Zygomir_blog

  • wpisy
    6
  • komentarzy
    13
  • wyświetleń
    2007

O blogu

Blog z opowiadaniami

Wpisy w tym blogu

Zygomir

California Sun [muzyka]

Witam potencjalnych słuchaczy wink_prosty.gif

Nagraliśmy z zespołem pierwszy autorski utwór wink_prosty.gif

Jeszcze nie w pełni profesjonalnie (co nie znaczy, że zrobiliśmy amatorkę - wręcz przeciwnie), mamy świadomość tego, że możemy wiele rzeczy poprawić, ale i tak chciałem się tym z wami podzielić.

Przedstawiam:

The Street Gardeners - California Sun

Jeżeli macie uwagi - śmiało. Konstruktywna krytyka zawsze mile widziana.

Zygomir

Generalnie, pomijając szarą codzienność wojowania nad excelem, bawimy się z kumplami muzyką. Mamy zespół, marzenia i nadzieje. Ale walić to. Otóż jak zazwyczaj siedzimy nad materiałem autorskim, tak pewnego razu postanowiliśmy z jednym kumplem zrobić mały uboczny projekt coverowy.

Kasabian - Man of Simple Pleasures - fajny kawałek, niezły tekst.

Jeżeli się spodoba, to bardzo się cieszę. Jeżeli się nie spodoba? Trudno, wszystkich nie zadowolę wink_prosty.gif

Zapraszam do posłuchania na yt, link poniżej:

Zygomir

Witam,

starzy czytelnicy AM mogą mnie kojarzyć (choć niekoniecznie). Poniżej wrzucam swój nowy projekt, który mam zamiar kontynuować do poziomu pełnoprawnej opowieści SF. Co bardziej oczytani na pewno zauważą inspirację Alastairem Reynoldsem. I słusznie.

Zapraszam do lektury i wyrażenia swojej opinii.

"W cieniu ?Niezwyciężonego?"

Historia testis temporum, lux veritatis, vita memoriae, magistra vitae, nuntia vetustatis.

  • Marcus Tullius Cicero

17 czerwca 2020

- Stoimy właśnie na terenie kosmodromu Bajkonur gdzie trwają ostatnie przygotowania do rozpoczęcia najważniejszej misji kosmicznej w dziejach ludzkości. Już za niecałą godzinę odbędzie się start promu międzyplanetarnego ????C?. Na miejscu jest ze mną profesor Walentin Piotrowicz Rybakow, szef sekcji naukowej odpowiedzialnej za pomyślny lot naszej dzielnej załogi złożonej z najwybitniejszych przedstawicieli Wszechrepublik Związkowych. Panie profesorze, dlaczego właśnie dzisiejszy dzień został wybrany na rozpoczęcie misji załogowej na Marsa?

- Dzień dobry pani redaktor. Dzień dobry wszystkim państwu zebranym przed odbiornikami. Nasz Instytut Kosmonautyki już od niemal dekady przygotowuje się na ten lot i proszę mi wierzyć, nie jest to data przypadkowa. Po krótce jest to niezwykle sprzyjający czas dla tego ogromnego przedsięwzięcia ze względu na korzystne wzajemne położenie Ziemi i Marsa. Umożliwia nam to wykonanie tzw. manewru transferowego Hoffmana.

- Czy pan profesor mógłby wytłumaczyć widzom i słuchaczom na czym ów manewr polega?

- Oczywiście. Wielu ludziom wydaje się, zgodnie z naszymi ziemskimi nawykami, że droga najlepsza to ta, która jest jednocześnie najkrótsza.

- Trudno się kłócić z taką logiką.

- W warunkach interplanetarnych ? owszem, ale jeżeli mówimy o podróży międzyplanetarnej, w grę wchodzi bardzo wiele czynników, jak chociażby różna długość orbity ziemskiej od orbity Marsa, a zatem różne odległości od Słońca i co za tym idzie ? różne prędkości z jakimi nasze planety się poruszają. Może zapytam w ten sposób: czy czytała pani kiedyś ?Wojnę światów? Wellsa?

- Jak najbardziej.

- Bardzo dobrze. A czy pamięta pani w jaki sposób Wells przedstawił podróż Marsjan na Ziemię?

- Zostali wystrzeleni z działa.

- A w jakiej pozycji były wówczas planety?

- Z tego co pamiętam to znajdowały się w możliwie najbliższych sobie pozycjach.

- Dokładnie pani redaktor, dokładnie. Rzecz w tym, że Wells napisał wierutną bzdurę. Nawet gdyby wystrzelić jakiś obiekt z Marsa w kierunku Ziemi, w sytuacji gdy obie planety znajdują się najbliżej siebie, nie da to żadnego efektu ? po prostu w momencie gdy obiekt przeleci w linii prostej odległość jaka dzieliłaby w tym momencie czerwoną planetę od Ziemi, czyli 54 miliony kilometrów, Ziemi już tam nie będzie. Przesunie się na swojej orbicie. Czynników jest oczywiście znacznie więcej ? chociażby oddziaływanie grawitacyjne planet, choć nie ma sensu żebym w tej chwili udzielał tak obszernego wykładu. Wracając do tematu ? jeszcze jeżeli chodzi o podróż z Marsa w kierunku Ziemi mamy ten plus, że na obiekt będzie oddziaływać przyciąganie słoneczne, które sprawi, że potrzeba będzie mniej energii by nadać obiektowi odpowiednią prędkość. W naszym przypadku jest dokładnie na odwrót ? oddziaływanie grawitacyjne Słońca sprawia, że próbując dostać się z Ziemi na Marsa najkrótszą drogą, musielibyśmy dostarczyć znacznie więcej energii. Z punktu widzenia współczesnej technologii jest to zwyczajnie nieekonomiczne i niemalże niemożliwe bez tankowania w trakcie lotu.

- Stąd wspomniany przez pana manewr?

- Właśnie tak. Manewr transferowy Hoffmana pozwoli nam na wykorzystanie przyciągania Słońca by w możliwie najkrótszym czasie dotarli do schronów przygotowanych na powierzchni Marsa przez uprzednio wysłane łaziki automatyczne ? pamiętajmy że bez ochrony w postaci ziemskiej magnetosfery załoga promu będzie wystawiona na ciągłe działanie promieniowania kosmicznego, czas jest więc niezwykle istotnym czynnikiem.

- Rozumiem. Widzowie i słuchacze na pewno są wdzięczni za tak przystępne tłumaczenie, wyjaśnia to również dlaczego w odstępie dwóch kolejnych dni startują podobne misje Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i Konglomeratu Azjatycko-Pacyficznego. Panie profesorze, jeszcze jedno pytanie.

