partii. Może ktoś ma jakiś inny pomysł? A tymczasem idźmy dalej: Myślicie, że to jest dziwne? Przeczytajcie/posłuchajcie dalej: Trochę tego nie rozumiem. Z jednej strony gani się gry, że pokazują "ołtarze" do czarnych mszy. A z drugiej podaje się jak się powinno takowe robić? Pomijam również fakt, że w tej grze chodziło, z tego, co pamiętam, o przepędzenie stamtąd tych "pomiotów Szatana", o czym Ksiądz Profesor, oczywiście, nie wspomina. Bo by nie pasowało do tezy, nie? Dodatkowo - nieletni nie powinni sięgać po takie gry - a to już jest odpowiedzialność rodziców, nie twórców. Dalej obrywa się Diablo, ale to już jest nudne. Jedyna warta wspomnienia rewelacja to: To się Blizz zdziwi. Chyba nawet bardziej ode mnie. Zresztą, teraz to chyba powinni się nazwać ?La Tormenta? . Ciekawie robi się po słowach Księdza Profesora o ?paciorku w podziemiach katedry przed ołtarzem Szatana?: I znowu te babcie winne... Ech... Dalej jest o piśmie "W.I.T.C.H." i pytania podobne do tych z badania dr Kimberly Young (link), obrywa się też... Jamesowi Bondowi i Janosikowi (!). Polecam także fragment o tajemniczym obrazku z niemieckim żołnierzem, karabinem, Ukrainką, dżojstikiem, punktami i decyzjami (około 49 minuty). Idźmy lepiej dalej. Tylko "mogą", tak? Czyli wcale nie muszą. Lepiej by zabrzmiało, gdyby powiedzieć "zawsze". (Inna sprawa, że słowo-wytrych musi się pojawić  ). Już o tym pisałem wyżej. Czas na stały punkt ? gatunki gier: Te gatunki to jakiś totalny bełkot! Wszędzie tylko magia i Szatan. Ale co się dziwię - każdy psudo-naukowiec musi opracować własne gatunki gier . Inaczej nie byłby dobry spychologiem . Na tym koniec (uff...) - resztę sobie   (wbrew pozorom spoooro pominąłem). O ile dacie radę . Jeszcze słowo o msm-ach. Otóż, postanowiłem, że tego typu wpisy będą pojawiać się o wiele rzadziej niż do tej pory. Myślę, że wszystkim nam wyjdzie to na zdrowie (głównie mi ), a i temat nie opatrzy się już tak mocno. Do zobaczenia za tydzień!

MajinYoda

MajinYoda

 

Jestę Hitmanę

Dziś na warsztat trafiła książka Anny Andrzejewskiej pt. „Dzieci i młodzież w Sieci zagrożeń realnych i wirtualnych. Aspekty teoretyczne i empiryczne” z 2014 roku. Ortografia i interpunkcja bez zmian . Na początek - „Niebezpieczeństwa gier komputerowych”: Trudno się z tym spierać - jednakże rzeczywistą rzeczywistość () też można tak kreować. Gry to jednak wciąż wirtualna rzeczywistość. No, ale ok., niech będzie. Cóż, moją przygodę z grami zaczynałem z takimi grami jak Shogo, Soldier of Fortune i GTA2 (oraz NFS Porsche 2000 ), więc jestem ciekaw czego muszę się dopuścić, by dorównać wyobrażeniom naukowców o takich graczach, jak ja. Pewnie taki Mao Tse-Tung powinien być przy mnie, jak pluszowy króliczek . Za zabicie przeciwnika na wojnie też można dostać medal? Dodatkowo - czy we wszystkich grach? Tu, przyznam szczerze, nie bardzo rozumiem, o co chodzi. Serio, nie kapuję tego. Czy chodzi o trening w zabijaniu? Czy agresja w niektórych przypadkach nie jest "odpowiednim zachowaniem w danym momencie" (np. gdy ktoś nas atakuje)?Lepiej przejdę dalej - "Wpływ agresji i przemocy na psychikę i osobowość graczy": Zatrzymajmy się tu na chwilę. Co to znaczy "z pewnych badań"? Kto je przeprowadził? Fakt, pod koniec tego fragmentu pojawia się przypis do innej książki, ale Autorka powinna podać kto je przeprowadził i kiedy. Ale cóż - patrz Mały Słownik Spychologiczny . Kurde, to oznacza, że programiści są... Terminatorami! No popatrzcie na takiego T-1000 - sztywny, mechaniczny (i takoż myślący), z ograniczonym horyzontem (zabić Sarę Connor!) i bardzo nietowarzyski. Idźmy jednak dalej: O nagrodach już było, więc nie będę się powtarzać. Proszę za to zwrócić uwagę na ?słowa-wytrychy? (patrz MSS) i strasznie ogólnikowy sposób pisania. Czy bowiem u wszystkich tak się dzieje? Czym jest owe "odwrażliwienie na przemoc"? Autorka to powinna wytłumaczyć. Przyznam, że nie rozumiem. Jakie reguły? Czy ktoś gra w grę/ogląda film/czyta książkę z przemocą, żeby bohater zginął? Czy istnieją takie osoby? No, mi się kilka razy zdarzyło życzyć śmierci bohaterowi, np. w "Igle" Folletta . Ba, nawet się ucieszyłem, że zginął . Szkoda, ze Autorka nie podała żadnych przykładów... Byłoby ciekawie. Bo zapewne chodzi o jakieś Need For Speed Underground czy coś. UWAGA! Kolejne zdanie zmiażdży Wam psyche, więc lepiej albo zamknijcie oczy i przewińcie dalej - albo trzymajcie się mocno. Ewentualnie pożegnajcie rodzinę. Gotowi? Ostrzegam - macie ostatnią szansę!! KABOOOM!! Mój mózg eksplodował przy tym zdaniu. A Wy - jak się trzymacie? I którą z tych ścieżek wybraliście? (bo ja mam już swój kod rabatowy na broń - nadrukowany na tyle głowy). Idźmy jednak dalej: Chyba tylko Wiedźmina 1 (i jego sex-karty) bym tu wskazał... To ostatnie to totalna bzdura. Rozumiem, że zabijanie, kradzieże itd. są niezgodne z Dekalogiem (choć nie wiem jak ma się do tego "wirtualu"), ale trudno to nazwać "ośmieszaniem". Ba, w wielu grach symbol krzyża utożsamiany jest z tymi dobrymi - magią światła itd. (choćby Zamek/Przystań z HoMM). Tak samo Anioły i Archanioły. Właściwie to nawet w Asasynie, w którym bije się papieża Aleksandra VI (który święty nie był) wartości chrześcijańskie nie są ośmieszane. Zwyczajnie w historii także naszej religii zdarzały się "czarne owce". Czas na słów kilka o bohaterach gier. Że już było? Trudno: Hmm... czy to oznacza, że w TPP nie widać co postać trzyma? Tak z tego wynika... I co z widokiem z góry? Pozwoliłem sobie przytoczyć cały ten fragment, gdyż jest po prostu bzdurny. Po kolei - bohater rzadko sprawuje jakąkolwiek władzę (bo sam by nie łaził jak debil, tylko ludzi wysyłał (poza Ojcem Chrzestnym 2). Dodatkowo - każdy jest w pewnym stopniu egocentryczny. Nawet największy altruista ma w pewnym stopniu na uwadze także siebie. To tak, jakby napisać, że ktoś, kto oddał życie za innego człowieka, też jest egocentryczny, bo chciał osiągnąć zbawienie czy coś. Zresztą - kiedyś już o tym było, więc nie będę się rozpisywał. Dalej jest o uzależnieniach, ale nie widzę sensu, by o nich pisać. Pozdrawiam !

MajinYoda

MajinYoda

 

Na Wilczym szlaku

Dawno nie było nic o grach, więc czas to nadrobić. Pogoda na zewnątrz sprzyja graniu i czytaniu, więc dzisiaj o jednym i drugim . Jak pewnie wywnioskowaliście z tytułu postu – będzie o Wiedźminie 3, którego niedawno kupiłem. Wiem, że o tej grze zdążono napisać już chyba wszystko – ale niedawna premiera pierwszego dodatku (kupiłem tez oba w pakiecie) jest chyba dobrym momentem na taki wpis. Szczególnie, że jest to najlepszy RPG, od czasów Gothic 3, w jakiego grałem! Szczerze pisząc, niech się schowa Dragonborn z całym tym swoim zapyziałym Skyrim – Velen i Skellige miażdżą go pod każdym względem. No, prawie każdym, ale żadna gra nie jest doskonała. Nie będę się zagłębiał w meandry fabuły – jestem na dość wczesnym etapie głównego questu, ponieważ skupiłem się głównie na zadaniach pobocznych i odkryciu wszystkich miejsc. Najbardziej żałuję, że dosyć szybko skończyły mi się wioski do odbicia… Wracając do porównania ze Skyrim – tam niby byłą ta wojna domowa, ale (SPOILER ALERT!) koniec końców nikt nie zostaje królową. A tutaj? Kilka questów, kilka godzin zabawy i dochodzi do koronacji! Bethesda (i wielu innych) powinna siąść, zrobić notatki i popracować nad TES VI. Szczególnie, że modderzy już zaimplementowali część patentów z „Wieśka” do Skyrima – widziałem już, na przykład,  mod dodający tablice ogłoszeń ze zleceniami! Przyznam się szczerze, że „jedynki” nigdy nie ukończyłem, a „dwójkę” przeszedłem tylko raz (i to nie zdobywając tatuażu, jeśli wiecie o co mi chodzi ), ale „trójkę” cisnę jak tylko mogę. Zaglądam pod każdy kamień, sprawdzam każdego NPC, czytam wszystkie ogłoszenia… I świetnie się przy tym bawię. Jednakże, najbardziej zapamiętałem fragment, gdy udało mi się pokonać czterech NPC, których gra oznaczyła czerwoną czaszką – czyli byli silniejsi ode mnie. Dawno nie miałem takiej radochy w żadnej grze. Na zakończenie powiem jeszcze, że niedawno czytałem prozę Andrzeja Sapkowskiego – i utknąłem przy „Chrzcie ognia”. Wstyd się przyznać, ale zwyczajnie nie mogłem przetrawić Szczurów i zrobienia z Geralta ciecia, który gania za dwiema babami po świecie zamiast wykonywać to, do czego został stworzony – czyli mordowania potworów za pieniądze. W pewnym momencie nawet pomyślałem – „kurde, chłopie, weź je przykuj w Kaer Mohren do jakiejś ściany i leć zabijać potwory!”. Ale cóż, obiecuję, że kiedyś wrócę do „papierowych” przygód Geralta. A, póki co, wyruszam ponownie na Skellige i… do Ankh-Morpork :D. PS. Ankieta urodzinowa jest nieaktualna. PS2. Za tydzień nie będzie wpisu.

