Skocz do zawartości

Nowy Kącik Yody

  • wpisy
    82
  • komentarzy
    87
  • wyświetleń
    2701

O blogu

Blog dotyczy głównie spraw okołogrowych. Najczęściej zamieszczam swoje felietony i przemyślenia. Poza tym pojawiają się rozmaite "mądrości" pisane o grach w książkach, na stronach internetowych itd.

Wpisy zamieszczone na blogu są pisane przeze mnie i wyrażam w nich moją opinię na rożne tematy. W przypadku chęci skorzystania z fragmentu lub całości wpisu proszę o zaznaczenie źródła i informację na PW.

Zapraszam też do odwiedzania i polubienia strony bloga na Facebook'u. Zachęcam także, oczywiście, do komentowania i oceniania wpisów. Mile widziane są także wiadomości prywatne :).

Przytaczane fragmenty książek należą do ich prawnych właścicieli i zostały wykorzystane wg prawa cytatu (art.29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Blog ma charakter rozrywkowy i nie ma na celu ośmieszenia lub obrażenia jakiejkolwiek osoby.

 

PS. Jest to Blog-zastępstwo dla oryginalnego Kącika Yody.

Wpisy w tym blogu

 

Kac moralny gracza - autopsja

Jak większość z Was zapewne zauważyła, obśmiewani przeze mnie w MSM-ach Prof. S. Jonaliści twierdzą, że gry powodują odwrażliwienie (desensytyzację) graczy. Istnieje także pogląd, który twierdzi coś wręcz przeciwnego – czyli teoria katharsis , która wywodzi się z przekonania, że człowiek odreagowuje w grach swoje wewnętrzne napięcia (Feibel, 2006) – który osobiście popieram. Jednakże, do dziś pamiętam pewną grę, jedyną, przy której miałem kaca moralnego. Wspominałem już o tym kilka razy w komentarzach na tym blogu, ale czas opisać to nieco dokładniej. Oczywiste jest, że postacie w grach są dla mnie jedynie zlepkiem pikseli i wielokątów, zbiorem zer i jedynek. Naziści? Dajcie mi snajperkę. Policja? Koktajle mołotowa i karabin. Templariusze lub asasyni? Gdzie moje ostrze… Elfy, orkowie, krasnoludy, nilfgardczycy czy redanie? Łuk, miecz, topór lub kula ognia. Buntownicy… No właśnie, ta frakcja w Gothic 3 stała się w swoim czasie powodem mojej niechęci do tej gry. Kiedy wyszła byłem nią zafascynowany (zresztą do dziś jestem) – nie ze względów fabularnych (bo, nie oszukujmy się, scenariusz był bardzo słaby), ale ze względu na konflikt trawiący Myrtanę, Varant i Nordmar. Konflikt, przez którego pryzmat patrzyłem początkowo na wojnę domową w Skyrim. Wojna trzech bogów odzwierciedlona zmaganiami śmiertelników – to przykuło mnie to monitora w tej grze… Oczywiście, na samym początku obrałem drogę rojalistów, uznając ją za jedyną słuszną. Wyzwalanie miast spod okupacji orków i ich kolaborantów i przekazywanie ich w ręce tych, którzy pozostali wierni królowi powtarzałem wielokrotnie. Za każdym razem przez pierwszy rok nawet na krok nie zboczyłem ze ścieżki Pogromcy Orków… Aż nadszedł moment, który zna każdy fan RPG, czyli opowiedzenie się po stronie „tych drugich”. Więc zacząłem grę z myślą o zgnieceniu pod swoim butem wszelkiej rebelii i zaprowadzeniu jedynych słusznych rządów nowych panów – orków! Wszystko szło dobrze aż do zadania zniszczenia kryjówki buntowników – Reddock. Jako, ze grałem na god mode to wpadłem tam i wyrżnąłem w pień tych… tych, z którymi jeszcze niedawno współpracowałem, pomagałem im odzyskać ich ziemię. U mych bezimiennych stóp leżeli ludzie, którzy wierzyli w Innosa.   Wyłączyłem grę, pamiętam, że nawet nie zapisywałem. Przez tydzień nie mogłem patrzeć na Gothica 3 – odpalałem go i stwierdzałem „nieee…”. Po tych siedmiu dniach wreszcie go włączyłem. By wczytać zapis i skierować swoje ostrze przeciw najeźdźcom! Do dziś jednak pamiętam, że to jedyna gra, przez którą miałem kaca moralnego. A Wy – mieliście/macie taką grę, gdzie nie umiecie zagrać „inaczej”/macie wyrzuty sumienia, że zagraliście tak a nie inaczej? PS. Po kilku latach i tak przeszedłem G3 ścieżką orków :).

MajinYoda

MajinYoda

 

 Super Super Jest?

Zgodnie z zapowiedzią sprzed dwóch tygodni postanowiłem spróbować napisać coś o anime. Jednakże, gdy szykowałem się do pisania stwierdziłem – po co się ograniczać? Niniejszym więc inauguruję nowa kategorię – Kreskówki. Taka nazwa będzie lepsza, moim zdaniem. UWAGA: Jednakże, zanim zacznę muszę Wam się do czegoś przyznać – praktycznie nie oglądam seriali. W telewizji i „necie” pojawiają się coraz to nowe odcinki „Gry o tron”, „Walking Deada”, „Belle Epoque” czy innego „M jak miłość” (komu nie spodobało się to zestawienie niech zamieści w komentarzu kamień :P) a ja tymczasem oglądam zupełnie inny serial. A jest nim, jak się zapewne domyśliliście z tytułu i wstępu (oraz połowy mojej ksywy i awatara), „Dragon Ball Super”. Tylko właściwie – dlaczego go oglądam? Początkowo, muszę przyznać, z sentymentu do „Zetki” (ach, te lata ’90 i oglądanie tego anime na RTL7 we francuskiej wersji z polskim lektorem :)) i chęci zobaczenia „czy Toriyama zrobi to lepiej niż zrobiono GT?” (może kiedyś napiszę o tym dłuższy tekst)… A potem mnie to autentycznie wciągnęło. [Tu miał być obrazek, ale nie mogłem go znaleźć w Sieci :(] Zaznaczyć muszę, że nie oglądałem żadnego z ostatnich dwóch filmów kinowych przez obejrzeniem DBS, więc pierwszy i drugi arc „Super” były dla mnie czymś nowym. Przede wszystkim spodobał mi się wygląd i charakter Beerusa… ups, Lorda Berusa ;). Fakt, wkurzały mnie „fillery”, ale zdaję sobie sprawę, że bez tego serial skończyłby się zbyt szybko – a tego bym nie chciał :). Zresztą – nijak się mają do dłużyzn w „Zetce”. To anime oglądało mi się zresztą tak dobrze, że… nawet nie zwróciłem początkowo uwagi na słynne błędy w animacji. Serio – dopiero komentarze i wiele postów/newsów na ten temat mi to uświadomiły i zacząłem dokładniej oglądać. Gdyby nie to - żyłbym i oglądał w nieświadomości :). Wracając jednak do fabuły – ta trzyma poziom… przez większość czasu. Pierwsze dwa „sezony” (czy jak to nazwać) były właściwie przypomnieniem co się działo kiedyś (zapoznanie widza z postaciami i zmianami, jakie w nich zaszły, retrospekcje, starzy wrogowie itd.). No, oczywiście wprowadzono nowe postacie i dwie formy SSJ, ale właściwie niewiele ponad to się działo. Nie wspominając o dziurach fabularnych… O wiele lepsza była trzecia saga – ta z „szóstym wszechświatem”. Toriyama pokazał nam w końcu coś więcej niż dotychczas – dał nam wyobrażenie o całym multiwersum. No i, oczywiście, Zen-Oh. Najgorszą, póki co, sagą była ta o Zamasu. Niby spoko – powrót Future Trunksa, podróż w przyszłość (wreszcie!), potężny wróg… Ale sama postać głównego złego rozczarowywała. Aczkolwiek jego walka z Vegito to jeden z klasyków tego anime (szkoda, że Toriyama zrobił z tą fuzją, co zrobił). Choć, tak naprawdę, jedynym jasnym punktem tej sagi było jej… zakończenie. I, oczywiście, drugi Zen-Oh. Zanim zakończę koniecznie muszę pochwalić Toei Animations za jedną rzecz – za zamieszczanie kolejnych odcinków z „oficjalnymi” angielskimi napisami. Japoński u mnie nie istnieje, a (bez urazy) polskie napisy jakoś mnie nie przekonywały :).] Wcześniej trzeba było polegać na fanowskich tłumaczeniach, a teraz jest nawet oficjalna wersja dubbingowana pierwszych odcinków! Kończąc, trzeba odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule. Cóż, najlepszą odpowiedzą będzie chyba, że już jutro kolejny odcinek i jestem ciekaw co się wydarzy :). Przy okazji - kto jeszcze ogląda niech poza (opcjonalnym) kamieniem dorzuci swój komentarz :). A jak nie ogląda – to komentarz również jest mile widziany… Komentarze zawsze są mile widziane :D. Sayonara!

MajinYoda

MajinYoda

 

Spychologu - zbadaj się sam!

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją tego z zeszłego tygodnia. Czyli, innymi słowy, jest msm-em ;). W dalszej części artykułu Autorka przedstawia swoje badania, które zostały przeprowadzone w lubelskich szkołach podstawowych  okresie od listopada 1997 roku do marca 1998 roku, wśród uczniów (tak, tylko uczniów – co za seksizm!) VII i VIII klasy. Szkoda, że się nie załapałem :(. Oczywiście, zostali podzieleni na dwie grupy – komputerową (K) i niekomputerową (NK). Wyniki są chyba oczywiste, ale i tak je opiszę, bo są świetne :). Skrótów będzie jak najmniej. Numer jeden – ustosunkowanie do samego siebie: Widać, że wyniki są bardzo dokładne – te dane liczbowe :P. Nie rozumiem też czemu uzależnienie od zbierania znaczków – czyli wydawania pieniędzy na kawałki papieru  – jest akceptowane przez spychologię. No co? W sumie to nie do końca rozumiem o co chodzi z samodoskonaleniem. Czy chęć nauczenia się drugiego języka jest samodoskonaleniem? Jeśli tak, to znaczy, że ja naprawdę jestem jakiś dziwny… Mon Dieu! Stosunek do innych ludzi: 
   Ciekawi mnie jedna rzecz przy tego typu badaniach – pisane są z całym przekonaniem osoby, która jedyne, co zrobiła to przygotowanie i rozdanie ankiet a potem podsumowanie ich. Niby super, pięknie. Ale takie badania nie dają 100% szans na poznanie ludzi. Nie uważam, że są złe – łatwiej tak przebadać dużo osób - ale nie można wówczas mówić, że z całą stanowczością tak jest. A najlepszym przykładem na bezinteresowną pomoc jest pewien mieszkaniec dziewiętnastowiecznego Londynu – Kuba Rozpruwacz. Stosunek wobec cierpienia:  Eeee… czyli na Ziemi istnieją ludzie, którzy lubią doświadczać chorób i cierpieć? Nie oceniam – każdy lubi co innego – ale uwielbienie dla własnego cierpienia nazywa się masochizmem. Stosunek do przemijania i śmierci:   Cóż… Nie bardzo mam się tu czego przyczepić. Bo i czego miałbym? Ostatni punkt – stosunek do przyrody i wszechświata:  Tego to już zupełnie nie rozumiem. O ile działanie na rzecz przyrody (ciekawe niby jakie – „sprzątanie świata” za odpowiednie służby? Liga Ochrony Przyrody (która działała w mojej szkole i cośtam się kiedyś angażowałem)? Wyrzucają papierki po cukierkach?) jakoś przełknę, to już „lęk wobec wszechświata” jest dla mnie totalnie niezrozumiały. O co Autorce chodziło? Że obawiam się, że to wszystko kiedyś zniknie? Że mnie porwie UFO albo że w kapsule przybędzie na Ziemię niemowlę z ogonem i nie uderzy się w głowę? Czas na podsumowanie – będzie dłużej ;):  Ach, więc to dlatego gracze uwielbiają wszystko chomikować! Jak widać - nie tylko w grach! Ja ostatnio do kieszeni włożyłem sporo śniegu (przyda się na jakiegoś bossa), sześćdziesiąt książek, czajnik, zapasowe ubranie (na wypadek gdybym chciał się nagle całkowicie przebrać), oraz kołpak od Malucha. Do drugiej kieszeni wsadziłem jeszcze grzejnik, lodówko-zamrażarkę, piętnaście kilo cukru i sześć baniaków wody (po 8 litrów każdy). A Wy, przyznajcie się, co zawsze nosicie przy sobie? Co oznacza, że wszyscy mili panowie, którzy chcą pokazać „kotki w piwnicy” dziecku, powinni wybierać tylko te „niekomputerowe” :P. Nadal tego nie pojmuję – chyba nikt nie chce cierpieć. Nie można wymagać od każdego, że będzie się zachowywał np. jak święty Maksymilian Kolbe. Bo chyba Autorka nie sugeruje, że osoby niegrające marzą, by ciężko zachorować? Chwila, chwila! Czy Autorka właśnie… sama sobie zaprzeczyła? Paragraf wcześniej pisze o „odwrażliwieniu i zobojętnieniu na ludzką krzywdę wskutek mechanizmu desensytyzacji” a tutaj nagle gracze łączą śmierć z negatywnymi przeżyciami? Pewnie Autorka miała coś innego na myśli. Ale i tak spodziewałem się np. „nie boją się śmierci, bo mają trzy życia” albo „kody na nieśmiertelność” tudzież „respawn”. Jestem całkowicie zaskoczony taką zmianą retoryki. Nie wiem też czy zauważyliście, ale „wiedza” pojawia się w tym fragmencie zaraz obok dóbr materialnych! Pytanie tylko czy „komputerowcy” to wpisali i Autorka nie zauważyła jaką wartością jest dla nich wiedza, czy Autorka dopisała to graczom, żeby aż tak źle nie wypadli. Jak sądzicie? Okeeej… Równie dobrze można o to obwinić np. wiek (wiecie, nastoletni bunt, „gimbaza” (no, wtedy jeszcze parę lat do nich ;))) albo wychowanie. Choć gry wydają się chyba ciekawsze. Akurat w tej materii nie mogę się wypowiedzieć, bo nie znam dokładnych wyników przedstawionych badań. I właściwie na tym bym zakończył, ale pisząc te dwa posty naszły mnie pewne Przemyślenia. Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że nie kłócę się z sensem takich badań – super, że są przeprowadzane. Szkoda tylko, że późniejsze „opisywanie” jest tak bardzo stronnicze, nie zawiera żadnych konkretnych danych (choćby i liczbowych) i trudno je w jakikolwiek sposób zweryfikować. Bo jakoś nie wierzę, że osoby niegrające są wszystkie takie dobre, grzeczne, spokojne i absolutnie święte. A o nich nie ma NIGDY ani słowa w jakichkolwiek badaniach (co zapewne już zauważyliście z moich wpisów ;)) – poza wzmianką, że są pod każdym względem LEPSZE od graczy. A co gorsza – takiemu naukowcowi trzeba wierzyć na słowo. Co niektórzy, niestety, czynią…   PS. Za tydzień  - zgodnie z obietnicą - podsumowanie ankiety :).

