Jump to content
  • entries
    29
  • comments
    24
  • views
    6,249

About this blog

o grach i innych wytworach popkultury z lekką dawką absurdalnego humoru

Entries in this blog

 

Far Cry 5 - moja opinia

Kiedy z całej gry w pamięć zapada tylko zakończenie to chyba nie jest dobrze. Po kolei jednak. Zapraszam do świata neo-kowbojów, sekciarzy palących Bagienne Ziele i traperów tańczących z wilkami. Far Cry 5 kusił mnie wizją dzikiej Ameryki, lasów pełnych zwierząt do odstrzelenia i stawów ze złotymi rybkami, a także grupą psycholi na miarę Vaasa. Po części to właśnie dostałem, bo „piątka” to składanka wielu różnych rzeczy z poprzednich części i w zasadzie klasyczna gra Ubisoftu z dużym, otwartym światem, historią osadzoną we w miarę realistycznym otoczeniu i kiepską fabułą. Ta ostatnia poza zakończeniem i początkiem, dającym nadzieję na więcej ciekawych rzeczy, jest strasznie rozwodniona. To jak Dr House, gdzie mamy fabułę dla poszczególnych odcinków (tu – zadań pobocznych), ale w jakiś konkretny sposób się one ze sobą nie łączą. Niektóre z tych zadań są co prawda dość popieprzone, a więc na swój sposób zabawne (mam co prawda nieco skrzywione poczucie humoru) jak na przykład ucinanie byczych jąder tuż po kopulacji, z których zostanie przyrządzony miejscowy przysmak, czy zbieranie przedmiotów z kosmosu dla faceta, który na koniec wyparuje.Problem pojawia się, gdy te wszystkie zadania po paru godzinach już nie bawią, a zaczynają nudzić. Główną atrakcją serii jest otwarty świat z dużą ilością rzeczy do zbierania, polowaniami, wędkowaniem  i szukaniem skarbów w skrytkach prepperskich. Zawsze można też po prostu się powłóczyć po okolicy i poodkrywać nowe miejsca. Jest jeszcze coop i multi, ale one raczej pogarszają ogólny odbiór, zwłaszcza dla fanów trofeów, zmuszonych brodzić w masie badziewia stworzonego przez gimnazjalistów-programistów w czasie szkolnej przerwy. Nie ma w tym frajdy, nawet granie na mapach Ubisoftu jest po prostu nudne i chaotyczne. Coopa nie miałem okazji przetestować, bo nie ma opcji matchmakingu. Koniec końców znudził mnie ten Far Cry, rozczarował (wątek sekciarzy totalnie spartolono) i w zasadzie dostałem po raz trzeci to samo, tylko w innym opakowaniu. Plus za spluwy do wynajęcia, czyli towarzyszy o różnorakich talentach i niedźwiedzia Cheeseburgera. 7-/10  

Co myślę o Assasin's Creed Odyssey?

Teoretycznie Odyseja to najlepsza odsłona cyklu, jednak czy to nadal stary dobry Asasyn?  Tego nie jestem do końca pewien, a kolejne  części mogą mieć tyle wspólnego z serią co pierwszy Assasin’s Creed z Prince of Persia. Wtedy też chciano zrewolucjonizować formułę i narodził się nowy tytuł. Czy Odyssey to faktycznie pewna rewolucja w serii? (Zaznaczam, że w Origins jeszcze nie grałem, ale wygląda ono bardzo podobnie, co zaczyna mnie niepokoić). No to zobaczmy. Wspinanie się, bieganie po dachach, skoki wiary? Są. Coś tam o Prekursorach? Jest. Historia pomieszana z fikcją? Obecna. No ale dobra, gdzie są asasyni i templariusze? Pewnie po skończeniu wątku głównego i ograniu Origins trochę mi się rozjaśni, ale do tego daleko, bo ta gra jest tak ogromna, ze już mi się znudziła. To już nie formuła GTA, gdzie po zakończeniu jednej misji można było zaczynać następną, a dużo większe zapożyczenie z RPG-ów. Dlatego nie da się szybko przebiec przez wątek główny, bo czeka nas mozolny grind. Ciągle mamy o kilka poziomów za mało by kontynuować opowieść, więc trzeba wykonywać zadania poboczne, bardzo powtarzalne i kompletnie bez ikry. Trochę szkoda, bo fabuła mi się przez to jakoś rozmemłała, choć sama w sobie jest z grubsza taka sama jak we wcześniejszych odsłonach.  No i to czego najbardziej się obawiałem – pływanie statkami i walki na morzu. Tak, powrócił koszmarnie nudny element Black Flag. Na szczęście nie trzeba co drugą misję zasiadać za sterami, dostając choroby morskiej, ale kiedy gra już do tego zmusza zaczynam żałować, że nie gram w Unity. Przejdźmy do pozytywów. Otwarty świat. W końcu to główny powód do nazwania tej części najlepszą. Mamy całą Grecję, dziesiątki, a może i setki wysp, a ja jako urodzony podróżnik-domator ochoczo wyruszyłem w świat. I co odkryłem? Masę rzeczy do roboty. Niestety większości nie da się ruszyć, bo zdarzają się miejsca, gdzie zwykłe koguty (a la te z Sekiro) mogą nas zabić, a co dopiero łucznicy, czy opancerzeni po zęby najemnicy. Trochę brakuje większego zróżnicowania krajobrazów, ale to w końcu nie kolejna kraina fantasy, gdzie można dać dosłownie wszystko. Walory historyczno-geograficzne muszą wystarczyć. Walka niby przypomina  soulsową, ale tak naprawdę wcale nie. Po prostu nie czułem tego co tam, choć wałczyło mi się nieco lepiej niż w Wiedźminie, czy innym Skyrimie. Są „combosy”, drzewko umiejętności, twardzi przeciwnicy. No, fajnie, fajnie. Wzorem Cienia Mordoru dostajemy listę najemników do skoszenia, Czcicieli Kosmosa do wyeliminowania i ogólnie masę innych przeciwników do zlikwidowania. Ta gra pęka w szwach od zawartości (co prawda nie zawsze interesującej), co sprawia, że droga do platyny wydaje się tak odległa jak moje wakacje wśród lesbijek na Lesbos.  Jest masa znajdziek (warto zbierać enigmatyczne ostrakony, bo zawierają zagadkowe informacje, gdzie szukać kolejnej znajdźki, czyli grawerunków), romansów, legendarnych zwierząt i mitycznych potworów do ubicia oraz dużo dużo więcej. Jest co robić. Ode mnie 9/10

fanthomas212

fanthomas212

 