MajinYoda

MajinYoda

 

Spójrz na PeCeetaa-aa!

W dzisiejszym wpisie wracam do książki „Media a edukacja” (2000). Tym razem artykuł autorstwa Henryka Nogi pt. „Wybrane psychologiczne aspekty użytkowania aplikacji komputerowych”. Będzie dosyć krótko. Jeden, krótki, fragment i już dwa słowa-wytrychy. Autor powinien podać jakieś statystyki, a nie domniemywać. Co to za nauka? Tak samo. Dodatkowo – gram od jakiś 16 lat, czyli zaczynałem jeszcze przed publikacją opisywanej książki. I co? Nic. Widać, musze jeszcze poczekać :D. A wtedy niech sę wszyscy strzegą. (zob. Projekt MSM) Okej… gry komputerowe pokazują sfilmowaną agresję? Erm… a jaką agresję pokazuje telewizja? Pewnie nagraną dźwiękowo (radio spisaną, a książki – narysowaną itd.). Wszystko super, pięknie, ale Autor NIE podał tych badań. Tak samo, jakbym powiedział, że „z przeprowadzonych badan wynika, że większość osób głosujących na partię X to idioci”. Taki sam poziom „badań”. Aha… tego… nie wiem kogo oni badali, ale chyba było to mocno wybiórcze. Pluszowy miś musiał się często zawodzić na Panu Nodze, oj często… Kończę, bo idę przytulić mojego PC z Win10, 16 GB RAM, GeForce 990 gtx HD3D, IntelCore i8 i Blu-Ray z siłą printf (”63,5 N”); Nie żegnam się, gdyż jestem komputerowcem.

MajinYoda

MajinYoda

 