MajinYoda

MajinYoda

 

Być nie mieć to odwieczny dylemat…

Ze względu na obecne odpowiedzi w ankiecie (do końca stycznia będę jeszcze przyjmował głosy, a w kolejnym wpisie (czyli 11.02) podam wyniki  ) postanowiłem w tym tygodniu napisać MSM-a (5 z 8 głosów jako ulubiona kategoria i 4 głosy, by MSM-y były częściej). W takim razie – bardzo proszę :). Dwuczęściowy MSM (kto się cieszy?) :D. Tym razem wybór padł na książkę „Kręgi wychowania” pod red. Aleksandry Gały z 2003 roku artykuł „ Wpływ gier komputerowych na psychikę” autorstwa dr Iwony Ulfik-Jaworskiej, która już kiedyś gościła na moim blogu, którą znam osobiście i uważam, że powinna zająć się psychologią z dala od gier. Jeśli Pani Doktor to czyta to proszę nie brać tego do siebie. Zanim zacznę, muszę przyznać, że sądziłem, że będzie to krótki wpis. Artykuł liczy dwanaście stron, więc nie sądziłem, że powstaną z niego dwa wpisy. Ale jednak… No dobra - jesteście gotowi? Ortografia, oczywiście, bez zmian.  Już to nieraz czytaliśmy, prawda? Wszystko ładnie, pięknie, ale gdzie tu jakiekolwiek liczby? Ile to jest „większość”? Jakaś nowa trollowa liczba? …dużo-dużo-dużo-trzy, mnóstwo, większość? Szczególnie, że sam tekst Autorka wzięła z książki z 1995 roku, który pochodzi z książki z 1984 roku… A tyle lat w nauce to może niewiele, ale w grach – sporo. Przyznam, że trochę nie rozumiem tego zdania. Niby wszystko jasne, ale jakoś tak… dziwnie. Bo w tym momencie to jednego wora trafiły wszystkie produkcje – ale czy słusznie? Wątpię. W takim „SWAT 3” – poza głupim AI naszych – zasady logiki są przestrzegane. A chyba ta gra też byłaby „agresywna”, nie?  Ci z Was, którzy czytali poprzedni wpis z książki Pani Doktor mogą odczuć uczucie deja vu… Tak jak i ja odczułem . Innymi słowy – jest to opowieść o tym, jak napisać dwa teksty o tym samym w dwóch różnych miejscach ;). Chyba nie muszę pisać która postawa zostanie przypisana graczom w toku badań, prawda?  Resztę opisu obu tych postaw zostawię, bo nie ma na nie miejsca. Wiedzcie jednak, że robię to z bólem… Kolejny znajomy fragment, nie? Szczególnie biorąc pod uwagę, że za „strzelanki” powinno się uznać także TPS-y, ale wówczas opis się rypnie. Bo według Autorki takie GTA 3 nie jest „strzelaniną” ;). Zresztą – fabularnie też tej produkcji Rockstara nie można nic zarzucić (poza głupim motywem z paczkami… :D). Musicie przyznać – Autorka sporo czasu musiała spędzić na opanowaniu takich ciosów w grze :D. Bo o ciosie czymkolwiek w grdykę to nigdy nie słyszałem w grach (może nowy Mortal Kombat powinien coś takiego zaimplementować? :P). Dalej Autorka pisze o „Postalu” (który, jak widać, strzelaniną nie jest :P) oraz „Myth”. Całość podsumowuje:  Odpowiem obrazkiem: Przejdźmy dalej – oddziaływanie na postawy: poznawczą, emocjonalną i behawioralną: Ponownie zapytam o to samo – czy w każdej grze? Wspomniany SWAT i mrowie „drużynowych” RPG-ów polega na współdziałaniu z innymi. Podoba mi się jednak rozróżnienie przeciwników J. Dodatkowo – w jaki sposób psychologia rozróżnia „przeżycie” od „utrzymania się przy życiu”?  Powiedzieli niektórzy mieszkańcy Rzymu o walkach gladiatorów :P. A tak nieco bardziej serio – zauważcie jak bardzo spokojne i bezpieczne czasy mamy, skoro przemoc pojawia się tylko po grach komputerowych! Patrz MSS :). Nie zapominajmy także, że pojedynki, walki i wojny nie istniały przed grami ;). W końcu nawet taki Aleksander Puszkin zmarł w skutek ran odniesionych podczas pojedynku szachowego gry w bierki, nie :P? Chyba Autorka nigdy nie przeżyła śmierci Mufasy :(. Nie wspominając już, że nie ma chyba osoby, która nie płakałaby po śmierci kogoś bliskiego. Po śmierci babci nie mogłem się pozbierać przez kilka miesięcy i do dziś odczuwam ogromny smutek. Ale przecież Spychologia wie lepiej co siedzi w głowie każdego człowieka na Ziemi. Ciekawe – nigdy nie słyszałem, by Jack Nicholson kogoś zamordował. A przecież wczuł się w rolę Jacka Torrance’a i rozwalił drzwi. A to chyba jest bardziej „wcielenie się” niż np. w Soldier of Fortune. Choć może to jakiś spisek? Muszę podkreślać słowo-wytrych? Nie? To dobrze. Ciekawe czy sceny przemocy w filmach, komiksach, książkach, teatrze… też wpływają? Na tym zakończę dzisiejszy wpis. Za tydzień poznamy badania przeprowadzone przez Autorkę. Możecie czuć się ostrzeżeni :).

MajinYoda

MajinYoda

 

Wojna płci

Jak możecie wywnioskować z tytułu tym razem Przemyślenia będą dotyczyły kwestii dobre znanej wszystkim miłośnikom RPG-ów i samej podstawy tworzenia w nich postaci, czyli wyborze płci naszego bohatera. Do wybrania tego tematu skłoniła mnie ostatnia rozgrywka w DA: Inkwizycję. Czemu? Ano, podczas tworzenia nowej postaci zauważyłem, że z trzech istniejących… trzy to kobiety (elfka łotrzyk, człowiek magini i człowiek łotrzyk). Co gorsza – myślałem nad stworzeniem wojownika. Nie potrafiłem się jednak zdecydować czy elfkę czy człowieka-kobietę, co też o czymś świadczy. I tutaj właśnie mnie coś uderzyło. Przejrzałem wszystkie swoje notatki dotyczące postaci ze Skyrima. I co? Same kobiety! Ostatnie rozgrywki w Mount & Blade: Warband – kobiety. Ba, feminizacja moich postaci w RPG-ach to chyba jedynie wierzchołek mojej growej góry lodowej, ponieważ uświadomiłem też sobie, że większość czasu w ostatnim Asasynie spędziłem wcielając się w Evie niż Jacoba (inna sprawa, że ta postać była ciekawsza). I zacząłbym się martwić o siebie, gdybym nie przypomniał sobie, że Smuggler (swoją drogą – strasznie często się ostatnio na niego powołuję, nie sądzicie? ;)) napisał kiedyś „jeśli mam patrzeć na plecy bohatera przez całą grę, to niech to przynajmniej będą kobiece plecy”. Cytat z pamięci, ale sens zachowany. Niemniej, te słowa oddają sens moich przemyśleń. Jednakże, do powyższego mógłbym dopisać też własną motywację (a właściwie dwie) – ciekawość czy kobiece postacie są traktowane tak samo jak męskie (typu lady zamiast lord, odpowiednie końcówki w języku polskim (często nie występują…) itp.) oraz jakaś taka chęć wcielenia się w kogoś innego. Inna sprawa, że nie wyglądam (i nigdy nie będę) jak postacie męskie (i nie mam tu na myśli orka czy kasnoluda a „ludzkie”). Kończąc mam do Was pytanie – gdy tworzycie postać to czy wybieracie płeć zgodnie z własną, czy jednak decydujecie się wybrać „tę drugą”? Choć wolałbym nie poznać przy okazji opinii jakiegoś spychologa na mój (i nie tylko) :P.

MajinYoda

MajinYoda

 

Nie ma jak w domu

Dzisiaj będzie wyjątkowo krótko, bowiem kwestia, którą chce poruszyć sama w sobie jest niezbyt wielka. Mianowicie, jest pewien element w grach, który uwielbiam, choć ludzie piszą, że to „dla gupich Amerykanów”. Housing, bo o nim mowa, jest dla mnie jednym z ciekawszych aspektów współczesnych gier. I nie mam tu na myśli Simsów (kiedyś próbowałem… to nie dla mnie), lecz RPGi. Możliwość zdobycia miejsca, które mój bohater nazwie domem jest dla mnie bardzo ważną częścią wczuwania się. O ile jednak taki Geralt nie potrzebował stałego „meldunku” (choć winnica wygląda obiecująco i czekam aż wreszcie dobiję do niej), tak już zarabiający krocie Dovahkiin mieszkający w jakiejś karczmie wywoływał u mnie efekt „ale dlaczego?”. I tym sposobem polubiłem zarówno podstawowe domy w Skyrim (i Oblivion), jak również możliwość rozbudowy z Hearthfire i rozmaitych modów. Ja to po prostu uwielbiam! Dlatego, gdy zobaczyłem domek i możliwości jakie daje w WildStar szybko przekonałem się do tego MMORPGa. Niestety, odstraszył mnie system walki, ale wciąż lekko mnie ciągnie do zabawy z ustawianiem wirtualnych mebli i czego tam. Z drugiej strony medalu jest World of Warcraft i niesławne garnizony z Warlords of Draenor. Cóż, o ile sam koncept bardzo mi się spodobał, tak już wykonanie było beznadziejne. No bez jaj – nie ma tam nawet miejsca, by dowódca garnizonu (czyli ja) położył się spać! Po całym dniu walki z jakimiś brudasami nie mam nawet miejsca do spania! Serio, Blizzardzie? Wracając do zwykłych RPG-ów – bardzo spodobała mi się Podniebna Twierdza w Dragon Age Inkwizycja (recenzja za tydzień :D), którą nie dość, że mogłem lekko rozbudować, to jeszcze dostosowywać. Dla mnie żyć-nie umierać :D. (Edit - Kirrin mi przypomniał thx!) Także seria Assassin's Creed, od "dwójki", serwuje graczom housing. Do dziś pamiętam jak uwielbiałem wędrować po Monteriggioni. Potem całkiem udana (choć nie tak malownicza) osada Davenport w "trójce" (ach to patrzenie jak ludzi przybywa :)) i w Syndicate całkiem ciekawy pomysł, szkoda, że słabo zrealizowany, czyli pociąg. A Wy co sądzicie o housingu w grach – to dobry pomysł czy beznadziejny zapychacz? I jaki był Wasz ulubiony dom w grach? Mój to, póki co (nie widziałem jeszcze winnicy z Wiedźmina 3 :P), wspomniana wyżej twierdza.

