Skocz do zawartości

Nowy Kącik Yody

  • wpisy
    96
  • komentarzy
    128
  • wyświetleń
    3970

O blogu

Blog dotyczy głównie spraw okołogrowych. Najczęściej zamieszczam swoje felietony i przemyślenia. Poza tym pojawiają się rozmaite "mądrości" pisane o grach w książkach, na stronach internetowych itd.

Wpisy zamieszczone na blogu są pisane przeze mnie i wyrażam w nich moją opinię na rożne tematy. W przypadku chęci skorzystania z fragmentu lub całości wpisu proszę o zaznaczenie źródła i informację na PW.

Zapraszam też do odwiedzania i polubienia strony bloga na Facebook'u. Zachęcam także, oczywiście, do komentowania i oceniania wpisów. Mile widziane są także wiadomości prywatne :).

Przytaczane fragmenty książek należą do ich prawnych właścicieli i zostały wykorzystane wg prawa cytatu (art.29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Blog ma charakter rozrywkowy i nie ma na celu ośmieszenia lub obrażenia jakiejkolwiek osoby.

 

PS. Jest to Blog-zastępstwo dla oryginalnego Kącika Yody.

Wpisy w tym blogu

 

Nekrofilia & Destrukcja: Gracze

Wracamy do kwestii złych gier z książki autorstwa dr Iwony Ulfik-Jaworskiej - "Komputerowi mordercy. Tendencje konstruktywne i destruktywne u graczy komputerowych" (2005). Poznamy dzisiaj dokończenia opowiadań stworzone przez grających gimnazjalistów . Ostrzegam - treść tylko dla wytrzymałych ludzi (inaczej możecie pęknąć ze śmiechu). Za wszelkie przypadki spadnięcia z krzesła nie odpowiadam. Gotowi? Zacznijmy od czegoś lżejszego: Jak nic obraz Liberty City z GTA 3 albo City of Lost Heaven z Mafii . Nie wspominając już o jakże mrrocznym i pełnym okrwawionych ciał Khorinis . W "Stawce większej niż życie" też pojawiała się swastyka. Ale nie - to złe gry propagują nazizm. Fakt, że bohater walczy z nazistami (w grze z akcją w czasie II WŚ) jest nieważne. Bo przecież bohater robi to, bo tak mu wygodnie (patrz poprzedni wpis) i dostaje za to pieniądze. Komentarz jest tylko jeden: Dodatkowo - jak to mówią: "jak, kto blisko pod figurą to ma diabła za skórą" . I czym jest gra "666"?? I co tu robi produkcja z 1992 roku? A skoro już o tym mowa - Autorka wspomina o koncepcji katharsis (czyli przemoc w mediach powoduje wyładowanie się odbiorcy w "wirtualu"). Jednakże... Dobra, można się zgodzić. Ale jednocześnie Autorka powołuje się przecież na teorię nekrofilii, która powstała w latach 70! Cóż, skoro pasuje do tezy... Przejdźmy dalej - do ostatniej części książki, czyli badań. Na początek drobne wprowadzenie: Okeeeej... Nie wiem, jak grające dziewczyny (niestety nie znam takich... może się któraś wypowie? ), ale z tymi chłopcami, chyba, wszystko jest w porządku? W końcu lepiej zaakceptować siebie, jakim się jest niż całe życie użalać się nad sobą. Ale naukowcy wiedzą lepiej . Czy to źle - nie bardzo rozumiem? Lepiej się zadręczać? No tak, w naszym kraju bez marudzenia nie ma życia . Oczywiście - to przecież gracze wycinają lasy tropikalne, a lista gatunków zagrożonych wyginięciem to tak naprawdę lista achivementów (za tygrysa bengalskiego jest ponoć dodatkowe rzy... życie!). Nie wspominając już o efekcie cieplarnianym - to też nasza wina. Z kolei w takich np. wyścigach konnych nigdy jeździec nie uderza konia batem (czy jak to tam), nie? Przejdźmy do zadania z poprzedniego wpisu, czyli niedokończonych opowiadań (szkoda, że tylko Stillbornowi chciało się z tym bawić) [edit 2019 - może teraz będzie lepiej? ). Oto przykładowe odpowiedzi chłopców i dziewcząt grających (niegrających brak (ciekawe dlaczego?) - tylko tabelka pokazująca, jak gracze są źli i agresywni). Najpierw - "stosunek do innych ludzi" (numer w nawiasie kwadratowym to numer dokończonego opowiadania): Wiem, że będzie to niepoprawne, ale skoro ukradł - należało go ukarać. Oczywiście, Autorka wolałaby pewnie, by Andrzej/Joasia negocjowali ze złodziejem, dali mu naganę albo wyrazili ubolewanie z zaistniałej sytuacji. Normalnie scena z "Kilerów Dwóch" mi się przypomina . Chlip... piękne, prawda? Otóż nie, Wy zdemoralizowane nekrofile-sadyści! Tak to już jest - cokolwiek byśmy my, gracze, nie zrobili i tak będzie źle . Pomagamy staruszce, którą okradziono? ŹLE, powinniśmy pójść w swoją stronę. Chłopiec się przewrócił, pomagamy mu wstać i proponujemy wspólną zabawę? ŹLE, powinniśmy go wyśmiać i jeszcze okraść. Pomagamy mamie? ŹLE! Powinniśmy nie mieć telewizora (nekrofilia!) i życie spędzać na dokarmianiu (sobą) tygrysów syberyjskich. Nadszedł czas na "stosunek do przyrody". Przykładowe opowiadania graczy: A oto komentarz Autorki: To chyba nie wymaga komentarza, prawda? Więc ostatnia porcja "dokończeń" o przyrodzie: Co wynika z tych wypowiedzi? To oczywiste! Szach-mat! Jesteśmy nekrofilami i sadystami. Zamiast pomagać potrąconemu psu powinniśmy stanąć nad nim i marudzić jaki ten świat zły, jak normalni ludzie. I tym akcentem - kończymy . PS. W opisywanej książce pojawiło się dokładnie pięć stron pozytywów o grach. Dobre i to .

MajinYoda

MajinYoda

 