Mały Słownik Spychologiczny

RE-KLA-MA   Ukończyłeś studia spychologiczne i nie wiesz co dalej? Piszesz artykuł lub tekst naukowy o negatywnym wpływie gier? Nie masz pojęcia o temacie? Potrzebujesz pomocy? Mamy dla Ciebie idealne rozwiązanie! Blog "Kącik Yody" prezentuje:     Autorstwa samego magistra MajinYody! Tylko dzisiaj! Edycja Kolekcjonerska za jedyne 89999,99 VND! Płatność przyjmowana jest również w titcoinach Autor zastrzega sobie prawo do odmowy przyjęcia zapłaty tym sposobem, jeśli uzna, ze nie jest on wart tej ceny. A jeżeli zamówisz w ciągu najbliższych 896 godzin otrzymasz autograf od autora - całkiem gratis! (dopłata za transport - 300000000 VND - płatność z góry)   Definicje: Agresja - patrz przemoc. Amerykańscy naukowcy - Wszechwiedzące Istoty, które działają jak jeden połączony mózg; powołanie się na nich uwiarygadnia każde badanie, argument oraz fakt. Anime - najgorszy rodzaj kreskówki, wytworzony przez satanistycznych żydo-maso-cyklisto-komunistycznych pedofilów z Japonii, by deprawować ludzi. Najbardziej znanymi anime są: Pocket Monster, Hello Kitty, Dragon Baal, Żółwie Ninja. Argument - należy go używać tylko, gdy jest zgodny z tezą; można go zmyślić lub spisać - nikt tego nie zauważy; przykłady dobrych argumentów: "gry komputerowe tworzą zabójców, bo tak powiedziałem" lub "gracze są mordercami, bo Andreas Breivik kiedyś w coś zagrał". Babcia - naiwna osoba, która kupuje swoim wnukom (graczom) komputer na Pierwszą Komunię, a potem zaopatruje w gry, całkowicie demoralizując dziatwę (zob. również rodzic). Badania - ważne, lecz całkowicie opcjonalne; koniecznie należy zadbać, by były zgodne z tezą; jeśli nie są zgodne - najlepiej je przemilczeć lub napisać, że badani wykazali w ten sposób swoje uzależnienie od gier komputerowych; nie ma też przeciwwskazań, by je spisać lub tylko przypuszczać jakie będą wyniki. Można się także powołać na amerykańskich naukowców. Bohater gry - demoniczna istota stworzona przez Szatana, gracze mają się do niego upodobnić pod każdym względem; wszyscy bohaterowie gier są źli, niezależnie od tego, co robią; mają po kilka żyć; warto pamiętać, że wszyscy bohaterowie są nastawieni na mordowanie, gwałty i niszczenie. Bóg - najwyższa Istota, walczy z Szatanem, zawsze chce tego, co spychologowie, więc zawsze mają rację. CD-Action - najbardziej plugawe z plugastw, czasopismo stworzone, by szerzyć deprawację i uzależnienia od gier komputerowych wśród graczy; źródło cytatów; wszyscy pracownicy czczą Szatana. Cytat - warto cytować innych spychologów oraz inne teksty świadczące o grach komputerowych jako źródle zła; w razie potrzeby można zmyślać, ponieważ nie trzeba wstawiać przypisów. Czytelnik - spycholog taki, jak ty, możesz od niego spisywać, o ile jego argumenty są zgodne z twoją tezą; nie martw się - żaden gracz nigdy nie przeczyta twojej książki (są zbyt zajęci swoimi grami, mordowaniem, gwałceniem i masakrami). Człowiek - niegdyś pokojowo nastawiona, ascetyczna wręcz, istota, nieznająca wojen ani przemocy; po pojawieniu się pierwszej gry komputerowej wyodrębnili się z nich krwiożerczy i agresywni gracze oraz pokojowo nastawieni niegrający. Depresja - skutek korzystanie z gier komputerowych. Dopalacze - wyższa forma naroktyków. Gracze sięgają po nie pod wpływem gier komputerowych. Fakt - należy je podzielić na dwa rodzaje: fakty zgodne i niezgodne z tezą, te pierwsze należy bez przerwy powtarzać i się do nich odwoływać (najlepiej spisać je od innego spychologa lub zmyśleć), te drugie należy pomijać lub, jeśli inaczej nie można, używać bardzo rzadko - nie mogą przecież przesłonić prawdy; im bardziej fakty przeczą tezie tym gorzej dla faktów; przykład: "X zabił, bo grał" <= dobrze, lecz "X zabił, bo go gnębiono w szkole" <= źle (patrz Spychologia). Filmy - pierwowzory gier komputerowych, początkowo dobre, stały się bardziej złe po premierze Pierwszej gry komputerowej, im więcej trupów w filmach, tym więcej ich w grach; część gier to kontynuacje filmowych hitów (np. "Gears of War" to kontynuacja "Szklanej pułapki" itd.). Zob. też gra komputerowa, kreskówka. Gatunki gier - mityczny podział gier komputerowych ze względu na poziom ich wpływu na psychikę gracza lub ilość przemocy; należy stworzyć własne gatunki lub spisać je od innego spychologa; nie wolno korzystać ze stron dla graczy i prasy komputerowej lub internetu ani znającego się na temacie gracza; wystarczy znać strzelanki, gry wojenne i typu bij-zabij. Gladiatorzy - pierwsi bohaterowie gier komputerowych, zawsze ginęli na arenie. Gra komputerowa - twór Szatana, Żydów, masonów, cyklistów, lewaków, UFO (do wyboru); źródło wszelkiego zła, deprawacji, prostytucji, pornografii, narkotyków i masakr; powoduje raka, tyfus, trzęsienia ziemi, koklusz i wysypkę; każda gra działa tak samo (patrz Gatunki gier); graczeotrzymują w każdej grze punkty i/lub życia; im mniej o nich wiesz - tym lepszy będzie tekst (zob. również Pierwsza gra komputerowa, Popularna gra). Gracz - niegdyś człowiek; obecnie synonim gwałciciela, mordercy i satanisty; młoda osoba, odludek i samotnik łączący się z podobnymi sobie w grupy oraz uzależniony od gier komputerowych narcyz zapatrzony w siebie, nie lubi cierpieć i boi się śmierci uważając, że, wzorem bohaterów gier, ma kilka żyć; należy go leczyć i/lub egzorcyzmować; w swoim zachowaniu zawsze naśladuje bohaterów gier; czci Szatana; najbardziej znani gracze: Adolf Hitler, Czyngis-chan, Józef Stalin, Pol-Pot. Zob. również Wielki Mandorf. Harry Potter - bohater książek ateistyczno-satanistycznych; sługa Szatana; Internet - najważniejsze źródło deprawacji; gracze uzależniają się od niego, pobierają stamtąd gry komputerowe oraz pornografię; w szczególnych przypadkach - główne medium - można tam zamieścić swój tekst, niekiedy także źródło argumentów. Kreskówki - drugi, obok gier komputerowych, sposób na demoralizację ludzi; wszystkie, oprócz tych, które były za czasów młodości piszącego, są pełne przemocy, pornografii, narkotyków i masakr. Zob. też Anime. Masakry - najlepszy argument mediów i spychologów; koronny dowód na zło w graczach; zawsze należy szukać winnych i znajdować je w grach komputerowych; mogą być na większą lub mniejszą skalę, to bez znaczenia. Media - główne źródło przekazu dla spychologów; należy w nich występować po każdej masakrze i co najmniej dwa razy wspomnieć o złym wpływie gier komputerowych i używać słów-wytrychów (zob. również internet). Narkotyki - substancje, które powstały wraz z pierwszą grą komputerową, propagowane we wszystkich grach komputerowych. Wcześniej nieznane. Nauczyciel - specyficzny człowiek, który najczęściej pada ofiarą graczy - szczególnie Wielkiego Mandorfa. Nie ma innych zadań. Najlepiej przedstawiać go jako osobę toczącą dzień w dzień heroiczną walkę z graczami; często bronią się w grupach (zob. rodzice, spycholog) Niegrający - osoby, które nigdy nie grały w gry komputerowe, istoty doskonałe (niemal święte) pod każdym względem - szczególnie w porównaniu z graczami; w wieku młodzieńczym lubi cierpieć i nie boi się śmierci, są ufni i łatwowierni - gdy są młodsi chętnie oglądają "kotki w piwnicy" w towarzystwie obcych mężczyzn; gracze na nich polują i ich mordują. Pierwsza gra komputerowa - pierwotne zło; została stworzona przez Szatana i wyłoniła się z czeluści piekielnych w tajemniczych okolicznościach w 1972 roku lub w latach '90 XX wieku (do wyboru), zapoczątkowała przemoc i wojny. Pierwsza Komunia Święta - sakrament, po którym babcie kupują swoim wnukom-graczom pierwszy komputer, dochodzi wówczas do demoralizacji dzieci. Popularna gra - twór, w którym pojawiają się wszystkie cechy gier komputerowych; nie posiada tytułu; zwiera przemoc, gwałty, pornografię, wojny i Szatana. Poza nią zawsze popularne są: "Blood", "Quake", "DOOM" oraz jego kontynuacje: "Heretic" i "Diablo". Pornografia - główny składnik gier komputerowych, współczesnych kreskówek i internetu; nigdy żaden spycholog tego nie widział, ale zna się na tym. Prasa komputerowa - gazety lub czasopisma współodpowiedzialne za agresję, zło, masakry i istnienie gier komputerowych; współpracownicy Szatana; należy ich unikać lub brać z nich cytaty (najlepiej wyjęte z kontekstu lub zmyślone) jako argumenty; najpopularniejsze obecnie pisma to "CD-Action", "Gambler" i "Cybermycha". Prawda - zawartość tekstu naukowego; ujawnia, że gry komputerowe deprawują graczy. Prostytucja - została stworzona i rozpropagowana przez gry komputerowe, wcześniej nie istaniała. Przemoc - pojawia się od czasu powstania pierwszej gry komputerowej; wcześniej nie istniała. Przypis - opcjonalny dodatek do tekstu; warto wstawić kilka, ale nie można przesadzić. Przypuszczanie - jedna z najważniejszych metod prowadzenia badań w spychologii bez konieczności faktycznego ich przeprowadzania; użycie słów "zakładam, że" oraz "myślę, że" bez trudu potwierdzi każdą tezę, jaką postawimy; przykład: "zakładam, że gdyby przeprowadzić odpowiednie badania na właściwej grupie to myślę, że wyniki potwierdzą moją tezę"; Punkty (zob. też życia) - w grach komputerowych gracze otrzymują punkty za gwałty, zabójstwa, kradzieże i inne złe uczynki; każda gra jest taka sama i w każdej dostaje się jakieś punkty i/lub życia. Rodzic - tajemnicza istota odpowiedzialna za sprowadzanie na świat graczy i niegrających; dostarcza gier komputerowych; czasem można przedstawić jako ofiarę (zob. babcia, nauczyciel). Rowling J. K. - najbardziej znana ateistko-satanistka, należy do Illuminati i New Age; autorka książek o Harrym Potterze, sługa Szatana, wróg Tolkiena; Teza - musi być poparta odpowiednimi argumentami oraz wybranymi faktami, musi zawierać element wskazujący na zło pojawiające się w grach komputerowych i/lub kreskówkach; najlepiej, by przy okazji wywoływała u czytelnika aprobatę; przykładowo: "gry komputerowe tworzą morderców". Tytuły gier - należy ich unikać i podawać "popularna gra"; jeśli już trzeba, to najlepiej pisać o Popularnych grach; dodatkowy plus za przekręcenie nazwy (np. Tomb Rider, Mortal Combat) - nikt tego nigdy nie sprawdzi. Słowo-wytrych - wyraz, którego należy użyć, by, w razie czego, móc się wycofać z tezy; najczęściej pojawia się słowo "może" (np. gra komputerowa może wywołać agresję). Spisywanie - jeżeli brakuje argumentów potwierdzających tezę należy zastosować te, których użyli inni Spychologowie; można bez problemu przepisać nawet cały akapit, nie podając przypisu - i tak nikt się nie tego nigdy nie zauważy; ponadto należy pamiętać, że inni też spiszą to, co napiszesz; możesz także spisywać od samego siebie. Spycholog - ty lub osoba, od której spiszesz co lepsze argumenty i fakty, spychologiem może być każdy, kto spycha z siebie odpowiedzialność za wychowanie lub złe uczynki (zob. Spychologia). Spychologia [gr. Spychos - zrzucanie, logos - nauka] - nauka o spychaniu odpowiedzialności za problemy wychowawcze (zob. Wychowanie) i tym podobne sprawy na gry komputerowe i/lub kreskówki; należą do niej absolwenci różnych dyscyplin naukowych oraz nauczyciele; jedyna prawdziwa dyscyplina naukowa, która przedstawia prawdę o grach komputerowychi/lub kreskówkach; im dalej można od siebie odsunąć odpowiedzialność - tym lepiej. Satanista - inaczej gracz. Szatan - jedyny twórca i dystrybutor gier komputerowych i kreskówek oraz współautor Harry'ego Pottera; powstał tuż przed pierwszą grą komputerową i ją stworzył; wyznają go gracze i należy go zwalczać poprzez spychologię. Uzależnienie - najważniejsze słowo, które należy zawsze przypisywać graczom - bez tego nie istnieje praca naukowa o grach; im więcej podciągniesz pod uzależnienie tym lepiej (pro-tip: warto dodać, że gry komputerowe są gorsze od narkotyków, alkoholu i papierosów). Wielki Mandorf - 1. najbardziej znany bohater pojawiający się w popularnych grach komputerowych, najczęściej z akcją w świecie Gwiezdnych Wojen; 2. najsilniejszy gracz, najczęściej małoletni, uzależniony od gier komputerowych; największy wróg nauczycieli; cechy szczególne - wiek: między 8 a 11 lat, świetlisty miecz-miotła, szata z płaszcza, sługa, chodzenie po ścianach, błyskawice z palców i kontrola umysłu. (zob. gracz komputerowy) Wojna - symbol zepsucia graczy przez gry komputerowe; zjawisko nieznane człowiekowi przed pierwszą grą komputerową;, wywołują i toczą je gracze zabijając niewinnych ludzi i niszcząc wszystko na swojej drodze. Wychowanie - bliżej nierozpoznany, tajemniczy rytuał dokonywany przez gry komputerowe i kreskówki; nie istniał przed pierwszą grą komputerową; rodzice, nauczyciele i spychologowie nie biorą w nim udziału. Zło - wszystkie negatywne cechy człowieka znalezione w grach komputerowych; gracze otrzymują za nie punkty i/lub życia. Zmyślanie - nieodłączna część spychologii; zmyślić można wszystko - cytat, argument - wszystko; warto zaznaczyć, że zmyślone przez Ciebie treści inni spychologowie mogą spisać. Życia - zamiennik punktów, gracz otrzymuje je za każdy gwałt, zabójstwo, kradzież i inne zło; każda gra zawiera ten element zamiennie lub łącznie z punktami.   W przypadku wykorzystania w publikacji, proszę o przysłanie informacji wraz z kopią tekstu*! Zadowoleni klienci: Opinia prosto z Wydziału Spychologii Stosowanej Wyższej Szkoły Spychologii i Innych Pseudonauk:   Nie zwlekaj - zamów już dziś!! *Autor nie ponosi odpowiedzialności za poziom publikacji. Wszelkie skargi proszę kierować wyłącznie do siebie.

MajinYoda

MajinYoda

 

Głupota patrzy na WIELKIE OCZY

Witam Was po wakacjach. Mam nadzieję, ze odpoczęliście, ponieważ mam dla Was kolejne mądrości z książek. Tym razem nie będzie o grach, lecz o mandze i anime. Akurat leci „Dragon Ball Super”, więc czuję się akurat w nastroju na taki temat :D. Książka pt. „Media a edukacja”, z 2000 roku powstała po III Międzynarodowej Konferencji „Media a edukacja”. Dzisiaj interesuje nas rozdział autorstwa Małgorzaty Więczkowskiej „Japońska manga i jej skutki pedagogiczne” (za jakiś czas będzie tekst o grach z tej ksiązki, nie ma obaw). Jesteście gotowi? Uwaga fani przecinków – brakuje ich tutaj. BTW - Autorka powołuje się na czasopismo „Kawaii” – kto pamięta? Tutaj mam zgrzyt – co miała na myśli Autorka pisząc ten akapit? Mangi i anime czy pisma o nich? O ile Kawaii i Animegaido pasują do tego drugiego, tak pozostałe – do pierwszego pomysłu. Ten brak sensu będzie nam jeszcze towarzyszył. Dalej jest nieco o mandze, ale nuda, więc przejdźmy do analizy treści recenzji z czasopisma „Kawaii” (jest to najciekawsze): W recenzjach czy filmach i komiksach? Bo z tego zdania to nie wynika . Tu pojawiają się cytaty. Część pominę, ale niektóre zawierają też komentarz Autorki, więc warto je przytoczyć (oczywiście, nieco poskracałem): Nie rozumiem, czemu Autorka wybrała akurat ten fragment. Przecież dotyczy nie tylko mang i anime. Wychodzi na to, że czytając obecnie Pratchetta (cykl o straży) też uciekam w nierealny świat fantazji. Nie kapuję tego… Czy tekst może coś preferować? Hmmm… Pomijam, że akurat w tym fragmencie autor GANI ową przemoc. Więc o co Autorce chodzi? To samo jest dalej: Szkoda, że Autorka w tak bezmyślny sposób podeszła do tych recenzji. Widać, że KOMPLETNIE nie zrozumiała stylu, w jakim były pisane. Ale wówczas nie pasowałoby do tezy, więc wszystko jest ok, nie? Czas na podsumowanie: Ciekawe czy Mr Jedi tworząc to pismo myślał o czymś takim jak wychowywanie poprzez nie? Bo pokazuje się inną kulturę? OLABOGA! Pamiętajmy tez, że Goku uderzył żonę, Vegeta bił dzieci… a Gohan dwa razy się upił ;). Zły model rodziny – trzeba go zakazać :D. Nie to, co w poczciwej „Pszczółce Mai”… ups, zły przykład J. No to w „Maminkach”… znowu nie to… Nie bardzo tu zrozumiałem, o co Autorce chodziło. Czy taka Myszka Miki też propaguje wzory hedonistyczne? A, no tak, nie jest to bajka japońska, więc jest ok… Dajcie sobie chwile – jakie przykłady podała Autorka? Odpowiedź i mój komentarz znajdują się w spoilerze. Zanim tam zajrzyjcie – trzymajcie się BARDZO mocno!! Poważnie - BARDZO MOCNO! Od kiedy żółwie są japońskie? I co to jest Smoczy Baal? OCB? Ok… ale czy tylko w czasopismach czy mandze i anime też? Bo się trochę w tym wszystkim pogubiłem… Jeśli dziś wtorek to siała baba z wozu koniom lżej? I na koniec – wisienka: ŁAŁ! Nie wiedziałem, że Kawaii miało AŻ taki wpływ. Grupa trzymająca władzę czy Układ? :D.