MajinYoda

MajinYoda

 

Looting time!

Chyba wszyscy grający w RPG-i to znają – zaglądanie do każdej skrzyni w polu widzenia (byle nie w obecności strażników lub właściciela :D), przeszukiwanie pokonanych wrogów, zbieranie wszystkich kamieni, ziółek itd. Tak, uprawianie zbieractwa vel chomikowanie jest silne podczas rozgrywki. Setki przeczytanych (lub nie) listów, książek, zwojów, tysiące roślinek i kamyczków, te tajemnicze „cosie”, które przecież mogą się przydać… to wszystko znajduje się w ekwipunku chyba każdej postaci RPG tuż przed finałowym bossem. Jest to całkowicie naturalne. Dlatego pamiętam, że przeżyłem lekki szok, gdy po ograniu trzech części Gothica zasiadłem do Obliviona. A tam – „Jesteś przeciążony!”. „Ale jak to?” – pomyślałem wówczas. Szok był spory, ale minął, gdy odkryłem magię „TGM” (pozdro dla kumatych, czyli pewnie większości z Was :P). I tutaj nasuwa mi się pewna myśl – skoro gracze uwielbiają zbierać w grze przedmioty, których i tak nigdy nie użyją (ręka do góry kto miał mnóstwo nieużywanych mutagenów w trzecim „Wiedźminie” ) to dlaczego ograniczać im ekwipunek? Cóż, nie znam odpowiedzi – chyba po to, żeby pokazać graczom „hola! Geralt/Dovahiin/Inkwizytor/wpisz kogokolwiek nie jest tragarzem (ani nie przechodzi z tragarzami)! Pozbądź się tej Stalowej Zbroi ważącej 100 i zwolnij trochę ekwipunku ty egoistyczny…”. Z drugiej strony – obecnie niemal w każdym RPG-u znajdziemy skrzynię (czy cokolwiek innego) na nasze dobra. A nie oszukujmy się – do tych skrzyń wszystko wpada, ale bardzo rzadko cokolwiek zostaje później wyjęte. Serio – jeśli mam 17 poziom, a broń/zbroja są na 19 to po co mam to gdzieś zostawiać? A jak w środku ważnej jaskini wbiję ten level to co wtedy, a? Zwykle do tych skrzyń trafia więc fajnie wyglądający/legendarny/z fajną nazwą ekwipunek, ale za słaby dla naszej postaci. Ot, żeby miejsce w ekwipunku się zgadzało. W MMORPG jest dokładnie tak samo – kiedy odchodziłem z WoW mógłbym przysiąc, że mój main miał w banku więcej klamotów niż powinno się tam mieścić. Podejrzewam, że gdyby ten bank istniał fizycznie to, łącznie z ilością złota, mój Marqus mógłby w nim pływać, jak Sknerus w swoim skarbcu. No, może byłoby to bardziej niebezpieczne ;). Chciałbym zakończyć swój szybki i dość krótki wpis pytaniem – do czego, Waszym zdaniem, potrzebne jest graczom ograniczanie ekwipunku? I czy Wy też tak macie, że musicie to – czymkolwiek to jest - mieć w ekwipunku/skrzyni? PS. Najprawdopodobniej za tydzień wpisu nie będzie. Wybaczcie :).

MajinYoda

MajinYoda

 

Szuukaj mnie…

Ile tego było… Pióra, flagi, paczki, podkowy, „Playboy-e”… czego to już się w grach nie szukało. Zawsze, jako typowego lenia, zastanawiało mnie jedno - po co to wszystko? Czemu miałbym szukać jakiś graffiti czy innego badziewia? Niby są za to jakieś nagrody - za określoną ilość „znajdziek” dostaje się w grze różne bonusy: broń, strój, kamizelkę, „gwiazdkę” itp. Ale przecież nie zawsze – bywa, że to „sztuka dla sztuki”. Oczywiście, szanuję osoby, którym chciało się znaleźć sto paczek w GTA III. Najwięcej ile ich znalazłem to bodaj 30, nawet korzystając z mapy znalezionej w Sieci. Z kolei w Assassin’s Creed nie znalazłem nigdy nawet połowy flag, piór i czego tam jeszcze. Wyjątkiem były szanty w Black Flag (obecnie w Rogue), ale one dawały coś konkretniejszego – przede wszystkim dlatego, że zastępowały mi radio z GTA/Mafii . Oczywiście, z czasem Ubi zaczęło dawać możliwość kupienia map z oznaczonymi „znajdźkami”, ale mi nadal nie chciało się biegać po całej mapie. Ot, znalazłem coś – to super! Nigdy mnie jakoś nie ciągnęło do przewąchiwania całego miasta/mapy w poszukiwaniu poukrywanych gratów. Szczególnie nie spodobało mi się w Syndicate – nasłuchuj muzyczki, znajdziesz pozytywkę, z niej zabierz jakiś krążek, zanieś i odblokuj zbroję. O ile sam patent na muzyczkę mi się podoba, tak ganianie po mieście nasłuchując (w grze akcji!) już nie. To jeszcze nic. Taki Far Cry Primal ma tyle prehistorycznych gratów do znalezienia, że nie potrafię powiedzieć dokładnie ile ich jest… Niby wszystko jest na mapie, ale nie mam pojęcia ile czego zebrałem, jak się nazywa ani co z tego będę miał… Stąd zastanawia mnie jedno – twórcy umieszczają takie elementy z jakiegoś powodu. Nie wiem tylko – jakiego. Czy gracze lubią szukać rozwalonych po całej mapie rzeczy? Pewnie tak, choć ja się do nich nie zaliczam. Z drugiej strony – może twórcy jakoś nie mają innego pomysłu na urozmaicenie rozgrywki? Bo przecież temu ma to (chyba) służyć. Ale czy ma to sens? Osobiście bardziej wolę robić misje poboczne, które dają konkretne nagrody niż szukać Bóg wie ilu rzeczy. Choć, oczywiście, lubię w grze chomikować… ale to temat na inny wpis . A Wy co sądzicie o „znajdźkach”? Szukacie ich czy olewacie, jak ja? Piszcie w komentarzach. PS. Za tydzień, z racji „Długiego weekendu” (swoją drogą – fajny film :D), wpisu nie będzie.

MajinYoda

MajinYoda

 

Spójrz na PeCeetaa-aa!

W dzisiejszym wpisie wracam do książki „Media a edukacja” (2000). Tym razem artykuł autorstwa Henryka Nogi pt. „Wybrane psychologiczne aspekty użytkowania aplikacji komputerowych”. Będzie dosyć krótko. Jeden, krótki, fragment i już dwa słowa-wytrychy. Autor powinien podać jakieś statystyki, a nie domniemywać. Co to za nauka? Tak samo. Dodatkowo – gram od jakiś 16 lat, czyli zaczynałem jeszcze przed publikacją opisywanej książki. I co? Nic. Widać, musze jeszcze poczekać :D. A wtedy niech sę wszyscy strzegą. (zob. Projekt MSM) Okej… gry komputerowe pokazują sfilmowaną agresję? Erm… a jaką agresję pokazuje telewizja? Pewnie nagraną dźwiękowo (radio spisaną, a książki – narysowaną itd.). Wszystko super, pięknie, ale Autor NIE podał tych badań. Tak samo, jakbym powiedział, że „z przeprowadzonych badan wynika, że większość osób głosujących na partię X to idioci”. Taki sam poziom „badań”. Aha… tego… nie wiem kogo oni badali, ale chyba było to mocno wybiórcze. Pluszowy miś musiał się często zawodzić na Panu Nodze, oj często… Kończę, bo idę przytulić mojego PC z Win10, 16 GB RAM, GeForce 990 gtx HD3D, IntelCore i8 i Blu-Ray z siłą printf (”63,5 N”); Nie żegnam się, gdyż jestem komputerowcem.

MajinYoda

MajinYoda

 