Podsumowanie Bloodborne - bossowie - część 2

Odrodzony - Yahargul to najczęściej odwiedzana przeze mnie lokacja w grze, głównie dlatego, że non stop ktoś tam dzwoni po pomoc. Siłą rzeczy więc z Odrodzonym musiałem również wielokrotnie się zmierzyć. To chyba najbrzydszy boss w grze, u którego nawet ręce mają nogi. Warto więc w te nogi ostro nawalać, nie przejmując się zbytnio nadlatującymi z góry ognistymi kulami. Boss jednak posiada dwa silne ataki, jeden to zabierający sporo życia rozbłysk gdzieś w połowie walki, drugi to wydzielanie zatruwającego śluzu. Poza tym raczej niegroźny przeciwnik. Mroczna Bestia Paarl -  w sumie za bardzo się jej nie przyjrzałem, ale całkiem fajnie wyglądający przeciwnik, zadający "piorunujące" ataki i bardzo wrażliwy w okolicy tylnych łap. Do tego lepiej ukryty niż na przykład Odrodzony Micolash - wnerwiająca walka, zwłaszcza że przeciwnik poczatkowo przed nami cuieka, potem znika i stosuje różne nieudczciwe sztuczki pokroju nasyłania armii szkieletów, czy atakowania mackami. Nie podobało mi się, podobnie jak z Romem, kwestia gustu Gwiezdny Emisariusz - Górny Rewir Katedralny to miejscówka wypełniona silnymi przeciwnikami i "czarownicami" wysysajacymi Wgląd, więc bezproblemowe dotarcie do bossa nie jest łatwe, ale warto bo moim zdaniem to NAJLEPSZA WALKA W BLOODBORNE. Otóż początkowo nie wiadomo dokładnie gdzie jest boss, trzeba go odszukać pośród masy drobnicy, potem, rośnie on do niebagatelnych rozmiarów, a sam jego wygląd bardzo mi się spodobał (nieważne, że wygląda jak jeden z przeciwników spotykanych w czasie normalnej gry), a po pewnym czasie jeszcze trochę się zmienia i atakuje z oddali. Walka bardzo mi się podobałą (ale to kwestia gustu) Ebrietas -  ślimako-pąklo-ośmiornico-coś, nazywane często najtrudniejszym bossem w grze. W sumie zwykłe ataki nie są tak miażdżące jak swego rodzaju kosmiczny promień, który po prostu rozwala na łopatki nawet silną postać i trudno przed nim umknąć. Do tego dochodzą ataki wywołujące szał, więc trzeba mieć pod ręką środki uspokajające. Myślę, że jak ktoś nie może to warto zadzwonić, bo walka nie jest jakaś megasatysfakcjonująca. Amygdala - pająkopodobne stworzenie z mackami na głowie, czyli jestem na tak. Walka nie była jakoś przesadnie skomplikowana, wystarczy wleźć jej między nogi mocno bijąc i mieć nadzieję, że nie zwali się na gracza w czasie podskoków. Mamka Mergo - ta walka mi się podobała, przeciwnik jest odpowiednio groteskowy, ma wiele ramion z ostrzami, którymi szybko wymachuje i potrafi przywoływać klony. Jak na prawie ostatniego bossa w grze całkiem spoko. Gehrman - niby gość na wóżku, a jak wstanie to zmiażdży gracza swoją szybkością i agresją. Taki powrót do walki z Ojcem Gascoignem, tylko odpowiednio trudniejszy. Można się poczatkowo sfrustrować. Trochę szkoda, że boss nie zmienia postaci w połowie tak jak Gascoigne i nie przemienia się w jakieś ohydne monstrum. To byłoby fajne. Obecność Księżyca - "najostatniejszy" boss w grze, w dodatku bardzo mocno opcjonalny, ale na pewno nie najtrudniejszy. Jest odpowiednio dziwaczny, czaem blokuje możliwość leczenia się, a jeden z jego megaataków zabiera cały pasek życia (które można odzyskać metodą regainingu, więc nie warto stać z boku i chować się za krzaczkiem).
Druga połowa gry ma lepszych bossów? Chyba tak.  
 

Po zakończeniu Bloodborne - moje podsumowanie (bossowie) - część 1

Bloodborne było świetne. To gra, którą każdy powinien poznać. Niesamowite lokacje, przeciwnicy, klimat. A teraz czas na małe podsumowanie jednego z najważniejszych elementów BB - mały ranking bossów (czyli co mi się podobało, a co nie):   Bestia Kleryka – boss na start, niby nietrudny, ale na początku może sprawić problemy, bo zadaje mocarne ciosy. Wystarczy trzymać się blisko jego tyłka (i po tym tyłku go solidnie bić) by w miarę szybko wygrać. Ojciec Gascoigne – prawdziwy „pain in the ass”, około połowa graczy, rozpoczynających przygodę z Bloodborne w ogóle nie dała mu rady. Zdecydowanie najtrudniejszy pierwszy właściwy boss, spośród soulsowych gier. Agresywny i szybki, a do tego w drugiej fazie walki zmienia się w jeszcze groźniejszego, miażdżącego ciosami potwora. Jak dla mnie najbardziej pamiętna i frustrująca walka w całym BB. Tak, każdy powinien zagrać w tę grę. Pastor Amelia – No i ktoś  myślał: pokonałem Gascoigne’a, teraz będzie łatwo. Nie będzie, a przynajmniej dopóki nie pokona się Pastor Amelii, czyli takiej trochę silniejszej wersji Bestii Kleryka (renifero-coś?), a do tego stosującej nieuczciwe praktyki leczenia się i przedłużania walki. Warto mieć dobrą broń i naparzać bossa po nogach, by nie mogła się uleczyć. Bestia żądna krwi – Kolejny całkiem trudny boss, niby opcjonalny, ale otwierający drogę do Lochów Kielicha. Bliski kontakt z nim grozi zatruciem i koniecznością zażycia (dość trudno dostępnego w hurtowych ilościach) antidotum. Do tego Bestia zadaje solidne obrażenia i jest szybka. A więc nadszedł czas – Dzwon Przywołania. Czarownice z Hemwick – W sumie łatwa, ale wkurzająca walka, przynajmniej do momentu, aż pojmie się, że nie warto bić sługusów wiedźm, a zająć nimi samymi w pierwszej kolejności, biegając po całej arenie i próbując zmusić je do stania się widocznymi. Tym razem mamy do czynienia z dwójką bossów (ślamazarnych) i gromadką (też ślamazarnych) przydupasów. Cienie Yharnam – A tu mamy trzech bossów naraz, każdy stosuje odmienną technikę wykańczania przeciwników. Jeden biega z mieczami, drugi bawi się z nami w (ogniste) kulki, a trzeci podbiera od kolegów zdolności po połowie. Do tego w dalszej fazie walki wyrastają im wężowe głowy, dostają nowe ataki, a czasem nawet przywołują do pomocy ogromne węże. Bardzo interesująca walka, choć przewagę liczebną wroga można zredukować dzwoniąc do przyjaciela z prośbą o pomoc w pokonaniu pewnych trzech obwiesi. Tępy Pająk Rom – najgorsza walka w całym BB, nudna i powtarzalna. Kompletnie nie przypadła mi do gustu. W pojedynkę pewnie byłby to najłatwiejszy boss w całej grze,  bo na początku nawet nie atakuje, tylko ucieka (z prędkością ślimaka). Niestety ma obstawę w postaci kilkunastu drobnych i groźnych pajęczaków. Gdy wybijemy wszystkie boss teleportuje się w inne miejsce, a my znów musimy robić to samo (do tego obrzuca co jakiś czas gracza wybuchającymi kryształkami, zadającymi zwykle śmiertelne rany). A może po prostu nie lubię pająków?   CDN...