- Proszę aby było krótkie, jestem już oczekiwany w centrum dowodzenia misją.

- Naszych odbiorców na pewno interesuje jak długo będzie trwała podróż promu ?MAPC??

- Czas trwania etapu podróży obliczono na 260 dni, a więc osiem i pół miesiąca. W tym czasie ?MAPC? pokona odległość ponad 377 milionów kilometrów, a średnia prędkość przelotu wyniesie circa 4700 km/h. A teraz proszę mi wybaczyć pani redaktor, ale naprawdę muszę już panią opuścić.

- Bardzo dziękuję za wywiad. A rozmawiał ze mną profesor Walentin Rybakow ? przewodniczący Instytutu Kosmonautyki w Moskwie i szef sekcji naukowej misji promu międzyplanetarnego ?MAPC?. Z kosmodromu Bajkonur dla wiadomości Wszechrepubliki mówiła Wiera Żdanowa. Wracamy do studia i połączymy się ponownie by przekazać obraz ze startu promu ?MAPC?.

Rozdział I

Rok 2020, 15 listopada

Godzina 17:23 czasu wschodnioeuropejskiego

Segment mieszkalny promu ?MAPC?

Specjalista ksenologii i ksenolingwistyki Karina Wilk

- Siergiej, błagam? wyłącz to w cholerę. Ile można wałkować jedną płytę?

Karina podeszła do odtwarzacza i zaczęła grzebać w ustawieniach, próbując usunąć kolejkę utworów. Potrafiła znieść naprawdę wiele, ale trzy godziny z chórem Aleksandrowa to stanowczo zbyt wiele ? nawet jak na nią.

- Coś się przyczepiła? Jak ci nie pasuje to się przenieś do innego segmentu.

- Sam się przenieś, możesz słuchać muzyki gdziekolwiek, ale akurat wybierasz jedyny moduł rotacyjny.

W obecnej fazie lotu MAPC nie korzystał już z silników, które uruchomi dopiero w fazie hamowania w związku z czym na pokładzie panował stan nieważkości. Ponieważ jednak załoga po dotarciu do celu podróży nie mogła liczyć na kompleksową pomoc jakiej mogli oczekiwać choćby astronauci powracający ze stacji orbitujących wokół Ziemi, moduł mieszkalny obejmujący sekcję sypialnianą, kuchenną i rekreacyjną został zaprojektowany jako sporych rozmiarów wirówka, która obracając się, w najdalszych swoich częściach dawała pozory grawitacji, tworząc warunki podobne do tych jakie panowały na Ziemi. Wprawdzie MAPC został wyposażony w przyrządy do ćwiczeń i stymulacji mięśni, jednakże wydajność systemów recyrkulacji i wytwarzania tlenu była zbyt niska, by sześcioro załogantów na raz mogło poddawać się dzień w dzień rygorystycznym ćwiczeniom. Każdy miał swoją cotygodniową, obliczoną co do godziny turę. Dodatkowo moduł mieszkalny wyposażono w osłony przeciwpromienne. Karina nie była materiałoznawcą, ale wiedziała, że zastosowane rozwiązania były niezwykle drogie, a dostęp do potrzebnych surowców był bardzo utrudniony. Nawet budżet Instytutu Kosmicznego Wszechrepubliki nie byłby w stanie udźwignąć finansowego ciężaru zastosowania osłon na całej powierzchni statku. Z tego powodu załoga spędzała niemal każdą wolną chwilę w module mieszkalnym. Siłą rzeczy nie dało się uniknąć spięć.

- Słuchaj no ? zaczął Siergiej ? jestem odpowiedzialny za to, żeby dostarczyć nasze tyłki, w tym twój własny, bezpiecznie na powierzchnię planety, więc łaskawie zejdź ze mnie, co?

- Patrzcie go, szycha się znalazła. Prom jest do tego stopnia zautomatyzowany, że równie dobrze mogę wsadzić ziemniak w fotel pilota i efekt będzie ten sam.

- Znowu się kłócicie? ? Karina nawet nie zauważyła, gdy Oyunaa zeszła z osi statku ? Dajcie już spokój, albo idźcie ze sobą do łóżka i po sprawie.

- Z tym kacapem? W życiu. ? odparła Karina.

Jednak Oyunaa miała po części rację, w końcu była pokładowym psychologiem. Przed misją nikt tego wprost nie mówił, ale po cichu liczono, że gdy wsadzą do puszki trzech facetów i trzy kobiety, w prosty sposób będzie można ?niwelować napięcia?. Spece Instytutu Kosmonautyki, jak na klasycznych jajogłowych przystało uwzględniali jednak, że napięcia będą się tworzyć głównie na linii trzech samców ? wiadomo: każdy z nich to typ macho, wysportowani, inteligentni, doskonałe wyniki dotychczasowej służby, instynkt przywódczy, etc. Jednak faceci jak to zwykle ? gdy mieli coś do siebie, zwyczajnie dawali sobie po mordzie, a potem sztama. To właśnie damska część ekspedycji stanowiła element destabilizujący sytuację na promie. Głównie dlatego, że chłopcy szybko dali im znać, jakie są ich oczekiwania co do roli kobiet w misji na Marsa. Jednak Karina, Oyunaa i Ałtynaj nie dały sobie w kaszę dmuchać. W końcu, do cholery, nie były pierwszymi lepszymi laskami do kosmicznych podbojów dla pokładowych samców alfa ? każda z nich miała doktorat, każda była specjalistką w swojej dziedzinie. Ostatecznie jednak po dwóch miesiącach wojaży obie strony konfliktu musiały dojść do porozumienia, gdyż napięcie seksualne po obu stronach dawało się mocno we znaki. Zresztą porozumienie przyszło samo, gdy Karina przyłapała Oyunę na baraszkowaniu z Pakurim i stwierdziła, że ma już gdzieś celibat.

Wtedy właśnie pierwszy raz zaciągnęła do koi Siergieja. Po czasie stwierdziła, że był to jednak błąd, bo przykleił się do niej jak rzep do psiego ogona i na każdym kroku zabiegał o jej względy. Ostatecznie, zmęczona jego podchodami, zaczęła się coraz bardziej dystansować ? w końcu Siergiej zaczął się rewanżować organizując Karinie prawdziwy festiwal wiecznego wkurwiania.

