Kącik Yody

  • wpisy
    156
  • komentarzy
    854
  • wyświetleń
    78451

O blogu

Blog dotyczy spraw okołogrowych. Najczęściej zamieszczam swoje felietony i przemyślenia. Poza tym pojawiają się rozmaite "mądrości" pisane o grach w książkach, na stronach internetowych itd.

 

Wpisy zamieszczone na blogu są pisane przeze mnie i wyrażam w nich moją opinię na rożne tematy. W przypadku chęci skorzystania z fragmentu lub całości wpisu proszę o zaznaczenie źródła i informację na PW.

 

Zapraszam też do odwiedzania i polubienia strony bloga na Facebook'u.

 

Blog ma charakter rozrywkowy i nie ma na celu ośmieszenia lub obrażenia jakiejkolwiek osoby.

Wpisy w tym blogu

MajinYoda

Jest to ostatni przedwakacyjny wpis, więc idźmy dalej z książką z wpisu sprzed dwóch tygodni:

Cytuj

(…)Ostatnio Batman, Spiderman i inni bohaterowie amerykańskiego komiksu, często przedstawiani także w formie kreskówek, przegrywają z samurajami (Akiro oraz Masurao) i „Lolitkami” z japońskich powieści obrazkowych Manga.

Pytanie do znawców – czy „manga” nie oznacza po prostu „komiks”? Nie ma chyba potrzeby dodawać „powieść obrazkowa”, bo jest to masło maślane. Równie dobrze można było napisać „powieść obrazkowa Komiks”.

Cytuj

Japońskie komiksy Manga do niedawna uważane za godną potępienia apoteozę pedofilii, stają się coraz popularniejsze w Europie, a ostatnio także w Polsce. Dotarły do nas przed kilkoma laty, głównie za sprawą telewizji, emitującej filmy o sportowych wyczynach jej bohaterów.

Nie czytałem mangi od dawna (kiedyś, dawno temu, czytałem jeden z zeszytów DBZ), więc nie wypowiem się o pedofilii w niej zawartej – może ktoś zabierze głos? Mam jednak wrażenie, że Autor czytał jakieś hentai…

Co do drugiego zdania – co to za filmy o wyczynach sportowych bohaterów telewizji? Ktoś-coś? :)

Cytuj

(…) Rozróżniamy komiksy przygodowe, wojenne, sportowe, policyjne, fantastycznonaukowe, obyczajowe, historyczne, przyrodnicze, muzyczne i komediowe.

Komiks muzyczny? W sensie, że gra jak go otworzymy?

5d0b93e43776ed1900ec41f60ce2cfcfd1380e1a

Cytuj

Tematyka jest tutaj ściśle podzielona i nie dochodzi do zmiksowania gatunków.

A to ciekawe… mam dziwne wrażenie, że w żadnym produkcie (komiksie, filmie, grze itp.) nie da się osiągnąć czystego gatunku. Taki, nadużywany przeze mnie, Dragon Ball to, chyba, przygodowy i komediowy by był. Jak sądzicie?

Cytuj

Dyskusje nad komiksami Manga wywołała wiadomość że jeden z odcinków serialu filmowego Pocket Monster, pokazywanych w japońskiej telewizji, wywołał u oglądających napady epilepsji lub konwulsji. Okazało się, że powodem było połączenie sekwencji migotania kolorów, w określonych odstępach miedzy nimi (…). Efekt (…) był tak porażający dla młodych widzów, że emisję serialu wstrzymano na okres ponad trzech miesięcy.

Tu nie mogę się spierać – takie wydarzenie miało miejsce. Choć przydałoby się, żeby Autor dodał, ze 685 młodych Japończyków trafiło do szpitala z objawami epilepsji (źródło), a także, że felerny odcinek nie został wyemitowany w innych krajach. Oraz, że twórcy zmodyfikowali ten i inne odcinki, by nie dochodziło do podobnych sytuacji. Czyli, innymi słowy, zachowali się w porządku. Ale te słowa chyba Autorowi nie przeszłyby przez pismo ;).

Cytuj

Wyróżnikiem japońskich komiksów są erotyczne przygody wielkookich i długonogich panienek, które wyglądają jak uczennice szkoły podstawowej lub średniej.

Jak nic obraz Smerfów, Muminków i Pszczółki Mai. Choć w sumie dobrze, że Autor ich nie zauważył, bo oni tam cały czas są NADZY! Albo bardzo skąpo ubrani.

Choć Autor chyba oglądał/czytał jakieś „hentaje”. Jak sądzicie? ;)

Cytuj

W komiksach subtelna gra z czytelnikiem lub widzem polega na tym, że niedwuznaczne sceny mają miejsce przeważnie w wyobraźni cartoonowych {sic!} bohaterek. Filmy komiksowe {co to za Czort?} Manga i Anime stanowią pewien rodzaj młodzieżowej rozrywki pop-kulturowej.

Nie wiem czemu, ale cały ten fragment wygląda jak znany dowcip:

Kowalski poszedł na komisję poborowa. Po badaniach, wziął go na rozmowę seksuolog.
Narysował mu kółko:
- Kowalski, co to jest ?
- Goła baba...
Narysował mu kwadrat:
- A to?
- He, he, goła baba...
Na koniec, narysował mu trójkąt:
- No a to, przyjrzyjcie się dobrze.
- Też goła baba...
- Kowalski, wy jesteście zboczeni!!!
- Jaaa??? A kto mi te gołe baby rysował?! 