MajinYoda

MajinYoda

 

Jestem piękny

W tym tygodniu w MSM poddaję „rzetelnej analizie” książkę Małgorzaty Przybysz-Zaremby pt. „Uzależnienia młodzieży od współczesnych mediów” (2008). Ze względu na ilość „treści” zawartej w tej publikacji, poświęcę jej dwa wpisy. Zacznę od rozdziału 1 – uzależnienia młodzieży od współczesnych mediów jako problem społeczny (ale długie, nie?), a konkretniej podrozdziału 1.3 – Formy uzależnienia komputerowo-sieciowego (?) i punktu 1.3.3 – „Gry komputerowo-sieciowe”. Swoją drogą, w do jednego worka Autorka wrzuciła wiele tytułów, ale przecież nie wszystkie (co z tymi grami, które nie są sieciowe, a?). Niemniej – pierwszy fragment: Cóż, można się z tym zgadzać lub nie, ale nie ma się czego czepiać, prawda? Dalej jest krótko o historii gier – Autorka zaczyna od 1962 roku (Spacewar! – ale nie pojawia się nazwa) i 1972 (Pong – tu już jest tytuł) zapominając o Cathode Ray Tube Amusement Device – wybaczymy jej, prawda? J Nie ona pierwsza i nie ostatnia . Dziwniej jest jedno zdanie dalej: Deja vu? Dokładnie tak – tekst o technologii CD-ROM pojawił się już na tym blogu (nawet w AR był :P) w tym poście. Już wiemy od kogo pan Sylwester Bębas spisał te głupoty :P. Idźmy dalej: Okeej… a czym się różnią „gry doomopodobne” od strzelanin? Autorka powinna to wyjaśnić czytelnikowi. W końcu zarówno FPS-y, jak i TPS-y są określane jako strzelanki lub strzelaniny :). A teraz Doom jest strzelaniną. Co, jak co, ale chyba Doom jest najbardziej doomopodobny ze wszystkich gier, nie? Mam pytanie – od kiedy Total Carnege jest bijatyką? Z tego, co widzę to bardziej strzelanka (w dodatku wydana na Amigę!). Ale co ja się tam znam…
  Cóż, trudno mi się z tym częściowo nie zgodzić – o ile przyjmiemy, że pod strategiami Autorka miała na myśli tylko RTS-y. Bo przy TBS-ach albo ekonomicznych już bym się sprzeczał. Uwaga! Teraz będzie wyjątkowo krwawy fragment! Jaka to była gra? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast kto napisał ten tekst. Nie będę jednak pokazywał kart i daję Wam czas na zastanowienie się – odpowiedź znajdziecie na końcu tekstu . Kolejny raz – można się zgodzić, choć przecież nie wszystkie RPG-i to „przerażający świat” – choćby Pokemon Red :P. Z tego co sprawdziłem (jestem Święty i nie grałem w Diablo :D) Butchera trzeba pokonać, ergo – zakończyć jego zło. W sumie, to coraz bardziej zaczynam się zastanawiać, czy nie powinno się też spalić dzieła sztuki, w których pojawia się krew, nagość i ciała. Będzie tego sporo .
  Kurcze, czy to źle? Z tego co rozumiem, to dziecko powinno grzecznie siedzieć na tyłku i wykonywać rozkazy. Czyli to, co robi na co dzień w szkole, gdzie myślenie autonomiczne jest źle widziane :P. I pisze to osoba, która w podstawówce (5 klasa, bodaj) na pytanie w „anonimowej” (ta, jasne) ankiecie „co należy zmienić w klasie?” napisała „wychowawcę” :D*. Hmm.. czyli te dzieci są politykami? J Pewnie do „uchylania się” stosują Charyzmę albo, dla fanów TES, Retorykę :D. Dobra, koniec żartów – tak uargumentowany wywód musi być prawdą. Zaraz zdejmę ze ścian mojego pokoju doskonałe autoportrety, na których prezentuje się moje godne i pełne majestatu oblicze. Jestem zbyt piękny, by się samemu oglądać. Czy tylko mi się wydaje, czy wyszło tu tzw. „masło-maślane”? Cóż, nie jestem pewny, więc lepiej zniszczę też ten złocony, marmurowy ołtarzyk ozdobiony szmaragdami, który sam sobie postawiłem. Wy zaś przestańcie czytać – jesteście niegodni moich wywodów (to był żart, nie róbcie mi tego ).  Albo to moje, narcystyczno-dominatorsko-autonomiczne, wrażenie, albo w całym tym podsumowaniu wciąż pojawiają się te same wnioski. To tak, jakby udowadniać, że np. politycy kradną, bo są złodziejami, bo kradną. Ciekawe, ciekawe… Część pierwszą zakończę podaniem źródła wspomnianych recenzji – D. Sikorski, www.sop.salwatorianie.pl. Tekstu już tam nie ma (a szkoda). W sumie to zaprosiłbym Was na część drugą wpisu (która będzie za tydzień), ale nie wiem, czy nie wyjdę na uzależnionego od gier narcyza…   *Tak, naprawdę jej nie lubiłem. Jestem pewny, że to na niej była wzorowana Dolores Umbridge z piątego tomu Harry’ego Pottera :P.

MajinYoda

MajinYoda

 

Gry są zawsze winne

W miniony poniedziałek, 20 kwietnia, doszło do zabójstwa w szkole w Barcelonie. Trzynasto- lub czternastolatek (podawane były obie wersje) zabił nauczyciela z kuszy i ranił kilka osób. W mediach od razu pojawiła się informacja, że "Często chodził w wojskowym ubraniu i lubił grać w gry wojenne". Co oznacza, że winnego już znaleziono... Najbardziej zaciekawiło mnie, że przy okazji przypomniano, że dokładnie tego samego dnia minęło 16 lat od masakry w Columbine High School w Littleton, czyli momentu, gdy gry komputerowe zaczęły być postrzegane jako główne źródło zła tego świata. No, pomijając może kontrowersje wywołane grą Death Race. Jak donosiły ówczesne media obaj zabójcy z Littleton grali (głównie w Dooma i Quake'a), więc dlatego zabili. W prasie pojawiły się chwytliwe nagłówki - na przykład takie (Salon): Powód był, jak wynikało z późniejszych (mniej medialnych) informacji, nieco inny. Otóż, 20 kwietnia 1889 urodził się Adolf Hitler. Obaj zabójcy podziwiali tego zbrodniarza i masakrą chcieli prawdopodobnie "uczcić" jego urodziny. Ale źle wyglądałoby to na czołówkach gazet. Gry oberwały i w USA zaczęła się dyskusja nad przemocą w nich pokazywaną. Drugim ważnym dla antygrowej nagonki wydarzeniem była masakra w Erfurcie. Tam równie szybko znaleziono winnego śmierci 16 osób (w tym sprawcy), czyli gry. Nieważny był fakt, że zabójca był relegowany ze szkoły (za fałszowanie zwolnień lekarskich) i miał problemy rodzinne. Liczyło się, że grał. To samo było w przypadku zabójców z Rakowisk - również próbowano doszukać się winy w grach (o czym już kiedyś pisałem). I tak się zastanawiam - ilu jest graczy na świecie? Miliard? A ilu wśród nas jest psychopatów-zabójców? Ile było takich przypadków w ciągu ostatnich 20 lat? Zaledwie kilka. Pomijam tu kwestię dawnych zbrodniarzy, którzy nie mieli gier, a dokonywali masowych morderstw. Zastanawia mnie jednak - czemu najłatwiej jest szukać winy wszędzie, tylko nie w systemie nauczania, pomocy psychologicznej czy w samym sobie? Odpowiedź jest tyleż prosta, co brutalna - łatwiej jest napisać tekst dziennikarski czy "naukowy" pod z góry przyjęta tezę niż zastanowić się nad prawdziwymi motywami działań. Gry są z kolei doskonałym kozłem ofiarnym. "A ciemny lud to kupi". Już nie raz to udowodniłem na tym blogu i dalej będę szukał takich głupot. Bo należy je pokazywać i tępić. Choćby ogniem i mieczem...