Nekrofilia & Destrukcja: Bohaterowie

Tym razem wpis jest nietypowy. Fragmenty opisywanej książki pojawiły się już w AR z numeru 03/2014 i zostały obśmiane przez samego Smugglera oraz Mr Jedi oraz Marka Lenca. Fragment pojawił się także w moim tekście na kwantowo.pl. Niemniej, uznałem, że fragmenty z moimi komentarzami powinny też trafić na mojego bloga. Dlatego postanowiłem ponownie ją wypożyczyć i dopisać więcej niż było w AR. Przed nami książka dr Iwony Ulfik-Jaworskiej "Komputerowi mordercy. Tendencje konstruktywne i destruktywne u graczy komputerowych" (2005). Ze względu na długość i mnogość głupot wpis będzie podzielony na dwie części. Gotowi? Zacznę od pytania - w której współczesnej grze gracz dostaje życia ? Z tymi punktami to chyba chodziło o jakiegoś Carmageddona, bo tez sobie nie przypominam innej gry z punktami za zabijanie (ew. Hitman). Audiotele - ile, spośród 275 stron książki, zajmują tendencje konstruktywne? Swoje przypuszczenia piszcie w komentarzach . Odpowiedź znajdzie się na końcu następnego wpisu . Hmmm... czyli wszelkiej maści RTS-y nie są "agresywne" - co najwyżej "semi-agresywne" . TADAM! W takim razie praktycznie wszystkie gry są konstruktywne - a figa! Co to ma do gier, zapytacie? Oto odpowiedź: Kto kiedykolwiek grał w Portal jest nekrofilem . Niestety - mnie też to dotyczy . Wymarłe, pozbawione ludzi miasta pełne walczących robotów - jako żywo obraz Khorinis, Myrtany i Tamriel! Nie wspominając już o Azeroth, ale tam jest pełno botów . Przejdźmy jednak do innej części tej książki - słów kilka o bohaterach gier . Ponownie - RTS-y nie są grami, bo nie mają (no, z małymi wyjątkami) bohaterów niezbędnych do rozgrywki . W przeciwieństwie do np. zamachowca-samobójcy, który sadzi kwiatki i pomaga staruszkom przechodzić przez jezdnię . Tylko ci źli bohaterowie gier wszystko niszczą i powodują, że gracze wszystko niszczą (most w Warszawie to też nasza wina, tak? ). Co w naszym przepełnionym empatią i dążącym do ascezy społeczeństwie jest niewyobrażalnie ZŁE! No tak, przecież tacy strażacy narażają swoje (realne) życie za dziękuję. Tak samo jak nauczyciele, wykładowcy, lekarze i inni- oni/one wcale nie dostają pieniędzy za swoją pracę. Tylko wredni bohaterowie gier muszą zarabiać.  Niby ok, ale czy wszyscy? Pamiętam jak w Gothic 2 ZAWSZE pomagałem Gritcie (tej, co miała dług u miejscowego kupca) płacąc za nią. Zresztą, jak już pisałem - za wykonaną pracę należy się zapłata, prawda? Hmmm... Czy to oznacza, że np. James Bond nie lubi innych - ratuje ich, bo potrzebni są do realizacji planu? Obawiam się, że wchodzimy na grząski grunt - w końcu bohater gier sam nie myśli, jest stworzony tak, jak jest. Można by mnożyć przykłady przeciwko tym tezom (choćby przyjaźń Beziego i Miltena, Dragonborna z Ralofem/Hadvarem czy Geralta z Jaskierem) tylko po co? Dla naukowców sprawa jest jasna - źli bohaterowie gier ratują świat, bo tak im pasuje. Kończąc temat - ostatni fragment o bohaterach gier: To już jest totalna bzdura. Wspomniany quest z G2 temu przeczy. Tak samo, jak, choćby, wspomaganie żebraków w Oblivionie i Skyrim (nie wiem, jak w poprzednich TES-ach) czy GTA IV. Tak samo pomaganie atakowanym w Assassin's Creed. Budowa domów w Tropico. Przykładów jest MNÓSTWO! Ale nie, naukowcy wola patrzeć przez pryzmat "zły bohater zabija, krew się leje, a gracze to naśladują i na tacę/Owsiaka nie dają!". Na zakończenie: test psychologiczne - niedokończone opowiadania. Jest ich siedem i zostały podzielone na dwie części: stosunek do innych ludzi (opowiadania 1, 3, 5, 7) i stosunek do przyrody i życia (2, 4, 6). Należy je dokończyć (to samo zrobili, ponoć, chłopcy i dziewczęta w wieku gimnazjalnym). Uwzględnione zostały warianty dla graczy i graczek. Wypełnijcie i podajcie w komentarzach co Wam wyszło (możecie też je dać niegrającym rodzicom, rodzeństwu itp. odpowiedzi zamieśćcie ): Czekam na Wasze dokończenia. Pozdro .

MajinYoda

MajinYoda

 

Po co mi HD?

UWAGA! Dzisiaj sobie trochę pomarudzę :). Jak zapewne wszyscy już wiedzą, pod koniec stycznia Ubisoft wypuścił wersję HD "swojego" hitu sprzed lat - czyli Heroes of Might and Magic 3. Szczęśliwie, na mojej półce znajduje się Złota Edycja tejże, więc sobie odpuściłem. Jednakże, jakiś czas temu natknąłem się na kilka stron, gdzie ludzie prześcigali się w wymyślaniu "która gra powinna jeszcze być w HD?". Moja odpowiedź jest prosta - żadna! Dlaczego? Cóż, jak już dawno powiedział Kabaret Ani Mru-Mru: "wszystko, co oryginalne, jest lepsze". Dlatego uważam, że nikt nie powinien tykać starych gier i wypuszczać kolejnego potworka. Bo i po co? Co komu z Gothic HD, skoro fani już dawno go przeszli (a jak będą chcieli pograć to sobie zainstalują z jakimś modem), a "młodzi" uznają go za zbyt trudną grę. Czemu ktoś rzucił "ja chcę pierwszą Mafię w HD", skoro jej grafika tylko nieco się zestarzała (o genialnych modelach samochodów nie wspomnę)? Nie potrafię tego zrozumieć. Swoją drogą - ciekawe, że nikt nie napisał np. o Death Race HD . Zresztą, przecież ten trend dotknął także mojego ulubionego Dragon Balla (Z). Obejrzałem go po angielsku i postanowiłem porównać z jego wersją HD, czyli DB Kai. I szok - tam nie ma krwi! Rozumiem, że cenzura działa, ale nawet w "naszej" (tj. francuskiej) wersji była. A tu brak... Wracam więc do pytania - po co mi to całe HD? Czy nie lepiej byłoby, żeby twórcy poszli do przodu i zrobili coś, co gracze będą pamiętać za te 10-15-20 lat? Oczywiście, wiąże się to z kosztami - ale, moim zdaniem, lepiej wyłożyć kasę na nowy produkt (nawet tej samej serii), niż płacić za coś, co... no właśnie? Wywoła nostalgię? Chyba tak. Oby tylko gracze nie dali się na nią nabrać. A ja tymczasem czekam aż Ubi pokaże nowe jednostki do M&M: Heroes VII. PS. Strasznie poważny wpis dzisiaj wyszedł . Ale spokojnie - za tydzień będzie coś dla fanów głupich książek naukowych. PS 2. I po raz kolejny gry są winne: klik. PS2018. Choć wciąż jestem sceptyczny wobec "nowych" wersji starych gier to przyznam się Wam, że jestem nieco hipokrytą - bo czekam na remaster Warcrafta 3. Dodam tylko, że nigdy nie grałem w oryginał ;).

MajinYoda

MajinYoda

 

(przed) Świąteczne przemyślenia

Dzisiejszy wpis miał być zwykłym, życzeniowym tekstem. Niestety, rzeczywistość zmusiła mnie to zmiany tych planów. Oto, kilka dni temu, doszło do głośnego morderstwa dokonanego przez dwoje młodych ludzi (swoją drogą - w "moim" regionie - na Lubelszczyźnie). Wszyscy już chyba o tym słyszeli (jeśli nie - włączcie TV, jakiś portal internetowy lub kupcie gazetę  - bez przerwy o tym trąbią!). Ten materiał wskazuje na poszukiwanie motywów zabójstwa w... filmach i grach. Sam materiał nie jest taki znowu zły, ale wszyscy zapominają, że prowodyrka-morderczyni (mistrzyni strategii? ) pisała wiersze. Niech strzegą się wszyscy forumowi "wierszokleci" - to będzie tekst o Was . Staje przed nami (jako społeczeństwem) nowe wyzwanie - brutalni twórcy wierszy! Według badań CBWPM* aż 100% morderców oddychało mieszanką tlenu i azotu! Również 100% osób piszących wiersze nim oddycha - przypadek? Nie sądzę. Podobnie, jak fakt, że 97,563% mężczyzn-morderców nosiło spodnie - "wierszokleci" także je noszą! To również nie może być przypadek! Tak samo jak fakt, że aż 99,1036543% morderczyń miało piersi - zupełnie jak "wieszczki". Musimy to ogłosić całemu światu! Pamiętajmy również, że według wspomnianych badań: 70% - PSL, 68% mężczyźni, 69% - kobiety i 120% - Putin czyta wiersze, lecz nie zdaje sobie sprawy z ich negatywnego wpływu na ludzką psychikę. Nie wspominając już o nekrofilli czającej się w tych utworach**. Swoją drogą - ciekawie wyglądają cytaty z książek, które wyśmiewałem na tym blogu, gdy zamiast "gry (komputerowe)" podstawi się "wiersze". Oto efekt mojej "pracy": Dobra, wystarczy tego. Ale sami przyznacie - piękne, prawda ? Tym akcentem kończę dzisiejszy wpis, życząc Wam Wesołych Świąt i wystrzałowego Nowego Roku. Zachęcam Was do nie czytania i/lub pisania tych plugastw (wierszy, znaczy się ). W zamian możecie obejrzeć obrady Sejmu . Do zobaczenia w styczniu 2015 roku! * skrót od Centrum Badań Wymyślonych Przeze Mnie. ** zob. Ulfik-Jaworska I, "Komputerowi mordercy. Tendencje konstruktywne i destruktywne u graczy komputerowych" (Wydawnictwo KUL, Lublin 2005) - fragmenty tej książki znalazły się w AR (w moim liście) w numerze 03/2014.