 

Idźmy dalej:

Cytuj

Pedagogów niepokoi duża oglądalność telewizji przez dzieci, a zwłaszcza filmów fabularnych i kreskówek, przesyconych agresją. Z badań przeprowadzonych w październiku 1997 roku dla „Gazety Wyborczej” wynika, że w najczęściej oglądanych programach ogólnopolskich: TV1, TV2, Polsacie oraz telewizji TVN jeden obraz przemocy przypadł średnio na 2,4 minuty.

Nie będę się z tym spierał – pewnie tak było. Ale jedno mnie zastanawia - czym są TV1 i TV2? Chyba Autorowi chodziło o TVP1 i TVP2 – takie nazwy istniały już w 1997 roku. Ale - co właściwie było badane? Specjalnie przepisałem całość, by móc to rozstrzygnąć, ale nie mam pewności. Jeśli była to cała ramówka wymienionych telewizji to te 2,4 minuty to jakoś mało… Coś mi tu też nie pasuje – czy badania były prowadzone przez cały październik? Przecież TVN ruszył dopiero 3.10.1997. A może był to wybrany dzień? Takie informacje się podaje – inaczej można je wrzucić do kosza.

Cytuj

Co 145 sekund ktoś kogoś bił, mordował, kopał. Albo przeklinał, obrażał, poniżał, albo złościł się. Albo widać było człowieka zabitego lub rannego.

Wicie co? Specjalnie trochę pogrzebałem i znalazłem ramówkę tych stacji – link – i zapoznałem się z niektórymi programami. I wiecie co? Nie wiem czy doliczyłbym się „średnio 2,4 minuty” przemocy. Ale podkreślam – zależy co uznać za przemoc i jaki był czas trwania badań. I co brano pod uwagę.

Czas przejść dalej - do gier ;):

Cytuj

Badania diagnostyczne wskazują, ze agresja jest treścią około 95 proc. gier komputerowych.

I już wiecie skąd pochodziły dane z niedawnego wpisu. Tu źródła wprawdzie brakuje, ale co – nie uwierzycie naukowcowi na słowo?

Cytuj

„Zabawa” w grze polega na walce z różnymi istotami – ludźmi, zwierzętami, stworami fantastycznymi. Do walki używane jest zróżnicowane uzbrojenie: dzidy, rewolwery, maczugi, a nawet broń laserowa.

Łeee… żadnych robotów? Ani magii? Coś marne gry Autor „badał” :P.

Cytuj

(…) W zależności od możliwości technicznych sprzętu i rodzaju gry animacja jest zróżnicowana – od prostej, jak w filmach rysunkowych, do realistycznej włącznie.

Oto przykład jak jednym prostym zdaniem opisać grafikę w grach :). Nie jestem jednak pewien czy określenie „prosta grafika” można odnieść do takiego „Króla Lwa” z 1994 roku. Choć, oczywiście, należałoby jeszcze przyjąć definicję „filmu rysunkowego”, czego Autor nie zrobił.

Cytuj

Możliwe jest włączenie dodatkowych opcji, pozwalających na przykład na dokładne obejrzenie zabitego przeciwnika, spojrzenie mu w oczy, podeptanie zwłok nogami. {a da się deptać czymś innym?}

Mam dziwne wrażenie, ze już to gdzieś czytałem… ktoś musiał to przepisać o Autora :). Szkoda, że Autor nie dał żadnego przykładu gry z taką opcją – pamiętam, że nawet w ultrabrutalnym SoF była przeciwna opcja…

Cytuj

(…) Obraz uzupełnia odpowiednio dobrana muzyka, krzyki, jęki, odgłosy wybuchów.

Jak nic obraz Need for Speeda i FIFA 1999 :P.

Cytuj

Śmierć w grze nie boli i nie powoduje żadnych konsekwencji. Odwrotnie – zabijając przeciwników, można zyskać „nowe życie”, by moc grać dalej. I zabijać.

Dobra, był rok 2000, niektóre gry jeszcze miały życia. Taki Half Life na przykład.

Cytuj

W grach komputerowych nie istnieją kary za zabijanie. Tylko premie. Gry typu Wolf, Doom, które polegają na wirtualnym unicestwieniu postaci ludzkich, odnoszą znaczne sukcesy komercyjne. Gry te są najbardziej popularne wśród dzieci w wieku 7-14 lat i mają niewątpliwy wpływ na ich dalszy rozwój.

„Wolf”? Nie mam 100% pewności, ale wydaje mi się, że jednak Autor powinien był podać pełny tytuł. Niemniej, tym razem doboru tytułów się nie przyczepię – bo te gry były wtedy jeszcze popularne. Mogę się za to przyczepić wymienienia tylko tych złych gier. FIFA i NfS też były wówczas popularne :D. Nie wspominając już o karach w postaci „gwiazdek” z GTA2 (tak, wiem, tam były głowy policjantów :)).