fanthomas212

fanthomas212

 

W ogniu namiętności pożądających miłości

Pablo Etrusco wraz ze swoją nową wybranką serca, Marią Juanitą de la Scorbolora Fratullą, przechadzał się po parku w ciepły słoneczny dzień. Myśli Pabla błądziły jednak gdzieś daleko, zdawał się on nawet nie dostrzegać tych wszystkich kobiet w topless, przechodzących obok niego. Wspominał swoją byłą żonę i chwile, które przeżył razem z kochanką, o której Maria Juanita w ogóle nie wiedziała.   - Wiem o twojej kochance – powiedziała nagle luba Pabla.   - Niemożliwe, jeździłem tam tylko nocami, w dodatku podawałem ci tabletki nasenne.   - Udawałam, że śpię, śledziłam cię i podglądałam jak uprawialiście dziki seks. Nakręciłam nawet dwugodzinny film porno jako dowód.   - Proszę, tylko bez szczegółów.   - A co, teraz się brzydzisz?   - Nie, ale zaraz spodnie mi trzasną. Też muszę ci coś zdradzić. Jestem w ciąży.   - Co?   - Przepraszam, pomyliłem kwestie dialogowe. Chciałem powiedzieć, że zostałem obrzezany.   - Jesteś Żydem?   - Oczywiście, że nie, ale mój ojciec i matka byli Żydami.   - Też ci coś zdradzę przy okazji. To ja jestem z tobą w ciąży.   - Skąd o tym wiesz?   - Matka czuje takie rzeczy. W dodatku to już koniec ósmego miesiąca.   - Faktycznie, trochę przytyłaś.   - Och, Pablo. Pewnie dziwi cię to, że nie skaczę z radości jak pijana i naćpana nastolatka. – Maria Juanita wyciągnęła chusteczkę i wytarła nos. – Teściowa zdradziła mi straszną prawdę. Wiesz o tym, że sypiała z twoim ojcem i potem ty się urodziłeś?   - No raczej.   - Pewnej nocy na imprezie, gdy byłeś pijany ona cię wykorzystała. Potem urodziła córkę, którą oddała do przytułku dla nienormalnych sierot, dziecko spędziło tam osiemnaście lat, a potem uciekło.   - To patologia. Skąd ty o tym wiesz?   - Bo teściowa mi powiedziała. Do cholery, Paul, już o tym wspomniałam. Słuchaj, co do ciebie mówię, a nie rozglądaj się za dupami.   - A, no tak.   - Paul, ty pierdoło. To ja jestem tym dzieckiem, a tym samym twoją siostrą i córką.   - Przecież ja cię kocham. Nie pozwolę zniszczyć naszej miłości. Zabiorę cię do Arabii Saudyjskiej, tam można robić takie rzeczy, a nawet mieć siedem żon i dziesięć kóz.   - Naprawdę, zrobisz to dla mnie?   - Oczywiście. Chwileczkę… Jak możesz być ze mną w ciąży, skoro nawet jeszcze ze sobą nie spaliśmy?   - Pewnie nawet nie pamiętasz, ale wykorzystałam cię pewnej nocy na imprezie, gdy byłeś pijany.   - Mój ty misiaczku.   Opuścili park, złączeni dłońmi, gruchając do siebie jak dwa gołąbki na dachu.

fanthomas212

fanthomas212

 

Krótka przejażdżka po gatunkach - dark fantasy

Typowe dark fantasy stanowi połączenie fantasy z horrorem, osadzone jest w fikcyjnym świecie, często wzorowanym na czasach średniowiecza, z mrocznym klimatem i wątkami oraz postaciami zaczerpniętymi z powieści grozy. Nierzadko panuje w nich atmosfera beznadziei, pełne są również przemocy i wulgarności, a magia to domena wiedźm i nekromantów (a dobre wróżki są złe, tak samo jak większość głównych bohaterów). Można też natknąć się na dark fantasy dziejące się współcześnie – czyli dark urban fantasy (Dolna dzielnica, Jill Kismet, Akta Harry’ego Dresdena), czy też baśniowe dark fantasy (Towarzystwo wilków, Cruel sisters) Zalążków dark fantasy można doszukiwać się już w romantyzmie, czy też baśniach (na przykład te oryginalne braci Karlów Grimmów były dosyć mroczne), jednak za prekursora tego gatunku uważa się Michaela Moorcocka i jego cykl o Elryku. Przykłady dark fantasy: Literatura: Księga całości, Elryk z Melnibone, Akty Caine’a, Czarna Kompania, Malazańska Księga Poległych, Zmrok, Dolna dzielnica Gry: Path of Exile, Overlord, Bloodbrorne, Dark Souls, Castlevania, Legacy of Kain, Diablo Filmy: Towarzystwo wilków, Nieustraszeni Bracia Grimm, Hansel i Gretel, Solomon Kane, Van Helsing, Polowanie na czarownice, Armia ciemności Komiksy: Arawn, Opowieści z Telguuth, Kroniki Czarnego Księżyca, Requiem Vampire Knight Anime: Berserk, Goblin Slayer, Claymore, Re: Zero, Knight Templar

fanthomas212

fanthomas212

 

Krótka przejażdżka po gatunkach - punk

Punk zazwyczaj dzieli się na dwa główne podgatunki: cyberpunk i steampunk. Steampunk – akcja osadzona w XIX wieku, w epoce wiktoriańskiej, w mrocznych zadymionych miejskich zaułkach i z techniką opartą na maszynach parowych, alternatywna wizja świata połączona z fantastyką, na przykład współistnienie magii i technologii Literatura: Maszyna różnicowa, Mroczne materie Filmy: Liga niezwykłych dżentelmenów, Gry: Dishonored, Arcanum Cyberpunk - przyszłość, przedstawiony świat, którym rządzą korporacje i zaawansowana technologia. Ogólnie jest to ponura, dystopijna wizja, najczęściej akcję osadza się w miastach-molochach, a ludzie posiadają wszczepy ulepszające ich ciała Literatura: Neuromancer, Zamieć Filmy: Łowca androidów, Ghost In the Shell, Dredd Gry: Deus Ex, System Shock ***** Mniej znane “punki”: *Dieselpunk – gatunek, który powstał, gdy wiek XIX zaczął za bardzo ograniczać twórców, tak więc akcję osadzono w początkowych latach XX wieku *Decopunk – podobnie jak wyżej, ale silna inspiracja art deco, na przykład gra Bioshock *Avantpunk (bizarro fiction) – zazwyczaj szalone połączenie horroru, groteski, absurdu i surrealizmu, im dziwniej, tym lepiej. Są tu więc historie o facecie, który chciał wziąć ślub z własnym domem, o nawiedzonej pochwie, kopulujących budynkach, armii klonów wywołanej nadmierną masturbacją, porno z udziałem rekinów gwałcicieli i inne tym podobne atrakcje. Literatura: Bizarro dla początkujących, Bizarro Bazar *Biopunk – przedstawia wpływ biotechnologii na życie człowieka i różne wizje przyszłości z tym związane Literatura: Lewiatan Gry: Bioshock, Prototype Filmy: Gattaca, Existenz *Stonepunk - historia osadzona w alternatywnej wersji prehistorii Literatura: Earth's Children Filmy: 10000 B.C. Gry: Far Cry Primal, Zeno Clash *Sandalpunk - alternatywna wersja starożytności *Cattlepunk – steampunk, ale w westernowej konwencji (np. film Bardzo Dziki Zachód) *Clockpunk – czasy renesansu i wynalazki oparte na pomysłach Leonarda da Vinci

fanthomas212

fanthomas212

 