Pomijając jednak drobne niesnaski, które były nieodzownym elementem małych społeczności zamkniętych na stałe w obrębie małego habitatu byli zgraną drużyną i koniec końców nikt nie podważał kwalifikacji innych członków załogi. Było to także o tyle trudne, że każde z nich pochodziło z innej części Wszechrepubliki. Siergiej był Rosjaninem, Lovra pochodził z którejś z pomniejszych republik bałkańskich, a Pakuri był Gruzinem. Żeńską część załogi stanowiły pochodząca z Mongolii Oyunaa, Kazaszka Ałtynaj no i Karina ? Polka. Ona sama zdawała sobie sprawę ze swojej, po części, marionetkowo-symbolicznej roli w ekspedycji marsjańskiej. Po rozpadzie Unii Europejskiej, Polska znalazła się między rosnącą w siłę Odrodzoną Republiką Weimarską, a tworzącą się na nowo ze zrębów byłego ZSRR Wszechrepubliką Słowiańską. Dosłownie między młotem a kowadłem. Ostatecznie jednak Wszechrepublika okazała się może nie tyle lepszą alternatywą, co raczej taką która nie dawała specjalnego wyboru w dziedzinie członkostwa. Mimo wszystko ten wymuszony mariaż wyszedł nadspodziewanie dobrze ? nowi włodarze wzięli sobie mocno do serca historyczne błędy popełnione za czasów Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Nie znaczyło to jednak, że Polacy przyjęli taką sytuację z uśmiechem na ustach. W sumie Karinę nawet bawił fakt iż została drugim Mirosławem Hermaszewskim.

Migająca lampka intercomu wyrwała ją z zamyślenia.

- Tu Karina, słucham.

- Bierz Siergieja pod pachę i chodźcie szybko na mostek!

To chyba Pakuri.

- Co jest?

- Mamy połączenie ze statkiem Konglomeratu. Pilnie potrzebują pomocy!

- Biegniemy ? odwróciła się od konsoli ? Siergiej, bierz dupę w troki. ?Osaka? ma jakiś problem.

Kontakt między statkami był sporadyczny. Polityczne niesnaski na Ziemi wprawdzie nie powinny mieć wpływu na przebieg misji, jednakże politycy co rusz starali się utrudnić zawiązanie się przyjaźni między poszczególnymi okrętami. Ponieważ systemy MAPCa kopiowały i przesyłały do politbiura wszystkie nieautoryzowane połączenia, rozmowy starano się ograniczyć do absolutnego minimum. Jeżeli ?Osaka? próbowała się z nimi skontaktować, to znaczyło że naprawdę muszą mieć problem.

Już w śluzie modułu mieszkalnego, gdzie nie było sztucznego ciążenia, człowiek zaczynał zdawać sobie sprawę z tego jak bardzo daleko jest od domu. W okresie przyspieszania mieli chociaż namiastkę ciążenia w całym statku, tak samo będzie, gdy rozpoczną procedurę hamowania przed wejściem na orbitę czerwonej planety. Uczucie nieważkości było jednak o tyle dojmujące, że dawało jasno do zrozumienia ? oddaliliście się już od domu, zaś cel podróży jest dla was równie odległy. Karina i Siergiej dosłownie ?wpłynęli? do kokpitu. Niewielkie pomieszczenie mieniło się setkami światełek reprezentujących stan poszczególnych systemów statku. Laik nie potrafiłby rozpoznać co jest czym, choć w rzeczywistości wcale by nie musiał. MAPC był do tego stopnia zautomatyzowany, że właściwie tylko w sytuacjach krytycznych wymagana była interwencja człowieka. Siergiej chełpił się pozycją pilota na statku (jako jedyny był wojskowym pilotem). Niemniej jednak jak słusznie zauważyła Karina, MAPC został zaprojektowany tak by nawet idiota był w stanie nim wylądować. W zasadzie wystarczyło ?nie chcieć się rozbić?, a resztę robił już komputer. Pakuri odwrócił się na dźwięk otwieranego włazu.

- Jesteście. Nareszcie.

- Co jest? ? spytał Siergiej ? Co się dzieje z Osaką?

- Dziesięć minut temu nadali sygnał SOS do nas i ?Vespucciego?.

- Próbowałeś się połączyć?

- Tak, nawet udało się na chwilę. Shugi? znaczy, kapitan Shuichi Yuugi, krzyczał, że są skanowani.

- Co?

- Wtedy wezwałem was.

- Spróbuj ponownie nawiązać kontakt.

- Próbowałem, nie da rady. ?Osaka? milczy.

- A ?Vespucci?? ? włączyła się Karina ? Czy Henderson wie coś więcej? Są bliżej ?Osaki?.

- Henderson to stary drań ? stwierdził Siergiej ? nawet jeśli coś wie, to nic nam nie przekaże. Pakuri, Shugi mówił coś o ?skanowaniu?? Kto ich skanował? ?Vespucci??

- Nie mam pojęcia Sierioża, ale Yuugi był naprawdę przerażony.

- Kolejny statek? ? spytała Karina.

- Przecież by nam chyba powiedzieli.

- Może sami nie wiedzieli.

- Wiesz dobrze, że to niemożliwe. Wszechrepublika ma najbardziej rozbudowany system satelitów i radarów pozahoryzontalnych spośród kosmicznych mocarstw. Nic nie wystartuje bez naszej wiedzy.

- Ma rację ? przytaknął Pakuri ? poza tym budowa tych statków kosztowała miliardy. Nawet budżet Wszechrepublik został mocno nadruszony, a przecież mieliśmy wszystkie potrzebne surowce na wyciągnięcie ręki.

- Dokładnie. Ani USAs, ani Konglomerat nie dałyby rady zbudować drugiego statku.

- A ktoś inny? ? dalej drążyła ? Weimar? Ich gospodarka prężnie się rozwija od czasu zajęcia Francji i Związku Iberyjskiego.

- Za wysokie progi na Weimaru nogi. ? obruszył się Siergiej - To stary trup. Nie mają surowców czy środków. Pakuri, jesteś pewien, że Shugi mówił o skanowaniu?

- Absolutnie.

Nagle rozbłysła nowa kontrolka. Blask czerwieni nie wróżył nic dobrego.

- Co do cholery? ? mruknął Pakuri.

- Co jest?

- Czujniki zbliżeniowe wykryły obiekt o średnicy czterech metrów.

- Kosmiczny śmieć?

- Niemożliwe. Sunie równo wzdłuż naszego kadłuba. Odległość dziesięć metrów. Wędruje od silników w kierunku kokpitu.

- Prędkość?

- Pół metra na sekundę.

- Sonda?

- W systemie nie ma żadnych danych. To na pewno nic z ?Osaki? i ?Vespucciego?.

- Więc skąd?!

- A skąd mam do cholery wiedzieć?! ? Pakuri spojrzał na monitor ? Obiekt wystrzelił w naszym kierunku wiązkę energii. Przepalają się obwody A i C w części mieszkalnej. Nic krytycznego.

- To atak? ? spytała Karina.

- Skanuje nas.

- [beeep].

- Co to jest?!

Światło.