Mały Słownik Spychologiczny

RE-KLA-MA   Ukończyłeś studia spychologiczne i nie wiesz co dalej? Piszesz artykuł lub tekst naukowy o negatywnym wpływie gier? Nie masz pojęcia o temacie? Potrzebujesz pomocy? Mamy dla Ciebie idealne rozwiązanie! Blog "Kącik Yody" prezentuje:     Autorstwa samego magistra MajinYody! Tylko dzisiaj! Edycja Kolekcjonerska za jedyne 89999,99 VND! Płatność przyjmowana jest również w titcoinach Autor zastrzega sobie prawo do odmowy przyjęcia zapłaty tym sposobem, jeśli uzna, ze nie jest on wart tej ceny. A jeżeli zamówisz w ciągu najbliższych 896 godzin otrzymasz autograf od autora - całkiem gratis! (dopłata za transport - 300000000 VND - płatność z góry)   Definicje: Agresja - patrz przemoc. Amerykańscy naukowcy - Wszechwiedzące Istoty, które działają jak jeden połączony mózg; powołanie się na nich uwiarygadnia każde badanie, argument oraz fakt. Anime - najgorszy rodzaj kreskówki, wytworzony przez satanistycznych żydo-maso-cyklisto-komunistycznych pedofilów z Japonii, by deprawować ludzi. Najbardziej znanymi anime są: Pocket Monster, Hello Kitty, Dragon Baal, Żółwie Ninja. Argument - należy go używać tylko, gdy jest zgodny z tezą; można go zmyślić lub spisać - nikt tego nie zauważy; przykłady dobrych argumentów: "gry komputerowe tworzą zabójców, bo tak powiedziałem" lub "gracze są mordercami, bo Andreas Breivik kiedyś w coś zagrał". Babcia - naiwna osoba, która kupuje swoim wnukom (graczom) komputer na Pierwszą Komunię, a potem zaopatruje w gry, całkowicie demoralizując dziatwę (zob. również rodzic). Badania - ważne, lecz całkowicie opcjonalne; koniecznie należy zadbać, by były zgodne z tezą; jeśli nie są zgodne - najlepiej je przemilczeć lub napisać, że badani wykazali w ten sposób swoje uzależnienie od gier komputerowych; nie ma też przeciwwskazań, by je spisać lub tylko przypuszczać jakie będą wyniki. Można się także powołać na amerykańskich naukowców. Bohater gry - demoniczna istota stworzona przez Szatana, gracze mają się do niego upodobnić pod każdym względem; wszyscy bohaterowie gier są źli, niezależnie od tego, co robią; mają po kilka żyć; warto pamiętać, że wszyscy bohaterowie są nastawieni na mordowanie, gwałty i niszczenie. Bóg - najwyższa Istota, walczy z Szatanem, zawsze chce tego, co spychologowie, więc zawsze mają rację. CD-Action - najbardziej plugawe z plugastw, czasopismo stworzone, by szerzyć deprawację i uzależnienia od gier komputerowych wśród graczy; źródło cytatów; wszyscy pracownicy czczą Szatana. Cytat - warto cytować innych spychologów oraz inne teksty świadczące o grach komputerowych jako źródle zła; w razie potrzeby można zmyślać, ponieważ nie trzeba wstawiać przypisów. Czytelnik - spycholog taki, jak ty, możesz od niego spisywać, o ile jego argumenty są zgodne z twoją tezą; nie martw się - żaden gracz nigdy nie przeczyta twojej książki (są zbyt zajęci swoimi grami, mordowaniem, gwałceniem i masakrami). Człowiek - niegdyś pokojowo nastawiona, ascetyczna wręcz, istota, nieznająca wojen ani przemocy; po pojawieniu się pierwszej gry komputerowej wyodrębnili się z nich krwiożerczy i agresywni gracze oraz pokojowo nastawieni niegrający. Fakt - należy je podzielić na dwa rodzaje: fakty zgodne i niezgodne z tezą, te pierwsze należy bez przerwy powtarzać i się do nich odwoływać (najlepiej spisać je od innego spychologa lub zmyśleć), te drugie należy pomijać lub, jeśli inaczej nie można, używać bardzo rzadko - nie mogą przecież przesłonić prawdy; im bardziej fakty przeczą tezie tym gorzej dla faktów; przykład: "X zabił, bo grał" <= dobrze, lecz "X zabił, bo go gnębiono w szkole" <= źle (patrz Spychologia). Filmy - pierwowzory gier komputerowych, początkowo dobre, stały się bardziej złe po premierze Pierwszej gry komputerowej, im więcej trupów w filmach, tym więcej ich w grach; część gier to kontynuacje filmowych hitów (np. "Gears of War" to kontynuacja "Szklanej pułapki" itd.). Zob. też gra komputerowa, kreskówka. Gatunki gier - mityczny podział gier komputerowych ze względu na poziom ich wpływu na psychikę gracza lub ilość przemocy; należy stworzyć własne gatunki lub spisać je od innego spychologa; nie wolno korzystać ze stron dla graczy i prasy komputerowej lub internetu ani znającego się na temacie gracza; wystarczy znać strzelanki, gry wojenne i typu bij-zabij. Gladiatorzy - pierwsi bohaterowie gier komputerowych, zawsze ginęli na arenie. Gra komputerowa - twór Szatana, Żydów, masonów, cyklistów, lewaków, UFO (do wyboru); źródło wszelkiego zła, deprawacji, prostytucji, pornografii, narkotyków i masakr; powoduje raka, tyfus, trzęsienia ziemi, koklusz i wysypkę; każda gra działa tak samo (patrz Gatunki gier); graczeotrzymują w każdej grze punkty i/lub życia; im mniej o nich wiesz - tym lepszy będzie tekst (zob. również Pierwsza gra komputerowa, Popularna gra). Gracz - niegdyś człowiek; obecnie synonim gwałciciela, mordercy i satanisty; młoda osoba, odludek i samotnik łączący się z podobnymi sobie w grupy oraz uzależniony od gier komputerowych narcyz zapatrzony w siebie, nie lubi cierpieć i boi się śmierci uważając, że, wzorem bohaterów gier, ma kilka żyć; należy go leczyć i/lub egzorcyzmować; w swoim zachowaniu zawsze naśladuje bohaterów gier; czci Szatana; najbardziej znani gracze: Adolf Hitler, Czyngis-chan, Józef Stalin, Pol-Pot. Zob. również Wielki Mandorf. Harry Potter - bohater książek ateistyczno-satanistycznych; sługa Szatana; Internet - najważniejsze źródło deprawacji; gracze uzależniają się od niego, pobierają stamtąd gry komputerowe oraz pornografię; w szczególnych przypadkach - główne medium - można tam zamieścić swój tekst, niekiedy także źródło argumentów. Kreskówki - drugi, obok gier komputerowych, sposób na demoralizację ludzi; wszystkie, oprócz tych, które były za czasów młodości piszącego, są pełne przemocy, pornografii, narkotyków i masakr. Zob. też Anime. Masakry - najlepszy argument mediów i spychologów; koronny dowód na zło w graczach; zawsze należy szukać winnych i znajdować je w grach komputerowych; mogą być na większą lub mniejszą skalę, to bez znaczenia. Media - główne źródło przekazu dla spychologów; należy w nich występować po każdej masakrze i co najmniej dwa razy wspomnieć o złym wpływie gier komputerowych i używać słów-wytrychów (zob. również internet). Nauczyciel - specyficzny człowiek, który najczęściej pada ofiarą graczy - szczególnie Wielkiego Mandorfa. Nie ma innych zadań. Najlepiej przedstawiać go jako osobę toczącą dzień w dzień heroiczną walkę z graczami; często bronią się w grupach (zob. rodzice, spycholog) Niegrający - osoby, które nigdy nie grały w gry komputerowe, istoty doskonałe (niemal święte) pod każdym względem - szczególnie w porównaniu z graczami; w wieku młodzieńczym lubi cierpieć i nie boi się śmierci, są ufni i łatwowierni - gdy są młodsi chętnie oglądają "kotki w piwnicy" w towarzystwie obcych mężczyzn; gracze na nich polują i ich mordują. Pierwsza gra komputerowa - pierwotne zło; została stworzona przez Szatana i wyłoniła się z czeluści piekielnych w tajemniczych okolicznościach w 1972 roku lub w latach '90 XX wieku (do wyboru), zapoczątkowała przemoc i wojny. Pierwsza Komunia Święta - sakrament, po którym babcie kupują swoim wnukom-graczom pierwszy komputer, dochodzi wówczas do demoralizacji dzieci. Popularna gra - twór, w którym pojawiają się wszystkie cechy gier komputerowych; nie posiada tytułu; zwiera przemoc, gwałty, pornografię, wojny i Szatana. Poza nią zawsze popularne są: "Blood", "Quake", "DOOM" oraz jego kontynuacje: "Heretic" i "Diablo". Pornografia - główny składnik gier komputerowych, współczesnych kreskówek i internetu; nigdy żaden spycholog tego nie widział, ale zna się na tym. Prasa komputerowa - gazety lub czasopisma współodpowiedzialne za agresję, zło, masakry i istnienie gier komputerowych; współpracownicy Szatana; należy ich unikać lub brać z nich cytaty (najlepiej wyjęte z kontekstu lub zmyślone) jako argumenty; najpopularniejsze obecnie pisma to "CD-Action", "Gambler" i "Cybermycha". Prawda - zawartość tekstu naukowego; ujawnia, że gry komputerowe deprawują graczy. Przemoc - pojawia się od czasu powstania pierwszej gry komputerowej; wcześniej nie istniała. Przypis - opcjonalny dodatek do tekstu; warto wstawić kilka, ale nie można przesadzić. Przypuszczanie - jedna z najważniejszych metod prowadzenia badań w spychologii bez konieczności faktycznego ich przeprowadzania; użycie słów "zakładam, że" oraz "myślę, że" bez trudu potwierdzi każdą tezę, jaką postawimy; przykład: "zakładam, że gdyby przeprowadzić odpowiednie badania na właściwej grupie to myślę, że wyniki potwierdzą moją tezę"; Punkty (zob. też życia) - w grach komputerowych gracze otrzymują punkty za gwałty, zabójstwa, kradzieże i inne złe uczynki; każda gra jest taka sama i w każdej dostaje się jakieś punkty i/lub życia. Rodzic - tajemnicza istota odpowiedzialna za sprowadzanie na świat graczy i niegrających; dostarcza gier komputerowych; czasem można przedstawić jako ofiarę (zob. babcia, nauczyciel). Rowling J. K. - najbardziej znana ateistko-satanistka, należy do Illuminati i New Age; autorka książek o Harrym Potterze, sługa Szatana, wróg Tolkiena; Teza - musi być poparta odpowiednimi argumentami oraz wybranymi faktami, musi zawierać element wskazujący na zło pojawiające się w grach komputerowych i/lub kreskówkach; najlepiej, by przy okazji wywoływała u czytelnika aprobatę; przykładowo: "gry komputerowe tworzą morderców". Tytuły gier - należy ich unikać i podawać "popularna gra"; jeśli już trzeba, to najlepiej pisać o Popularnych grach; dodatkowy plus za przekręcenie nazwy (np. Tomb Rider, Mortal Combat) - nikt tego nigdy nie sprawdzi. Słowo-wytrych - wyraz, którego należy użyć, by, w razie czego, móc się wycofać z tezy; najczęściej pojawia się słowo "może" (np. gra komputerowa może wywołać agresję). Spisywanie - jeżeli brakuje argumentów potwierdzających tezę należy zastosować te, których użyli inni Spychologowie; można bez problemu przepisać nawet cały akapit, nie podając przypisu - i tak nikt się nie tego nigdy nie zauważy; ponadto należy pamiętać, że inni też spiszą to, co napiszesz; możesz także spisywać od samego siebie. Spycholog - ty lub osoba, od której spiszesz co lepsze argumenty i fakty, spychologiem może być każdy, kto spycha z siebie odpowiedzialność za wychowanie lub złe uczynki (zob. Spychologia). Spychologia [gr. Spychos - zrzucanie, logos - nauka] - nauka o spychaniu odpowiedzialności za problemy wychowawcze (zob. Wychowanie) i tym podobne sprawy na gry komputerowe i/lub kreskówki; należą do niej absolwenci różnych dyscyplin naukowych oraz nauczyciele; jedyna prawdziwa dyscyplina naukowa, która przedstawia prawdę o grach komputerowychi/lub kreskówkach; im dalej można od siebie odsunąć odpowiedzialność - tym lepiej. Satanista - inaczej gracz. Szatan - jedyny twórca i dystrybutor gier komputerowych i kreskówek oraz współautor Harry'ego Pottera; powstał tuż przed pierwszą grą komputerową i ją stworzył; wyznają go gracze i należy go zwalczać poprzez spychologię. Uzależnienie - najważniejsze słowo, które należy zawsze przypisywać graczom - bez tego nie istnieje praca naukowa o grach; im więcej podciągniesz pod uzależnienie tym lepiej (pro-tip: warto dodać, że gry komputerowe są gorsze od narkotyków, alkoholu i papierosów). Wielki Mandorf - 1. najbardziej znany bohater pojawiający się w popularnych grach komputerowych, najczęściej z akcją w świecie Gwiezdnych Wojen; 2. najsilniejszy gracz, najczęściej małoletni, uzależniony od gier komputerowych; największy wróg nauczycieli; cechy szczególne - wiek: między 8 a 11 lat, świetlisty miecz-miotła, szata z płaszcza, sługa, chodzenie po ścianach, błyskawice z palców i kontrola umysłu. (zob. gracz komputerowy) Wojna - symbol zepsucia graczy przez gry komputerowe; zjawisko nieznane człowiekowi przed pierwszą grą komputerową;, wywołują i toczą je gracze zabijając niewinnych ludzi i niszcząc wszystko na swojej drodze. Wychowanie - bliżej nierozpoznany, tajemniczy rytuał dokonywany przez gry komputerowe i kreskówki; nie istniał przed pierwszą grą komputerową; rodzice, nauczyciele i spychologowie nie biorą w nim udziału. Zło - wszystkie negatywne cechy człowieka znalezione w grach komputerowych; gracze otrzymują za nie punkty i/lub życia. Zmyślanie - nieodłączna część spychologii; zmyślić można wszystko - cytat, argument - wszystko; warto zaznaczyć, że zmyślone przez Ciebie treści inni spychologowie mogą spisać. Życia - zamiennik punktów, gracz otrzymuje je za każdy gwałt, zabójstwo, kradzież i inne zło; każda gra zawiera ten element zamiennie lub łącznie z punktami.   W przypadku wykorzystania w publikacji, proszę o przysłanie informacji wraz z kopią tekstu*! Zadowoleni klienci: Opinia prosto z Wydziału Spychologii Stosowanej Wyższej Szkoły Spychologii i Innych Pseudonauk:   Nie zwlekaj - zamów już dziś!! *Autor nie ponosi odpowiedzialności za poziom publikacji. Wszelkie skargi proszę kierować wyłącznie do siebie.

MajinYoda

MajinYoda

 

Głupota patrzy na WIELKIE OCZY

Witam Was po wakacjach. Mam nadzieję, ze odpoczęliście, ponieważ mam dla Was kolejne mądrości z książek. Tym razem nie będzie o grach, lecz o mandze i anime. Akurat leci „Dragon Ball Super”, więc czuję się akurat w nastroju na taki temat :D. Książka pt. „Media a edukacja”, z 2000 roku powstała po III Międzynarodowej Konferencji „Media a edukacja”. Dzisiaj interesuje nas rozdział autorstwa Małgorzaty Więczkowskiej „Japońska manga i jej skutki pedagogiczne” (za jakiś czas będzie tekst o grach z tej ksiązki, nie ma obaw). Jesteście gotowi? Uwaga fani przecinków – brakuje ich tutaj. BTW - Autorka powołuje się na czasopismo „Kawaii” – kto pamięta? Tutaj mam zgrzyt – co miała na myśli Autorka pisząc ten akapit? Mangi i anime czy pisma o nich? O ile Kawaii i Animegaido pasują do tego drugiego, tak pozostałe – do pierwszego pomysłu. Ten brak sensu będzie nam jeszcze towarzyszył. Dalej jest nieco o mandze, ale nuda, więc przejdźmy do analizy treści recenzji z czasopisma „Kawaii” (jest to najciekawsze): W recenzjach czy filmach i komiksach? Bo z tego zdania to nie wynika . Tu pojawiają się cytaty. Część pominę, ale niektóre zawierają też komentarz Autorki, więc warto je przytoczyć (oczywiście, nieco poskracałem): Nie rozumiem, czemu Autorka wybrała akurat ten fragment. Przecież dotyczy nie tylko mang i anime. Wychodzi na to, że czytając obecnie Pratchetta (cykl o straży) też uciekam w nierealny świat fantazji. Nie kapuję tego… Czy tekst może coś preferować? Hmmm… Pomijam, że akurat w tym fragmencie autor GANI ową przemoc. Więc o co Autorce chodzi? To samo jest dalej: Szkoda, że Autorka w tak bezmyślny sposób podeszła do tych recenzji. Widać, że KOMPLETNIE nie zrozumiała stylu, w jakim były pisane. Ale wówczas nie pasowałoby do tezy, więc wszystko jest ok, nie? Czas na podsumowanie: Ciekawe czy Mr Jedi tworząc to pismo myślał o czymś takim jak wychowywanie poprzez nie? Bo pokazuje się inną kulturę? OLABOGA! Pamiętajmy tez, że Goku uderzył żonę, Vegeta bił dzieci… a Gohan dwa razy się upił ;). Zły model rodziny – trzeba go zakazać :D. Nie to, co w poczciwej „Pszczółce Mai”… ups, zły przykład J. No to w „Maminkach”… znowu nie to… Nie bardzo tu zrozumiałem, o co Autorce chodziło. Czy taka Myszka Miki też propaguje wzory hedonistyczne? A, no tak, nie jest to bajka japońska, więc jest ok… Dajcie sobie chwile – jakie przykłady podała Autorka? Odpowiedź i mój komentarz znajdują się w spoilerze. Zanim tam zajrzyjcie – trzymajcie się BARDZO mocno!! Poważnie - BARDZO MOCNO! Od kiedy żółwie są japońskie? I co to jest Smoczy Baal? OCB? Ok… ale czy tylko w czasopismach czy mandze i anime też? Bo się trochę w tym wszystkim pogubiłem… Jeśli dziś wtorek to siała baba z wozu koniom lżej? I na koniec – wisienka: ŁAŁ! Nie wiedziałem, że Kawaii miało AŻ taki wpływ. Grupa trzymająca władzę czy Układ? :D.