Cytuj

(…)Dzieci szukają przyjaźni wśród bohaterów gier komputerowych, przejmując negatywne wzorce zachowań.

No, ja to się zaprzyjaźniłem swego czasu z Claudem (Speedem?) z GTA 2. I tak jak on umiem wysadzać samochody i przeskakiwać nad nimi. Widok z góry trochę utrudnia mi życie, ale daję radę.

Cytuj

(…)Istnieje silna korelacja pomiędzy oglądaniem agresji w wieku 8 lat a późniejszym wykorzystywaniem przemocy w życiu. Jak wynika z przeprowadzonych badań {jest przypis :D}, chłopcy w wieku 12-15 lat zajmujący się grami komputerowymi o agresywnej treści co najmniej 10 godzin w tygodniu są bardziej agresywni niż chłopcy nie mający w domu komputera i nie korzystający z gier.

I tu nasuwają się dwa pytania – pierwsze: co jest ze mną nie tak? Oraz z setkami, tysiącami nawet, graczy, którzy nie mordują innych? I drugie – co z dziewczętami? Rozumiem, ze wspomniane badania pochodziły z 1997 roku, ale takie stereotypowe podejście nigdy nie było dobre w nauce (choć to akurat zarzut do Autorki oryginalnych badań, a nie do Autora).

 

Już prawie koniec – czas na porównanie obu omawianych przez Autora mediów:

Cytuj

(…) Przy oglądaniu telewizji trening ogranicza się jedynie do wielokrotnego obserwowania podobnych obrazów, chyba, że sceny agresji są nagrane na taśmę wideo.

Nie rozumiem tego zdania. To znaczy, że przemoc oglądana „na żywo” w TV jest lepsza od tej nagranej? Ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć o co Autorowi chodziło?

Cytuj

W grach komputerowych gracz sam dokonuje aktów agresji. Mimo, ze jest to agresja stymulowana, a nie dokonywana w rzeczywistości, gracz oswaja się z nią i nabiera w niej wprawy.

Nie jestem na 100% pewny, ale Autor miał chyba na myśli „agresję symulowaną”. Za to musze przyznać Autorowi rację w drugiej części fragmentu – ostatnio zaklinałem myszka dwóch dresów (nie zabiłem ich, bo jestem dobrym graczem).

Cytuj

W wieku 6-14 lat dziecko może zobaczyć w telewizji od kilkunastu do kilkudziesięciu scen gwałtów i przemocy, natomiast korzystając z gier, może dokonać wielu morderstw symulowanych. W tym ostatnim przypadku nie jest jedynie obserwatorem przemocy, ale i jej sprawcą, co ma o wiele poważniejsze implikacje.

Chyba oglądałem niewłaściwe programy w telewizji :/. Może niezbyt dokładnie oglądałem moją ulubioną (w tamtym czasie) „Ciuchcię”? Hmm…

 

547149cbaca6f.jpg

 

Na tej refleksji zakończę. Życzę Wam udanych, bezpiecznych i leniwych oraz growych wakacji! :) Do zobaczenia we wrześniu!

MajinYoda

W tym roku wyjątkowo nie czekałem na E3. gdyby nie licznik na cdaction.pl to kompletnie bym o nim zapomniał. Uważałem bowiem, że nie zostanie pokazane zupełnie nic, co by mnie zainteresowało. Po cichu liczyłem jednakże na TES VI. Betesda mnie jednak nie zawiodła – pokazała cośtam o karciance w tym uniwersum oraz Skyrim i Fallout 4 VR. Ech…

nadgodziny-49_178sx.jpg

Spoiler

[Edit - offtop, bo poza E3 - wychodzi na to, że, choć nie doczekałem się zapowiedzi TES VI, coś związanego z Tamriel powstanie - https://www.youtube.com/watch?v=3G5RucTQkHY :D]

Z o wiele mniejszym zainteresowaniem patrzyłem na Ubisoft, ściślej na lubianego przeze mnie Asasyna. Nie kręcą mnie klimaty starożytnego Egiptu, a i poważna zmiana sposobu gry jakoś mnie zniechęciła. Aczkolwiek, po obejrzeniu kilku gameplay’ów pomyślałem „a może się mylę?”. Wychodzi więc z tego, że… nie wiem co o tej grze myśleć. Z jednej strony bardziej, niż w Syndicate, rozbudowane elementy RPG mogą odświeżyć nieco serię, z drugiej zaś – czy to nadal będzie Asasyn, którego pokochały miliony (w tym ja)? Nie mam więc wyboru - z oceną Origins będę musiał się wstrzymać do premiery.

 

Z innych gier pokazanych na E3, które będę musiał śledzić w 2017/2018, muszę wymienić jeszcze nowego Wolfa, Far Cry 5 (może wreszcie Ubi zmodyfikuje formułę i tej serii?), Mount and Blade II (o ile wyjdzie…), Tropico 6 (oby tylko nie był kolejnym klonem „trójki”…) oraz Cień wojny. Powinienem też wymienić nowego MUGENa nową bijatykę Dragon Ball, ale póki co, nie grałem jeszcze w żadną grę DB… Myślę też o nowym CoD.