Krótka przejażdżka po gatunkach - western

Kontynuując podróż docieram tym razem na Dziki Zachód. Zacznijmy od klasyki: - literatura wagonowa – od tego zaczynały westerny, ale i romanse, były to pulpowe historie przygodowe o klasycznym, powielanym w nieskończoność schemacie, aczkolwiek podobno dobrze się je czytało siedząc w wagonie pociągu, najpopularniejsze w XIX wieku - klasyczny western – wyidealizowany obraz Dzikiego Zachodu, zazwyczaj przedstawiający walkę tych dobrych (np. szeryfów) z tymi złymi (bandytami) (np. Bonanza) - spaghetti western – główni bohaterowie to zazwyczaj bandyci albo przybysze znikąd, czasami w drodze do odkupienia win z przeszłości (filmy Sergio Leone np. trylogia dolarowa) - antywestern – większy realizm świata przedstawionego, brak standardowego podziału na dobrych i złych - western przygodowy – bohaterami są traperzy lub poszukiwacze złota, którzy walczą przede wszystkim z dziką naturą - western indiański – główni bohaterowie to trzecia strona konfliktów westermowych, czyli Indianie - Doctor and preacher - główni bohaterowie to doktor lub kaznodzieja - western komediowy – parodie historii osadzonych na Dzikim Zachodzie (Płonące siodła) - neo-western – historie osadzone na już nie tak Dzikim Zachodzie, a więc we współczesności, na prerii, obrzeżach miast i w małych miasteczkach (Desperado, Brokeback Mountain) - acid western - westerny z surrealistyczną, narkotyczną atmosferą (Truposz) - meat pie western - australijska odmiana westernu - eastern - westerny wschodnioeuropejskie (Lemoniadowy Joe) Na koniec jeszcze podgatunki powstałe w wyniku zgwałcenia westernu przez fantastykę - weird West - połączenie westernu z fantasy i s.f. (Mroczna wieża) - space western – ktoś kiedyś wpadł na pomysł, że podróż przez kosmos to prawie przejażdżka po dzikiej prerii, a kosmici to tacy trochę inni Indianie. I tak powstał western osadzony w przestrzeni kosmicznej (Firefly) - cattlepunk - western zmieszany ze steampunkiem

fanthomas212

fanthomas212

 

Krótka przejażdżka po gatunkach – horror

Zacznijmy tę krótką podróż po różnych rodzajach horroru od klasyki: - powieść gotycka – upiorna atmosfera, akcja zazwyczaj osadzona w nawiedzonych zamczyskach, ponurych domostwach, w nocy i w czasie burzy, mroczna odmiana powieści sentymentalnej, często bohaterami są niewinna dziewica i jakiś demoniczny ciemiężyciel, często nieświadomie nawiązuje do tego podgatunku Margerita (przykłady utworów: Frankenstein, Zamczysko w Otranto) - weird fiction – utwory z pogranicza horroru, fantasy i s.f., różnego rodzaju nienazwana groza, chaos i demony bezkresnego kosmosu. Weird fiction to głównie dzieła z początków XX wieku, współczesne podobne klimatem nazywane są New Weird, choć to szerszy podgatunek, do którego trafia wszystko, co wykracza poza schematy i pokazuje nowatorskie wizje (Lovecraft, Howard, Blackwood) - Ghost story – wyciągnięte z powieści gotyckiej i najczęściej osadzone w około współczesnych realiach historie o duchach (np. Duch) - Zombie/werewolf/vampire stories – mocno wyeksploatowane przez popkulturę historie z rodzaju Dracula, Skowyt, Resident Evil - monster stories – cała reszta potworów z mitów i legend i niewiadomo czego jeszcze, a także thrilleropodobne zmutowane zwierzęta (Szczęki i inne Piraniokondy) - road/forest horror – miejscem akcji są odludne tereny, drogi donikąd, nieprzebyte lasy (np. Droga bez powrotu) - horror rustykalny – osadzony na terenach wiejskich - horror s.f. – bo w odległej kosmicznej pustce nikt nie usłyszy twojego krzyku i to świetne miejsce na horror i walkę z obcą formą życia (Obcy, Dead Space) - horror psychologiczny – skupienie się na psychice bohatera (Babadook, Droga śmierci) - horror komediowy - straszno-śmiesznie lub parodiowo-pastiszowo (Porąbani, Redukcja, Straszny film, Stan i Wick - slasher – niewielka grupka osób, na którą coś albo ktoś poluje (Krzyk) Gore/splatterpunk/torture porn – skupione na pokazywaniu różnych obrzydliwości (Clive Barker, Jack Ketchum, seria Piła, Hostel) - Bizarro horror – horrory wykraczające poza ludzkie pojęcie (czyli bardzo dziwne) (Porno w sierpniu) - Mystery – połączenie thrillera, kryminału, a także horroru, cała akcja skupia się zazwyczaj wokół rozwiązywania jakiejś tajemnicy (cały czas nasuwa mi się na myśl twinpeaksowy klimat) (Wyspa tajemnic, Mullholland Drive)

fanthomas212

fanthomas212

 

Krótka przejażdżka po gatunkach – science fiction

Science fiction – podstawowy podział: - hard s.f. – pełne fachowych naukowych pojęć, mało zrozumiałe dla przeciętnego czytelnika (Ślepowidzenie) - soft s.f. – skupione na innych aspektach niż inżynieryjne i naukowe zagadnienia (Planeta małp, Firefly) - time travel – motywem przewodnim są podróże w czasie (Wehikuł czasu) - światy równoległe - historia dzieje się w innym świecie niż nasz - alien invasion – różne wizje inwazji kosmitów (Inwazja) - lost worlds – zaginione światy, ukryte przed ludźmi, zazwyczaj miesza się tu s.f. z przygodą (Zaginiony świat) - apokaliptyczne s.f. – świat na granicy zagłady (Czas zmierzchu) - postapokalipsa – koniec świata tak jakby nastąpił, niedobitki ludzkości walczą o przetrwanie (Metro 2033, Mad Max, Fallout) - robot fiction – roboty, androidy, sztuczna inteligencja (Ja, robot) - space opera – historie skupione wokół romantycznych przygód bohaterów, kosmicznych bitew, konfliktów międzyplanetarnych (Przebudzenie Lewiatana, Mass Effect) - gothic s.f. – wampiry i wilkołaki zmieszane z ponurą gotycką atmosferą i klimatem s.f. (Fevre Dream, Vampirella) - militarne s.f. – skupione na konfliktach zbrojnych i wykorzystaniu najnowocześniejszych technologii w walce (Kawaleria kosmosu, Cicha wojna) - dystopia/antyutopia – pesymistyczne wizje przyszłości, w których wolność jednostki jest ograniczana, a wszystko podlega kontroli (Igrzyska śmierci, Rok 1984, Niezgodna) - fantastyka superbohaterska – wyposażeni w nadnaturalne moce bohaterowie walczą ze złem (Batman, Superman i reszta bohaterów DC i Maervela, Watchmen)

fanthomas212

fanthomas212

 