MajinYoda

MajinYoda

 

Jestem piękny

W tym tygodniu w MSM poddaję „rzetelnej analizie” książkę Małgorzaty Przybysz-Zaremby pt. „Uzależnienia młodzieży od współczesnych mediów” (2008). Ze względu na ilość „treści” zawartej w tej publikacji, poświęcę jej dwa wpisy. Zacznę od rozdziału 1 – uzależnienia młodzieży od współczesnych mediów jako problem społeczny (ale długie, nie?), a konkretniej podrozdziału 1.3 – Formy uzależnienia komputerowo-sieciowego (?) i punktu 1.3.3 – „Gry komputerowo-sieciowe”. Swoją drogą, w do jednego worka Autorka wrzuciła wiele tytułów, ale przecież nie wszystkie (co z tymi grami, które nie są sieciowe, a?). Niemniej – pierwszy fragment: Cóż, można się z tym zgadzać lub nie, ale nie ma się czego czepiać, prawda? Dalej jest krótko o historii gier – Autorka zaczyna od 1962 roku (Spacewar! – ale nie pojawia się nazwa) i 1972 (Pong – tu już jest tytuł) zapominając o Cathode Ray Tube Amusement Device – wybaczymy jej, prawda? J Nie ona pierwsza i nie ostatnia . Dziwniej jest jedno zdanie dalej: Deja vu? Dokładnie tak – tekst o technologii CD-ROM pojawił się już na tym blogu (nawet w AR był :P) w tym poście. Już wiemy od kogo pan Sylwester Bębas spisał te głupoty :P. Idźmy dalej: Okeej… a czym się różnią „gry doomopodobne” od strzelanin? Autorka powinna to wyjaśnić czytelnikowi. W końcu zarówno FPS-y, jak i TPS-y są określane jako strzelanki lub strzelaniny :). A teraz Doom jest strzelaniną. Co, jak co, ale chyba Doom jest najbardziej doomopodobny ze wszystkich gier, nie? Mam pytanie – od kiedy Total Carnege jest bijatyką? Z tego, co widzę to bardziej strzelanka (w dodatku wydana na Amigę!). Ale co ja się tam znam…
  Cóż, trudno mi się z tym częściowo nie zgodzić – o ile przyjmiemy, że pod strategiami Autorka miała na myśli tylko RTS-y. Bo przy TBS-ach albo ekonomicznych już bym się sprzeczał. Uwaga! Teraz będzie wyjątkowo krwawy fragment! Jaka to była gra? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast kto napisał ten tekst. Nie będę jednak pokazywał kart i daję Wam czas na zastanowienie się – odpowiedź znajdziecie na końcu tekstu . Kolejny raz – można się zgodzić, choć przecież nie wszystkie RPG-i to „przerażający świat” – choćby Pokemon Red :P. Z tego co sprawdziłem (jestem Święty i nie grałem w Diablo :D) Butchera trzeba pokonać, ergo – zakończyć jego zło. W sumie, to coraz bardziej zaczynam się zastanawiać, czy nie powinno się też spalić dzieła sztuki, w których pojawia się krew, nagość i ciała. Będzie tego sporo .
  Kurcze, czy to źle? Z tego co rozumiem, to dziecko powinno grzecznie siedzieć na tyłku i wykonywać rozkazy. Czyli to, co robi na co dzień w szkole, gdzie myślenie autonomiczne jest źle widziane :P. I pisze to osoba, która w podstawówce (5 klasa, bodaj) na pytanie w „anonimowej” (ta, jasne) ankiecie „co należy zmienić w klasie?” napisała „wychowawcę” :D*. Hmm.. czyli te dzieci są politykami? J Pewnie do „uchylania się” stosują Charyzmę albo, dla fanów TES, Retorykę :D. Dobra, koniec żartów – tak uargumentowany wywód musi być prawdą. Zaraz zdejmę ze ścian mojego pokoju doskonałe autoportrety, na których prezentuje się moje godne i pełne majestatu oblicze. Jestem zbyt piękny, by się samemu oglądać. Czy tylko mi się wydaje, czy wyszło tu tzw. „masło-maślane”? Cóż, nie jestem pewny, więc lepiej zniszczę też ten złocony, marmurowy ołtarzyk ozdobiony szmaragdami, który sam sobie postawiłem. Wy zaś przestańcie czytać – jesteście niegodni moich wywodów (to był żart, nie róbcie mi tego ).  Albo to moje, narcystyczno-dominatorsko-autonomiczne, wrażenie, albo w całym tym podsumowaniu wciąż pojawiają się te same wnioski. To tak, jakby udowadniać, że np. politycy kradną, bo są złodziejami, bo kradną. Ciekawe, ciekawe… Część pierwszą zakończę podaniem źródła wspomnianych recenzji – D. Sikorski, www.sop.salwatorianie.pl. Tekstu już tam nie ma (a szkoda). W sumie to zaprosiłbym Was na część drugą wpisu (która będzie za tydzień), ale nie wiem, czy nie wyjdę na uzależnionego od gier narcyza…   *Tak, naprawdę jej nie lubiłem. Jestem pewny, że to na niej była wzorowana Dolores Umbridge z piątego tomu Harry’ego Pottera :P.

MajinYoda

MajinYoda

 

Gry są zawsze winne

W miniony poniedziałek, 20 kwietnia, doszło do zabójstwa w szkole w Barcelonie. Trzynasto- lub czternastolatek (podawane były obie wersje) zabił nauczyciela z kuszy i ranił kilka osób. W mediach od razu pojawiła się informacja, że "Często chodził w wojskowym ubraniu i lubił grać w gry wojenne". Co oznacza, że winnego już znaleziono... Najbardziej zaciekawiło mnie, że przy okazji przypomniano, że dokładnie tego samego dnia minęło 16 lat od masakry w Columbine High School w Littleton, czyli momentu, gdy gry komputerowe zaczęły być postrzegane jako główne źródło zła tego świata. No, pomijając może kontrowersje wywołane grą Death Race. Jak donosiły ówczesne media obaj zabójcy z Littleton grali (głównie w Dooma i Quake'a), więc dlatego zabili. W prasie pojawiły się chwytliwe nagłówki - na przykład takie (Salon): Powód był, jak wynikało z późniejszych (mniej medialnych) informacji, nieco inny. Otóż, 20 kwietnia 1889 urodził się Adolf Hitler. Obaj zabójcy podziwiali tego zbrodniarza i masakrą chcieli prawdopodobnie "uczcić" jego urodziny. Ale źle wyglądałoby to na czołówkach gazet. Gry oberwały i w USA zaczęła się dyskusja nad przemocą w nich pokazywaną. Drugim ważnym dla antygrowej nagonki wydarzeniem była masakra w Erfurcie. Tam równie szybko znaleziono winnego śmierci 16 osób (w tym sprawcy), czyli gry. Nieważny był fakt, że zabójca był relegowany ze szkoły (za fałszowanie zwolnień lekarskich) i miał problemy rodzinne. Liczyło się, że grał. To samo było w przypadku zabójców z Rakowisk - również próbowano doszukać się winy w grach (o czym już kiedyś pisałem). I tak się zastanawiam - ilu jest graczy na świecie? Miliard? A ilu wśród nas jest psychopatów-zabójców? Ile było takich przypadków w ciągu ostatnich 20 lat? Zaledwie kilka. Pomijam tu kwestię dawnych zbrodniarzy, którzy nie mieli gier, a dokonywali masowych morderstw. Zastanawia mnie jednak - czemu najłatwiej jest szukać winy wszędzie, tylko nie w systemie nauczania, pomocy psychologicznej czy w samym sobie? Odpowiedź jest tyleż prosta, co brutalna - łatwiej jest napisać tekst dziennikarski czy "naukowy" pod z góry przyjęta tezę niż zastanowić się nad prawdziwymi motywami działań. Gry są z kolei doskonałym kozłem ofiarnym. "A ciemny lud to kupi". Już nie raz to udowodniłem na tym blogu i dalej będę szukał takich głupot. Bo należy je pokazywać i tępić. Choćby ogniem i mieczem...

MajinYoda

MajinYoda

 