Karina czuła wokół siebie jedynie pustkę. Po skórze wędrowało ciepłe światło. Czuła się naga, ale nie potrafiła spojrzeć w dół.

- Karina Wilk ? usłyszała głos. Żadnego echa, żadnego pogłosu. Nie potrafiła zlokalizować źródła dźwięku.

- Trzydzieści dwa cykle planety.

Chciała krzyknąć, zapytać co się dzieje. Nie czuła ust.

- Zdolności lingwistyczne. Mózg rozwinięty. Różnice w strukturze od ostatniego skanowania. Od ostatniego skanowania upłynęło: sześćdziesiąt pięć tysięcy czterysta trzydzieści dwa cykle.

Czuła jak ciepło światła zaczęło pulsować przesuwając się wzdłuż jej ciała.

- Kościec zmieniony. Delikatniejsza budowa. Zmniejszona masa tkanki mięśniowej. Pytanie: zmiana składu pożywienia? Stwierdzenie: 80% pewności.

Zapadła cisza. Światło zniknęło.

- Test fizjologii zakończony. Rozpoczynam procedurę psychometryczną. Podmiot świadomy, reaguje na bodźce. Rozpoznanie języka potwierdzone. Procedura psychometryczna za trzy? dwa?

Karina stała w hospicjum. Wolnym krokiem wchodziła po schodach na piętro. Za drzwiami numer trzydzieści sześć był jej dziadek. Rak płuc z przerzutami do mózgu. Facet, który całe życie pracował fizycznie i mimo drobnej postury miał siłę wołu, teraz już nawet nie reagował na bodźce z zewnątrz. Ciemnoniebieskie oczy zmieniły kolor na stalowoszary, nie było w nich już tej iskry, która oznaczała inteligencję. To były oczy wydmuszki. Godzinę temu zadzwonili do Kariny ? czas dziadka dobiegał końca, musi przyjść.

Trzydzieści sześć.

To tu.

Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem, a za nimi leżał jej dziadek otoczony przez pielęgniarki. Pusty wzrok skierowany w sufit. Nie czuła smutku ? to uczucie już dawno z niej spłynęło, zresztą nie można oczekiwać utrzymywania czyjegoś życia w nieskończoność. Zwłaszcza gdy jest to jałowa i bolesna egzystencja. Dziadek by tego nie chciał, całe jego życie to warsztat.

Jego oczy na chwilę rozbłysły żarem, którego już dawno nie widziała. Ich kolor na chwilę przybrał znów pierwotny odcień.

- Karina, jesteś.

I koniec. Oczy znów należały do wydmuszki ? jeszcze przez godzinę.

Ściany hospicjum zaczęły się rozmazywać. Karina na powrót znalazła się w nieokreślonej przestrzeni ? teraz snop światła skierowany był wprost na jej twarz.

- Badanie psychometryczne zakończone. Ekstrakcja wspomnień i informacji gatunkowej: zakończone?

- Ocena fizyczna gatunku: szybkie rozmnażanie, łatwe zmiany somatyczne przy niewielkich dawkach promieniowania jonizującego, nietrwałość łańcuchów DNA, krótkowieczność?

- Ocena psychiczna gatunku: psychika niestabilna, ograniczona inteligencja kognitywna, podatność na traumę?

- Ocena końcowa: gatunek niezdolny do trwałej ekspozycji na zmienne warunki PSN?

- Apendyks do oceny końcowej: gatunek zdolny do krótkotrwałej ekspozycji na zmienne warunki PSN?

- Decyzja: istnieje możliwość ewolucji, lub ewolucji wymuszonej w kierunku zgodności ze zmiennymi warunkami PSN.

- Przekazanie decyzji podmiotowi badanemu: Do czasu ponownej oceny, która nastąpi za sześćdziesiąt pięć tysięcy cykli ich planety oznaczonej symbole CX-7, zabrania się gatunkowi CX-7/2536?

Nagle Karina otworzyła oczy. Zza świetlika kokpitu widać było błyski w bliskości kadłuba. To ?Vespucci? ostrzelał sondę ? zabieg o tyle niebezpieczny, że sonda była niewielkim celem, a w dodatku znajdowała się raptem kilka metrów od kadłuba MAPCa.

- Pieprzony kowboj ? mruknął Siergiej, który również zaczął się wybudzać.

- Chyba nas uratował.

- [beeep] prawda, ratował własną skórę. Mieliśmy fart, że nie zrobili nam dodatkowego okna w poszyciu. Pakuri. Pakuri!

Pakuri nadal trwał w letargu. Wywalone białka oczu wskazywały na to, że prędko się nie zbudzi.

- Cholera, Pakuri! Do [beeep] z tobą! ? Siergiej wywołał na komunikatorze ?Vespucci? ? Henderson, ty sukinsynu przestań już strzelać! Obiekt zniszczony!

- Synu ? chropowaty głos należał do starszego mężczyzny ? nie będziesz mi mówił co mam robić na moim statku. Rozwalimy to w drobny mak.

- Już to rozwaliliście! Henderson, psia mać, jeszcze jedna salwa i możecie uszkodzić nasze poszycie!

- To nie moje zmartwienie. Dbam o bezpieczeństwo swojego okrętu. Jak dla mnie jesteście tylko zbędnym konkurentem o dogodne miejsce. A ponieważ jesteście na czele, to? sam rozumiesz.

- Pieprzony idiota.

- Skąd mają broń? ? Karina zaczęła dochodzić już do siebie ? Siergiej, skąd na ?Vespuccim? broń?!

- Nie zawracaj mi głowy kobieto! Skąd mam wiedzieć?! Dobrze, że mają bo cholera wie co to diabelstwo by z nami zrobiło.

- Już się nie przekonamy, za to zaraz Henderson może napytać nam biedy. Jest kontakt z ?Osaką??

- Nie. Czujniki pokazują, że wysiadła tam cała elektryka. Włącznie z systemem obiegu i odzyskiwania powietrza.

- Jezu? Musimy im pomóc Sierioża!

- Jak? Chcesz wyjść na zewnątrz w skafandrze manewrowym? I tak nie dostaniemy się do środka ? bez elektryki nie działają przecież grodzie.

- Ale musimy?

- W dodatku aktywność słoneczna jest tak duża, że promieniowanie usmaży cię w dziesięć minut. Nie mamy możliwości im pomóc.

Za świetlikiem pojawiła się kolejna seria rozbłysków. Kolejna salwa z ?Vespucciego? trafiła w cel.

- Co za bydlak? Karin, Shugi i jego ekipa są straceni. Nie możemy nic zrobić. ? Siergiej spojrzał na Pakuriego, który wciąż nie mógł się obudzić ? Weźmy go do ambulatorium. Musimy też sprawdzić co z resztą załogi.