MajinYoda

MajinYoda

 

In nomine stultitiae

Zgodnie z obietnicą - dzisiejszy wpis dotyczy głupot wypisywanych o grach. Przedstawię dzisiaj teksty, które zdążyły już obiec polskie serwisy o grach. Miesięcznik ?Egzorcysta? numer 4/2015 został już opisany na wielu stronach o rozrywce elektronicznej. I musi pojawić się też u mnie . Na wstępie muszę zaznaczyć, ze jestem katolikiem ? wierzę w Boga, chodzę do Kościoła itd. Jednakże, nie mogę tolerować takiego braku wiedzy i nienawiści do gier ze strony współwyznawców. To się nie godzi. Nie mam więc żadnych skrupułów przed obśmianiem tych głupot. UWAGA! Będzie bardzo długo - ale było warto . Zacznę więc od początku, czyli od edytoriala (wstępniaka), w którym redaktor naczelny pisma ? Artur Winiarczyk ? napisał: Wydaje mi się, że ten cyrograf to zwykły formularz rejestracyjny. Wszędzie trzeba wypełniać jakieś formularze, ale nie wiedziałem, że za każdym razem podpisuję pakt z diabłem . W końcu wszyscy wiedzą, że jeżeli w wyrazie GOOGLE pozmieniamy kilka liter to wyjdzie Szatan . Przejdźmy jednak dalej - do pierwszego artykułu autorstwa Antoniego Ignasińskiego pt. "Jasne strony gier komputerowych". Już sam początek napawa optymistycznie: W tym całym fragmencie aż kipi od jasnych stron gier. Na szczęście, kolejne zdania napawają większym optymizmem (może nie spala nas od razu na stosach?). Im dalej w magazyn, tym zabawniej. Kolejny jest tekst nawróconego gracza - "Przestrzeń w której mogłem panować" autorstwa niejakiego Piotra, który, jak sam twierdzi, ogrywał wszystkich w Starcrafta - głównie swoich kumpli z akademika i jakieś osoby w Sieci. Jak sam o sobie napisał: Jakieś pomysły o kogo mogło chodzić? Jedyny pozytywny akcent to przyznanie Autora, że wciąż lubi sobie pograć. Zawsze coś . Natomiast kolejny artykuł jest chyba najciekawszym z nich wszystkich. Przedstawiam tekst księdza dra Mariusza Gajewskiego - "Wygrać za wszelką cenę. Okultyzm i satanizm w grach komputerowych". Tytuł jest chyba wystarczający, by znać treść, nie? Zacznę od leadu: Przykład? Będzie za chwilę. Najpierw inny fragment: Szkoda, że za tak górnolotnym słownictwem nie stoją fakty. Rozumiem, że "satanistyczne symbole" pojawiają się w niektórych produkcjach (głównie RPG). Ale przecież w większości te symbole były znakiem tych złych (chyba tylko w Gothicu były "neutralne"). Oczywiście, takie stwierdzenie nie pasowałoby do tezy? Kurcze, nie wiedziałem, że danse macabre pochodzi z jakiejś gry. Na szczęście - Autor był tak miły, że podał przykłady takich gier (proszę trzymać się mocno krzesła!): Teraz na chwilę poluzujcie chwyt, bo za chwilę stanie się jasne, czemu akurat ta gra jest diabelska. Łapcie za krzesło za 3...2...1... Trzymacie się mocno? Bo teraz wisienka na torcie tego artykułu: Czy ktoś to ogarnia? Z jednej strony Autor gani grę za małą ilość okultyzmu, z drugiej - za zabijanie. Dziwnymi ścieżkami kroczą umysły rozmaitych "naukowców"... Dalej obrywa się grze Devil May Cry 2, ale jest to dość nudne, więc trzeba przejść dalej, ale pozostać jeszcze przez chwilę przy tym artykule. Warto tu podkreślić wyraz "mogą" - to takie słowo-wytrych, które stosują niektórzy naukowcy, by w razie czego nie wygłupić się (gdyby ich teorie ktoś obalił). No tak. Przecież w takich szachach chodzi o przegranie. W rozmaitych gonitwach jeźdźcy nie tłuką batem po zadzie Bogu ducha winne konie. Tylko Ci źli gracze tylko chcą wygrywać? i jeszcze czerpać z tego przyjemność! Czyli zupełnie inaczej niż np. żołnierz na wojnie. Biedne piksele . Eeermm... nawet nie wiem jak to skomentować. W życiu też przyjaciel może wbić nam nóż w plecy - i zrobi to w rzeczywistości, nie w "wirtualu". I nie istnieje quick load. A nie są od tego Wiadomości? Kurcze, ciągle się w tym gubię? W dalszej części pisma znajdują się kolejne wyznania "nawróconego" - "Ważniejsza niż dziewczyna", Tomek, lat 30. Spodobało mi się kilka zdań: To zdanie niby takie głupie nie jest, ale jakieś takie ? zabawne. Chcecie więcej? Proszę bardzo: Kolejne Audiotele! Kiedy wygrywa się w strzelankach? A - gdy zrobi się pranie; B - gdy odmówi się "Zdrowaśkę"; C - gdy wykona się salto w tył z przytupem; D - żadna z powyższych? Odpowiedzi proszę nie wysyłać. Bo brzmi ona tak: Jakie to piękne ? dobrze, że George Lucas o tym pamiętał przy Hanie Solo i Greedo . Wow, ten koleś był mistrzem gier - potrafił strzelać z piły! No, chyba, ze chodziło o taką specjalną, co choćby w Unreal była? Jakieś pomysły - o jaką grę może chodzić? Ale my tu gadu-gadu, a kocioł w piekle czeka? Tak, jak kolejny artykuł. Już tytuł wskazuje na ogromną wiedzę Autora - "Demoniczne gry komputerowe" pióra Tomasza Liszkowskiego (swoją drogą - odpowiednie nazwisko na odpowiednim miejscu - Lich King  ). Ciekawe co to znaczy "wielu" - może jakaś statystyka? Ach, czego ja wymagam? W swoim tekście Autor skupił się na dwóch grach - "Dungeon Keeperze" i "Diablo III". Pierwszej wytknął wcielanie się w Wytknięte zostały także "rzeźby nagich kobiet" (jakby nie występowały w sztuce od stuleci). Natomiast dzieło Blizzarda oberwało za umieszczenie w grze aniołów i demonów podobnych do tych opisywanych w Biblii. Autor dodał także, że: Może będę trochę złośliwy, ale skąd w takim razie tylu złych ludzi na Ziemi? Dalej Autorowi nie spodobało się, ze resource Łowczyni demonów to nienawiść (ang. hatred). Jak sam pisze: Widać, że nigdy nie skończyła się Autorowi mana podczas healowania raidu . Zakończenie artykułu jest, w sumie, rozbrajające: Szach-mat Blizz, wyszło szydło z worka! Tak naprawdę to tytułowy Diablo jest przebranym szpiegiem Nieba, którego gracze-złoczyńcy zabijają i zapanowuje ZUO! Przejdźmy dalej: Monika Dobrogowska i "Komputerowy narkotyk". Odpowiedzi brak, ponieważ Autorka przechodzi do czegoś innego: Rozumiem - gry akcji, strzelanki czy coś? Ale zręcznościowe? Dobrze, że nie przygodowe... Idźmy dalej: Ktoś wie o co chodzi? Bo ja nie mam zielonego pojęcia? Czas na creme de la creme i wywiad z cytowaną już kilkukrotnie przeze mnie (i znana mi osobiście) doktor Iwoną Ulfik-Jaworską. "Wirtualna przemoc - realne konsekwencje" powstał po jej rozmowie z dr Pawłem Sokołowskim. Prof. S. Jonalizm pojawia się oczywiście w pytaniach (czy raczej - stwierdzeniach): Jak się nie zna tematu, to i trudno coś sobie wyobrazić. Jak się szuka gier tylko dla sensacji to tak to jest. Bo, oczywiście, nie istnieją produkcje jak wspomniany Cities: Skylines, FIFA czy inny Symulator Farmy. Istnieją tylko krwawe Wiedźminy, Soldier of Fortune (dobrze, że naukowcy o nim zapomnieli) i Pokemony. Wielokropek nie jest mój . Odpowiedzi też są "odpowiednie": I teraz powiedzcie mi - ile takich gier obecnie powstaje? Jedna-dwie na rok? Mówimy oczywiście o tych ?dużych? produkcjach, nie o jakiś przeglądarkowych . Wpis się rozrósł, ale trzeba wytykać takie głupoty. Każdemu i bez litości!

MajinYoda

MajinYoda

 