In nomine stultitiae

Zgodnie z obietnicą - dzisiejszy wpis dotyczy głupot wypisywanych o grach. Przedstawię dzisiaj teksty, które zdążyły już obiec polskie serwisy o grach. Miesięcznik ?Egzorcysta? numer 4/2015 został już opisany na wielu stronach o rozrywce elektronicznej. I musi pojawić się też u mnie . Na wstępie muszę zaznaczyć, ze jestem katolikiem ? wierzę w Boga, chodzę do Kościoła itd. Jednakże, nie mogę tolerować takiego braku wiedzy i nienawiści do gier ze strony współwyznawców. To się nie godzi. Nie mam więc żadnych skrupułów przed obśmianiem tych głupot. UWAGA! Będzie bardzo długo - ale było warto . Zacznę więc od początku, czyli od edytoriala (wstępniaka), w którym redaktor naczelny pisma ? Artur Winiarczyk ? napisał: Wydaje mi się, że ten cyrograf to zwykły formularz rejestracyjny. Wszędzie trzeba wypełniać jakieś formularze, ale nie wiedziałem, że za każdym razem podpisuję pakt z diabłem . W końcu wszyscy wiedzą, że jeżeli w wyrazie GOOGLE pozmieniamy kilka liter to wyjdzie Szatan . Przejdźmy jednak dalej - do pierwszego artykułu autorstwa Antoniego Ignasińskiego pt. "Jasne strony gier komputerowych". Już sam początek napawa optymistycznie: W tym całym fragmencie aż kipi od jasnych stron gier. Na szczęście, kolejne zdania napawają większym optymizmem (może nie spala nas od razu na stosach?). Im dalej w magazyn, tym zabawniej. Kolejny jest tekst nawróconego gracza - "Przestrzeń w której mogłem panować" autorstwa niejakiego Piotra, który, jak sam twierdzi, ogrywał wszystkich w Starcrafta - głównie swoich kumpli z akademika i jakieś osoby w Sieci. Jak sam o sobie napisał: Jakieś pomysły o kogo mogło chodzić? Jedyny pozytywny akcent to przyznanie Autora, że wciąż lubi sobie pograć. Zawsze coś . Natomiast kolejny artykuł jest chyba najciekawszym z nich wszystkich. Przedstawiam tekst księdza dra Mariusza Gajewskiego - "Wygrać za wszelką cenę. Okultyzm i satanizm w grach komputerowych". Tytuł jest chyba wystarczający, by znać treść, nie? Zacznę od leadu: Przykład? Będzie za chwilę. Najpierw inny fragment: Szkoda, że za tak górnolotnym słownictwem nie stoją fakty. Rozumiem, że "satanistyczne symbole" pojawiają się w niektórych produkcjach (głównie RPG). Ale przecież w większości te symbole były znakiem tych złych (chyba tylko w Gothicu były "neutralne"). Oczywiście, takie stwierdzenie nie pasowałoby do tezy? Kurcze, nie wiedziałem, że danse macabre pochodzi z jakiejś gry. Na szczęście - Autor był tak miły, że podał przykłady takich gier (proszę trzymać się mocno krzesła!): Teraz na chwilę poluzujcie chwyt, bo za chwilę stanie się jasne, czemu akurat ta gra jest diabelska. Łapcie za krzesło za 3...2...1... Trzymacie się mocno? Bo teraz wisienka na torcie tego artykułu: Czy ktoś to ogarnia? Z jednej strony Autor gani grę za małą ilość okultyzmu, z drugiej - za zabijanie. Dziwnymi ścieżkami kroczą umysły rozmaitych "naukowców"... Dalej obrywa się grze Devil May Cry 2, ale jest to dość nudne, więc trzeba przejść dalej, ale pozostać jeszcze przez chwilę przy tym artykule. Warto tu podkreślić wyraz "mogą" - to takie słowo-wytrych, które stosują niektórzy naukowcy, by w razie czego nie wygłupić się (gdyby ich teorie ktoś obalił). No tak. Przecież w takich szachach chodzi o przegranie. W rozmaitych gonitwach jeźdźcy nie tłuką batem po zadzie Bogu ducha winne konie. Tylko Ci źli gracze tylko chcą wygrywać? i jeszcze czerpać z tego przyjemność! Czyli zupełnie inaczej niż np. żołnierz na wojnie. Biedne piksele . Eeermm... nawet nie wiem jak to skomentować. W życiu też przyjaciel może wbić nam nóż w plecy - i zrobi to w rzeczywistości, nie w "wirtualu". I nie istnieje quick load. A nie są od tego Wiadomości? Kurcze, ciągle się w tym gubię? W dalszej części pisma znajdują się kolejne wyznania "nawróconego" - "Ważniejsza niż dziewczyna", Tomek, lat 30. Spodobało mi się kilka zdań: To zdanie niby takie głupie nie jest, ale jakieś takie ? zabawne. Chcecie więcej? Proszę bardzo: Kolejne Audiotele! Kiedy wygrywa się w strzelankach? A - gdy zrobi się pranie; B - gdy odmówi się "Zdrowaśkę"; C - gdy wykona się salto w tył z przytupem; D - żadna z powyższych? Odpowiedzi proszę nie wysyłać. Bo brzmi ona tak: Jakie to piękne ? dobrze, że George Lucas o tym pamiętał przy Hanie Solo i Greedo . Wow, ten koleś był mistrzem gier - potrafił strzelać z piły! No, chyba, ze chodziło o taką specjalną, co choćby w Unreal była? Jakieś pomysły - o jaką grę może chodzić? Ale my tu gadu-gadu, a kocioł w piekle czeka? Tak, jak kolejny artykuł. Już tytuł wskazuje na ogromną wiedzę Autora - "Demoniczne gry komputerowe" pióra Tomasza Liszkowskiego (swoją drogą - odpowiednie nazwisko na odpowiednim miejscu - Lich King  ). Ciekawe co to znaczy "wielu" - może jakaś statystyka? Ach, czego ja wymagam? W swoim tekście Autor skupił się na dwóch grach - "Dungeon Keeperze" i "Diablo III". Pierwszej wytknął wcielanie się w Wytknięte zostały także "rzeźby nagich kobiet" (jakby nie występowały w sztuce od stuleci). Natomiast dzieło Blizzarda oberwało za umieszczenie w grze aniołów i demonów podobnych do tych opisywanych w Biblii. Autor dodał także, że: Może będę trochę złośliwy, ale skąd w takim razie tylu złych ludzi na Ziemi? Dalej Autorowi nie spodobało się, ze resource Łowczyni demonów to nienawiść (ang. hatred). Jak sam pisze: Widać, że nigdy nie skończyła się Autorowi mana podczas healowania raidu . Zakończenie artykułu jest, w sumie, rozbrajające: Szach-mat Blizz, wyszło szydło z worka! Tak naprawdę to tytułowy Diablo jest przebranym szpiegiem Nieba, którego gracze-złoczyńcy zabijają i zapanowuje ZUO! Przejdźmy dalej: Monika Dobrogowska i "Komputerowy narkotyk". Odpowiedzi brak, ponieważ Autorka przechodzi do czegoś innego: Rozumiem - gry akcji, strzelanki czy coś? Ale zręcznościowe? Dobrze, że nie przygodowe... Idźmy dalej: Ktoś wie o co chodzi? Bo ja nie mam zielonego pojęcia? Czas na creme de la creme i wywiad z cytowaną już kilkukrotnie przeze mnie (i znana mi osobiście) doktor Iwoną Ulfik-Jaworską. "Wirtualna przemoc - realne konsekwencje" powstał po jej rozmowie z dr Pawłem Sokołowskim. Prof. S. Jonalizm pojawia się oczywiście w pytaniach (czy raczej - stwierdzeniach): Jak się nie zna tematu, to i trudno coś sobie wyobrazić. Jak się szuka gier tylko dla sensacji to tak to jest. Bo, oczywiście, nie istnieją produkcje jak wspomniany Cities: Skylines, FIFA czy inny Symulator Farmy. Istnieją tylko krwawe Wiedźminy, Soldier of Fortune (dobrze, że naukowcy o nim zapomnieli) i Pokemony. Wielokropek nie jest mój . Odpowiedzi też są "odpowiednie": I teraz powiedzcie mi - ile takich gier obecnie powstaje? Jedna-dwie na rok? Mówimy oczywiście o tych ?dużych? produkcjach, nie o jakiś przeglądarkowych . Wpis się rozrósł, ale trzeba wytykać takie głupoty. Każdemu i bez litości!

MajinYoda

MajinYoda

 

Po co mi HD?

UWAGA! Dzisiaj sobie trochę pomarudzę :). Jak zapewne wszyscy już wiedzą, pod koniec stycznia Ubisoft wypuścił wersję HD "swojego" hitu sprzed lat - czyli Heroes of Might and Magic 3. Szczęśliwie, na mojej półce znajduje się Złota Edycja tejże, więc sobie odpuściłem. Jednakże, jakiś czas temu natknąłem się na kilka stron, gdzie ludzie prześcigali się w wymyślaniu "która gra powinna jeszcze być w HD?". Moja odpowiedź jest prosta - żadna! Dlaczego? Cóż, jak już dawno powiedział Kabaret Ani Mru-Mru: "wszystko, co oryginalne, jest lepsze". Dlatego uważam, że nikt nie powinien tykać starych gier i wypuszczać kolejnego potworka. Bo i po co? Co komu z Gothic HD, skoro fani już dawno go przeszli (a jak będą chcieli pograć to sobie zainstalują z jakimś modem), a "młodzi" uznają go za zbyt trudną grę. Czemu ktoś rzucił "ja chcę pierwszą Mafię w HD", skoro jej grafika tylko nieco się zestarzała (o genialnych modelach samochodów nie wspomnę)? Nie potrafię tego zrozumieć. Swoją drogą - ciekawe, że nikt nie napisał np. o Death Race HD . Zresztą, przecież ten trend dotknął także mojego ulubionego Dragon Balla (Z). Obejrzałem go po angielsku i postanowiłem porównać z jego wersją HD, czyli DB Kai. I szok - tam nie ma krwi! Rozumiem, że cenzura działa, ale nawet w "naszej" (tj. francuskiej) wersji była. A tu brak... Wracam więc do pytania - po co mi to całe HD? Czy nie lepiej byłoby, żeby twórcy poszli do przodu i zrobili coś, co gracze będą pamiętać za te 10-15-20 lat? Oczywiście, wiąże się to z kosztami - ale, moim zdaniem, lepiej wyłożyć kasę na nowy produkt (nawet tej samej serii), niż płacić za coś, co... no właśnie? Wywoła nostalgię? Chyba tak. Oby tylko gracze nie dali się na nią nabrać. A ja tymczasem czekam aż Ubi pokaże nowe jednostki do M&M: Heroes VII. PS. Strasznie poważny wpis dzisiaj wyszedł . Ale spokojnie - za tydzień będzie coś dla fanów głupich książek naukowych. PS 2. I po raz kolejny gry są winne: klik. PS2018. Choć wciąż jestem sceptyczny wobec "nowych" wersji starych gier to przyznam się Wam, że jestem nieco hipokrytą - bo czekam na remaster Warcrafta 3. Dodam tylko, że nigdy nie grałem w oryginał ;).

MajinYoda

MajinYoda

 

(przed) Świąteczne przemyślenia

Dzisiejszy wpis miał być zwykłym, życzeniowym tekstem. Niestety, rzeczywistość zmusiła mnie to zmiany tych planów. Oto, kilka dni temu, doszło do głośnego morderstwa dokonanego przez dwoje młodych ludzi (swoją drogą - w "moim" regionie - na Lubelszczyźnie). Wszyscy już chyba o tym słyszeli (jeśli nie - włączcie TV, jakiś portal internetowy lub kupcie gazetę  - bez przerwy o tym trąbią!). Ten materiał wskazuje na poszukiwanie motywów zabójstwa w... filmach i grach. Sam materiał nie jest taki znowu zły, ale wszyscy zapominają, że prowodyrka-morderczyni (mistrzyni strategii? ) pisała wiersze. Niech strzegą się wszyscy forumowi "wierszokleci" - to będzie tekst o Was . Staje przed nami (jako społeczeństwem) nowe wyzwanie - brutalni twórcy wierszy! Według badań CBWPM* aż 100% morderców oddychało mieszanką tlenu i azotu! Również 100% osób piszących wiersze nim oddycha - przypadek? Nie sądzę. Podobnie, jak fakt, że 97,563% mężczyzn-morderców nosiło spodnie - "wierszokleci" także je noszą! To również nie może być przypadek! Tak samo jak fakt, że aż 99,1036543% morderczyń miało piersi - zupełnie jak "wieszczki". Musimy to ogłosić całemu światu! Pamiętajmy również, że według wspomnianych badań: 70% - PSL, 68% mężczyźni, 69% - kobiety i 120% - Putin czyta wiersze, lecz nie zdaje sobie sprawy z ich negatywnego wpływu na ludzką psychikę. Nie wspominając już o nekrofilli czającej się w tych utworach**. Swoją drogą - ciekawie wyglądają cytaty z książek, które wyśmiewałem na tym blogu, gdy zamiast "gry (komputerowe)" podstawi się "wiersze". Oto efekt mojej "pracy": Dobra, wystarczy tego. Ale sami przyznacie - piękne, prawda ? Tym akcentem kończę dzisiejszy wpis, życząc Wam Wesołych Świąt i wystrzałowego Nowego Roku. Zachęcam Was do nie czytania i/lub pisania tych plugastw (wierszy, znaczy się ). W zamian możecie obejrzeć obrady Sejmu . Do zobaczenia w styczniu 2015 roku! * skrót od Centrum Badań Wymyślonych Przeze Mnie. ** zob. Ulfik-Jaworska I, "Komputerowi mordercy. Tendencje konstruktywne i destruktywne u graczy komputerowych" (Wydawnictwo KUL, Lublin 2005) - fragmenty tej książki znalazły się w AR (w moim liście) w numerze 03/2014.

MajinYoda

MajinYoda

 

Panie doktorze - patologia! cz. 3

Ten wpis jest także wyjaśnieniem zeszłotygodniowego opowiadania. Moją inspiracją była książka Sylwestra Bębasa (co ciekawe - rocznik 1981 - czyli nie "stary, nieznający się na kompach, profesor", a młody, który powinien już być obeznany z komputerami)"Patologie {co on ma z tymi "patologiami"?} społeczne w Sieci" (2013) - rozdział III "Obsesyjne granie w gry komputerowe". Czujcie się ostrzeżeni tytułem . Na początek muszę Autora (częściowo) pochwalić - zaczął historię gier od lat 50 XX wieku (o Cathode... wciąż się zapomina  ). Wspomniał nawet o Spacewar! Czyli jest jakiś postęp . Idąc jednak do głupot: Ermm... wydaje mi się, że jednak były już "ciut" wcześniej - choćby Marienbad. Nie bardzo rozumiem co ma nośnik do jakości obrazu i dźwięku w grze? Dodatkowo - skąd Autorowi wzięły się jeszcze CD? Przecież mamy już DVD, Blu-Ray i dystrybucje cyfrową - w 2013 były już znane  . Tu będzie, dla odmiany, mądry fragment: Pod tym fragmentem podpisuję się obiema rękami, nie wiem jak Wy . Idźmy jednak dalej: Trochę mnie to zawsze śmieszy - jak gra jest agresywna to trzeba ją wysłać do psychologa . Choć to moze tylko pogorszyć sytuację . Kolejny raz ktoś myli pojęcie "gry przygodowe" z "grami akcji" - co dziwne nie jest.... Ale, ale - zaraz się dowiemy co też w tych agresywnych grach (np. Anno 1404 czy To The Moon, jak mniemam  ) można zobaczyć: Czyż to nie piękna wizja krwawej i agresywnej przygodówki lub gry strategicznej . Pamiętacie te krwawe ślady, jakie zostawiliśmy po sobie w Tropico 4? A te jęki wrogów (i wybuchy!) w grach o Larrym! Patologia i zepsucie - nie to, co poczciwy i miły Mortal Kombat . Nie wspominając już o filmach z Jamesem Bondem, który swoim wyglądem straszył bardziej niż Buka. Przejdźmy teraz kawałek dalej - do efektów wczesnego kontaktu z komputerem i grami: Nic dodać - nic ująć . A było tak pięknie, jak nie było tych ***** gier, prawda, ch***? I myślę, że na tym zakończę ten wpis. Wyp******** . PS. Wulgaryzmy zastosowane tylko, by upodobnić się do "patologii" przedstawionej przez Autora .