Krótka przejażdżka po gatunkach – fantasy

Swego czasu zrobiłem mały research gatunkowy. Może akurat komuś się to przyda. Na początek fantasy i jego główne podgatunki: - high fantasy – dużo elementów fantastycznych, elfy, krasnoludy, wróżki; bohaterowie przeżywają niesamowite przygody, częsty schemat od zera do bohatera (Władca Pierścieni, Miecz Prawdy) - low fantasy – znikoma ilość elementów fantastycznych (Pieśń lodu i ognia, Płomień i krzyż) - postapokaliptyczne fantasy – niby są elfy, krasnoludy i magia, ale bohaterowie przemierzają zniszczony świat, pełen ruin fabryk, szczątków samochodów itp. (Kroniki Shannary) - futuristic fantasy – wizje przyszłości, w których rządzi nie technologia, a magia (cykl Morgaine, Jeźdzcy smoków z Pern) - dark fantasy – połączenie fantasy i horroru (Berserk, Czarna kompania, Droga zimnego serca, Legacy of Kain) - bangsian fantasy – historyczne postaci w zaświatach (Świat rzeki) - komediowe fantasy (Zbrojni, Drużyna pierścionka) - słowiańskie/nordyckie/celtyckie fantasy - historie oparte na słowiańskich wierzeniach, nordyckich mitach lub celtyckich legendach (Słowo i miecz, Synowie boga, Merlin) - urban fantasy – akcja osadzona w miastach, zazwyczaj współczesnych (Nigdziebądź, Amerykańscy bogowie, Fables) - heroic fantasy – bohaterami są silni i odważni wojownicy, którzy walczą ze Złem w fikcyjnych krainach (Conan) - juvenile fantasy – fantasy dla dzieci i młodzieży (Baśniobór) - young-adult fantasy – niby młodzieżowe, a i dorośli chętnie czytają (Harry Potter, Kroniki Wardstone) - baśniowe fantasy – fantasy stylizowane na baśń, a nawet czasem baśnią będące lub oparte na znanych historiach (Once upon a time, Zaklęta w sokoła) - science fantasy - połączenie science fiction i fantasy (Pan Lodowego Ogrodu) - surreal fiction - senne marzenia i koszmary, podróż przez krainy snu - realizm magiczny - szamanizm, legendy mieszające się z rzeczywistością (Legendy gwatemalskie)

fanthomas212

fanthomas212

 

Krótka przebieżka po asasynach (od najsłabszych do najlepszych części) – część 1

Mój osobisty ranking gier z serii Assasin's Creed: 9. AC 1 – pierwsza, a więc jeszcze najmniej rozbudowana część, stanowiąca zaledwie zalążek przyszłych rozwiązań. Grałem dawno temu, ale wtedy jeszcze nie rozumiałem fenomenu serii. 8. AC Unity – Unity na razie ląduje na tak niskim miejscu głównie poprzez fakt, że na moim sprzęcie działa raczej średnio, no i  zdarzają się „okazjonalne” bugi. Niemniej ogromny Paryż, nieco zmieniony system walki i wspinaczki i tłumy na ulicach troszkę zachęcają do gry. W zasadzie jednak „nic nowego pod Słońcem”. 7. AC 4 Black Flag – tak, należę do tej niewielkiej grupy, którym ta piracka odsłona serii się nie podobała. Długie, nudne i zbyt częste rejsy statkiem, a na lądzie miałem wrażenie że misje są bardziej powtarzalne i schematyczne niż wcześniej. Fabuła za to nawet mi się podobała. Gdzieś uleciał jednak klimat serii albo ja przedawkowałem asasynów. 6. AC Rogue – no i znów dostałem choroby morskiej, tym razem jednak o dziwo grało mi się przyjemniej niż w „czwórkę”. Za to recykling lokacji i rozwiązań z wcześniejszych części, a do tego niekończące się i przyprawiające o nerwicę napisy końcowe bardzo mocno zaważyły na  pozycji Rogue w rankingu.    PS. Nie grałem jeszcze we wszystkie odsłony serii, więc nie znajdą się one na liście. CDN    

fanthomas212

fanthomas212

 

Mafia II - rzut okiem

Mafia 2 powala klimatem, szczególnie osoby takie jak ja, które nawet na dyskoteki chodzą w prochowcu i fedorze. Stare piosenki płynące z radia, ubrania, architektura, samochody. Wszystko old-fashioned. Atmosferą miasta bije na głowę jakąkolwiek część GTA. Niestety z misjami i głównym wątkiem nie jest już tak kolorowo. Są one znacznie mniej zróżnicowane niż u konkurencji i szybko się nudzą. Ot, schemat, jazda samochodem-strzelanie. Na szczęście fabuła trzyma poziom w zasadzie od początku do końca i ciekawi, choć całość jak można się domyślić jest brutalna i wulgarna. No i Joe Barbaro to faktycznie jedna z ciekawszych postaci w grach. A za najciekawsze znajdźki w historii, czyli Playboye dorzucam punkt do oceny. 9/10

fanthomas212

fanthomas212

 

Spotkajmy się w Silent Hill

Czy Silent Hill mogłoby mieć multiplayer, w którym spotykalibyśmy innych graczy walczących z własnymi demonami? Czy ta marka w ogóle powróci? Czy kebab jest smaczny? Niestety nie odpowiem na żadne z tych pytań ze stuprocentową pewnością, bo nie wiem, ale porozmyślać zawsze można. Hideo Kojima i jego Silent Hills narobił smaku wszystkim fanom serii. Na lekkie otarcie łez po skasowaniu tytułu, dema i Guillermo del Toro powstał Resident Evil 7, który podobno jest straszny i pierwszoosobowy (czyli taka przekorna rewolucja), ale nijak ma się do Silent Hill. Czy powstanie coś w miejscu tej pustki, dziury wybitej w historii marki i narodzi się nowe miasteczko ze swoimi tajemnicami? Grałem co prawda tylko w klasyczne tytuły (od dwójki do czwórki) i trochę mnie wymęczyły swoją topornością, ale pewnie dlatego, że dziesięć lat od premiery to spory szmat czasu. Gdybym odkrył je krótko po narodzinach (serii, nie moich) pewnie miałbym inne odczucia i uważałbym za najlepsze survival horrory i tak dalej. A multi w nich czy naprawdę jest potrzebne?  Kolejny battle royale czy survival crafting zombie horror? A może zwykły coop? Tak czy inaczej na razie nic z tego. Przede mną Homecoming, czyli podobna najgorsza gra z serii. Się okaże. Kiedyś… (na razie mam traumę po Obcym Izolacji)

fanthomas212

fanthomas212

 