 

Podsumowując ten krótki wpis – mam na co czekać. Zapewne wszystkie wymienione produkcje kupię (o ile będą tego warte, rzecz jasna) dopiero gdzieś w 2019 (poczekam na GOTY), ale przynajmniej miałem na czym zawiesić oko.

 

Do zobaczenia za tydzień :).

MajinYoda

Witajcie w kolejnym msmie, tym razem dwuczęściowym ;). Do omówienia wybrałem książkę autorstwa Stanisława Juszczyka pt. „Człowiek w świecie elektronicznych mediów – szanse i zagrożenia” z 2000 roku. Fakt, jest już niemal pełnoletnia (;)), ale zdecydowałem się na nią, ponieważ już o niej wspominałem – to „źródło” danych z jednego z poprzednich wpisów.

 

Co ciekawe, książka porusza nie tylko temat gier komputerowych, ale także filmów i seriali animowanych (w tym anime) z „moich” (a zapewne też części z Was – podzielcie się w komentarzach wrażeniami z tego, co tu zaraz przeczytacie ;)) czasów. Trzymajcie się mocno :).

Cytuj

(…)W Polsce odnotowano większe zainteresowanie dzieci telewizją jesienią i zimą. W tych porach roku dzieci wciągane są w nierealny, kolorowy świat zastępczy oraz narażone są na oglądanie przemocy, zbrodni, a nawet perwersyjnych zachowań seksualnych na ekranie, następnie – manifestowanie tych negatywnych zachowań w sytuacjach rzeczywistych. (…)

Kurde – albo Autor oglądał jakieś dziwne bajki, albo to ja oglądałem niewłaściwe. O ile „przemoc, zbrodnię” mogę (prawie) bez problemu potwierdzić, tak „perwersyjne zachowania seksualne” jakoś nie przychodzą mi do głowy (chyba, że Autor ma na myśli Kame-sennina czy innego Brocka, ale też bez przesady).

 

hqdefault.jpg

Cytuj

Małe dzieci najchętniej oglądają kreskówki {szok!}. Z badań amerykańskich naukowców wynika, że w filmach animowanych, przeznaczonych specjalnie dla dzieci jest trzy razy więcej przemocy niż w filmach dla dorosłych. Kreskówkowi bohaterowie zabijają bez przerwy, a akt zabicia staje się zupełnie odrealniony. Nikogo to nie boli, nikt nie płacze po zabitym, nikt po nim nie chodzi w żałobie.

Okeeeej… nie wiem jakie „filmy animowane” były badane (i przez kogo – pojęcie „amerykańscy naukowcy” jest dość szerokie, a przypisu brak – co też o czymś świadczy ;)), ale jakoś nie przypominam sobie, by w bajkach z mojego dzieciństwa się „zabijano” – w większości byli jednak nieśmiertelni (vide Tom i Jerry, Królik Bugs, Myszka Miki). Pewnie znowu chodzi o anime – fakt, w takim Dragon Ballu się często zabijali, ale wystarczy przypomnieć chociażby sobie śmierć Krillina z oryginalnego DB i z DBZ, albo Goku z początku „Zetki”, by obalić druga część tego fragmentu. Oczywiście, Autor nie zadał sobie pewnie trudu, tylko spisał [TM] co trzeba.


 

Cytuj

Oglądanie przemocy w telewizji znieczula na rzeczywiste nieszczęście. Dziecko na co dzień ogląda setki sytuacji, w których złemu psu czy kotu walec miażdży głowę albo ktoś „wbija” je w ziemię przy akompaniamencie miłej muzyki.

Tu mogę się zgodzić – choć wciąż mam nieodparte wrażenie, że Autor lekko wyolbrzymia. Choć, z drugiej strony, we wspomnianym Tomie i Jerrym różne akcje odchodziły, więc może coś w tym jest?

 

Cytuj

Oglądając film, dziecko utożsamia się z bohaterem i często głośno komentuje akcję: „zaraz go napadną”, „zaraz go zabiją”. Natomiast podczas zabawy wypowiada następujące zdania: „zabiję cię”, „obetnę ci głowę” {?}.

Nie czuję się kompetentny, by to skomentować, tak szczerze mówiąc. Ale, co tam, najwyżej znowu ktoś się przyczepi ;) – nie pamiętam, by ktokolwiek z moich znajomych z podwórka tak kiedykolwiek powiedział. Może „zabiję cię” pojawiło się w innym kontekście, ale nikt nie miał na myśli (raczej) faktycznego zabijania. Brakuje mi też tutaj… bo ja wiem… jakiegoś źródła tych rewelacji?

 

Cytuj

(…) (Dziecko – dop. MY) Powtarza później zaobserwowane zachowania agresywne, bawiąc się lalkami lub zabawkami przedstawiającymi zwierzęta.

Nie kapuję tego fragmentu… Mój Mleczyk stoi teraz dumnie na półce obok Ezio (śmiesznie to wygląda, bo sięga asasynowi do pasa :P) i nic mu nie jest (choć oczy stracił dawno temu – moja mama mu je „usunęła”, żebym ich nie połknął). Ale może Autor ma jakieś inne doświadczenia? Konkretów znów brak…

 

Cytuj

Dziecko telewizji poszukujące akceptacji i zrozumienia znajdzie je u rówieśników, sfrustrowanych podobnie jak ono. Z wiekiem staje się poważane w środowisku rówieśników, pokazało bowiem skuteczny chwyt, uderzenie lub wsławiło się kradzieżą najpierw w domu towarowym, a później na ulicy samochodu.