Nekrofilia & Destrukcja: Gracze

Wracamy do kwestii złych gier z książki autorstwa dr Iwony Ulfik-Jaworskiej - "Komputerowi mordercy. Tendencje konstruktywne i destruktywne u graczy komputerowych" (2005). Poznamy dzisiaj dokończenia opowiadań stworzone przez grających gimnazjalistów . Ostrzegam - treść tylko dla wytrzymałych ludzi (inaczej możecie pęknąć ze śmiechu). Za wszelkie przypadki spadnięcia z krzesła nie odpowiadam. Gotowi? Zacznijmy od czegoś lżejszego: Jak nic obraz Liberty City z GTA 3 albo City of Lost Heaven z Mafii . Nie wspominając już o jakże mrrocznym i pełnym okrwawionych ciał Khorinis . W "Stawce większej niż życie" też pojawiała się swastyka. Ale nie - to złe gry propagują nazizm. Fakt, że bohater walczy z nazistami (w grze z akcją w czasie II WŚ) jest nieważne. Bo przecież bohater robi to, bo tak mu wygodnie (patrz poprzedni wpis) i dostaje za to pieniądze. Komentarz jest tylko jeden: Dodatkowo - jak to mówią: "jak, kto blisko pod figurą to ma diabła za skórą" . I czym jest gra "666"?? I co tu robi produkcja z 1992 roku? A skoro już o tym mowa - Autorka wspomina o koncepcji katharsis (czyli przemoc w mediach powoduje wyładowanie się odbiorcy w "wirtualu"). Jednakże... Dobra, można się zgodzić. Ale jednocześnie Autorka powołuje się przecież na teorię nekrofilii, która powstała w latach 70! Cóż, skoro pasuje do tezy... Przejdźmy dalej - do ostatniej części książki, czyli badań. Na początek drobne wprowadzenie: Okeeeej... Nie wiem, jak grające dziewczyny (niestety nie znam takich... może się któraś wypowie? ), ale z tymi chłopcami, chyba, wszystko jest w porządku? W końcu lepiej zaakceptować siebie, jakim się jest niż całe życie użalać się nad sobą. Ale naukowcy wiedzą lepiej . Czy to źle - nie bardzo rozumiem? Lepiej się zadręczać? No tak, w naszym kraju bez marudzenia nie ma życia . Oczywiście - to przecież gracze wycinają lasy tropikalne, a lista gatunków zagrożonych wyginięciem to tak naprawdę lista achivementów (za tygrysa bengalskiego jest ponoć dodatkowe rzy... życie!). Nie wspominając już o efekcie cieplarnianym - to też nasza wina. Z kolei w takich np. wyścigach konnych nigdy jeździec nie uderza konia batem (czy jak to tam), nie? Przejdźmy do zadania z poprzedniego wpisu, czyli niedokończonych opowiadań (szkoda, że tylko Stillbornowi chciało się z tym bawić) [edit 2019 - może teraz będzie lepiej? ). Oto przykładowe odpowiedzi chłopców i dziewcząt grających (niegrających brak (ciekawe dlaczego?) - tylko tabelka pokazująca, jak gracze są źli i agresywni). Najpierw - "stosunek do innych ludzi" (numer w nawiasie kwadratowym to numer dokończonego opowiadania): Wiem, że będzie to niepoprawne, ale skoro ukradł - należało go ukarać. Oczywiście, Autorka wolałaby pewnie, by Andrzej/Joasia negocjowali ze złodziejem, dali mu naganę albo wyrazili ubolewanie z zaistniałej sytuacji. Normalnie scena z "Kilerów Dwóch" mi się przypomina . Chlip... piękne, prawda? Otóż nie, Wy zdemoralizowane nekrofile-sadyści! Tak to już jest - cokolwiek byśmy my, gracze, nie zrobili i tak będzie źle . Pomagamy staruszce, którą okradziono? ŹLE, powinniśmy pójść w swoją stronę. Chłopiec się przewrócił, pomagamy mu wstać i proponujemy wspólną zabawę? ŹLE, powinniśmy go wyśmiać i jeszcze okraść. Pomagamy mamie? ŹLE! Powinniśmy nie mieć telewizora (nekrofilia!) i życie spędzać na dokarmianiu (sobą) tygrysów syberyjskich. Nadszedł czas na "stosunek do przyrody". Przykładowe opowiadania graczy: A oto komentarz Autorki: To chyba nie wymaga komentarza, prawda? Więc ostatnia porcja "dokończeń" o przyrodzie: Co wynika z tych wypowiedzi? To oczywiste! Szach-mat! Jesteśmy nekrofilami i sadystami. Zamiast pomagać potrąconemu psu powinniśmy stanąć nad nim i marudzić jaki ten świat zły, jak normalni ludzie. I tym akcentem - kończymy . PS. W opisywanej książce pojawiło się dokładnie pięć stron pozytywów o grach. Dobre i to .

MajinYoda

MajinYoda

 

Nekrofilia & Destrukcja: Bohaterowie

Tym razem wpis jest nietypowy. Fragmenty opisywanej książki pojawiły się już w AR z numeru 03/2014 i zostały obśmiane przez samego Smugglera oraz Mr Jedi oraz Marka Lenca. Fragment pojawił się także w moim tekście na kwantowo.pl. Niemniej, uznałem, że fragmenty z moimi komentarzami powinny też trafić na mojego bloga. Dlatego postanowiłem ponownie ją wypożyczyć i dopisać więcej niż było w AR. Przed nami książka dr Iwony Ulfik-Jaworskiej "Komputerowi mordercy. Tendencje konstruktywne i destruktywne u graczy komputerowych" (2005). Ze względu na długość i mnogość głupot wpis będzie podzielony na dwie części. Gotowi? Zacznę od pytania - w której współczesnej grze gracz dostaje życia ? Z tymi punktami to chyba chodziło o jakiegoś Carmageddona, bo tez sobie nie przypominam innej gry z punktami za zabijanie (ew. Hitman). Audiotele - ile, spośród 275 stron książki, zajmują tendencje konstruktywne? Swoje przypuszczenia piszcie w komentarzach . Odpowiedź znajdzie się na końcu następnego wpisu . Hmmm... czyli wszelkiej maści RTS-y nie są "agresywne" - co najwyżej "semi-agresywne" . TADAM! W takim razie praktycznie wszystkie gry są konstruktywne - a figa! Co to ma do gier, zapytacie? Oto odpowiedź: Kto kiedykolwiek grał w Portal jest nekrofilem . Niestety - mnie też to dotyczy . Wymarłe, pozbawione ludzi miasta pełne walczących robotów - jako żywo obraz Khorinis, Myrtany i Tamriel! Nie wspominając już o Azeroth, ale tam jest pełno botów . Przejdźmy jednak do innej części tej książki - słów kilka o bohaterach gier . Ponownie - RTS-y nie są grami, bo nie mają (no, z małymi wyjątkami) bohaterów niezbędnych do rozgrywki . W przeciwieństwie do np. zamachowca-samobójcy, który sadzi kwiatki i pomaga staruszkom przechodzić przez jezdnię . Tylko ci źli bohaterowie gier wszystko niszczą i powodują, że gracze wszystko niszczą (most w Warszawie to też nasza wina, tak? ). Co w naszym przepełnionym empatią i dążącym do ascezy społeczeństwie jest niewyobrażalnie ZŁE! No tak, przecież tacy strażacy narażają swoje (realne) życie za dziękuję. Tak samo jak nauczyciele, wykładowcy, lekarze i inni- oni/one wcale nie dostają pieniędzy za swoją pracę. Tylko wredni bohaterowie gier muszą zarabiać.  Niby ok, ale czy wszyscy? Pamiętam jak w Gothic 2 ZAWSZE pomagałem Gritcie (tej, co miała dług u miejscowego kupca) płacąc za nią. Zresztą, jak już pisałem - za wykonaną pracę należy się zapłata, prawda? Hmmm... Czy to oznacza, że np. James Bond nie lubi innych - ratuje ich, bo potrzebni są do realizacji planu? Obawiam się, że wchodzimy na grząski grunt - w końcu bohater gier sam nie myśli, jest stworzony tak, jak jest. Można by mnożyć przykłady przeciwko tym tezom (choćby przyjaźń Beziego i Miltena, Dragonborna z Ralofem/Hadvarem czy Geralta z Jaskierem) tylko po co? Dla naukowców sprawa jest jasna - źli bohaterowie gier ratują świat, bo tak im pasuje. Kończąc temat - ostatni fragment o bohaterach gier: To już jest totalna bzdura. Wspomniany quest z G2 temu przeczy. Tak samo, jak, choćby, wspomaganie żebraków w Oblivionie i Skyrim (nie wiem, jak w poprzednich TES-ach) czy GTA IV. Tak samo pomaganie atakowanym w Assassin's Creed. Budowa domów w Tropico. Przykładów jest MNÓSTWO! Ale nie, naukowcy wola patrzeć przez pryzmat "zły bohater zabija, krew się leje, a gracze to naśladują i na tacę/Owsiaka nie dają!". Na zakończenie: test psychologiczne - niedokończone opowiadania. Jest ich siedem i zostały podzielone na dwie części: stosunek do innych ludzi (opowiadania 1, 3, 5, 7) i stosunek do przyrody i życia (2, 4, 6). Należy je dokończyć (to samo zrobili, ponoć, chłopcy i dziewczęta w wieku gimnazjalnym). Uwzględnione zostały warianty dla graczy i graczek. Wypełnijcie i podajcie w komentarzach co Wam wyszło (możecie też je dać niegrającym rodzicom, rodzeństwu itp. odpowiedzi zamieśćcie ): Czekam na Wasze dokończenia. Pozdro .

MajinYoda

MajinYoda

 

Po co mi HD?

UWAGA! Dzisiaj sobie trochę pomarudzę :). Jak zapewne wszyscy już wiedzą, pod koniec stycznia Ubisoft wypuścił wersję HD "swojego" hitu sprzed lat - czyli Heroes of Might and Magic 3. Szczęśliwie, na mojej półce znajduje się Złota Edycja tejże, więc sobie odpuściłem. Jednakże, jakiś czas temu natknąłem się na kilka stron, gdzie ludzie prześcigali się w wymyślaniu "która gra powinna jeszcze być w HD?". Moja odpowiedź jest prosta - żadna! Dlaczego? Cóż, jak już dawno powiedział Kabaret Ani Mru-Mru: "wszystko, co oryginalne, jest lepsze". Dlatego uważam, że nikt nie powinien tykać starych gier i wypuszczać kolejnego potworka. Bo i po co? Co komu z Gothic HD, skoro fani już dawno go przeszli (a jak będą chcieli pograć to sobie zainstalują z jakimś modem), a "młodzi" uznają go za zbyt trudną grę. Czemu ktoś rzucił "ja chcę pierwszą Mafię w HD", skoro jej grafika tylko nieco się zestarzała (o genialnych modelach samochodów nie wspomnę)? Nie potrafię tego zrozumieć. Swoją drogą - ciekawe, że nikt nie napisał np. o Death Race HD . Zresztą, przecież ten trend dotknął także mojego ulubionego Dragon Balla (Z). Obejrzałem go po angielsku i postanowiłem porównać z jego wersją HD, czyli DB Kai. I szok - tam nie ma krwi! Rozumiem, że cenzura działa, ale nawet w "naszej" (tj. francuskiej) wersji była. A tu brak... Wracam więc do pytania - po co mi to całe HD? Czy nie lepiej byłoby, żeby twórcy poszli do przodu i zrobili coś, co gracze będą pamiętać za te 10-15-20 lat? Oczywiście, wiąże się to z kosztami - ale, moim zdaniem, lepiej wyłożyć kasę na nowy produkt (nawet tej samej serii), niż płacić za coś, co... no właśnie? Wywoła nostalgię? Chyba tak. Oby tylko gracze nie dali się na nią nabrać. A ja tymczasem czekam aż Ubi pokaże nowe jednostki do M&M: Heroes VII. PS. Strasznie poważny wpis dzisiaj wyszedł . Ale spokojnie - za tydzień będzie coś dla fanów głupich książek naukowych. PS 2. I po raz kolejny gry są winne: klik. PS2018. Choć wciąż jestem sceptyczny wobec "nowych" wersji starych gier to przyznam się Wam, że jestem nieco hipokrytą - bo czekam na remaster Warcrafta 3. Dodam tylko, że nigdy nie grałem w oryginał ;).