MajinYoda

MajinYoda

 

Gdyby nie było gier - dialog dresów

Typowe polskie, postpeerelowskie, osiedle bloków mieszkalnych - szare, bure i nieciekawe. Ciemną nocą, tuż przed 23, pod lokalnym sklepem monopolowym "Kubuś" zatrzymał się wysoki mężczyzna o wielkich bicepsach i bardzo krótkich włosach. Miał na sobie czerwony dres z dwoma paskami, a w ręku trzymał pustą butelkę. Nagle, z sąsiedniej klatki, wyszedł drugi mężczyzna. Podszedł do tego pierwszego, a słabe światło pobliskiej latarni oświetliło wysoką i łysą postać w niebieskim dresie, bez pasków. Obaj młodzi popatrzyli chwilę na siebie spode łbów i nagle... wyciągnęli ręce i przywitali się: - Witaj, Janie. - Witaj, Marcinie. - Jakże jestem szczęśliwy, że cię tu spotykam. Mam do ciebie sprawę. - Słucham cię, przyjacielu drogi. W czymże mógłbym ci pomóc? - Słyszałem, żeś zaznajomiony z Karoliną, niewiastą mieszkającą dwie ulice stąd. - Owszem, znam ją od czasów szkolnych naszych. Była mi dobrą koleżanką podczas moich lat edukacji. - Czy mógłbym więc ośmielić się i poprosić cię o przedstawienie nas sobie? - Ależ nie ma żadnego problemu, mój drogi Marcinie. Wiedz jednak, że Karolina to niewiasta wymagająca. Jeżeli jakieś awanse do niej stroisz to lepiej dobrze się zastanów. - Z radością przyjmę twą radę. A kiedy mógłbyś być tak łaskaw i nas zapoznać? - A co byś powiedział o miłym zapoznaniu na przyjęciu u Karola? Tamże się wybieram z mego serca wybranką i wiem, że Karolina też tam będzie. - Doskonale, świetna okoliczność. A cóż to? Czemu trzymasz tę butelkę, miast do kosza ją wyrzucić? - Powiem ci, drogi Marcinie, że potrzebna mi ona bardzo. Wody święconej z kościoła zabrać muszę, by księdza godnie po kolędzie przyjąć. - A racja, racja. Ja już swoją mam ? zaiste wczoraj mnie matula wysłała. - Powiedz mi jeszcze, przyjacielu, czy wybierasz się może jutro na mecz piłkarski? - Oczywiście, nie mógłbym sobie darować, gdybym nie wziął udziału w tej sportowej uczcie. A i kibiców przyjezdnych trzeba godnie przywitać. A i z policją trzeba porozmawiać, by dobrze pilnowali porządku. - Święte słowa. - Nie bluźnij, przyjacielu. - O, przepraszam, zapomniałem się - wszystko przez te wiersze, które ostatnio czytuję. - Wybaczam ci, ale lepiej nie czytaj ich za dużo. - Obiecuję. A cóż teraz zamierzasz robić, Marcinie? - Wiesz, chyba do domu wrócę, bo wiatr mocno dziś wieje i chłodnawo się zrobiło. Żegnaj Janie, do jutra. - Do zobaczenia. I Marcin odszedł w swoją stronę.

MajinYoda

MajinYoda

 

O bajkach

Witajcie po wakacjach - mam nadzieję, że były udane. Wracam z nową (choć dużo mniejszą, póki co) porcją głupot. Dziś nietypowo nie o grach - lecz o bajkach (tytuły części z nich są nam znane z dzieciństwa - szczególnie osobom w "moim wieku" ). Gotowi? Książka "Uczeń bezpieczny w Cyberprzestrzeni" pod red. Danuty Szeligiewicz-Urban (2012), rozdział "Agresja w bajkach dla dzieci", autorstwa Anity Gawrońskiej. Jesteście gotowi? Moje wtrącenia są zaznaczone, tradycyjne, takimi nawiasami { } Początek rozdziału nie jest głupi. Przedstawia dosyć znaną prawdę o tym, że Tu nie mam się czego przyczepić. Zabawa zaczyna się dalej. Oto opis najbardziej popularnej bajki w okolicach roku 2012 (ciekawe czy zgadniecie o co chodzi zanim Wam powiem): Już wiecie? Opis pasuje zapewne do wielu bajek. Ale to oczywiste, że chodzi o: I co oni z tym mają? Najpierw Pan od szukania Diabłów, teraz ta Pani (z opisu wynika, że pracuje w przedszkolu). Co się dzieje z tymi ludźmi? I pytanie do znawców - o jakiego mistrza chodzi? Autorka tylko gdzieś przeczytała idiotyczny opis serialu, czy co? Wracając jednak do niedokończonego zdania: Dalej jest jeszcze zabawniej - opisywane są przypadki dzieci, którym odbiło od "Pokemonów": To faktycznie wina Pokemonów. I suszy w Bangladeszu, zapewne. Ciekawe, że nikt się nie zastanowił nad jednym - gdzie byli rodzice? Nóż zapewne też dostał od Pokemonów, nie ? Sam pamiętam, jak mi mistrz tego chłopaka dał nóż, żebym... aaa zresztą - nieważne. Lecimy dalej. A dalej robi się ciekawiej, bo na chwilę porzucamy Pokemony: Skąd wzięło się tu "Power Rangers" - Autorka nie wyjaśniła... Pewnie przybyło jak Hiszpańska Inkwizycja . Kolejny akapit i kolejne dziwności: Jesteśmy we współczesności, drodzy czytelnicy. Nie na długo, ale jednak. Co zrobiono? Przesunięto na porę, gdy ogląda młodzież? Przeniesiono na inny kanał? Ostrzeżono rodziców przed tym, co dzieci mogą zobaczyć? Dorzucono znaczek w rogu e kranu? Nie... Wiwat - brak cenzury . Teraz dzieci spokojnie mogą oglądać nie tylko Żółwie, ale i niebrutalne Wiadomości . Przyznam szczerze - padłem ze śmiechu przy tym fragmencie. Szczególnie, że po szybkim przejrzeniu angielskiej Wikipedii nie znalazłem potwierdzenia tej rewelacji. Wynika z niej, że w UK i Irlandii faktycznie nie było "Ninja Turtles", lecz "Hero Turtles" w serialu z 1987 (!) roku - ze względu na chęć odróżnienia serialu od filmów. Tak przynajmniej tam napisano - kto pisze prawdę? Tego się pewnie nie dowiemy... Idźmy dalej - do najlepszej części tego rozdziału - dzieci wymieniają jakie bajki lubią i dlaczego. Najlepszy jest tekst sześcioletniej Marty o "Atomówkach": W sumie to nie powinienem się z tego nabijać - w końcu to wypowiedź dziecka - nie musi być logiczna. Ale Autorka mogła się nieco bardziej wykazać, a nie zadawać takie pytanie dzieciom - i jeszcze wszystko pisać słowo w słowo.. A wśród wymienionych tytułów znalazły się m.in "Pokemony", "Johnny Bravo", "Chojrak" (dobrze, że nie np. "South Park"). Czyli bajki, które wziąć gdzieś tam lecą, ale obecni rodzice powinni je dobrze znać i wiedzieć, co dziecko może oglądać, a czego nie powinno. Choć to i tak wszystko wina Pokemonów...

MajinYoda

MajinYoda

 

Wierszyk na wakacje

Dzisiaj, zgodnie z zapowiedzią, prawdziwa gratka dla wszystkich czytelników mojego bloga. Czuję się dość niepewnie, ponieważ skomentuję nie poważną książkę naukową, lecz książeczkę z wierszami "kierowanymi do dzieci i ich rodziców" jak chce Autorka (kolejna gratka dla fanów Prof. S. Jonalistów). Nie będzie to jednak interpretacja wiersza znana ze szkoły - chyba nikt z nas tego nie lubił, nie?  Ale nie mówcie mojej polonistce, dobra? Przedstawiam książkę "Komputerze pokaż swe oblicze" autorstwa (fanfary!) profesor Agnieszki Szewczyk (tej od Małego Seryjnego Mordercy), wydaną w 2012 roku . Nietypowo nie będzie moich wstawek w cytatach, a zamiast fragmentów - cały wiersz pt. "O grach i innych ważnych sprawach". Interpunkcja jest, oczywiście, oryginalna. Będzie długo, ostrzegam! Gotowi? Zaczyna się "prawie" niewinnie. Od razu widać, że w oczach Pani Profesor (PP) jesteśmy co najmniej Hulkami ("I have an army" - "We have gamers" :)). Aż dziwne, że nas masowo do wojska nie biorą . Ja nie odpowiem, Pani Profesor. Ja się naprawdę nauczyłem, ale nie pamiętam. Notatki miałem słabe... I nie było tego na wykładzie! Płaczące ryby to, chyba, fenomen w świecie przyrody? Jakiś Nobel z biologii dla PP jest potrzebny . A tak serio - ciekawe jak mam dostrzec płacz ryby, skoro żyją w wodzie? A jeśli myśli stają się kotwicą - to albo nie należy więcej pić albo zaciągnąć się na okręt - tam kotwica zawsze się przyda . Pomyślał Adolf Hitler po wyłączeniu Mein Kampferstrike . A skoro mnie ta kotwica zatrzyma - to chyba nie będę mógł się ruszyć - czyli wystarczy się do mnie nie zbliżać oraz będę łatwym celem do schwytania. O ile Policja mnie znajdzie . I FUS-RO-DAH nielubianemu sąsiadowi w twarz! Co? Nie próbowaliście nigdy? Ja też nie... Czy ktoś wie o jaki portal chodzi? Wiem, że do rymu potrzebne, ale bez przesady . W dodatku, skoro gracze są "odporni na krew i cierpienie", to jesteśmy nie tylko Hulkami, ale także Czarnymi Rycerzami ! Ermm... tam się PP zagubił rym. Dodatkowo - czy skopanie nie jest rodzajem uderzenia? Skomplikowane są myśli wieszczów... Bardzo mnie ciekawi również kogo wirtualny cios boli? Biedny Śniący - Rest in P(i)e(a)ce(s) (Tak, wiem, jeśli uznać, że te zlepki polygonów i pikseli to "żywe istoty" to mogą odczuwać ból... tylko czy trzeba robić z tego aferę?). Swoją drogą - nic dziwnego, że jesteśmy tacy "twardzi" - myśli to kotwica, serce to kamień... A podłoga to lawa! Aaargh... Słyszałem o dziewczynach do wzięcia, ale o duchach - nigdy. To pewnie te dwa z książki, którą ostatnio opisywałem . Eee... czy w pierwszej strofie PP nadal mówi o grach? Bo te "wygibasy koleżanki z klasy (w myślach)" to chyba coś normalnego u faceta? Gorzej jakby to miał być kolega . A reszta to wypisz-wymaluj poprzednia książka - inspiracja jest ewidentna! Gier z Diablo to chyba 6 było (licząc dodatki itp.)? Plus za dokopywanie wróżkom - precz z nimi . Z uzależnienia w sumie nie powinienem się śmiać... Ale dlaczego nie?  Zawsze lepiej uzależnić się od komputera niż np. pisania głupot . Nie znam się na fizyce, ale z tego co pamiętam jonizuje wszystko (także suszarki), a nie tylko ekrany i komputery (prosiłbym o poprawienie mnie, jeśli się mylę ). Właściwie to nawet nie wiem, jak to skomentować... Inna sprawa, że w takim razie jestem dziwakiem - nie mam nowych gier . Ostatnia "nówka", jaką kupiłem, to czwarty Asasyn... Nad ranem, tak? Hmm... Dodatkowo jaki człowiek na mnie wirtualnie (w grach) czeka? Zlepek pikseli i polygonów to raczej nie jest człowiek... A z myślami nie ma co się bić - przecież są kotwicą! I tu kończy się ten dziwny wierszyk. Dosyć nietypowo, ale kto wieszczowi zabroni? Jeżeli chcecie przeczytać całość: http://iiwz.univ.szczecin.pl/ksi/gfx/komputerze_ebook.pdf PS. Przez wakacje nie będę zamieszczał regularnych wpisów. Myślę, że w połowie sierpnia wrócę z nowymi tekstami . Życzę więc Wam gorącego lata (aa!) z dala od głupoty ludzkiej!