Wiadomości z d*py

Dawno temu w Akademii Cd-Action umieściłem tekst "Wiadomości z dna", który był bezdennie głupi i spotkał się z umiarkowanie negatywnym odzewem. Na szczęście obyło się bez wulgaryzmów i inwektyw. Dwa lata później zmieniłem nazwę, nieco zmodyfikowałem formułę i napisałem "Wiadomości z d*py", którymi wywołałem dość duży shitstorm. Zapraszam do czytania.   "Wiadomości z d*py"   (Oklahoma Bob) Witam wszystkich w nowym programie, który zastąpił ten dla miłośników lotnictwa „Całe życie na autopilocie”. Jestem Oklahoma Bob i możecie mnie znać z takich  filmów jak „ Andzia i hydraulicy”, „Spodnie opuszczone do połowy”, czy „Jęki na poddaszu”. John, kojarzysz mnie? (John) Nie, kojarzę tylko te dziewczyny, które ci towarzyszyły. (Oklahoma Bob) Nieważne. Zaczynamy! Najnowsze informacje z kraju… Nie chce mi się tego czytać. Całe dwie strony zapisane drobnym drukiem. (John ) Powinny być cztery. (Oklahoma Bob) Były, ale zrobiłem z nich samoloty. A, pieprzyć to. John, jak tam w sporcie? (John) Sportowcy znów coś wygrali, tylko nie wiem, czy nasi, czy ci drudzy. (Oklahoma Bob) Jesteś dziennikarzem sportowym, powinieneś to wiedzieć. (John) Zawsze nienawidziłem sportu i dziennikarstwa. I widzisz, jak skończyłem. (Oklahoma Bob ) No dobra, a jaka pogoda jutro, Mike?  (Mike) Jutro przez cały dzień będzie totalne zachmurzenie, dopiero w nocy na chwilę wyjrzy słońce. Przydadzą się więc parasole, kalosze i szczotki do mycia pleców. Tyle ode mnie. (Oklahoma Bob) Dziękujemy za prognozy na następne szesnaście miesięcy. Przechodzimy teraz do gościa. To znany z opatentowania testów ciążowych dla koników polnych, ekolog i obrońca praw zwierząt, Alfred Gumozatrzask. (Gość) Witam wszystkich. (Oklahoma Bob) Skąd się wzięła u pana ta miłość do zwierząt? (Gość) No cóż, kiedyś podpatrzyłem jak mój dziadek bije konia. To było traumatyczne przeżycie, które trwale zniszczyło moją psychikę i zrodziło nienaturalną miłość do zwierząt. (Oklahoma Bob) To doprawdy ciekawe. Zorganizował pan niedawno protest i wypuścił z zoo stado lwów, które pożarło sprzedawcę biletów. Co panem kierowało? (Gość) Te lwy domagały się wolności. Moja żona również jest wielką miłośniczką zwierząt, ubiera tylko naturalne futra, a nawet chodzi ze mną na polowania. Przebijamy też opony rowerzystom, bo zanieczyszczają środowisko. (Oklahoma Bob) A co ma pan w tym pojemniku? (Gość) Otóż są tu dwa bardzo jadowite i groźne pająki z Argentyny, kupione w Niemczech od handlarza z Japonii. (Oklahoma Bob) Widzę tylko jednego. (Gość) O nie! Nic się nie stało, musiałem nie domknąć wieka i jeden uciekł. Zdarza się. Pójdę już. (Oklahoma Bob) No dobrze. Dzisiejszy odcinek będzie krótszy, bo nasz drugi gość, Paweł Szczęściarz, w drodze do studia kupił zdrapkę i wygrał milion dolarów. Do zobaczenia kiedyś tam. (Kamerzysta) Bob, jakiś wielki pająk idzie ci po ręce. (Piiiiip)      

fanthomas212

fanthomas212

 

O battle royalach i Totally Accurate Battlegrounds

Już od jakiegoś czasu miałem ochotę zagrać w jakiegoś battle royala. Niestety PUBG pretendował do miana płatnego zabójcy mojego komputera, dlatego postanowiłem poszukać czegoś tańszego i z mniejszymi wymaganiami. Pomyślałem o Fortnite, ale musiałbym pobierać w ciemno 20 GB, a potem pewnie drugie dwadzieścia aktualizacji. W końcu postanowiłem na pierwszy raz wypróbować coś nieco odmiennego od reszty. Mój wybór padł na nieślubne dziecko PUBG-a i Fortnite’a oraz kuzyna Cuisine Royale, czyli Totally Accurate Battlegrounds. Przede wszystkim gra miała być absurdalna i parodiować kluczowe elementy klasycznych battle royali, a do tego do pobrania było tylko 400 Mb. W grze poruszamy się różowym pajacem, którego można ubrać w różne dziwne fatałaszki. A potem… Trzeba czekać. Może akurat wszyscy mieli wtedy przerwę na herbatę, herbat… Oreo i papierosa. W czasie oczekiwania można przynajmniej pochodzić po zielonych pastwiskach, pozaglądać do domków i wygódek. W końcu udało mi się dołączyć do grupy osób, które najwyraźniej miały już doświadczenie w tego typu sprawach, bo zginąłem zanim zdołałem zorientować się w sytuacji, niedługo po wyskoczeniu z latających kontenerów na śmieci. Na papierze założenia gry wyglądają interesująco, w praktyce zaś już nie jest tak różowo. Chociaż w TABG-u różowo i kolorowo to jednak na ogół jest, co mi akurat przeszkadza i irytuje. Stonowane kolory PUBG-a bardziej mi odpowiadają. No ale cóż… Na razie próby zrozumienia fenomenu battle royali odkładam na kiedyś tam.

fanthomas212

fanthomas212

 

Firewatch jest genialny

Czasami grając w jakieś FPS-y mam ochotę tak po prostu pospacerować (dziwne i niepokojące, co?), „pozwiedzać”, poodkrywać sekrety (jeśli jakieś są), wczuć się w klimat opowieści, ale wtedy zazwyczaj następuje seria z karabinu, czy wystrzał z czołgu i zwala się na mnie masa wrogów. Jestem zwolennikiem szybkiej akcji, gdzie co chwila coś wybucha i panuje ostry rozpierdziel, ale jednak taki gatunek jak symulator spacerowicza ostatnio zaczął coraz bardziej mi się podobać. Wszystko rozpoczęło się od Dear Esther i niespiesznej przechadzki po tajemniczej wyspie, ale to właśnie Firewatch uważam za najlepszy  spośród tego typu gier (spacerolatorów, czy jak ich tam zwać). Ach, ten klimat. Stoisz na szczycie swej wieży i patrzysz w kierunku wieży Delilah, czyli jedynej osoby w promieniu setek kilometrów. Jesteś tylko ty i natura (co prawda stworzona przez komputer, ale słowo-klucz to immersja, czyli poczucie przebywania tam i wtedy (definicja encyklopedyczna).  Dialogi są podobno genialne, a z tego co słyszałem, czy raczej czytałem (bo bez spolszczenia ani rusz) faktycznie bywają świetne. Historia to taki leniwy thriller przygodowy, choć poczucie zagrożenia cały czas gdzieś tam w tle pobrzmiewa. Grafika jest cudowna, w odcieniach pomarańczowo-żółto-zielonych co prawda, ale mi to wcale nie przeszkadzało (wręcz przeciwnie). Klimat wygrał. Ocena końcowa  10/10 Z małym minusem, bo piesze wędrówki po raz któryś tą samą drogą bywają uciążliwe (ach, ta szybka podróż, jednak po coś ją wymyślili.) i nawet z mapą można się zgubić (ekhm… nie żebym się zgubił, ale inni przecież mogą, co nie?) Jeśli lubisz niespieszną rozgrywkę to ta gra zapewne ci się spodoba.

fanthomas212

fanthomas212

 

Co myślę o serialu Breaking Bad?