MajinYoda

MajinYoda

 

Panie doktorze - patologia! cz. 3

Ten wpis jest także wyjaśnieniem zeszłotygodniowego opowiadania. Moją inspiracją była książka Sylwestra Bębasa (co ciekawe - rocznik 1981 - czyli nie "stary, nieznający się na kompach, profesor", a młody, który powinien już być obeznany z komputerami)"Patologie {co on ma z tymi "patologiami"?} społeczne w Sieci" (2013) - rozdział III "Obsesyjne granie w gry komputerowe". Czujcie się ostrzeżeni tytułem . Na początek muszę Autora (częściowo) pochwalić - zaczął historię gier od lat 50 XX wieku (o Cathode... wciąż się zapomina  ). Wspomniał nawet o Spacewar! Czyli jest jakiś postęp . Idąc jednak do głupot: Ermm... wydaje mi się, że jednak były już "ciut" wcześniej - choćby Marienbad. Nie bardzo rozumiem co ma nośnik do jakości obrazu i dźwięku w grze? Dodatkowo - skąd Autorowi wzięły się jeszcze CD? Przecież mamy już DVD, Blu-Ray i dystrybucje cyfrową - w 2013 były już znane  . Tu będzie, dla odmiany, mądry fragment: Pod tym fragmentem podpisuję się obiema rękami, nie wiem jak Wy . Idźmy jednak dalej: Trochę mnie to zawsze śmieszy - jak gra jest agresywna to trzeba ją wysłać do psychologa . Choć to moze tylko pogorszyć sytuację . Kolejny raz ktoś myli pojęcie "gry przygodowe" z "grami akcji" - co dziwne nie jest.... Ale, ale - zaraz się dowiemy co też w tych agresywnych grach (np. Anno 1404 czy To The Moon, jak mniemam  ) można zobaczyć: Czyż to nie piękna wizja krwawej i agresywnej przygodówki lub gry strategicznej . Pamiętacie te krwawe ślady, jakie zostawiliśmy po sobie w Tropico 4? A te jęki wrogów (i wybuchy!) w grach o Larrym! Patologia i zepsucie - nie to, co poczciwy i miły Mortal Kombat . Nie wspominając już o filmach z Jamesem Bondem, który swoim wyglądem straszył bardziej niż Buka. Przejdźmy teraz kawałek dalej - do efektów wczesnego kontaktu z komputerem i grami: Nic dodać - nic ująć . A było tak pięknie, jak nie było tych ***** gier, prawda, ch***? I myślę, że na tym zakończę ten wpis. Wyp******** . PS. Wulgaryzmy zastosowane tylko, by upodobnić się do "patologii" przedstawionej przez Autora .

MajinYoda

MajinYoda

 

Gdyby nie było gier - dialog dresów

Typowe polskie, postpeerelowskie, osiedle bloków mieszkalnych - szare, bure i nieciekawe. Ciemną nocą, tuż przed 23, pod lokalnym sklepem monopolowym "Kubuś" zatrzymał się wysoki mężczyzna o wielkich bicepsach i bardzo krótkich włosach. Miał na sobie czerwony dres z dwoma paskami, a w ręku trzymał pustą butelkę. Nagle, z sąsiedniej klatki, wyszedł drugi mężczyzna. Podszedł do tego pierwszego, a słabe światło pobliskiej latarni oświetliło wysoką i łysą postać w niebieskim dresie, bez pasków. Obaj młodzi popatrzyli chwilę na siebie spode łbów i nagle... wyciągnęli ręce i przywitali się: - Witaj, Janie. - Witaj, Marcinie. - Jakże jestem szczęśliwy, że cię tu spotykam. Mam do ciebie sprawę. - Słucham cię, przyjacielu drogi. W czymże mógłbym ci pomóc? - Słyszałem, żeś zaznajomiony z Karoliną, niewiastą mieszkającą dwie ulice stąd. - Owszem, znam ją od czasów szkolnych naszych. Była mi dobrą koleżanką podczas moich lat edukacji. - Czy mógłbym więc ośmielić się i poprosić cię o przedstawienie nas sobie? - Ależ nie ma żadnego problemu, mój drogi Marcinie. Wiedz jednak, że Karolina to niewiasta wymagająca. Jeżeli jakieś awanse do niej stroisz to lepiej dobrze się zastanów. - Z radością przyjmę twą radę. A kiedy mógłbyś być tak łaskaw i nas zapoznać? - A co byś powiedział o miłym zapoznaniu na przyjęciu u Karola? Tamże się wybieram z mego serca wybranką i wiem, że Karolina też tam będzie. - Doskonale, świetna okoliczność. A cóż to? Czemu trzymasz tę butelkę, miast do kosza ją wyrzucić? - Powiem ci, drogi Marcinie, że potrzebna mi ona bardzo. Wody święconej z kościoła zabrać muszę, by księdza godnie po kolędzie przyjąć. - A racja, racja. Ja już swoją mam ? zaiste wczoraj mnie matula wysłała. - Powiedz mi jeszcze, przyjacielu, czy wybierasz się może jutro na mecz piłkarski? - Oczywiście, nie mógłbym sobie darować, gdybym nie wziął udziału w tej sportowej uczcie. A i kibiców przyjezdnych trzeba godnie przywitać. A i z policją trzeba porozmawiać, by dobrze pilnowali porządku. - Święte słowa. - Nie bluźnij, przyjacielu. - O, przepraszam, zapomniałem się - wszystko przez te wiersze, które ostatnio czytuję. - Wybaczam ci, ale lepiej nie czytaj ich za dużo. - Obiecuję. A cóż teraz zamierzasz robić, Marcinie? - Wiesz, chyba do domu wrócę, bo wiatr mocno dziś wieje i chłodnawo się zrobiło. Żegnaj Janie, do jutra. - Do zobaczenia. I Marcin odszedł w swoją stronę.

MajinYoda

MajinYoda

 

O bajkach

Witajcie po wakacjach - mam nadzieję, że były udane. Wracam z nową (choć dużo mniejszą, póki co) porcją głupot. Dziś nietypowo nie o grach - lecz o bajkach (tytuły części z nich są nam znane z dzieciństwa - szczególnie osobom w "moim wieku" ). Gotowi? Książka "Uczeń bezpieczny w Cyberprzestrzeni" pod red. Danuty Szeligiewicz-Urban (2012), rozdział "Agresja w bajkach dla dzieci", autorstwa Anity Gawrońskiej. Jesteście gotowi? Moje wtrącenia są zaznaczone, tradycyjne, takimi nawiasami { } Początek rozdziału nie jest głupi. Przedstawia dosyć znaną prawdę o tym, że Tu nie mam się czego przyczepić. Zabawa zaczyna się dalej. Oto opis najbardziej popularnej bajki w okolicach roku 2012 (ciekawe czy zgadniecie o co chodzi zanim Wam powiem): Już wiecie? Opis pasuje zapewne do wielu bajek. Ale to oczywiste, że chodzi o: I co oni z tym mają? Najpierw Pan od szukania Diabłów, teraz ta Pani (z opisu wynika, że pracuje w przedszkolu). Co się dzieje z tymi ludźmi? I pytanie do znawców - o jakiego mistrza chodzi? Autorka tylko gdzieś przeczytała idiotyczny opis serialu, czy co? Wracając jednak do niedokończonego zdania: Dalej jest jeszcze zabawniej - opisywane są przypadki dzieci, którym odbiło od "Pokemonów": To faktycznie wina Pokemonów. I suszy w Bangladeszu, zapewne. Ciekawe, że nikt się nie zastanowił nad jednym - gdzie byli rodzice? Nóż zapewne też dostał od Pokemonów, nie ? Sam pamiętam, jak mi mistrz tego chłopaka dał nóż, żebym... aaa zresztą - nieważne. Lecimy dalej. A dalej robi się ciekawiej, bo na chwilę porzucamy Pokemony: Skąd wzięło się tu "Power Rangers" - Autorka nie wyjaśniła... Pewnie przybyło jak Hiszpańska Inkwizycja . Kolejny akapit i kolejne dziwności: Jesteśmy we współczesności, drodzy czytelnicy. Nie na długo, ale jednak. Co zrobiono? Przesunięto na porę, gdy ogląda młodzież? Przeniesiono na inny kanał? Ostrzeżono rodziców przed tym, co dzieci mogą zobaczyć? Dorzucono znaczek w rogu e kranu? Nie... Wiwat - brak cenzury . Teraz dzieci spokojnie mogą oglądać nie tylko Żółwie, ale i niebrutalne Wiadomości . Przyznam szczerze - padłem ze śmiechu przy tym fragmencie. Szczególnie, że po szybkim przejrzeniu angielskiej Wikipedii nie znalazłem potwierdzenia tej rewelacji. Wynika z niej, że w UK i Irlandii faktycznie nie było "Ninja Turtles", lecz "Hero Turtles" w serialu z 1987 (!) roku - ze względu na chęć odróżnienia serialu od filmów. Tak przynajmniej tam napisano - kto pisze prawdę? Tego się pewnie nie dowiemy... Idźmy dalej - do najlepszej części tego rozdziału - dzieci wymieniają jakie bajki lubią i dlaczego. Najlepszy jest tekst sześcioletniej Marty o "Atomówkach": W sumie to nie powinienem się z tego nabijać - w końcu to wypowiedź dziecka - nie musi być logiczna. Ale Autorka mogła się nieco bardziej wykazać, a nie zadawać takie pytanie dzieciom - i jeszcze wszystko pisać słowo w słowo.. A wśród wymienionych tytułów znalazły się m.in "Pokemony", "Johnny Bravo", "Chojrak" (dobrze, że nie np. "South Park"). Czyli bajki, które wziąć gdzieś tam lecą, ale obecni rodzice powinni je dobrze znać i wiedzieć, co dziecko może oglądać, a czego nie powinno. Choć to i tak wszystko wina Pokemonów...