MajinYoda

MajinYoda

 

(przed) Świąteczne przemyślenia

Dzisiejszy wpis miał być zwykłym, życzeniowym tekstem. Niestety, rzeczywistość zmusiła mnie to zmiany tych planów. Oto, kilka dni temu, doszło do głośnego morderstwa dokonanego przez dwoje młodych ludzi (swoją drogą - w "moim" regionie - na Lubelszczyźnie). Wszyscy już chyba o tym słyszeli (jeśli nie - włączcie TV, jakiś portal internetowy lub kupcie gazetę  - bez przerwy o tym trąbią!). Ten materiał wskazuje na poszukiwanie motywów zabójstwa w... filmach i grach. Sam materiał nie jest taki znowu zły, ale wszyscy zapominają, że prowodyrka-morderczyni (mistrzyni strategii? ) pisała wiersze. Niech strzegą się wszyscy forumowi "wierszokleci" - to będzie tekst o Was . Staje przed nami (jako społeczeństwem) nowe wyzwanie - brutalni twórcy wierszy! Według badań CBWPM* aż 100% morderców oddychało mieszanką tlenu i azotu! Również 100% osób piszących wiersze nim oddycha - przypadek? Nie sądzę. Podobnie, jak fakt, że 97,563% mężczyzn-morderców nosiło spodnie - "wierszokleci" także je noszą! To również nie może być przypadek! Tak samo jak fakt, że aż 99,1036543% morderczyń miało piersi - zupełnie jak "wieszczki". Musimy to ogłosić całemu światu! Pamiętajmy również, że według wspomnianych badań: 70% - PSL, 68% mężczyźni, 69% - kobiety i 120% - Putin czyta wiersze, lecz nie zdaje sobie sprawy z ich negatywnego wpływu na ludzką psychikę. Nie wspominając już o nekrofilli czającej się w tych utworach**. Swoją drogą - ciekawie wyglądają cytaty z książek, które wyśmiewałem na tym blogu, gdy zamiast "gry (komputerowe)" podstawi się "wiersze". Oto efekt mojej "pracy": Dobra, wystarczy tego. Ale sami przyznacie - piękne, prawda ? Tym akcentem kończę dzisiejszy wpis, życząc Wam Wesołych Świąt i wystrzałowego Nowego Roku. Zachęcam Was do nie czytania i/lub pisania tych plugastw (wierszy, znaczy się ). W zamian możecie obejrzeć obrady Sejmu . Do zobaczenia w styczniu 2015 roku! * skrót od Centrum Badań Wymyślonych Przeze Mnie. ** zob. Ulfik-Jaworska I, "Komputerowi mordercy. Tendencje konstruktywne i destruktywne u graczy komputerowych" (Wydawnictwo KUL, Lublin 2005) - fragmenty tej książki znalazły się w AR (w moim liście) w numerze 03/2014.

MajinYoda

MajinYoda

 

Demony są wszędzie

W dzisiejszym wpisie przedstawię książkę o grach, którą napisał... ksiądz. "D&D: demony komputerowego nieba" autorstwa ks. Andrzeja Zwolińskiego (1995!) to ciekawa, choć bardzo krótka (32 strony, wygląda trochę jak książeczka do nabożeństwa) lektura. Także ze względu na głupoty . Niemniej, wielu współczesnych i wyśmiewanych już na tym blogu "nałukofcuf" mogłoby się nauczyć od księdza paru rzeczy. I mam tu na myśli pozytywy! Zaczynajmy: Póki co - brak głupot. Ba, Autor wspomniał nawet o maszynie ENIAC z 1946 roku (nawet data była!). Nie obeszło się jednak bez paru głupotek: Interesujące... Oczywiście o tych "dobrych" nie było ani słowa. Bo, w sumie, po co ? Najzabawniejszy była jednak, przytoczona na końcu, informacja prasowa z "The Bakersfield Californian" (jedyne co się nie zgadza to data - 24.12.1992 w książce, a według strony gazety - 24.11.1992, ale to szczegół). Jako, że mam trochę miejsca przytoczę cały tekst: Nie widzę w tym, póki co, nic dziwnego. Ludzie na całym świecie deklarują sobie różne rzeczy i nie jest to wina gier . Poza moim wtrąceniem nie ma się chyba czego czepiać. Ale czytajmy dalej: Interesujące, prawda? A później powstają teksty, jak niedawno w GW o "gwałtach na graczkach RPG"... I jak sądzicie - co wykombinowali? Telefon? Korespondencję listowną? Nie byłoby o nich tekstu... Pokrętna logika, ale ma sens ... Nie? Heh - już to widzę. "Pani mamo Scotta - ma pani awarię w łazience. Proszę natychmiast przyjechać z mężem!" . Dobra - nie powinienem się nabijać... . I już wiecie dlaczego bracia (wtedy) Wachowscy nazwali "tego złego" Smithem w Matrixie . Zgadniecie ile zabrali ze sobą pieniędzy? Jak nie zgadniecie to znaczy, że nie nadajecie się na "mistrzów strategii". Zabrali ze sobą dokładnie $163. Informacja pochodzi z archiwów strony Los Angeles Times. A wiecie, co w całej tej historii jest najciekawsze? Totalny brak komentarza ze strony Autora - na tym kończy się książka. Ale i tak nie jest źle.

MajinYoda

MajinYoda

 

Panie doktorze - patologia! cz. 3

Ten wpis jest także wyjaśnieniem zeszłotygodniowego opowiadania. Moją inspiracją była książka Sylwestra Bębasa (co ciekawe - rocznik 1981 - czyli nie "stary, nieznający się na kompach, profesor", a młody, który powinien już być obeznany z komputerami)"Patologie {co on ma z tymi "patologiami"?} społeczne w Sieci" (2013) - rozdział III "Obsesyjne granie w gry komputerowe". Czujcie się ostrzeżeni tytułem . Na początek muszę Autora (częściowo) pochwalić - zaczął historię gier od lat 50 XX wieku (o Cathode... wciąż się zapomina  ). Wspomniał nawet o Spacewar! Czyli jest jakiś postęp . Idąc jednak do głupot: Ermm... wydaje mi się, że jednak były już "ciut" wcześniej - choćby Marienbad. Nie bardzo rozumiem co ma nośnik do jakości obrazu i dźwięku w grze? Dodatkowo - skąd Autorowi wzięły się jeszcze CD? Przecież mamy już DVD, Blu-Ray i dystrybucje cyfrową - w 2013 były już znane  . Tu będzie, dla odmiany, mądry fragment: Pod tym fragmentem podpisuję się obiema rękami, nie wiem jak Wy . Idźmy jednak dalej: Trochę mnie to zawsze śmieszy - jak gra jest agresywna to trzeba ją wysłać do psychologa . Choć to moze tylko pogorszyć sytuację . Kolejny raz ktoś myli pojęcie "gry przygodowe" z "grami akcji" - co dziwne nie jest.... Ale, ale - zaraz się dowiemy co też w tych agresywnych grach (np. Anno 1404 czy To The Moon, jak mniemam  ) można zobaczyć: Czyż to nie piękna wizja krwawej i agresywnej przygodówki lub gry strategicznej . Pamiętacie te krwawe ślady, jakie zostawiliśmy po sobie w Tropico 4? A te jęki wrogów (i wybuchy!) w grach o Larrym! Patologia i zepsucie - nie to, co poczciwy i miły Mortal Kombat . Nie wspominając już o filmach z Jamesem Bondem, który swoim wyglądem straszył bardziej niż Buka. Przejdźmy teraz kawałek dalej - do efektów wczesnego kontaktu z komputerem i grami: Nic dodać - nic ująć . A było tak pięknie, jak nie było tych ***** gier, prawda, ch***? I myślę, że na tym zakończę ten wpis. Wyp******** . PS. Wulgaryzmy zastosowane tylko, by upodobnić się do "patologii" przedstawionej przez Autora .

MajinYoda

MajinYoda

 

Gdyby nie było gier - dialog dresów

Typowe polskie, postpeerelowskie, osiedle bloków mieszkalnych - szare, bure i nieciekawe. Ciemną nocą, tuż przed 23, pod lokalnym sklepem monopolowym "Kubuś" zatrzymał się wysoki mężczyzna o wielkich bicepsach i bardzo krótkich włosach. Miał na sobie czerwony dres z dwoma paskami, a w ręku trzymał pustą butelkę. Nagle, z sąsiedniej klatki, wyszedł drugi mężczyzna. Podszedł do tego pierwszego, a słabe światło pobliskiej latarni oświetliło wysoką i łysą postać w niebieskim dresie, bez pasków. Obaj młodzi popatrzyli chwilę na siebie spode łbów i nagle... wyciągnęli ręce i przywitali się: - Witaj, Janie. - Witaj, Marcinie. - Jakże jestem szczęśliwy, że cię tu spotykam. Mam do ciebie sprawę. - Słucham cię, przyjacielu drogi. W czymże mógłbym ci pomóc? - Słyszałem, żeś zaznajomiony z Karoliną, niewiastą mieszkającą dwie ulice stąd. - Owszem, znam ją od czasów szkolnych naszych. Była mi dobrą koleżanką podczas moich lat edukacji. - Czy mógłbym więc ośmielić się i poprosić cię o przedstawienie nas sobie? - Ależ nie ma żadnego problemu, mój drogi Marcinie. Wiedz jednak, że Karolina to niewiasta wymagająca. Jeżeli jakieś awanse do niej stroisz to lepiej dobrze się zastanów. - Z radością przyjmę twą radę. A kiedy mógłbyś być tak łaskaw i nas zapoznać? - A co byś powiedział o miłym zapoznaniu na przyjęciu u Karola? Tamże się wybieram z mego serca wybranką i wiem, że Karolina też tam będzie. - Doskonale, świetna okoliczność. A cóż to? Czemu trzymasz tę butelkę, miast do kosza ją wyrzucić? - Powiem ci, drogi Marcinie, że potrzebna mi ona bardzo. Wody święconej z kościoła zabrać muszę, by księdza godnie po kolędzie przyjąć. - A racja, racja. Ja już swoją mam ? zaiste wczoraj mnie matula wysłała. - Powiedz mi jeszcze, przyjacielu, czy wybierasz się może jutro na mecz piłkarski? - Oczywiście, nie mógłbym sobie darować, gdybym nie wziął udziału w tej sportowej uczcie. A i kibiców przyjezdnych trzeba godnie przywitać. A i z policją trzeba porozmawiać, by dobrze pilnowali porządku. - Święte słowa. - Nie bluźnij, przyjacielu. - O, przepraszam, zapomniałem się - wszystko przez te wiersze, które ostatnio czytuję. - Wybaczam ci, ale lepiej nie czytaj ich za dużo. - Obiecuję. A cóż teraz zamierzasz robić, Marcinie? - Wiesz, chyba do domu wrócę, bo wiatr mocno dziś wieje i chłodnawo się zrobiło. Żegnaj Janie, do jutra. - Do zobaczenia. I Marcin odszedł w swoją stronę.