Ten fragment wyłączył mi mózg na parę sekund. Serio – czytałem go później raz za razem i nie mogłem w to uwierzyć. Koniecznie muszę poszerzyć Mały Słownik Spychologiczny o kolejne hasła – toć te kreskówki są straszne! Dziecko naogląda się Bolka i Lolka, pomiesza z Reksiem i doprawi Gumisiami i - BAM! – kradnie auta. I diluje kasetami video z Flinstonami.

Czas na mądre zdanie, tak dla odmiany:

Cytuj

(…) Rodzice powinni oglądać wybrane programy telewizyjne wspólnie z dziećmi.

Uff… przynajmniej rodzice się do czegoś przydadzą. Jakoś nietypowo, jak na książkę naukową :).

 

Na tym zakończę dzisiejszy wpis. Za dwa tygodnie będzie jeszcze o bajkach (w tym anime) oraz, wreszcie, o grach. A za tydzień - wpis o E3!

 

Do zobaczenia :)!

MajinYoda

Nigdy nie pałałem miłością do produkcji w klimatach postapo – odbiłem się od wszystkich produkcji, chyba tylko poza pierwszym S.T.A.L.K.E.R.-em, a i on nie zdobył mojego serca. Jakiś czas temu kupiłem sobie za punkty lojalnościowe w jednym ze sklepów internetowych Fallout: New Vegas – i się rozczarowałem.

 

Dlatego, choć mocno sceptycznie, postanowiłem przetestować Fallout 4 podczas ostatniego darmowego weekendu na STEAMie. Pierwsze wrażenie było całkiem niezłe dzięki rozbudowanemu systemowi tworzenia postaci. Koniec końców stworzyłem swoją bohaterkę - rudowłosą niewiastę imieniem Gwendoline (czyli mój RPG-owy standard ;)) i zacząłem eksplorację jej domu. Poczułem się ciut nieswojo, ale byłem zadowolony, że moja postać ma rodzinę – męża (któremu zostawiłem niezmieniony wygląd, bo był całkiem niezły) oraz syna. I robota-kamerdynera. Rzecz jasna, (choć pewnie ktoś mnie za to zje ;)) wpisałem sobie tgm i odjazd.

 

Widać, ze gra powstała na silniku, który napędzał Skyrima. Te same drewniane animacje chodu i biegu (szczególnie kobiecych postaci… - spójrzcie na poniższy filmik (jest mój, więc wybaczcie jakość :P)), ale, chyba, nieco ulepszony lip-sync (a może to tylko moje wrażenie?).

Nie będę się dłużej nad tym rozwodził – gra mnie „kupiła” swoim klimatem. Tak, pierwszy raz zobaczyłem strzelanko-RPG-a nie-fantasy, który mnie wciągnął. Odstawiłem inne gry i przez 20 godzin (według licznika na STEAMie) zwiedziłem całkiem sporo świata gry. Choć i tak większość tego czasu spędziłem robiąc to, czego mi zawsze brakowało w Skyrim – rozbudowywałem bazę(y). Nic nie poradzę – uwielbiam to :).

 

Spodobała mi się też fabuła – niby „klisza”, ale wreszcie moja postać w grze Bethesdy ma jakąś przeszłość, rodzinę. Za to dialogi nieco nie wyszły – choć i tak było lepiej niż się spodziewałem po tekstach w necie.

0889e38a35765c3798ef027ad410b94c.jpg

Nie mogę też czepiać się minigierek… Choć w zasadzie mogę się przyczepić durnego hakowania – idiota, który to wymyślił powinien zostać publicznie wybatożony. Choć, jak patrzyłem, w NV było to samo…

3157819.jpg

Zadziwiła mnie za to brutalność gry – nie grałem w poprzednie części (pewnie było tak samo), ale widok odstrzelonej nogi czy ręki albo głowy najpierw mnie zadziwił, potem zaciekawił a na końcu znudził (bo ileż można?). Niemniej, pod tym względem jest lepiej niż w „miłym” Skyrim.

EnBntn7.jpg

Ogólnie bawiłem się nieźle i gra mnie pozytywnie zaskoczyła – spodziewałem się gniota nie z tej Ziemi, a zobaczyłem całkiem niezłą „strzelankę” post-apo podlaną sosem RPG. Kończąc ten krótki wpis napiszę jeszcze jedno – czekam na edycję GOTY (czy jak to tam nazwą). Oby wyszła jak najszybciej :).

MajinYoda

Zastanawiałem się od pewnego czasu, co można by dodać do bloga. Wreszcie przyszedł mi do głowy pomysł: pojedynki. I właśnie dzisiaj chciałbym zainaugurować taką kategorię.

Pomysł jest prosty – biorę dwa (w miarę) podobne do siebie „produkty” (gry, filmy itp.) i oceniam je według pewnych kryteriów oraz własnych odczuć, nadając im punkty. W komentarzach zaś proszę Was o Waszą ocenę.