Jestem po dwóch sezonach i w połowie trzeciego, więc mam już wyrobioną pewną opinię na temat tego serialu. Kiedy czekam na nowy odcinek z niecierpliwością i czuję się mocno wciągnięty w historię to już jest dobrze. Dorzućmy do tego świetne aktorstwo (nie znam się na tym, ale skoro zauważyłem to musi być świetne). Co prawda nie jestem fanem podobnych klimatów, czyli gangsterskich historii o narkotykach (czy coś w tym stylu), ale Breaking Bad to coś więcej. Połączenie dramatu z komedią, do tego polane sensacyjnym sosem. Kilka razy się zaśmiałem. Kilka razy też posmutniałem. Scenariusz przeważnie zaskakuje i nieraz wyrywa z butów. Ktoś jeszcze nie oglądał? Szybko nadróbcie zaległości. Historia nauczyciela produkującego metaamfetaminę naprawdę może zainteresować. A gdy tajemnice zaczynają się piętrzyć, a żona coś podejrzewać… Do tego szwagier głównego bohatera pracuje w branży antynarkotykowej. Mieszanka wybuchowa. Polecam (przynajmniej na razie, bo nie wiem, co będzie dalej). Ciężko dobrać ocenę podsumowującą, bo jednak wątki dramatyczno-obyczajowe to nie do końca moje klimaty. 9/10

fanthomas212

fanthomas212

 

Grałem niedawno w... Black Mirror

Mowa tu nie o najnowszej części serii, ale o tej starej i kulawej technologicznie przygodówce z 2003 roku. Fabuła to najmocniejsza część tej produkcji. Pod koniec robi się może nazbyt mrocznie i dziwacznie, ale całościowo to zarąbista rzecz. Klimat gęsty jak przystało na horror, tajemnicze zbrodnie, rezydencja na odludziu, dziwni mieszkańcy, zaskakujące zakończenie. Dla historii i klimatu naprawdę warto zagrać. Zagadki są dosyć racjonalne, nie ma jakichś połączeń przedmiotów wziętych z tylnej części ciała. Trzeba jednak przeboleć powolne i dziwne animacje postaci oraz spolszczenie zrobione przez dziecko, a sprawdzone i przetestowane przez Pana Nikogo. Dodam też, że akurat w tej przygodówce można zginąć, więc radzę robić częste sejwy. W gry przygodowe gram głównie dla fabuły, dlatego czuję się usatysfakcjonowany. Ode mnie 8/10, bo kwestie techniczne pozostawiają wiele do życzenia.

fanthomas212

fanthomas212

 

Co myślę o filmie Kong - Wyspa Czaszki?

Kong już kilka razy gościł na srebrnym ekranie mojego telewizora. Każda kolejna wersja oferowała większą ilość efektów specjalnych i nieco inny ton opowieści. Reżyserzy zapewne wylewali siódme poty, by zrobić coś takiego samego, a jednocześnie zupełnie innego. No bo w końcu kto by chciał w kółko oglądać to samo? Tak więc skusiłem się na wersję, w której tym razem z King Kongiem walczy King Jaszczurka, a między ich nogami pałęta się Samuel L. Jackson z chęcią ubicia bestii i paroma swoimi przydupasami. Jest też piękna kobieta, ale brak standardowego romansu pomiędzy nią, a gorylem - co zaliczam do plusów. Ogólnie ton opowieści mi się podobał, trochę więcej tu zagrywek z horroru niż u Petera Jacksona, sama małpa zaś wydaje się nieco większa niż ostatnio. Wszystko doprawiono szczyptą humoru i szalonym władcą plemienia, który również ma ochotę wydostać się z tajemniczej wyspy (no bo w końcu ileż można się obijać wśród rajskich krajobrazów?) Zakończenie zaś sugeruje znaczny rozrost Monsterverse w przyszłości i być może na przykład walkę Konga z Godzillą. Jeśli jesteś fanem filmów z potworami albo dużymi małpami wprost z Planety Małp ten film na pewno jest dla ciebie. Przygoda na tajemniczej wyspie wciąga. Ode mnie 8/10

fanthomas212

fanthomas212

 

Czy telefony komórkowe przejmą władzę nad światem?

Oczywiście tytuł ma mało wspólnego z treścią, ale mi się spodobał. W pewnym sensie już obecnie dla wielu ludzi wyjście gdzieś bez smartfona jest rzeczą nie do pomyślenia, uzależniliśmy się od nich i to po byku. Wizja telefonów komórkowych szantażujących swoich właścicieli tym, że ujawnią na Facebooku ich prywatne fotki spod prysznica to nawet nie jest fiction w science fiction. Bo czego niby taki telefon mógłby żądać? ( Przynieś mi Iphone’a. Chcę pogadać z kimś na poziomie. Inaczej twoje prywatne zdjęcia ujrzą światło dzienne - telefon) Lubię snuć różne dziwne wizje przyszłości, więc telefon, któremu będziemy musieli dokupić partnera, by nie czuł się samotny nie jest czymś zaskakującym w standardach fanthomasowych. Nawet smartfony, z którymi będziemy chcieli pogadać i zwierzyć się ze wszystkiego niczym księdzu przy spowiedzi nie wydają się szalonym pomysłem. (Hmmm… Zadzwonię do Beaty… A co tam, nie będę jej przeszkadzał, porozmawiam z moim smartfonem.) A teraz do rzeczy, czyli coś z zupełnie innej beczki. Samochody, które same się prowadzą, czyli takie, gdzie człowiek będzie zupełnie zbędnym elementem dekoracji i w ogóle nie będzie w stanie nimi sterować. Nie ma pijaków za kółkiem, czy przekraczania limitów prędkości. Czy wtedy nie byłoby też wypadków na drogach? Wsiadasz do auta i nie musisz kierować, bo maszyna robi to za ciebie. Z naprzeciwka nadjeżdża podobny pojazd sam się obsługujący. Dodatkowo zamiast szarej rzeczywistości za oknem na szybach wyświetlane byłyby cyfrowe obrazy pięknych dzikich krajów, czy Parku Jurajskiego. Full relax. Samoprowadzące się auta to nic nowego, ale jak będzie wyglądać przyszłość motoryzacji i nas samych? To ciekawy temat do szerszych rozważań dla osób mocniej siedzących w temacie i twardziej stąpających po ziemi.

fanthomas212

fanthomas212

 

Dlaczego nie ma kanału o grach?