MajinYoda

MajinYoda

 

O bajkach

Witajcie po wakacjach - mam nadzieję, że były udane. Wracam z nową (choć dużo mniejszą, póki co) porcją głupot. Dziś nietypowo nie o grach - lecz o bajkach (tytuły części z nich są nam znane z dzieciństwa - szczególnie osobom w "moim wieku" ). Gotowi? Książka "Uczeń bezpieczny w Cyberprzestrzeni" pod red. Danuty Szeligiewicz-Urban (2012), rozdział "Agresja w bajkach dla dzieci", autorstwa Anity Gawrońskiej. Jesteście gotowi? Moje wtrącenia są zaznaczone, tradycyjne, takimi nawiasami { } Początek rozdziału nie jest głupi. Przedstawia dosyć znaną prawdę o tym, że Tu nie mam się czego przyczepić. Zabawa zaczyna się dalej. Oto opis najbardziej popularnej bajki w okolicach roku 2012 (ciekawe czy zgadniecie o co chodzi zanim Wam powiem): Już wiecie? Opis pasuje zapewne do wielu bajek. Ale to oczywiste, że chodzi o: I co oni z tym mają? Najpierw Pan od szukania Diabłów, teraz ta Pani (z opisu wynika, że pracuje w przedszkolu). Co się dzieje z tymi ludźmi? I pytanie do znawców - o jakiego mistrza chodzi? Autorka tylko gdzieś przeczytała idiotyczny opis serialu, czy co? Wracając jednak do niedokończonego zdania: Dalej jest jeszcze zabawniej - opisywane są przypadki dzieci, którym odbiło od "Pokemonów": To faktycznie wina Pokemonów. I suszy w Bangladeszu, zapewne. Ciekawe, że nikt się nie zastanowił nad jednym - gdzie byli rodzice? Nóż zapewne też dostał od Pokemonów, nie ? Sam pamiętam, jak mi mistrz tego chłopaka dał nóż, żebym... aaa zresztą - nieważne. Lecimy dalej. A dalej robi się ciekawiej, bo na chwilę porzucamy Pokemony: Skąd wzięło się tu "Power Rangers" - Autorka nie wyjaśniła... Pewnie przybyło jak Hiszpańska Inkwizycja . Kolejny akapit i kolejne dziwności: Jesteśmy we współczesności, drodzy czytelnicy. Nie na długo, ale jednak. Co zrobiono? Przesunięto na porę, gdy ogląda młodzież? Przeniesiono na inny kanał? Ostrzeżono rodziców przed tym, co dzieci mogą zobaczyć? Dorzucono znaczek w rogu e kranu? Nie... Wiwat - brak cenzury . Teraz dzieci spokojnie mogą oglądać nie tylko Żółwie, ale i niebrutalne Wiadomości . Przyznam szczerze - padłem ze śmiechu przy tym fragmencie. Szczególnie, że po szybkim przejrzeniu angielskiej Wikipedii nie znalazłem potwierdzenia tej rewelacji. Wynika z niej, że w UK i Irlandii faktycznie nie było "Ninja Turtles", lecz "Hero Turtles" w serialu z 1987 (!) roku - ze względu na chęć odróżnienia serialu od filmów. Tak przynajmniej tam napisano - kto pisze prawdę? Tego się pewnie nie dowiemy... Idźmy dalej - do najlepszej części tego rozdziału - dzieci wymieniają jakie bajki lubią i dlaczego. Najlepszy jest tekst sześcioletniej Marty o "Atomówkach": W sumie to nie powinienem się z tego nabijać - w końcu to wypowiedź dziecka - nie musi być logiczna. Ale Autorka mogła się nieco bardziej wykazać, a nie zadawać takie pytanie dzieciom - i jeszcze wszystko pisać słowo w słowo.. A wśród wymienionych tytułów znalazły się m.in "Pokemony", "Johnny Bravo", "Chojrak" (dobrze, że nie np. "South Park"). Czyli bajki, które wziąć gdzieś tam lecą, ale obecni rodzice powinni je dobrze znać i wiedzieć, co dziecko może oglądać, a czego nie powinno. Choć to i tak wszystko wina Pokemonów...

MajinYoda

MajinYoda

 

Wierszyk na wakacje

Dzisiaj, zgodnie z zapowiedzią, prawdziwa gratka dla wszystkich czytelników mojego bloga. Czuję się dość niepewnie, ponieważ skomentuję nie poważną książkę naukową, lecz książeczkę z wierszami "kierowanymi do dzieci i ich rodziców" jak chce Autorka (kolejna gratka dla fanów Prof. S. Jonalistów). Nie będzie to jednak interpretacja wiersza znana ze szkoły - chyba nikt z nas tego nie lubił, nie?  Ale nie mówcie mojej polonistce, dobra? Przedstawiam książkę "Komputerze pokaż swe oblicze" autorstwa (fanfary!) profesor Agnieszki Szewczyk (tej od Małego Seryjnego Mordercy), wydaną w 2012 roku . Nietypowo nie będzie moich wstawek w cytatach, a zamiast fragmentów - cały wiersz pt. "O grach i innych ważnych sprawach". Interpunkcja jest, oczywiście, oryginalna. Będzie długo, ostrzegam! Gotowi? Zaczyna się "prawie" niewinnie. Od razu widać, że w oczach Pani Profesor (PP) jesteśmy co najmniej Hulkami ("I have an army" - "We have gamers" :)). Aż dziwne, że nas masowo do wojska nie biorą . Ja nie odpowiem, Pani Profesor. Ja się naprawdę nauczyłem, ale nie pamiętam. Notatki miałem słabe... I nie było tego na wykładzie! Płaczące ryby to, chyba, fenomen w świecie przyrody? Jakiś Nobel z biologii dla PP jest potrzebny . A tak serio - ciekawe jak mam dostrzec płacz ryby, skoro żyją w wodzie? A jeśli myśli stają się kotwicą - to albo nie należy więcej pić albo zaciągnąć się na okręt - tam kotwica zawsze się przyda . Pomyślał Adolf Hitler po wyłączeniu Mein Kampferstrike . A skoro mnie ta kotwica zatrzyma - to chyba nie będę mógł się ruszyć - czyli wystarczy się do mnie nie zbliżać oraz będę łatwym celem do schwytania. O ile Policja mnie znajdzie . I FUS-RO-DAH nielubianemu sąsiadowi w twarz! Co? Nie próbowaliście nigdy? Ja też nie... Czy ktoś wie o jaki portal chodzi? Wiem, że do rymu potrzebne, ale bez przesady . W dodatku, skoro gracze są "odporni na krew i cierpienie", to jesteśmy nie tylko Hulkami, ale także Czarnymi Rycerzami ! Ermm... tam się PP zagubił rym. Dodatkowo - czy skopanie nie jest rodzajem uderzenia? Skomplikowane są myśli wieszczów... Bardzo mnie ciekawi również kogo wirtualny cios boli? Biedny Śniący - Rest in P(i)e(a)ce(s) (Tak, wiem, jeśli uznać, że te zlepki polygonów i pikseli to "żywe istoty" to mogą odczuwać ból... tylko czy trzeba robić z tego aferę?). Swoją drogą - nic dziwnego, że jesteśmy tacy "twardzi" - myśli to kotwica, serce to kamień... A podłoga to lawa! Aaargh... Słyszałem o dziewczynach do wzięcia, ale o duchach - nigdy. To pewnie te dwa z książki, którą ostatnio opisywałem . Eee... czy w pierwszej strofie PP nadal mówi o grach? Bo te "wygibasy koleżanki z klasy (w myślach)" to chyba coś normalnego u faceta? Gorzej jakby to miał być kolega . A reszta to wypisz-wymaluj poprzednia książka - inspiracja jest ewidentna! Gier z Diablo to chyba 6 było (licząc dodatki itp.)? Plus za dokopywanie wróżkom - precz z nimi . Z uzależnienia w sumie nie powinienem się śmiać... Ale dlaczego nie?  Zawsze lepiej uzależnić się od komputera niż np. pisania głupot . Nie znam się na fizyce, ale z tego co pamiętam jonizuje wszystko (także suszarki), a nie tylko ekrany i komputery (prosiłbym o poprawienie mnie, jeśli się mylę ). Właściwie to nawet nie wiem, jak to skomentować... Inna sprawa, że w takim razie jestem dziwakiem - nie mam nowych gier . Ostatnia "nówka", jaką kupiłem, to czwarty Asasyn... Nad ranem, tak? Hmm... Dodatkowo jaki człowiek na mnie wirtualnie (w grach) czeka? Zlepek pikseli i polygonów to raczej nie jest człowiek... A z myślami nie ma co się bić - przecież są kotwicą! I tu kończy się ten dziwny wierszyk. Dosyć nietypowo, ale kto wieszczowi zabroni? Jeżeli chcecie przeczytać całość: http://iiwz.univ.szczecin.pl/ksi/gfx/komputerze_ebook.pdf PS. Przez wakacje nie będę zamieszczał regularnych wpisów. Myślę, że w połowie sierpnia wrócę z nowymi tekstami . Życzę więc Wam gorącego lata (aa!) z dala od głupoty ludzkiej!

MajinYoda

MajinYoda

×