Statek wydawał się sprawny. Były wprawdzie miejsca, gdzie widoczne były uszkodzenia elektryki, ale nie odnosiło się to do żadnych kluczowych systemów. Atak ?Vespucciego? również nie wyrządził poważnych szkód ? w jednym miejscu powierzchnia kadłuba została oczerniona, co ewidentnie było efektem użycia broni promieniowej ? Skąd USAs posiada taką technologię? ? pomyślała Karina. Nie miała jednak czasu na rozmyślanie, bo Siergiej zwołał zebranie załogi. Przynajmniej tej jej części, która była w stanie funkcjonować.

- Oyunaa, raport.

- Pakuri wciąż leży w ambulatorium, nie jesteśmy w stanie go wybudzić ze śpiączki. Ałtynaj i Lovra dochodzą do siebie w module mieszkalnym. Fizycznie wszyscy są zdrowi?

- A psychicznie ? zapytał z niepokojem Siergiej.

- Nie mam pojęcia? co to było Sierioża?

- Wiem tylko, że usmażyło elektrykę na ?Osace?.

- Mam pytanie ? wtrąciła się Karina ? to może zabrzmi dziwnie, ale? czy wy również mieliście? wizje w trakcie gdy to ?coś? skanowało statek?

Spojrzeli po sobie. Nie chcieli o tym mówić, każde miało nadzieję, że to może jedynie efekt uboczny działania sondy. Każde z nich pragnęło, aby to były tylko zwidy, ale teraz gdy poruszono temat, widać że sprawa tyczyła się wszystkich.

- Byłem na wycieczce w Ural z moim ojcem. ? zaczął Siergiej ? To był pierwszy raz gdy zamienił ze mną więcej niż dziesięć słów.

- Przynajmniej już wiadomo czemu z ciebie taki [beeep]. Masz przynajmniej szczęście, że przywołano u ciebie coś co można określić dobrym wspomnieniem. Ja musiałam ponownie przeżyć sytuację, gdy w podstawówce zsikałam się w majtki przy całej klasie. Wszyscy później przezywali mnie Oyunaa sikawka i wytykali palcami. A ty? ? spojrzała na Karinę.

- Widziałam ostatni przebłysk trzeźwego umysłu mojego dziadka. Zmarł na raka, gdy miałam czternaście lat.

Zapadła cisza.

- Widać to coś, ta sonda? ? zaczęła ostrożnie Oyunaa ? próbowała zebrać różne reakcje emocjonalne. Z każdego z nas wybierała coś innego. Tak jakby ustalała istotę ludzkiej psychiki w oparciu o różne doświadczenia życiowe.

- Jeszcze jedno: pamiętacie co było dalej?

- Dalej? Było coś ?dalej?? ? spytał Siergiej ? Nie, ocknąłem się zanim wspomnienie się skończyło.

- Hmmm? Karina ma rację. Było coś więcej. Coś o ocenie naszego gatunku do? cholera nie wiem do czego?

- Do PSN ? dokończyła Karina ? Zdolność naszego gatunku do zniesienia skutków krótkotrwałego i długotrwałego PSN. Cokolwiek by to było. I był jeszcze ten zakaz.

- Zakaz? Zakaz czego?

- Nie mam pojęcia. Atak Hendersona przerwał wizję.

Siergiej wstał i przeszedł nerwowym krokiem przez pomieszczenie konferencyjne.

- Cokolwiek to było ? zaczął ? wprawiało się.

- Wprawiało?

- Shugi? Kapitan Shuichi Yuugi i jego załoga mieli pecha. Sonda się dostrajała. Co mówił na początku głos? Że ostatni raz badano nas przeszło sześćdziesiąt pięć tysięcy cykli temu, czyli jak rozumiem mowa o obrotach Ziemi wokół Słońca. A więc sześćdziesiąt pięć tysięcy lat temu. Sonda zaczęła skanowanie ze zbyt dużą mocą, nie wiedząc, że uszkodzi w ten sposób ?Osakę?. Przy nas była już bardziej delikatna. Na tę chwilę jedynym poszkodowanym jest Pakuri. ? przerwał na chwilę myśląc intensywnie ? Oyunaa, Karina.

- Tak?

- Spiszcie wszystko co wiecie, muszę przygotować raport dla dowództwa Wszechrepubliki. Komputer obliczył kiedy mamy rozpocząć procedurę hamowania?

- Tak ? Karin spojrzała na wydruk ? Pierwszego grudnia powinniśmy uruchomić silniki. Do tego czasu zdążymy naprawić przepalone układy, a komputer wykona diagnostykę systemów i ustawi zwrot statku. Piętnastego lutego 2021 roku wejdziemy na orbitę Marsa.

- Miejmy nadzieję, że nie będziemy już mieli takich niespodzianek. Musimy też baczyć na Hendersona. Sukinsyn jest uzbrojony po zęby. ? Siergiejowi szczególnie ta myśl nie dawała spokoju ? Do tej pory ukrywał ten fakt i nie wiadomo kiedy chciał zrobić użytek z uzbrojenia ?Vespucciego?. Zresztą Karina słyszała jaki jest jego stosunek do naszego statku.

- Masz rację. Gdy tylko zdasz raport dla dowództwa, powinniśmy włączyć moduł zakłócania. ?Vespucci? ma nas w polu widzenia, ale odległość jest zbyt duża, by mogli nas trafić bez pomocy komputera.

Rozdział II

Rok 2094, 64 dzień II kwartału słonecznego cyklu Marsa

- Witam Państwa w programie ?Geopolitycznie o Układzie SOL?. W studiu jest ze mną profesor Javier Estevez ? przewodniczący instytutu badań stosunków międzyplanetarnych Ziemia-Mars. Dzień dobry panie profesorze.

- Dzień dobry, dzień dobry państwu.

- Panie profesorze, ostatnimi czasy wiele się mówi o dążeniu kolonii marsjańskiej do niezależności gospodarczej i politycznej. Jak pan ocenia, jakie są szanse na spełnienie tych dążeń?

- Moim zdaniem jest to zaledwie kwestia czasu. Najprawdopodobniej dekady, może dwóch. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że emancypacja Marsa spod ziemskich wpływów to proces, który rozpoczął się już około trzydziestu lat temu.

- Czy nawiązuje pan w ten sposób do konfliktu weimarskiego z 2059 roku?