MajinYoda

MajinYoda

 

Wierszyk na wakacje

Dzisiaj, zgodnie z zapowiedzią, prawdziwa gratka dla wszystkich czytelników mojego bloga. Czuję się dość niepewnie, ponieważ skomentuję nie poważną książkę naukową, lecz książeczkę z wierszami "kierowanymi do dzieci i ich rodziców" jak chce Autorka (kolejna gratka dla fanów Prof. S. Jonalistów). Nie będzie to jednak interpretacja wiersza znana ze szkoły - chyba nikt z nas tego nie lubił, nie?  Ale nie mówcie mojej polonistce, dobra? Przedstawiam książkę "Komputerze pokaż swe oblicze" autorstwa (fanfary!) profesor Agnieszki Szewczyk (tej od Małego Seryjnego Mordercy), wydaną w 2012 roku . Nietypowo nie będzie moich wstawek w cytatach, a zamiast fragmentów - cały wiersz pt. "O grach i innych ważnych sprawach". Interpunkcja jest, oczywiście, oryginalna. Będzie długo, ostrzegam! Gotowi? Zaczyna się "prawie" niewinnie. Od razu widać, że w oczach Pani Profesor (PP) jesteśmy co najmniej Hulkami ("I have an army" - "We have gamers" :)). Aż dziwne, że nas masowo do wojska nie biorą . Ja nie odpowiem, Pani Profesor. Ja się naprawdę nauczyłem, ale nie pamiętam. Notatki miałem słabe... I nie było tego na wykładzie! Płaczące ryby to, chyba, fenomen w świecie przyrody? Jakiś Nobel z biologii dla PP jest potrzebny . A tak serio - ciekawe jak mam dostrzec płacz ryby, skoro żyją w wodzie? A jeśli myśli stają się kotwicą - to albo nie należy więcej pić albo zaciągnąć się na okręt - tam kotwica zawsze się przyda . Pomyślał Adolf Hitler po wyłączeniu Mein Kampferstrike . A skoro mnie ta kotwica zatrzyma - to chyba nie będę mógł się ruszyć - czyli wystarczy się do mnie nie zbliżać oraz będę łatwym celem do schwytania. O ile Policja mnie znajdzie . I FUS-RO-DAH nielubianemu sąsiadowi w twarz! Co? Nie próbowaliście nigdy? Ja też nie... Czy ktoś wie o jaki portal chodzi? Wiem, że do rymu potrzebne, ale bez przesady . W dodatku, skoro gracze są "odporni na krew i cierpienie", to jesteśmy nie tylko Hulkami, ale także Czarnymi Rycerzami ! Ermm... tam się PP zagubił rym. Dodatkowo - czy skopanie nie jest rodzajem uderzenia? Skomplikowane są myśli wieszczów... Bardzo mnie ciekawi również kogo wirtualny cios boli? Biedny Śniący - Rest in P(i)e(a)ce(s) (Tak, wiem, jeśli uznać, że te zlepki polygonów i pikseli to "żywe istoty" to mogą odczuwać ból... tylko czy trzeba robić z tego aferę?). Swoją drogą - nic dziwnego, że jesteśmy tacy "twardzi" - myśli to kotwica, serce to kamień... A podłoga to lawa! Aaargh... Słyszałem o dziewczynach do wzięcia, ale o duchach - nigdy. To pewnie te dwa z książki, którą ostatnio opisywałem . Eee... czy w pierwszej strofie PP nadal mówi o grach? Bo te "wygibasy koleżanki z klasy (w myślach)" to chyba coś normalnego u faceta? Gorzej jakby to miał być kolega . A reszta to wypisz-wymaluj poprzednia książka - inspiracja jest ewidentna! Gier z Diablo to chyba 6 było (licząc dodatki itp.)? Plus za dokopywanie wróżkom - precz z nimi . Z uzależnienia w sumie nie powinienem się śmiać... Ale dlaczego nie?  Zawsze lepiej uzależnić się od komputera niż np. pisania głupot . Nie znam się na fizyce, ale z tego co pamiętam jonizuje wszystko (także suszarki), a nie tylko ekrany i komputery (prosiłbym o poprawienie mnie, jeśli się mylę ). Właściwie to nawet nie wiem, jak to skomentować... Inna sprawa, że w takim razie jestem dziwakiem - nie mam nowych gier . Ostatnia "nówka", jaką kupiłem, to czwarty Asasyn... Nad ranem, tak? Hmm... Dodatkowo jaki człowiek na mnie wirtualnie (w grach) czeka? Zlepek pikseli i polygonów to raczej nie jest człowiek... A z myślami nie ma co się bić - przecież są kotwicą! I tu kończy się ten dziwny wierszyk. Dosyć nietypowo, ale kto wieszczowi zabroni? Jeżeli chcecie przeczytać całość: http://iiwz.univ.szczecin.pl/ksi/gfx/komputerze_ebook.pdf PS. Przez wakacje nie będę zamieszczał regularnych wpisów. Myślę, że w połowie sierpnia wrócę z nowymi tekstami . Życzę więc Wam gorącego lata (aa!) z dala od głupoty ludzkiej!

MajinYoda

MajinYoda

 

Kupię duszę część 2

Dzisiaj druga część mądrości z książki Johna Paula Jacksona "Handel duszami naszych dzieci - studium o Pokémonie". Pamiętajcie - gdy zamawiacie cokolwiek i posyłacie przekleństwa (nawet Pocztą Polską) to wiedzcie, że coś się dzieje... Z książki dowiadujemy się także, że: Jak długo gram, zawsze HP utożsamiałem z Health Points (vel Hit Points), który określał ilość życia/wytrzymałość, a nie atak... Ale najwyraźniej się nie znam . Myślicie, że to było dziwne? A co powiecie na kolejne zdanie? Szach-mat! Ash jest tak boski, że jako człowiek może ewoluować w Pokémona! Te duchy-twórcy to są naprawdę perfidne! Trzygłowy Pokémon jako "parodia" Trójcy Świętej? Hmm... Ciekawe w takim razie do czego aluzja była mityczna hydra? Albo cerber? Idźmy jednak dalej: Kolejna rzecz, której nie odkryłem w czasie rozgrywki . Choć, osobiście, wolałbym zostać Mew (choć Vegeta też by pasował, ale nie to uniwersum ), nie wiem jak Wy. Przejdę teraz w głąb książki - do rozdziału czwartego - "Pułapka gier RPG". Tutaj jest jeszcze ciekawiej! Pewnie współczesnego Hearthstone'a też dotyczą te zasady . Swoją drogą - autorowi chyba pomyliły się karcianki z grami RPG... Zastanawia mnie - czy ktokolwiek kiedykolwiek próbował nauczyć dziecko wersetu z Biblii w szkole? Nawet na lekcjach religii nie miałem czegoś takiego. Inna sprawa, że autor nie podaje ile lat miały te dzieci. A jak nauczyciel nie potrafił nauczyć tabliczki mnożenia to powinien zmienić zawód. Teraz poznamy odpowiedź na najbardziej frapujące pytanie: "jak pozbyć się stworów?": Ostatnie zdanie jest mocno ciekawe, nieprawdaż? Szkoda, że niektórzy uważają, że wiedza co chce Bóg (a historia pokazała, że ci z Bogiem tylko na sztandarach niekoniecznie wygrywali). Czy to aby nie jest grzech? Muszę przyznać, że jest to jedno z niewielu naprawdę mądrych zdań zawartych w książce. Zdziwiło mnie zakończenie tej "pasjonującej" pozycji. Otóż, na samym końcu książki znajdują się wypisane wszystkie 151 pokémonów, ich ewolucje (nawet na którym poziomie następują) i umiejętności. Zastanawia mnie tylko - po co? Chyba, żeby łatwiej je było zapamiętać . I tym akcentem... kończymy przygodę z tą książką.