 

Dzisiaj pojedynek dwóch gier o tej samej tematyce: Mafia: The City of Lost Heaven oraz The Godfather: The Game.

Cecha 1: Typ rozgrywki - obie gry nieznacznie różnią się w tym aspekcie - są TPSami.

Mafia w trybie historii jest grą całkowicie liniową, czyli gracz przechodzi wszystkie misje po kolei, nie mając możliwości zwiedzenia miasta. W grze znalazły się jednak dodatkowe dwa tryby – „Free Ride” i „Free Ride Extreme”. Dla osób, które nie grały - pierwszy z nich umożliwia pojeżdżenie wcześniej odblokowanymi wozami po odblokowanych dzielnicach miasta bez wykonywania misji. Oznacza to, że tak naprawdę trzeba przejść cały wątek główny, by móc rozkoszować się bezstresową jazdą. Drugi tryb jest właściwie zestawem dodatkowych misji, służy do odblokowywania rzadkich wozów (o których później). Zostaje on odblokowany dopiero po wątku głównym.

Muszę przyznać, że choć taki podział jest ciekawy, rozbicie całej rozgrywki na trzy „części” zniechęca do dłuższego grania. Bowiem dodatkowe misje są często bardzo trudne, a bezcelowe jeżdżenie we Free Ride potrafi znudzić. Daję za to 1 punkt.

Ojciec Chrzestny jest natomiast typowym przedstawicielem gatunku sandboxowych shooterów. Dzięki temu nie trzeba wykonywać misji, by pojeździć po całym Nowym Jorku. Różnicą jest też fakt, że możemy wykonywać też zadania dodatkowe w ramach samej rozgrywki. O tym za chwilę.

Ogromnym plusem jest możliwość wejścia do prawie każdego budynku (o ile konkurencyjne mafie nam pozwolą). Dodatkowo możemy wykonywać misje poboczne m.in. dla Petera Clemenzy. Wadą są nieciekawe elementy skradania się oraz zbyt duża powtarzalność misji. Tu też dam 1 punkt. 

W tej kategorii jest więc remis. Obie gry cieszą i irytują z różnych powodów, dlatego trudno wybrać „lepszą”.

 

Cecha 2: Bohater i fabuła - obie gry łączy przynależność bohaterów należą do mafii. Jednakże, wbrew pozorom, są to całkowicie różne postacie.

not-sure-if-in-the-mafia-or-just-italian

Bohaterem Mafii jest były taksówkarz – Thomas „Tommy” Angelo. Pierwsze misje zresztą są typowo taksówkarskie – zawieź osobę z punktu A do B. Do mafii dołącza się później. Cała fabuła jest w zasadzie retrospekcją, bowiem Tommy opowiada swoją historię detektywowi. Warto zaznaczyć, że wygląd bohatera jest narzucony z góry – nie da się nic zmienić. Sama fabuła przypomina filmy o mafii jak „Ojciec Chrzestny” czy „Chłopcy z ferajny”.

Problem jednak leżał w przesadnym realizmie, jakkolwiek to brzmi. Nawet teraz nie do pomyślenia jest, by trzeba było uczyć się włamywać do każdego typu samochodu. Prowadziło to do sytuacji, w których gracz musiał podczas ucieczki porzucić zdezelowany wóz i szukać pojazdu, który możemy ukraść. Mimo wszystko dam tu 2 punkty.

W Ojcu Chrzestnym z kolei bohaterem jest Aldo Trapani - członek Rodziny Corleone. Różnica polega na tym, że można zmienić wygląd postaci nie tylko na początku, ale także w trakcie rozgrywki. Sama fabuła ukazuje wydarzenia z pierwszego filmu z perspektywy „człowieka od brudnej roboty”. Tak więc, tacy fani książki Mario Puzo i filmów Francisa Forda Coppoli  jak ja poczują się tu jak w Rodzinie. Problem jednak w tym, że gra staje się przez to zbyt przewidywalna. Bo to wszystko już znamy na pamięć.

W czasie gry spotykamy postacie znane z kart książek i z filmów – jest Vito Corleone, Michael, Sonny, Tom Hagen, wszyscy konkurencyjni donowie, a nawet Luca Brasi. Niestety w grze nie pojawiają się postacie kobiece. Nie ma ani mamy Corleone ani Connie, nie wspominając nawet o Kay Adams. Nie wiem dlaczego, ale chyba nie chcę wiedzieć.

Oczywiście, poza misjami można zająć się namiastką mafijnego życia. Przejawia się to w konieczności przejmowania interesów pozostałych Czterech Rodzin. Całośćjest dosyć schematyczna - zabić strażników, zmusić właściciela (lub właścicielkę) do współpracy (poprzez pobicie, wyrzucenie przez witrynę, porozbijanie wystawy itd.). Oczywiście nie można przesadzić –nasza siła „perswazji” jest pokazana przez wypełniający się pasek. I tak to się kręci… W tej kategorii gra otrzymuje 1 punkt.

Tutaj, niewątpliwie, wygrywa „Mafia”. „Ojciec Chrzestny” wprawdzie nie jest dużo gorszy, ale zbyt dużo można mu zarzucić.