- Owszem. Chociaż nazywanie tego wydarzenia ?konfliktem weimarskim? to spore niedopowiedzenie. Nazywając rzeczy wprost ? Republika Weimarska sprowokowała globalną, nieograniczoną wojnę, w którą wciągnięte zostały wszystkie najważniejsze potęgi światowe. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, Konglomerat Azjatycko-Pacyficzny i Wszechrepublika Związkowa, choć wcale nie dążyły w tamtym okresie do wojny. Pamiętajmy, że był to okres prosperity, w szczególności spowodowany sukcesem rozwoju kolonii na Marsie, a co za tym idzie dopływem surowców, które na naszej planecie były już na wyczerpaniu. To także rozwój technologii podróży kosmicznych. W 2049 roku do użytku weszła pierwsza stocznia orbitalna, która w wymierny sposób ograniczyła koszty związane z umieszczaniem wielkogabarytowych gwiezdników w przestrzeni kosmicznej. Niestety, działania Republiki Weimarskiej ? zarówno w sferze politycznej jak i prowokacji militarnych doprowadziły w końcu do destabilizacji równowagi trzech potęg.

- Musi się pan jednak zgodzić, że ostatecznie Ziemia wyszła z konfliktu bardziej zjednoczona niż kiedykolwiek wcześniej w historii.

- Rozumiem, że odnosi się pani do powstania Konfederacji Panterrańskiej? Oczywiście, umożliwiła ona stabilizację polityczną i gospodarczą, jednak cena jaką nasza cywilizacja musiała zapłacić? cóż, była zbyt wielka. Do dziś znaczne terytoria dawnych Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej są niezdatne do zamieszkania. A przecież mówimy tu o terenach industrialnych, takich które stanowiły podporę gospodarczą tego regionu. O Post-Europie, lub jak niektórzy chcą ją nazywać ? ?rejonach zeszklonych? nawet nie chcę mówić.

- Wciąż jednak Ziemia stanowi ośrodek gospodarczy i polityczny. Skąd więc teza o rychłej emancypacji kolonii marsjańskich?

- Proszę się chwilę zastanowić. Zgadzam się ? Konfederacja Panterrańska jest najpotężniejszą istniejącą na Ziemi organizacją gospodarczo-polityczną od czasów Cesarstwa Rzymskiego. Jednakże wojna, nie bójmy się tego nazywać w ten sposób ?ekhym? wojna weimarska i zagrożenia, która ze sobą niosła, spowodowała masowy odpływ elit w drodze migracji na Marsa. To byli ludzie zamożni ? biedaków przecież nie było stać na lot gwiezdnikiem ? intelektualiści i właściciele wielkiego przemysłu. To właśnie na fali tej imigracji i spowodowanego nią dopływu pieniędzy rozpoczął się okres najbardziej dynamicznego rozwoju kolonii. Nawet ?Wielka Koncepcja Terraformacji? miała swój początek właśnie wtedy ? przed napływem zamożnych kolonistów z Ziemi nikt nawet nie zastanawiał się nad przystosowaniem Marsa do utrzymywania życia.

- Jednakże główne ośrodki przemysłowe są wciąż zlokalizowane na Ziemi.

- Jak najbardziej. Natomiast są one własnością osób przebywających obecnie na Marsie. I gwarantuję pani, że te właśnie osoby od niemal trzydziestu lat starają się sformułować plan, który pozwoli im te wszystkie środki produkcyjne przetransferować na Marsa. Majątki, które pozostały na Ziemi są wciąż zagrożone ? obecnie nie przez ryzyko kolejnego konfliktu, ale choćby przez bardziej lub mniej realną wizję państwowej ekspropriacji tych właśnie ?marsjańskich majątków?. Zasadniczo jedyne co powstrzymuje rząd Panterrański od podjęcia takich działań to zależność naszego przemysłu od dostaw surowców z Marsa. Zresztą tak samo jak Mars polega na dostawach gotowych produktów z Ziemi. To wymuszona symbioza.

- Ale?

- No i jest jeszcze jeden, niezwykle ważny czynnik, który jest pomijany przez większość analityków. Obecnie do władztwa nad pozostawionymi na Ziemi majątkami, dochodzi pierwsze pokolenie elit urodzone już na Marsie.

- Wciąż jednak mówimy o ludziach. Pochodzą z Ziemi, tu są ich korzenie.

- Niekoniecznie by się z panią zgodzili. W znacznej większości nigdy na niej nie byli. Co najwyżej oglądali zdjęcia z czasów jej ekologicznej świetności. Natomiast co dzień widzą arkusze kalkulacyjne pełne informacji odnośnie kosztów transportu surowców wydobywanych na Marsie oraz produktów wytworzonych na Ziemi. Tylko głupiec nie planowałby przeniesienia ośrodka produkcji tam, gdzie znajduje się źródło wymaganych do niej surowców. Jeżeli taki scenariusz wejdzie w życie, oznacza to koniec symbiotycznego związku Ziemi i Marsa. Zaś za przeniesieniem środka ciężkości w gospodarce, pójdzie także potrzeba wytworzenia nowego ośrodka politycznego.

- Czy taki scenariusz jest realny?

- Nie tylko realny, ale niemalże historycznie konieczny. To w zasadzie powtórzenie modelu powstania Stanów Zjednoczony Ameryki. Podkreślenia wymaga również fakt, iż już w tej chwili na ukończeniu jest pierwsza autonomiczna marsjańska stocznia orbitalna, a to oznacza że do faktycznej emancypacji Marsa spod władzy Konfederacji Panterrańskiej jest już tylko maleńki krok.

- Dziękuję za tak obszerną wypowiedź. Być może nasi przedstawiciele Rady Konfederacyjnej oglądają nas i wezmą sobie do serca przedstawione tu analizy profesora Javiera Estevez. A dla Programu Pierwszego Konfederacji Panterrańskiej mówiła Judith Krantz.

Godzina 13:48 czasu orbitalnego ? Mars

Inżynier konstrukcji orbitalnych Horacy Pollus

- Horacy, tu centralny moduł sterowania, zgłoś się ? Horacy czuł jak dźwięk wypełnia jego głowę, wciąż nie potrafił przywyknąć do implantu komunikacyjnego, który zainstalowano w jego czaszce ? Horacy, zgłoś się.

- Sterownia, co jest? ? burknął niecierpliwie.

- Wysiadł twój lokalizator, potrzebujemy informacji w którym segmencie wykonujesz prace.

- To będzie chyba? - zawahał się ? Czekaj sterownia sprawdzę oznaczenia modułu. ? otworzył e-papierowy notatnik na przedramieniu skafandra konstrukcyjnego ? Jestem w segmencie BCC-A-2, tuż pod dokiem.

- Horacy, czy dziś miały tam być wykonywane jakiekolwiek roboty? Jesteś pewien?

- Absolutnie. Było trochę niedoróbek po tej ekipie z osiedla Vesuvio?

- Po tych, którzy mieli być specjalistami w dziedzinie spawalnictwa próżniowego?