MajinYoda

MajinYoda

 

Kupię duszę część 1

W zeszłym tygodniu pisałem o dwóch powodach powstania poniższego tekstu. Dzisiaj przedstawię Wam ten drugi. Jest nim książka Johna Paula Jacksona (warto poczytać sobie o nim np. na Wikipedii, by wiedzieć o co z nim chodzi) "Handel duszami naszych dzieci - studium o Pokémonie" (przekład Natalia Rolińska, 2001). Już po tytule widać, że będzie ciekawie, prawda? . Szczególnie, że temat dotyka część z nas - zwłaszcza dzieci lat '90 . Jednakże, autor nie opisuje tylko złych, krwiożerczych Pokémonów, ale także... nie uprzedzajmy faktów, jak to mówił Bogusław Wołoszański . Tradycyjnie - moje komentarze w tekstach zaznaczam tak {}. Wpis podzieliłem na dwie części - taką dawkę fanatyzmu trzeba sobie aplikować partiami . UWAGA! Treść tylko dla ludzi o mocnych nerwach! Ciekawie jest już na samym początku - nawet zanim Autor zabierze głos - w rekomendacjach. Czytamy tu, że: Już po tej "rekomendacji" wiecie w jakim klimacie jest utrzymana cała, 113 stronicowa w formacie 155x155 mm, książka. To już totalnie ryje psychikę . Warto tu zaznaczyć, że sama książka jest przesycona cytatami z Biblii. Idźmy dalej: W sumie to nie ma się czego czepić w tym fragmencie. Aczkolwiek owa "ciemna strona" brzmi... kusząco. W tych słowach da się wyczuć mądrość pewnego księdza . O jakich innych grach mowa? O tym za chwilę. Każdy, kto grał ostatnio w jakiegoś RPG-a niech natychmiast dzwoni do egzorcysty - bo już wie, że coś się dzieje . Ja już to zrobiłem - pozwolili mi tylko zrobić ten wpis i już szykują dla mnie ciepłe przywitanie... na stosie. Idźmy jednak dalej, bo to dopiero wstęp do książki: Przyznam, że brak mi słów na ten fragment... Szczególnie nie wiem co myśleć o tych "kanałach". Pozwoliłem sobie przytoczyć cały fragment. Sami przyznacie, że te nowoczesne duchy są strasznie gadatliwe - nie żyje taki kilkaset lat i mu się na filozofię zebrało . Zastanawia mnie tylko, jak ma zamiar przekonać rodziców, że nie istnieje, skoro go widać? Może tak ? UWAGA! Zaraz poznamy gry, które są dziełem Szatana! Teraz już chyba wszystko jasne . Jak ktoś ma jeszcze w domu Tazosy lub Game Boya Color powinien je jak najszybciej spalić . Idźmy dalej: Pamiętam jak w Redzie mojego biednego Charmandera jakiś Rattata "Tackle" pobił . Było mi smutno jak go przypaliłem "Emberem" . Kurcze - to dlatego nie mogłem wygrać z przeciwnikiem na końcu . Miałem za mało pokémonów... Czemu ten pan nie napisał solucji - zeszłaby jak ciepłe bułeczki! Tu pojawia się opis jednego z Pokémonów. Zawsze mnie zastanawiało czemu zawsze chciałem użyć Kamehameha . Teraz już wiem - jako dziecko utożsamiłem się z niewłaściwą postacią . Lepiej już było zostać Guciem.... I nikt tym dzieciakom nie dał w.... tyłek. Nasuwa się także pytanie - skąd te dzieciaki miały ostre narzędzia? Pewnie te duchy im dały - w końcu to nie rodzice są odpowiedzialni za swoje dzieci, nie? Tym akcentem kończę dzisiejszy wpis. Zapraszam za tydzień na drugą część.

MajinYoda

MajinYoda

 

Chińskie bajki

Po tytule już wiecie o czym będzie tekst, a po moim nicku (i awatarze) znacie mój stosunek do tematu . Nie wchodząc więc w szczegóły przejdę do meritum. Tekst powstał z dwóch przyczyn: 1. niedawna rozmowa ze znajomym - antyanimowcem (dobrze brzmi); 2. nowa książka "naukowa". Tym drugim zajmę się kiedy indziej (wszystko w swoim czasie ). Teraz pochylę się nad pierwszą kwestią. Każdy, kto ogląda anime/czyta mangę, choć raz w życiu spotkał osobę, która uważa, że to "głupie chińskie bajki". Cóż, nie jestem może jakimś totalnym fanem japońskiej twórczości (każdy mógłby mnie zagiąć bez problemu ), ale coś tam się orientuje. Wracając do tematu - znajomy powiedział mi, że to głupota zajmować się taką tematyką (po tym jak mu powiedziałem, ze koleżanka z roku pisze o mandze) i "chińskie bajki" są dla idiotów. Trochę się wkurzyłem, przyznam, ale okazuje się, że bardzo łatwo takim osobom zamknąć usta. Jak? Odpowiedź jest prosta - zapytać czy w dzieciństwie lubiły oglądać "Pszczółkę Maję" i "Muminki". Niektórzy pewnie już dostrzegli haczyk . Taki argument wystarczył, by znajomek zmienił ton. Oczywiście, kłócił się jeszcze ze mną, że to były... uwaga... polskie bajki! Prawie padłem ze śmiechu, gdy mu kazałem sprawdzić dokładnie. Rzecz jasna, można przyjąć inną definicję "anime". Ale czy to naprawdę będzie jakaś różnica? . Sayonara! 

MajinYoda

MajinYoda

 

Gry pogrzebane

W życiu pojawia się okres, kiedy chcemy przypomnieć sobie ?jak to drzewiej bywało?. Oglądamy dawne filmy, czytamy stare książki, przypominamy sobie "tamtą" muzykę. Ale co z grami? O ile film czy muzykę możemy kupić bez problemu w sklepach (czasem trzeba się naszukać, fakt), to jednak z grami jest większy problem. Wpadłem na to, gdy pewnego dnia zajrzałem do pudełka z NFS: Porsche 2000. Niestety, zgodnie z prawem Murphy'ego, płyty w środku nie było. No cóż, pomyślałem, skoro wydali Medal of Honor: Allied Assault to może i tego NFS'a znajdę? Jak się później okazało - nic z tego. A problem nie dotyczy tylko takich klasyków. Weźmy takiego Władcę Pierścieni. Konia z rzędem temu, kto znajdzie (do kupienia) oryginał "Bitwy o Śródziemie". Nawet "Fable 3",wydane nie tak dawno, w wersji PC jest niedostępne. I nikt nie wie co się z nim stało (może trzeba poszukać w celach więziennych? ). Okazuje się, że dla chcących pograć w dawne gry są dwie drogi ich zdobycia - rynek wtórny, czyli "używki" i pirat. Zastanawiając się nad tym doszedłem do wniosku, że to trochę dziwne - pogrzebać, śladem gry E.T., produkcje, które wciąż się pamięta? Może twórcy gier powinni pomyśleć nad udostępnieniem swoich starszych gier za darmo (ta, jassne) lub niewielką opłatą? Choćby przez Origin/STEAM? Cóż, wszystko jeszcze przed nami.