MajinYoda

MajinYoda

 

Kupię duszę część 2

Dzisiaj druga część mądrości z książki Johna Paula Jacksona "Handel duszami naszych dzieci - studium o Pokémonie". Pamiętajcie - gdy zamawiacie cokolwiek i posyłacie przekleństwa (nawet Pocztą Polską) to wiedzcie, że coś się dzieje... Z książki dowiadujemy się także, że: Jak długo gram, zawsze HP utożsamiałem z Health Points (vel Hit Points), który określał ilość życia/wytrzymałość, a nie atak... Ale najwyraźniej się nie znam . Myślicie, że to było dziwne? A co powiecie na kolejne zdanie? Szach-mat! Ash jest tak boski, że jako człowiek może ewoluować w Pokémona! Te duchy-twórcy to są naprawdę perfidne! Trzygłowy Pokémon jako "parodia" Trójcy Świętej? Hmm... Ciekawe w takim razie do czego aluzja była mityczna hydra? Albo cerber? Idźmy jednak dalej: Kolejna rzecz, której nie odkryłem w czasie rozgrywki . Choć, osobiście, wolałbym zostać Mew (choć Vegeta też by pasował, ale nie to uniwersum ), nie wiem jak Wy. Przejdę teraz w głąb książki - do rozdziału czwartego - "Pułapka gier RPG". Tutaj jest jeszcze ciekawiej! Pewnie współczesnego Hearthstone'a też dotyczą te zasady . Swoją drogą - autorowi chyba pomyliły się karcianki z grami RPG... Zastanawia mnie - czy ktokolwiek kiedykolwiek próbował nauczyć dziecko wersetu z Biblii w szkole? Nawet na lekcjach religii nie miałem czegoś takiego. Inna sprawa, że autor nie podaje ile lat miały te dzieci. A jak nauczyciel nie potrafił nauczyć tabliczki mnożenia to powinien zmienić zawód. Teraz poznamy odpowiedź na najbardziej frapujące pytanie: "jak pozbyć się stworów?": Ostatnie zdanie jest mocno ciekawe, nieprawdaż? Szkoda, że niektórzy uważają, że wiedza co chce Bóg (a historia pokazała, że ci z Bogiem tylko na sztandarach niekoniecznie wygrywali). Czy to aby nie jest grzech? Muszę przyznać, że jest to jedno z niewielu naprawdę mądrych zdań zawartych w książce. Zdziwiło mnie zakończenie tej "pasjonującej" pozycji. Otóż, na samym końcu książki znajdują się wypisane wszystkie 151 pokémonów, ich ewolucje (nawet na którym poziomie następują) i umiejętności. Zastanawia mnie tylko - po co? Chyba, żeby łatwiej je było zapamiętać . I tym akcentem... kończymy przygodę z tą książką.

MajinYoda

MajinYoda

 

Kupię duszę część 1

W zeszłym tygodniu pisałem o dwóch powodach powstania poniższego tekstu. Dzisiaj przedstawię Wam ten drugi. Jest nim książka Johna Paula Jacksona (warto poczytać sobie o nim np. na Wikipedii, by wiedzieć o co z nim chodzi) "Handel duszami naszych dzieci - studium o Pokémonie" (przekład Natalia Rolińska, 2001). Już po tytule widać, że będzie ciekawie, prawda? . Szczególnie, że temat dotyka część z nas - zwłaszcza dzieci lat '90 . Jednakże, autor nie opisuje tylko złych, krwiożerczych Pokémonów, ale także... nie uprzedzajmy faktów, jak to mówił Bogusław Wołoszański . Tradycyjnie - moje komentarze w tekstach zaznaczam tak {}. Wpis podzieliłem na dwie części - taką dawkę fanatyzmu trzeba sobie aplikować partiami . UWAGA! Treść tylko dla ludzi o mocnych nerwach! Ciekawie jest już na samym początku - nawet zanim Autor zabierze głos - w rekomendacjach. Czytamy tu, że: Już po tej "rekomendacji" wiecie w jakim klimacie jest utrzymana cała, 113 stronicowa w formacie 155x155 mm, książka. To już totalnie ryje psychikę . Warto tu zaznaczyć, że sama książka jest przesycona cytatami z Biblii. Idźmy dalej: W sumie to nie ma się czego czepić w tym fragmencie. Aczkolwiek owa "ciemna strona" brzmi... kusząco. W tych słowach da się wyczuć mądrość pewnego księdza . O jakich innych grach mowa? O tym za chwilę. Każdy, kto grał ostatnio w jakiegoś RPG-a niech natychmiast dzwoni do egzorcysty - bo już wie, że coś się dzieje . Ja już to zrobiłem - pozwolili mi tylko zrobić ten wpis i już szykują dla mnie ciepłe przywitanie... na stosie. Idźmy jednak dalej, bo to dopiero wstęp do książki: Przyznam, że brak mi słów na ten fragment... Szczególnie nie wiem co myśleć o tych "kanałach". Pozwoliłem sobie przytoczyć cały fragment. Sami przyznacie, że te nowoczesne duchy są strasznie gadatliwe - nie żyje taki kilkaset lat i mu się na filozofię zebrało . Zastanawia mnie tylko, jak ma zamiar przekonać rodziców, że nie istnieje, skoro go widać? Może tak ? UWAGA! Zaraz poznamy gry, które są dziełem Szatana! Teraz już chyba wszystko jasne . Jak ktoś ma jeszcze w domu Tazosy lub Game Boya Color powinien je jak najszybciej spalić . Idźmy dalej: Pamiętam jak w Redzie mojego biednego Charmandera jakiś Rattata "Tackle" pobił . Było mi smutno jak go przypaliłem "Emberem" . Kurcze - to dlatego nie mogłem wygrać z przeciwnikiem na końcu . Miałem za mało pokémonów... Czemu ten pan nie napisał solucji - zeszłaby jak ciepłe bułeczki! Tu pojawia się opis jednego z Pokémonów. Zawsze mnie zastanawiało czemu zawsze chciałem użyć Kamehameha . Teraz już wiem - jako dziecko utożsamiłem się z niewłaściwą postacią . Lepiej już było zostać Guciem.... I nikt tym dzieciakom nie dał w.... tyłek. Nasuwa się także pytanie - skąd te dzieciaki miały ostre narzędzia? Pewnie te duchy im dały - w końcu to nie rodzice są odpowiedzialni za swoje dzieci, nie? Tym akcentem kończę dzisiejszy wpis. Zapraszam za tydzień na drugą część.

MajinYoda

MajinYoda

 

Chińskie bajki

Po tytule już wiecie o czym będzie tekst, a po moim nicku (i awatarze) znacie mój stosunek do tematu . Nie wchodząc więc w szczegóły przejdę do meritum. Tekst powstał z dwóch przyczyn: 1. niedawna rozmowa ze znajomym - antyanimowcem (dobrze brzmi); 2. nowa książka "naukowa". Tym drugim zajmę się kiedy indziej (wszystko w swoim czasie ). Teraz pochylę się nad pierwszą kwestią. Każdy, kto ogląda anime/czyta mangę, choć raz w życiu spotkał osobę, która uważa, że to "głupie chińskie bajki". Cóż, nie jestem może jakimś totalnym fanem japońskiej twórczości (każdy mógłby mnie zagiąć bez problemu ), ale coś tam się orientuje. Wracając do tematu - znajomy powiedział mi, że to głupota zajmować się taką tematyką (po tym jak mu powiedziałem, ze koleżanka z roku pisze o mandze) i "chińskie bajki" są dla idiotów. Trochę się wkurzyłem, przyznam, ale okazuje się, że bardzo łatwo takim osobom zamknąć usta. Jak? Odpowiedź jest prosta - zapytać czy w dzieciństwie lubiły oglądać "Pszczółkę Maję" i "Muminki". Niektórzy pewnie już dostrzegli haczyk . Taki argument wystarczył, by znajomek zmienił ton. Oczywiście, kłócił się jeszcze ze mną, że to były... uwaga... polskie bajki! Prawie padłem ze śmiechu, gdy mu kazałem sprawdzić dokładnie. Rzecz jasna, można przyjąć inną definicję "anime". Ale czy to naprawdę będzie jakaś różnica? . Sayonara! 

MajinYoda

MajinYoda

 

Gry pogrzebane

W życiu pojawia się okres, kiedy chcemy przypomnieć sobie ?jak to drzewiej bywało?. Oglądamy dawne filmy, czytamy stare książki, przypominamy sobie "tamtą" muzykę. Ale co z grami? O ile film czy muzykę możemy kupić bez problemu w sklepach (czasem trzeba się naszukać, fakt), to jednak z grami jest większy problem. Wpadłem na to, gdy pewnego dnia zajrzałem do pudełka z NFS: Porsche 2000. Niestety, zgodnie z prawem Murphy'ego, płyty w środku nie było. No cóż, pomyślałem, skoro wydali Medal of Honor: Allied Assault to może i tego NFS'a znajdę? Jak się później okazało - nic z tego. A problem nie dotyczy tylko takich klasyków. Weźmy takiego Władcę Pierścieni. Konia z rzędem temu, kto znajdzie (do kupienia) oryginał "Bitwy o Śródziemie". Nawet "Fable 3",wydane nie tak dawno, w wersji PC jest niedostępne. I nikt nie wie co się z nim stało (może trzeba poszukać w celach więziennych? ). Okazuje się, że dla chcących pograć w dawne gry są dwie drogi ich zdobycia - rynek wtórny, czyli "używki" i pirat. Zastanawiając się nad tym doszedłem do wniosku, że to trochę dziwne - pogrzebać, śladem gry E.T., produkcje, które wciąż się pamięta? Może twórcy gier powinni pomyśleć nad udostępnieniem swoich starszych gier za darmo (ta, jassne) lub niewielką opłatą? Choćby przez Origin/STEAM? Cóż, wszystko jeszcze przed nami.

MajinYoda

MajinYoda

 

Włoska robota

Pogłębiając swoją wiedzę o przemocy w grach komputerowych natrafiłem na pozycję "Gry komputerowe, Internet, telewizja. Co robić, gdy nasze dzieci są nimi zafascynowane?" włoskich autorów - Nessii Laniado i Gianfilippo Pietra z 2006 roku. Pokazali mi, że nie tylko nasi i amerykańscy badacze potrafią wypisywać brednie. Na wstępie muszę jednak zaznaczyć, że nie czytałem, póki co, rozdziałów o TV i Internecie. Swoje wtrącenia w tekstach zaznaczam tymi nawiasami { }. Pomijam, wspomniane w moim wpisie z zeszłego tygodnia, zaczynanie historii gier od Ponga. Spodobał mi się jednak inny tekst: Czyż to nie piękne? Pac Man jako krwiożercza istota, która zabija duszki (czy one z reguły nie są martwe?) i, mówiąc kolokwialnie, nażera się jak świnia. Szkoda, że nie doszło do krucjaty... (Żeby nie było - jestem katolikiem). Kolejny akapit i kolejne dziwne stwierdzenie: Przyznam, że tego nie rozumiem... Czy to oznacza, że jeśli zapisano by nazwę np. Mortal Kombad to gra byłaby jeszcze bardziej krwawa? Jeszcze ciekawiej zaczyna robić się w ramce zatytułowanej "Różnice pomiędzy grami komputerowymi". Gotowi? Hmmm... Czy to oznacza, że wspominany wcześniej Pong to strzelanina albo walka wręcz? No, chyba, że autorzy jednak przypomnieli sobie o Spacewar czy Cathode Ray-Tube Amusement Device... Dalej następuje nudny opis tego typu gier, ale wyłącznie o walce wręcz. Przejdźmy jednak dalej. Zapewne każdy z Was słyszał kiedyś o fatality. Oto jego książkowy opis: Można się lekko kłócić, ale czytajmy dalej: Sub Zero... gdzie ja o tym słyszałem... Wiem! To chyba był ten koleś, co to chciał jakiś pierścień zdobyć! A nie, pomyliło mi się z książką Sauron, czy jakoś tak... Ostatnia próbka ciekawostek z tej książki: Iluż to ciekawych rzeczy można się dowiedzieć z lektury książek naukowych, nieprawdaż? Na dzisiaj to tyle. Na zakończenie, przypominam o głosowaniu na najbardziej nasyconą przemocą grę komputerową z CDA (uff...): https://docs.google....ESZTVc/viewform Wyniki już za tydzień!

MajinYoda

MajinYoda

×