- Dokładnie. Sprawdzałem wczoraj spawy w konstrukcji nośnej i znalazłem co najmniej kilka wymagających poprawek.

- Przysłać ci kogoś do pomocy?

- Nie trzeba, dziś to skończę.

- Ok. W razie czego daj sygnał, a znajdziemy jakąś wolną parę rąk. Nie zapomnij pod koniec zmiany przekazać danych ze skafandra. Zbliża się koniec miesiąca i obowiązkowe pomiary radiologiczne. Centralny moduł sterowniczy rozłącza się.

- W końcu ? pomyślał Horacy. Kłamał. Już dawno poprawił robotę tych matołów z Vesuvio, potrzebował jednak wymówki, by móc się wymknąć. Uszkodzenie oprogramowania lokalizatora również było błahostką. Kierownictwo robót nie mogło się dowiedzieć, że wykorzystuje sprzęt Korporacji w innym celu niż praca. Przede wszystkim zaś nie mogło się dowiedzieć, że Horacy regularnie opuszcza swoje stanowisko robocze. Wisiał około czterystu metrów powyżej zrębu olbrzymiej konstrukcji orbitalnej ? pierwszej marsjańskiej stoczni.

Był zaangażowany w ten projekt odkąd skończył siedemnaście lat. Zaczynał od czyszczenia sprzętu powracającego z prac na orbicie, potem przygotowywał skafandry konstrukcyjne, pracował w wydziale odpowiedzialnym za testowanie jakości elementów złożeniowych. Powoli piął się po szczeblach kariery biorąc udział w największym marsjańskim przedsięwzięciu inżynieryjnym oprócz ?Wielkiej Koncepcji Terraformacji?. Teraz wisiał w przestrzeni obserwując olbrzymią konstrukcję ? długą na dziesięć i szeroką na sześć kilometrów. Czuł prawdziwą dumę. To była największa i najnowocześniejsza stocznia orbitalna jaką do tej pory zbudował człowiek. Była niemal dwukrotnie większa od podobnych jej konstrukcji na orbicie Ziemi. Zaś koszt jej budowy? to lepiej w ogóle przemilczeć. Dość powiedzieć, że z powodu braku zaawansowanych technik produkcyjnych na Marsie, zdecydowana część elementów musiała być wytwarzana w ziemskich faktoriach i dostarczana za pomocą gwiezdników holowniczych. To nie tylko pieniądze, ale i czas ? nawet pomimo stałych szlaków handlowych i znacznego postępu w dziedzinie lotów kosmicznych (zwłaszcza zastosowania bezzałogowych gwiezdników na rutynowych trasach co pozwalało na bardziej gwałtowne przyspieszenia i hamowania) w dalszym ciągu przelot zajmował w najlepszym wypadku ziemski kwartał. To stanowczo zbyt długo.

Nagle omiótł go snop światła.

- Co do cholery?!

- Horacy, co ty tu robisz?

Od tyłu nadleciała korweta. Jak go znaleźli?

- Zostawcie mnie w spokoju, sporządzam raport ze stanu wizualnego stoczni.

- Skończ te bzdury Horacy, twój ojciec cię wzywa.

- Moja zmiana kończy się za cztery godziny. Przekaż mu, że wtedy możemy porozmawiać.

- Naprawdę tak chcesz to załatwić?

Horacy nawet nie zdążył zareagować, gdy serwomechanizmy skafandra otrzymały sygnał awaryjnego odłączenia kontroli użytkownika. Unieruchomili go.

- Kutas?

- Co tam mamroczesz? Mogliśmy to załatwić po ludzku.

- Nie bój się, po ludzku dam ci w ryj przy najbliższej okazji.

- Taka się szybko nie pojawi, gwarantuję.

Luk korwety otworzył się wypuszczając zewnętrzny mechaniczny manipulator, który pochwycił uprząż skafandra i wciągnął go na pokład. Horacy mógł już tylko czekać.

*

Horacy został wprowadzony do przestronnego biura na jednym z najwyższych pięter wieżowca Korporacji. Zawsze uważał, że to straszliwa głupota przywleczona ze starymi ziemskimi nawykami. Im wyższy budynek, im wyższe piętro, tym większe zagrożenie ze strony promieniowania kosmicznego. Szczególnie w warunkach marsjańskich gdzie niemal nie istniała magnetosfera. Wieżowce obijano więc zewsząd osłonami radiacyjnymi ? zwyczajne marnowanie surowca. Jednak pomimo zagrożenia, ludzka natura wymagała symbolicznego aktu nadrzędności jednostki nad innymi ? choćby przez fakt zajmowania wyższego piętra budynku.

Podłoga, ściany i sufit pokryto marsjańskim granitem, zaś wzdłuż biura rozstawiono kolumny dające złudzenie podtrzymywania stropu, choć w rzeczywistości były jedynie dekoracją. Horacego zawsze bawiły odniesienia do Starożytnego Rzymu. Pierwsi imigranci ziemskich elit, nie mogli pozostawić powstającej kultury kolonii marsjańskich bez swoich wpływów. Ktoś uznał, że cesarstwo rzymskie to idealny wzorzec estetyczny dla surowych warunków czerwonej planety ? z każdym kolejnym rokiem odwołania były coraz wyraźniejsze. Do tego stopnia, że elity, które zaczęły nazywać się patrycjuszami, zaczęły nadawać swoim dzieciom łacińskie imiona ? sam był zresztą tego przykładem. Taka maniera spodobała się niektórym do tego stopnia, że zmieniali swoje dotychczasowe imiona i nazwiska na wzór rzymski by nadać sobie pozory bardziej szlachetnego pochodzenia. Wkrótce i reszta kolonistów przyjęła to za obowiązujący trend, identyfikując się z plebejuszami. Miasta i ośrodki kolonizacyjne również zaczęto nazywać zgodnie z obowiązującą ?rzymską? modą. Zwykła głupota i chęć wyróżnienia kolonii jako czegoś lepszego niż ziemski grajdołek. Horacy z jednym się zgadzał ? Mars nie miał żadnych tradycji, więc trzeba je było stworzyć. Nie był jednak pewien, czy przyjęto właściwe założenia. Przynajmniej kwestii niewolnictwa nikt nie miał odwagi poruszyć.

Za biurkiem, daleko w głębi pomieszczenia, siedział starszy mężczyzna w idealnie skrojonym garniturze. Cała jego postać wręcz mówiła: ?tak, ja dowodzę tym bajzlem?.

- Synu, czy nie pozwoliłem ci, choć to było absolutnie niezgodne z moją wolą i przekonaniami, żebyś pracował przy budowie stoczni?

Horacy nie odpowiedział.