MajinYoda

MajinYoda

 

Włoska robota

Pogłębiając swoją wiedzę o przemocy w grach komputerowych natrafiłem na pozycję "Gry komputerowe, Internet, telewizja. Co robić, gdy nasze dzieci są nimi zafascynowane?" włoskich autorów - Nessii Laniado i Gianfilippo Pietra z 2006 roku. Pokazali mi, że nie tylko nasi i amerykańscy badacze potrafią wypisywać brednie. Na wstępie muszę jednak zaznaczyć, że nie czytałem, póki co, rozdziałów o TV i Internecie. Swoje wtrącenia w tekstach zaznaczam tymi nawiasami { }. Pomijam, wspomniane w moim wpisie z zeszłego tygodnia, zaczynanie historii gier od Ponga. Spodobał mi się jednak inny tekst: Czyż to nie piękne? Pac Man jako krwiożercza istota, która zabija duszki (czy one z reguły nie są martwe?) i, mówiąc kolokwialnie, nażera się jak świnia. Szkoda, że nie doszło do krucjaty... (Żeby nie było - jestem katolikiem). Kolejny akapit i kolejne dziwne stwierdzenie: Przyznam, że tego nie rozumiem... Czy to oznacza, że jeśli zapisano by nazwę np. Mortal Kombad to gra byłaby jeszcze bardziej krwawa? Jeszcze ciekawiej zaczyna robić się w ramce zatytułowanej "Różnice pomiędzy grami komputerowymi". Gotowi? Hmmm... Czy to oznacza, że wspominany wcześniej Pong to strzelanina albo walka wręcz? No, chyba, że autorzy jednak przypomnieli sobie o Spacewar czy Cathode Ray-Tube Amusement Device... Dalej następuje nudny opis tego typu gier, ale wyłącznie o walce wręcz. Przejdźmy jednak dalej. Zapewne każdy z Was słyszał kiedyś o fatality. Oto jego książkowy opis: Można się lekko kłócić, ale czytajmy dalej: Sub Zero... gdzie ja o tym słyszałem... Wiem! To chyba był ten koleś, co to chciał jakiś pierścień zdobyć! A nie, pomyliło mi się z książką Sauron, czy jakoś tak... Ostatnia próbka ciekawostek z tej książki: Iluż to ciekawych rzeczy można się dowiedzieć z lektury książek naukowych, nieprawdaż? Na dzisiaj to tyle. Na zakończenie, przypominam o głosowaniu na najbardziej nasyconą przemocą grę komputerową z CDA (uff...): https://docs.google....ESZTVc/viewform Wyniki już za tydzień!

MajinYoda

MajinYoda

 

Gdzie diabeł nie może...

... tam gracza pośle - można by rzec patrząc na to jak nas - graczy - traktuje społeczeństwo. Nie sądziłem, że jest tak źle, aż do środowego wykładu. Nie podam nazwy przedmiotu, ani tym bardziej nazwiska prowadzącego, ale ogólnie mówiliśmy o cyberbullingu i seksualizacji. Oczywiście, przy tej okazji nie mogło zabraknąć wątku, że w grach też to jest. Nie bardzo zrozumiałem i podzieliłem się swoimi wątpliwościami. Okazuje się, że cyberbulling jest obserwowany m.in. w grach online. To znaczy, że drąc się na kogoś przez TS/czat/cokolwiek jesteśmy zrównani z trollem piszącym na facebooku, żeby ktoś się powiesił. Po prostu genialne! Nie miałem nawet pojęcia, że moje życie (w grach) jest takim kłamstwem. A nazwanie kogoś "noobem" - cyberprzestępstwem! Druga kwestia, czyli seksualizacja. Wiadomo "sex-sells", ale w tym przypadku gry komputerowe pojawiły się w kontekście połączenia (w świadomości społecznej) seksu i przemocy wobec kobiet. Wiecie - wszelkie sado-maso-porno itd. Jednakże, ku mojej nieskrywanej uciesze, również w grach miałyby być pokazywane takie motywy. Niestety - nie zostały podane żadne przykłady (poza DN3D). Może jeszcze dodałbym GTA, ale to byłoby zbyt oczywiste . I w sumie to nie mam żadnych więcej pomysłów... Może Wy macie? Takie przedstawienie sprawy gier dało mi do myślenia. Jak bardzo stereotypowo jesteśmy postrzegani my - gracze. Można pokusić się o stwierdzenie, że media kreują nas na zbrodniarzy gorszych niż Vlad Palownik, Adolf Hitler i Czyngis-han razem wziętych. Ale w murach (tiaa...  ) uczelni, na zajęciach prowadzonych dla przyszłych dziennikarzy nie powinno być miejsca na stereotypy. Jednakże, czwartkowe zajęcia były jeszcze ciekawsze! Oto na zajęciach z pewną panią doktor, której teksty pojawiały się już jako Prof. S. Jonalne, omawiała problem uzależnienia od internetu i gier. Nie bardzo można się spierać z istnieniem tego problemu, lecz zobrazowanie go było mocno... naciągane. Czym bowiem zostało zobrazowane? Filmikiem z Crazy/Angry German Kid. Jeżeli ktoś nie wie o co chodzi: Nie wiem jak Wy, ale ja czuję tu fake i potwierdzają to inne filmiki z tym dzieciakiem. Dodatkowo, jak się temu przyjrzeć, wyraźnie widać, że "ukryta kamera" nie jest wcale ukryta. Ale pasuje do tezy, więc po co cokolwiek sprawdzać? Cóż - pozostaje mi jedynie mieć nadzieje, że moje Koleżanki i moi Koledzy - patrząc na mój przykład (a co!) - nie będą mieli tak jednostronnego zdania w tym temacie... Wierzę w ich inteligencję . PS. Przypominam o ankiecie dotyczącej brutalnych gier w CDA: https://docs.google....ESZTVc/viewform Więcej informacji w poprzednim wpisie!

MajinYoda

MajinYoda

 

Sienkiewicz niezgodny z konstytucją RP!

Dzisiaj będzie krótko. Zacznę od filmu, który zna już chyba każdy czytelnik cdaction.pl:   Na stronie głównej znajduje się wielki tekst redaktora Berlina, więc, zgodnie z jego sugestią, również coś o tym napiszę. Nie będę się jednak powtarzał, bo już o postrzeganiu przemocy pisałem w jednym z poprzednich tekstów. Od siebie napiszę jedynie, że najczęstszym kontrargumentem, jaki stosuje podczas mówienia o przemocy w grach, jest "Pan Wołodyjowski" i moment nabijania Azji na pal. Oczywiście, niektórzy twierdzą, że "to dzieło sztuki, nie można porównywać głupiej gry do książki". Owszem, można. Oba te twory są częścią ludzkiej kultury. Co więcej - przemoc tez jest składnikiem kultury. Spotykamy się z nią praktycznie na co dzień - na ulicy, w szkole itd. A telewizję (nie tylko TVP) uważam za największych hipokrytów. Sami puszczają filmy przesycone przemocą, a gry traktują jak największe zło. "W oku bliźniego źdźbło trawy widzą, a w swoim belki nie" używając biblijnego porównania. Na zakończenie napisze tylko: mam nadzieję, że w przyszłości w mediach tzw. głównego nurtu, wypowiadać się będą osoby, dla których gry to pasja, a nie sposób na szybkie pokazanie się w "telewizorni" i zdobycie poklasku publicznego. Czego Wam i sobie życzę.   PS 2018. Nawet nie wiecie jak żałowałem, że nie da się zrobić czerwonej czcionki w tytule wpisu ;).

MajinYoda

MajinYoda

 

Zabijamy!