 

 

 

Cecha 3: Efekty graficzne i dźwiękowe

 

Mafia pod tym względem była lepsza nawet od GTA3, który w tamtych czasach święcił triumfy. Można uszkodzić każdy fragment wozu, dokładnie widać jego odwzorowane wnętrze, niektóre budynki można pozwiedzać. Graficzna bajka, jak na 2002 rok, oczywiście. Pod względem oprawy muzycznej również nie jest źle. Każda dzielnica ma swój utwór, oddający jej charakter i pasujący do lat 30. Równie dobrze dobrane zostały głosy postaci pojawiających się w trakcie rozgrywki.

Gra ma także dwa silne atuty - ilości uzbrojenia oraz samochodów. Wśród narzędzi zabijania znalazły się kije, rewolwery, pistolety, strzelby i „Tommy Guna”, a nawet koktajle Mołotowa i granaty oraz miecz. Jeżeli chodzi o pojazdy to było tak wiele, że trudno je zliczyć (był nawet opancerzony samochód!). Wszystkie były wzorowane na autentycznych samochodach z lat 30, ale ze względu na brak licencji zostały inaczej nazwane. Dodatkowo gracz może pojeździć po mieście tramwajami (niestety tylko jako pasażer). Tutaj gra otrzymuje 3 punkty.

3202732816_panie_jak_podjechalem_pod_dom

Jeżeli chodzi o „Ojca Chrzestnego” to pod względem efektów graficznych jest marnie. Wspomniane samochody wyglądają jak wyciosane z brył, dodatkowo przeszkadzają czarne, nieprzezroczyste szyby i ich ogólnie paskudny wygląd. W dodatku są ich tylko cztery typy. Przy „Mafii” wyglądało to bardzo biednie. O strzelaniu z nich oczywiście nie ma mowy.  Graficznie grę ratuje tylko niezły wygląd twarzy postaci (bo animacje ruchu naszego bohatera to zgroza, jakby sobie wsadził dwa kije od szczotki pod żebra!).

Dźwięk również nie jest najlepszy. W kółko powtarzane są dwa motywy muzyczne z filmu (te najbardziej znane) - to bardzo mało! Należy jednak pochwalić EA za trud włożony w dobór aktorów. Są praktycznie wszyscy – m.in. Robert Duvall, James Caan, a nawet, tuż przed śmiercią, Marlon Brando. W obsadzie zabrakło jedynie Ala Pacino, który związany był wówczas z produkcją gry „Człowiek z blizną”.

Uzbrojenie i samochody to kompletna nędza w porównaniu do „Mafii”. Broń to tylko kij/pałka, pistolet, dwa rodzaje rewolweru (małego i dużego kalibru), strzelba, karabin, koktajle Mołotowa oraz dynamit, czasem także bomba. Uzbrojenie kupuje się od różnych handlarzy zaznaczonych na mapie. Rewolwery, pistolety, strzelby i karabiny mają trzy stopnie - podstawowy, srebrny i złoty. Lepsze trzeba było wykupić od stosownego człowieka (na szczęście wystarczyło zebrać gotówkę i od razu można było kupić złote ulepszenie). Dam tu znowu tylko 1 punkt.

Tutaj nie mam żadnych wątpliwości – „Mafia” jest grą dużo lepszą. Jedyne co ratuje „Ojca Chrzestnego” to zatrudnienia aktorów z oryginału.

 

Wnioski

Choć obie gry mają swoje wady i zalety, nietrudno wybrać zwycięzcę tego porównania. Z wynikiem 5-3 wygrała Mafia, chociaż jest o pięć lat starsza od swojego konkurenta, co w grach jest sporym odstępem czasu.

 

A Wy co sądzicie?

 

 

MajinYoda

Ach, te media… Niedawno pewien dość znany polski YouTuber – Niekryty Krytyk - zamieścił na swoim kanale swój komentarz do pewnego odcinka TVN-owskiego docu-drama „Szpital” (link) . Odcinka, który tak mnie zainteresował, że postanowiłem go obejrzeć, choć od tego typu „seriali” trzymam się na spooorą odległość.

 

Skąd więc moje nagłe zainteresowanie? To chyba oczywiste – bo pojawił się motyw brutalnych gier komputerowych :). UWAGA – będą spoilery ;). Link do odcinka (z player.pl) na końcu.

 

Oś fabuły jest zresztą opisana na powyższej stronie (nie trzeba już oglądać odcinka, wszystko jest jasne ;)):

 

Cytuj

Na SOR trafiają ofiary strzelaniny w szkole. Sprawcą masakry jest licealista, który zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością. Chłopak od wielu tygodni grał w brutalne gry komputerowe i postanowił powystrzelać ludzi, którzy mu podpadli, często z błahych powodów. 16-letni uczeń przyszedł do szkoły z bronią i zaczął strzelać do swoich kolegów i nauczycieli. Matka chłopaka nie wierzy w winę syna i nie widzi nic złego w tym, że ten całymi dniami gra na komputerze. Policja prowadzi dochodzenie, tymczasem stan pacjentów jest bardzo ciężki. Wkrótce jedna z postrzelonych uczennic umiera…

Chyba nie będzie to jakiś wielki spoiler jeśli napiszę, że na końcu ginie też ten chłopak (swoją drogą - koleś trzyma broń jak prawdziwy gangsta i ciekaw jestem jak miałby kogokolwiek tak trafić). Zresztą - i tak ratio wychodzi mu na plus. W powyższym opisie pominięto też zachowanie ojca wspomnianej uczennicy – straszny z niego egoista, myśli tylko o sobie i swojej córce (która umiera pod koniec odcinka). Do tego strasznie jest krewki, ten nekrofil i sadysta :P.