- Pozwoliłem. Czy ukryłem twoją tożsamość w dokumentach Korporacji ?bo nie chcę żeby nazwisko miało wpływ na moją pozycję wśród innych pracowników?? Ukryłem. ? mężczyzna zapadł się mocniej w olbrzymi skórzany fotel i wziął głęboki oddech ? Dlatego wytłumacz mi proszę: czemu do [beeep] nędzy nie potrafisz wykonać prostego polecenia?! Tak ciężko ci się wybrać do własnego ojca?! A może się mnie wstydzisz, co?! Tak bardzo już nasiąkłeś powietrzem plebsu?!

- Pół życia traktowałeś mnie jak powietrze ? zaczął Horacy ? a gdy już w końcu dotarło do twojego pustego łba, że ci jaja zwiędły, to nagle przypomniałeś sobie, że miałeś dzieciaka na lewo. Naprawdę się dziwisz, że mam cię w dupie?

- A co cię obchodzą moje motywy? Nie możesz mi zarzucić, że nie interesowałem się tobą i matką. Obojgu wam nigdy niczego nie brakowało, żyliście niemal jak patrycjusze.

- Moje życie było znacznie lepsze, gdy nie musiałem cię oglądać.

- Tak ci się tylko wydaje. Byłeś szczeniak i wszystko wydawało ci się lepsze.

- Do rzeczy. Po co mnie tu ściągnąłeś? Przecież nie przez nagły przypływ miłości rodzicielskiej.

Zza kolumny wyszedł człowiek w wojskowym mundurze. Wysokiej rangi oficer około sześćdziesiątki.

- No proszę ? zanosił się śmiechem ? Juliuszu, to musi być twój syn. Byłeś kiedyś dokładnie takim samym dupkiem.

- Horacy ? ojciec wstał z fotela, co niezwykle rzadko mu się zdarzało ? poznaj Gajusza Flawiusza, generała floty Bieguna Północnego.

- O co tu do cholery chodzi?

- Chłopcze nieco szacunku dla staruszka ? upomniał go żołnierz ? zaraz wszystkiego się dowiesz.

- Synu, od pewnego czasu badałem różnych kandydatów. Zapewniam cię, że nasze pokrewieństwo genetyczne nie ma z tą decyzją nic wspólnego ? Horacy spojrzał na obu mężczyzn.

- Jaką decyzją?

- Gajuszu?

- Chłopcze, jak oceniasz stopień gotowości stoczni?

- Około dziewięćdziesiąt procent. W tej chwili skupiamy się na wyszukiwaniu i eliminacji jakichkolwiek błędów konstrukcyjnych.

- Ile to potrwa? Konkrety ? ponaglił go ojciec.

- Dwa miesiące marsjańskie. To największy tego typu obiekt.

- Wiemy o tym ? syknął generał ? nie chrzań mi tu o rzeczach oczywistych. Dwa miesiące to za długo. Daję ci miesiąc.

- Mnie? Ja jestem tylko spawaczem.

- [beeep] prawda. Wiesz o tej stoczni więcej niż którykolwiek z gryzipiórków, którzy non stop pchają nam kit.

- Synu, posłuchaj mnie uważnie. Nadszedł czas żebyś zrzucił ten swój wyimaginowany kamuflaż i przyjął na siebie odpowiedzialność jaka spoczywa na tobie z racji urodzenia. Od jutra jesteś zarządcą całego projektu.

- Pogięło cię? Jestem spawaczem. Nie znam się na wykresach, budżetach i całym tym syfie.

- Nie musisz, będziesz miał od tego ludzi. Ciebie interesuje tylko i wyłącznie zakończenie projektu. Bez względu na koszt. Nikt nie będzie ci robił problemów. Ta stocznia to także wielki sukces dla lokalnych władz ? przychylą ci nieba, bylebyś tylko wykonał zadanie.

- Ale?

- Żadnego ?ale? chłopcze ? przerwał mu Gajusz ? Jeden marsjański miesiąc. To moje ostatnie słowa. Mamy zbyt wiele do stracenia, żeby znajdować miejsce na twoje wątpliwości.

*

Rok 2091, 92 dzień III kwartału wg. słonecznego cyklu Marsa

Ośrodek badań marsjańskich na równiku

Instytut Geodezji

Profesor Natasza Walentynowicz Rybakow

Natasza odpaliła papierosa. Oryginalny, ziemski ? jeden z ostatnich przedwojennych egzemplarzy z prawdziwego tytoniu. Wiele osób stwierdziłoby, że szaleństwem jest spalenie dla przyjemności czegoś, co warte jest małą fortunę. Była jednak zbyt bliska odkrycia całkowicie nowego minerału ? czegoś co wywróci do góry nogami tablicę Mendelejewa ? aby odmówić sobie takiej przyjemności. Była pewna, że coś podobnego nigdy nie występowało w warunkach ziemskich.

- Pani profesor coś mamy ? zabrzmiał interkom ? Pole anomalii grawitacyjnych. Odchylenia są delikatne, ale jednak widoczne. Losowe zmiany. Musimy być bezpośrednio nad złożem.

Wykrywacze zmian pola grawitacyjnego wprawdzie były znane już od początku wieku, jednak dopiero Natasza z pomocą ojca była w stanie osiągnąć poziom dokładności pomiaru odpowiedni by można było wykrywać niezwykle drobne wahania. Takie jakie występują, gdy zmienia się gęstość materiału budującego dany fragment płaszcza planety. Im materiał gęstszy, tym zazwyczaj większa jest jego masa. Jeżeli zaś masa materiału jest większa, wówczas zwiększa się również moc przyciągania grawitacyjnego ? zmiany są tak drobne, że aż niedostrzegalne dla organizmów żywych, czy nawet względnie dokładnych urządzeń pomiarowych. Jednakże sieć satelitów Instytutu Geodezji wyposażonych w aparaturę pomiarową profesor Rybakow, był w stanie te drobne zmiany wychwycić.

Badając losowe fragmenty struktury Marsa, ekipa Nataszy natrafiła na zadziwiającą anomalię grawitacyjną. Testy gruntu przy pomocy ładunków wybuchowych wskazywały, że gęstość budulca nie różni się od jakiegokolwiek innego miejsca, które dotąd badano. Standardowa mieszanka gleby A jednak pomiary satelitarne wskazywały na to, że grawitacja jest wyjątkowo niska, nawet jak na strefę równikową. Kolejne miesiące upływały Nataszy na poprawianiu i kalibracji urządzeń ? nie mogło być mowy o jakiejkolwiek pomyłce. Bo jeśli miała rację, to właśnie odkryła coś, o czym nie śnili najlepsi ziemscy fizycy...

Ciąg dalszy nastąpi.