Dzięki temu, że mam dłuższy weekend postanowiłem trochę się podciągnąć w graniu w pełniaki z CDA. Nie jest to jednak objaw no-lifienia (nomen omen) - piszę o nich pracę magisterską. A ściślej mówiąc - o rodzajach agresji w nich zawartych. Przy okazji czytam też kolejne pozycje o "agresywnych grach". Czyli zapoznaję się z twórczością ludzi określanych w CDA jako "Prof. S. Jonaliści", jednocześnie odnajdując ciekawe informacje. Zacznę jednak od krótkiego pytania - czy ktoś z Was oglądał kiedyś "Wieczorynkę"? A ilu z Was słyszało o usunięciu tego programu z ramówki? Myślę, że spora grupa by się znalazła. Jednakże, wygląda na to, że owa likwidacja miała swoje plusy. Bowiem, w jednej z książek znalazłem badania z 1995 roku (czyli kiedy miałem ok. 5 lat), że w jednym tygodniu "scen destrukcyjnych" było więcej w "Wieczorynce" niż w "Wiadomościach" na TVP1. Otóż tak, proszę Was. Już od początku mamy zryte psychiki przez rozmaite "Bolki i Lolki", "Kubusie Puchatki" czy "Muminki". Że o "Smurfach" nie wspomnę. A tak serio - nie wiem w jakim to było tygodniu, ale 1995 rok to końcówka wojny w byłej Jugosławii oraz I wojna czeczeńska. Więc kompletnie nie mam pojęcia, co musiało być nie tak z tymi bajkami... To jednak nie koniec - jest tego więcej! Oto dowiedziałem się (o ja, niewyedukowany) z innej pozycji, że gry symulacyjne (pisownia oryginalna!): Wyłączycie więc "Euro Truck Simulator" czy inny "Symulator farmy" i przestańcie pilotować ciężarówki . Bo tam zabijanie jest! A teraz już proszę grzecznie udać się do najbliższego psychiatry. Ja chyba tak zrobię po przeczytaniu kolejnego takiego "naukowego" tekstu... PS. Pytanie do znawców - co było pierwsze: film czy gra "Avatar"?   PS2018. To był mój pierwszy MSM... Kiedyś wrócę do tych książek i je dokładniej opiszę :).

MajinYoda

MajinYoda

 

(18+) Schody

Stanley jak zawsze schodził ze schodów. Tego dnia miał wolne od pracy. Żałował tego, ale szef dał mu wolny dzień. Postanowił pójść do baru. Las, wspaniała twórczość matki natury. Czerwień drzew przywodzi mi na myśl te wszystkie martwe dziewczyny, które tu zakopałem. Ech, kiedy pomyślę o tych schodach, z których je spychałem, a potem dobijałem gaz-rurką, to aż mi się łezka w oku kręci. - Widzi pani? Co za bezbożnik! - Właśnie, do kościółka nie chodzi tylko się wiesza, antychryst jeden! - Bóg go skarze za to, mówię pani! - Tak, tak - i do tego jeszcze pod schodami się wiesza. - Za moich czasów tak nie było. Żeby być bogiem trzeba było wyskoczyć z okna, a teraz? Żyły sobie te szatany tną. - Tak, tylko ten taki dziwny. - Baby, baby! Podcinanie żył jest dla mnie zbyt mainstreamowe! Stanley uwielbiał swoją pracę, chociaż marnie mu płacili. Pamiętał jak zaczynał - testował drabiny. Powoli wspinał się na wszystkie szczeble by awansować. Kiedy już był na szczycie zaczęły się schody. Rozpoczął więc się na nie wspinać. Stopień po stopniu, powoli, wdrapał się na samą górę. Udało się - awansował! Teraz testuje ruchome schody. Stopień za stopniem, kopię sobie, kopię. Ten las jest naprawdę piękny. A ta dziewczyna, mmhmm! Szkoda, że muszę ją zakopać. Jej zakrwawiona twarz jest taka piękna na tle czerwieni liści pod jej głową. Ech... życie... - Nie zwracaj sąsiad uwagi na te durne staruchy. Nie rozumią współczesności. - Sam żeś durny! Ile razy można się wieszać?! - To dopiero czwarty raz w tym tygodniu. - Bóg was ukarze, zobaczycie! - Mówiłem - zamknij się krowo, bo... Szkoda mi opuszczać ten las. Ale nie mam co się martwić - jeszcze dzisiaj tu wrócę. Schody też czekają. Stanley zamówił kolejne piwo. Siedząc przy barze zobaczył dwóch facetów - jeden, ze sznurem na szyi, siedział przy stole otoczony tłumem, drugi zaś, stojący przy schodach na piętro, miał białą koszulę poplamioną na czerwono. Schody... - Jeszcze jedno! - Wystarczy ci. - To moja sprawa! Barman, jeszcze jedno! - Na odwagę, co? Obserwowałem całą sytuację. Ale ładna brunetka stoi na schodach! Podejdę do niej. "Chodźmy na górę, ślicznotko". Zgodziła się. Zawsze się zgadzają. Taki już mój urok. Stanley po kolejnym piwie patrzył na wchodzącą po schodach parę. "Czemu by teraz sobie nie wejść?" - pomyślał. "Jutro jadę do pracy, ale dla rozrywki przecież mogę!". - Co z tym piwem? - Już idę. Po co ci ten sznur? Znowu się będziesz wieszał? - Taaakkkk?. - Tylko nie przed barem, jak ostatnio! Tak, cudownie. Jeszcze dwa stopnie. Jeszcze tylko jeden. Jaka ona jest piękna na tle tej czerwonej ściany. Szkoda, że ma na sobie czarną sukienkę. Lepiej by jej było w czerwonej. "Ile masz lat?"; "Osiemnaście" - odpowiedziała lekko podpitym głosem. Idealnie. - Baaarman, jeżdże jednooo. - Pogięło się? - No sooo?? Mówiłeeźś, że mam? siem nie wieszadź PRZED bareeem... hyc... a nie wewen... wewnen... no tu. Wziąłem ją w ramiona. Jaka ona ciepła, jaka... delikatna. Co to za dziwne uczucie? Tak, to jest to. Chcę to zrobić właśnie z nią. Tu i teraz. "Dajesz maleńka!" - i zepchnąłem ją ze schodów. Bach i już leży na dole. Stanley chwiejąc się wstał i poszedł w stronę schodów. Powoli przechodził przez tłum myśląc tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć się przy nich. Tak, musi to zrobić. Leżąc tam, na dole, wygląda jeszcze piękniej? Gdzie moja gaz-rurka? Nieważne, pewnie zostawiłem w samochodzie. Zatłukę ją pięściami i skopię. - Jeższdże barhmaan! - Uspokój się! Więcej ci nie naleję! - No weeeśź. Staremu klijeentowi nie nalejeższ? Bondźże człowieeek! Stanley zbliżył się do schodów. Musiał już tylko ominąć tego kolesia kopiącego jakąś kobietę. Dla niego w tym momencie ważna była tylko ta jedna rzecz - schody. Kop, kop, z piąchy i jeszcze kop! Cholera, chyba lekko przesadziłem. Trudno. Lepiej ją stąd zabiorę. Zapłacę tylko. Za siebie i za nią. $70 powinno wystarczyć. - Patrz sąsiad jaki cwaniak. - Taa... hyc... choleerra. Tascy to majoo zawże... sczęździe! - Pewnie mocno nadziany! - Taaa, skuurw... - Ostatni raz mówię!! Nie wieszaj się na TERENIE baru!!! Położę ją tutaj na tych schodkach. Muszę przecież jakoś otworzyć bagażnik. Kurde, powinienem kupić sobie lepszy samochód. Smart już mi nie wystarcza. Nie martw się, kochana! Zaraz pojedziemy do lasu... Stanley wspinał się powoli na kolejne stopnie. Nie widział nic wokół siebie. Liczył się tylko szczyt. Kiedy dotarł na górę poczuł się jak w niebie. Tak bardzo to lubił. Jak ja lubię kolor czerwony. Czerwone lasy, czerwone ściany, czerwoną krew, czerwone światła, czerwone ubrania. Ale może nadszedł czas, by pomyśleć o założeniu rodziny? Tyle pięknych kobiet zakopałem, a nie mogę znaleźć tej jedynej? Ciekawe dlaczego? - Wypier...! I nie chcę was tu więcej widzieć!! - Noo, sooo?? Ja śem kulturnie zachowujem! Ja tylko chdźiał siem piiwa ze sonsiaadem napidź. A ten tu, co? Wieeelkhii.. Hyc... pan siem znalazł! - Idź się wieszać gdzie indziej, cholerny hipsterze! Stanley usiadł przy pierwszym z brzegu stoliku. Po chwili dosiadła się do niego zgrabna blondynka. Spojrzał na nią. Wyglądała pięknie jak anioł, bogini, jak czyste schody. Powiedziała coś. Tak, odezwała się do niego! - Soo za duupekh! Hyc! Bedem siem wiesz? wieszał dzie mi siem podoba! To wolny khraj! - Daj już spokój. Idź lepiej do domu, prześpij się! "Jestem Lucy" - powiedziała nieznajoma. "Stanley" - odpowiedział. "Chcesz się zabawić?" - zapytała wyciągając do niego dłoń. "Jasne" - odparł, po czym delikatnie złapał ją za rękę. Bardzo ostrożnie wyjął z jej dłoni to "coś". Muszę kupić lepszą łopatę, kochana. Szlag, złamała się. Ale nie martw się, ukochana. Dla Ciebie mogę kopać gołymi rękami! Jakaś ty piękna! Jak żywa! I taka czerwona... Stanley powoli zaczął się zabawiać na oczach nieznajomej i wszystkich wokół. Najpierw delikatnie, a późnej nagle z całej siły. "Podcięcie sobie żył jest wspaniałe" - pomyślał. - Patrz sąsiad - tam coś wisi. - Noo, mosze maższ rasje! Tylko co? - O żesz Ty! Patrz jaka fajna dziewka! - Tylko nie dziewka - jestem hipsterką! - To możesz powiśśimyyy Se razzem? - Chętnie, zapraszam. Jest tu trochę wolnego miejsca. Powoli, kochana, powoli. Jeszcze trochę i już będzie gotowe. Pięknie wyglądasz, mówię serio! Teraz muszę cię tylko przysypać ziemią i jadę do domu. Hę? Halo! Kto tam jest? Stanley wykrwawiał się. Ale nie przeszkadzało mu to. Taka piękna kobieta się nim zainteresowała. "Ciekawe czy też lubi schody?" - pomyślał. Już miał pytać, ale Lucy położyła mu palec na ustach. Siedzieli więc w milczeniu pośród gadających ludzi. - Zazwyczaj wiszę w samotności. Ale miło jest mieć towarzystwo. - Nooo, ja teższ. - Jak ci na imię? - Nazyywam siem... Cholera, chyba się przesłyszałem. Jestem pewien, że ktoś tam jest. Nie lękaj się jednak, kochanie! Nic ci nie grozi. Obronię cię. Pokaż się! Nie boję się ciebie! Hej! - Fajne imię. Często się wieszasz? - W tyym tygodniuu to bendzie czf? czfartyy razs. - Super! Marzyłam o kimś takim. Ja mam na imię... Stanley stracił mnóstwo krwi. Kiedy już był blady jak ściana Lucy go podniosła. Powoli podeszli do schodów. Za nimi ciągnęła się już strużka krwi? Kiedy byli na szczycie schodów Stanley zrobił krok. Cudowne uczucie ostatni raz przejść się po schodach... - Tyższ ładniee. - Daleko mieszkasz? - Niee, o tuu. Za roghieem. - To może - pójdziemy do ciebie? - Cz? Czeeeemu nie? Kiedy Stanley zszedł z ostatniego schodka zachwiał się i przewrócił. Skończyła mu się krew. Lucy ostrożnie podeszła i zaciągnęła go do swojego jeepa. Nie płaciła barmanowi - zna ją. Zapłaci mu następnym razem. Teraz czas pojechać tam. Chyba mi się zdawało. Tak, to był tylko omam. Tu nikogo nie ma. Tylko ty i ja. Jeszcze trochę ziemi. I przysypię cię liśćmi, kochanie. Śpij sobie teraz. Ja jeszcze chwilę tu postoję. Ta czerwień jest taka piękna... - Otho mój dom. - Fajny. A teraz chodź... Lucy przewiozła martwego Stanleya na przednim siedzeniu. Bardzo lubiła bliskość mężczyzn, którzy najpierw się czerwienią na jej widok, a później bledną przy poznaniu. Ale brakuje jej tego jedynego... ech... Dobrze, czas się zbierać. Żegnaj, kochana! Nigdy o Tobie nie zapomnę! O! Co to za światła? Ktoś tu jedzie! Lepiej się ukryję. Lucy wyciągnęła Stanley z wozu. Teraz, kiedy stracił całą krew, był bardzo lekki. Kiedy już go położyła na ziemi poszła po łopatę. Czekała ją długa noc. Nie wiedziała jednak, że ktoś ją obserwuje. Wybacz mi kochanie, ale chyba się zakochałem. Jaka ona piękna. Tak pięknie go tu przytaszczyła. Tak zgrabnie teraz zaczyna kopać dół. Idę jej pomóc! Tak, pomogę jej i pojedziemy do mnie. Mam mnóstwo schodów. Tak! ... Doktorze! Doktorze! Ten pacjent spod 203 znów nie wziął leków! --------------------Nota od autora------------------- Nie brałem żadnych środków przed napisaniem powyższego tekstu . Opowiadanie powstało na zajęcia na uczelni. Choć pojawiło się już na FA (w dziale z Prozą), postanowiłem zamieścić je dodatkowo na swoim blogu (po kilku poprawkach).