Od czasu do czasu zdarza mi się uprawiać zapping, czyli nałogowe przeskakiwanie z kanału na kanał w celu zdobycia władzy nad światem. Podobno to uzależnienie dotyka głównie mężczyzn po pięćdziesiątce, bezrobotnych i emerytów, którzy nie potrafią odpalić komputera, z a to z pilotem są za pan brat. Tak więc myślę sobie, czemu też to robię. Do cholery, bo szukam kanału o grach. A był taki. Nazywał się Game One, a potem Hyper. Niestety stopniowo zaczął zaliczać spadki formy, oglądalność malała wraz ze wzrostem popularności Internetu, aż w końcu nastąpił upadek, krach, chaos i anarchia. Hyper zniknął. Niestety. Miał dosyć interesującą ofertę, która jednak powoli się wyczerpywała, zbyt dużo było powtórek i coraz krótszy czas emisji, spowodowany wzrostem oglądalności seriali dla dzieci i młodzieży. Review Territory, Fresh Air, Talking Heads, Joint i inne. Ach, te dawne czasy. We Francji, nadal istnieje kanał o znajomej nazwie Game One, oferujący programy  o grach z przerwami na anime (tak, te dwie rzeczy są ze sobą nierozerwalnie złączone). Czy tylko przez rozpowszechnienie Internetu programy o grach znikły z telewizji? A może ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Trudno powiedzieć. Czy przyszłość telewizji to tylko kanały dla seniorów, nie lubiących posługiwać się komputerem? Nie wiem, ale wątpię. Po prostu w ramówce nie ma miejsca dla graczy i fanów nowinek technologicznych. Szkoda.        

fanthomas212

fanthomas212

 

Czy warto czytać nudne książki?

Według obliczeń  profesorów z uniwersytetu w Pierdziszewie nie starczyłoby życia, żeby przeczytać wszystkie książki, jakie dotąd powstały (chyba że ktoś jest Flashem). Do tego dołóżmy jeszcze całą masę tekstów, artykułów i informacji zgromadzonych w Internecie. Ogrom tego wszystkiego jeży włosy na głowie (i nie tylko tam). A ta liczba oczywiście cały czas rośnie. I teraz nadchodzi pytanie: czy warto czytać nudne książki? Według obliczeń amerykańskich naukowców przeważająca część społeczeństwa czyta bardzo mało lub w ogóle, co prowadzi do wniosku, że moje pytanie jest równe sensowne co tańczenie nago na lodzie. Pomyślmy jednak o kimś, kto ma przed sobą koniecznością przeczytania nudnej lektury. Czy warto to zrobić? Jakie są zalety, oprócz mniejszego prawdopodobieństwa dostania pały na świadectwie i pałą od ojca? Przede wszystkim ubogacanie języka. Im więcej czytamy, tym podobno mamy bogatsze słownictwo. Z tego wynika również możliwość słownej woltyżerki i mówienia innym o rzeczach, o których nie mają pojęcia. Co prawda zapewne takie popisy skończą się używaniem nowych słów nie znając do końca ich znaczenia i pięścią na nosie od zdenerwowanego kolegi. Czytanie klasyki daje nam również możliwość przeprowadzenia analizy, dlaczego akurat ten tytuł zapisał się w dziejach świata i jaką on wartość ze sobą niesie. To jednak jest zajęcie idealne dla znudzonych historyków literatury, a nie uczniów liceum. Tak więc marnowanie czasu na czytanie nudnych książek zależy w dużej mierze od ich wartości i własnego samozaparcia w celu lepszego poznania kultury i dorobku ludzkiego. Granie w gry niesie jednak ze sobą znacznie więcej korzyści, więc..

fanthomas212

fanthomas212

 

Ja i multi

Ostatnio stale gram tylko w jedną grę i nie jest to na przykład Dark Souls, tylko Homefront (WuTeEf? - dop. głos zza ściany), która zabiera mi dużo czasu, dając przy tym mnóstwo satysfakcji i szczyptę frustracji. Chodzi mianowicie o tryb multiplayer. Niedawno jeszcze jako zatwardziały singlowiec, plujący jadem na słowo multi (Jak można robić ciągle to samo? – ja sprzed kilku miesięcy) wpadłem w sieć (dosłownie) i jak dotąd nie bardzo chce mi się z niej wydostać. Robienie ciągle tego samego jest bardzo przyjemne. Mapy nie są za duże, ani za małe, lecz w sam raz. (To jest moje pierwsze multi od… od kiedy się urodziłem, więc mogę się nie znać na rzeczy) Tak jak kiedyś w dobrych  RPG-ach miało się ochotę na jeszcze jeden quest, tak tutaj jest syndrom jeszcze jednej rundy (Jeszcze jedna… Wiem, że jutro na siódmą. Jeszcze… Zaraz.. Już ósma?) Jako prawiczkowy gracz multiplayerowy po prostu jestem zachwycony trybem Terytorium pod kontrolą (czyli przejmowaniem baz) i trochę mniej deathmatchem. Może wkrótce napiszę jakąś mikro-recenzję dość słabego trybu singleplayer w Homefront, ale na razie nie odczuwam takiej potrzeby. Multi rządzi. (teraz następuje szyderczy śmiech gracza battlefieldowego)

fanthomas212

fanthomas212

 

Ostatnie pytanie w Milionerach było proste

Pewnie każdemu kiedyś zdarzyło się, że czytał jakąś książkę, oglądał film albo grał w grę i była ona super, aż do momentu finału, który okazywał się mierny i nieproporcjonalny do wielkości całości. Te chwile oczekiwania na moment rozwiązania zawiłej zagadki, czy poznania tożsamości sprawcy zbrodni... a potem klapa. Twórcy nie wybrnęli umiejętnie z budowanego napięcia, osiedli na laurach, czy coś tam jeszcze i zakończenie było po prostu kiepskie, naciągane, oderwane od reszty.  Przykładów jest na pewno mnóstwo, ale mi obecnie przychodzi do głowy serial Lost. Zakończenie podzieliło fanów, oferując więcej pytań, niż odpowiedzi. Ciekawe jak będzie z Grą o tron. Poziom oczekiwań jest wygórowany, więc pewnie twórcy znów przegrają w starciu z fanami.  No, czas pokaże.   Wracając teraz do tytułu, czyli pytania za milion w Milionerach, które powinno być tak trudne, że zniszczy planetę i pół kosmosu (dobra, dobra) i spowoduje opad szczęki do podłogi… No, nie. Emocje sięgają zenitu, a tu takie coś. Tysiąc razy tysiąc, czy coś takiego? Szkoda mi, bo czuję teraz niedosyt. Chciałem by to pytanie mnie czegoś nauczyło, zadziwiło poziomem – tak jak w przypadku niegdysiejszej Pomarańczarki. Finał Mass Effect 3 też zawiódł wielu i tak dalej… Czasem po prostu lepiej mieć mniejsze oczekiwania, wtedy nikt się nie będzie nerwów i frustracji.  

fanthomas212

fanthomas212

×