MajinYoda

MajinYoda

 

Wyrzutek

To słowo dobrze oddaje jak się czasem, jako gracz, czuję. Powód jest prosty - gram jedynie na PC-cie. Nie posiadam ani konsoli, ani wypasionego telefonu z Androidem/IOS-em. Jest to dla mnie mocno irytujące, gdy wszyscy konsolowcy już ograli do znudzenia np. GTA V, a ja muszę czekać. Zresztą - tak samo będzie z AC IV czy Watch Dogs i wieloma innymi produkcjami. Oczywiście - nie mam nic ani do konsol, ani do ich użytkowników, ani do wydawców. Wina bowiem leży po "naszej" stronie. Chodzi oczywiście o piractwo. Ten "nowotwór" tak mocno trawi rynek PC-towy, ze wydawcy wolą wydać grę na tę platformę już po zarobieniu na konsolach. I lepiej na tym wychodzą (z marketingowego punktu widzenia), bo jest to pewny zysk. Ale jednocześnie tysiące graczy takich jak ja - zagorzałych PC-towców - musi czekać. Bo spora grupa (niektórzy nawet szczycą się tym!) piratów psuje nam wizerunek. Ale cóż na to poradzić? Pozostaje tylko samemu grać uczciwie i uzbroić się w cierpliwość. Przy każdej dużej produkcji... Ewentualnie kupić sobie konsolę...   PS 2018. Na poprzednim blogu ten wpis miał największą ilość komentarzy na Kąciku Yody - aż 36. Szkoda, że nie ma szans, by je przeczytać  .

MajinYoda

MajinYoda

 

Gwałcący gracze?

Myślę, że po tytule już wiadomo o czym będzie dzisiejszy felieton. Recenzja GTA V w pewnym "opiniotwórczym tygodniku głównego nurtu" oraz jej rozwinięcie na blogu Autora wywołała ogromną reakcję internautów. Dla osób, które nie czytały jeszcze tego tekstu napiszę jedynie, że Autor wystawił grze ocenę 1/6. Dokładnie tak - najniższą możliwą. Scenę tortur (przez którą gra dostała taką notę) pominę. Zajmę się innym fragmentem tego tekstu - tym, który wywołał największe oburzenie: Mocne słowa, prawda? O ile jestem w stanie zrozumieć "czepienie się" misji, w której pojawiają się tortury, to nie jestem w stanie pojąć skąd u Autora przekonanie, że Rockstar pójdzie aż tak daleko? Starsi czytelnicy CDA pamiętają zapewne Panią Profesor "Myślę, Że" (tą od MSM-ów; co ciekawe - oboje mają tak samo na nazwisko...) i obawiam się, iż w tym momencie mamy do czynienia z takim samym przypadkiem. Bowiem - czy ktoś zna jakąkolwiek grę (wysokobudżetową), w której dochodzi do "gwałtu pedofilskiego"? Bo ja takowej nie znam... Co ciekawe - znalazły się osoby, które bronią Autora (mają do tego prawo). Jednak niekiedy jest to dosyć dziwna linia obrony: Od dzisiaj uważam, że w CDA również powinno się kłaść w recenzjach nacisk na to co będzie w kolejnych częściach gier. Nie zdziwcie się więc, że Assassin's Creed IV dostanie niską notę - w końcu w "piątce" może trzeba będzie zabijać niemowlaki? Wówczas "CD-Action" dołączy do mainstreamu. I to także nie jest demagogia.

MajinYoda

MajinYoda

 

Witajcie (aktualizacja)

Witam na moim blogu. Będę głównie zamieszczał swoje felietony, recenzje i opowiadania. Najczęściej będę pisał o grach i sprawach okołogrowych, ale pojawią się także filmy, seriale i książki. Nowe wpisy będą pojawiać się regularnie, w każdą sobotę. Cóż więcej mogę napisać - zapraszam do lektury, obserwowania i komentowania! Privy także mile widziane :).

MajinYoda

MajinYoda

×