 

naklejka-na-sciane-troll-face-8744.png

Dobra, żarty na bok. Przy okazji pomyślałem także o czymś innym - pojawiły się kilka razy na moim blogu komentarze w stylu „a po co to robić te msmy?”. Właśnie tego typu seriale są odpowiedzią. Pokazywanie widzom „patrzcie jacy ci gracze są źli, mordują ludzi jak się nagrają i są niebezpieczni”. I, jak sądzicie, skąd się wziął pomysł na scenariusz?

 

I właśnie dlatego nie zamierzam przestać wyszukiwać i „wytykać” kolejnych głupot (a mam już kolejne). Nawet jeśli trafi to do zupełnie innych osób – ale należy to robić. Choćby dla samej zasady – wciąż po cichu liczę, że chociaż jeden naukowiec wejdzie tu, przeczyta i zrozumie swoje błędy.

Kończąc, daję obiecany link https://player.pl/seriale-online/szpital-odcinki,1171/odcinek-591,S00E591,67775.html. Tylko nie przestraszcie się okropnego aktorstwa ;). I nie twórzcie żadnych list, okej?

MajinYoda

Po dwóch Przemyśleniach przyszedł czas na MSM-a, nie sądzicie? ;) Na dziś wybrałem artykuł Małgorzaty Teoplitz-Winiewskiej „Gry komputerowe a agresywność młodzieży” (Autorka zaznacza, że badania z artykułu zostały przeprowadzone, w ramach prac magisterskich, przez Annę Matejak i Aleksandrę Jemioł), który został opublikowany w książce „Przestępczość nieletnich” (red. Bożena Gulla i Małgorzata Wysocka-Pleczyk, 2009). I, szczerze się przyznam, pewnie nie zwróciłbym uwagi na tę książkę (w żadnej z bibliotek nie znalazłem jej w tagach „gry komputerowe” i pokrewnych), gdyby nie inna publikacja, którą też za jakiś czas będę omawiał.

Sam artykuł mógłby z powodzeniem trafić i do MSM-a i do Mądrze o grach, bo nie jest właściwie do końca głupi. Przynajmniej na tle tekstów spychologów, którzy się tu pojawiali i nieraz pojawią. Ale i tak trzeba trochę błędów wytknąć pani doktor, choć tag MoG dodałem.

Gotowi?

Cytuj

Gry komputerowe są niezwykle popularną formą rozrywki dzieci i młodzieży (…) Liczne badania nad wpływem grania w gry komputerowe przez młodzież (…) wskazują na wiele ważnych zależności między społecznymi kompetencjami, obrazem samego siebie czy też postawami wobec rzeczywistości a nasyceniem gier agresywnymi treściami.

Kto zgadnie do prac której znanej nam Pani Doktor odwołuje się Autorka? Podpowiem, że jej imię zaczyna się na I... Nie będę więc dalej rozwodził się nad tym fragmentem, dobrze?

 

Cytuj

Przegląd gier komputerowych pozwala stwierdzić, że agresja jest treścią około 95% gier dostępnych dla polskiego użytkownika.

Podane jest źródło książkowe (z 2000 roku…) dla tej liczby, więc chyba nie ma sensu się spierać, nie? ;) Jak zdobędę to „źródło” to bardzo chętnie zobaczę. Ale aż 95%? Jestem ciekaw na jakiej podstawie zostało to wyliczone. I czy nie było nowszego źródła – dziewięć lat to sporo :).

 

Cytuj

W badaniach amerykańskich końca lat dziewięćdziesiątych stwierdzono, że 70-85% {niezły rozstrzał!} gier zawiera w sobie różne formy agresji  przemocy. (…) Należy sądzić, iż tendencja wprowadzania agresji do coraz większej liczby gier komputerowych będzie się nasilać, ponieważ takie gry cieszą się popytem.

Hmmm… skoro pod koniec lat ’90 przemoc była zawarta w ~80% gier a kilka lat później już 95% to w 2009… policzmy… hmm… mniej więcej 123,35325% gier mi wyszło. W 2017 to już będzie… 342%. Dobrze mi wyszło? Ktoś tu zdawał matmę na maturze?

 

Teraz czas na coś, co wszyscy uwielbiamy – rodzaje gier:

 

Cytuj

SYMULACYJNE – są to gry, w których jadąc samochodem, lecąc helikopterem czy samolotem, grający stara się sprawować kontrole nad pojazdem i manewrować między przeszkodami. Jednakże gry takie często zawierają przemoc, ponieważ symulacja dotyczy także walki (zrzucanie bomb, niszczenie przeciwnika czy w najbardziej brutalnej formie – rozjeżdżanie samochodem przechodniów).

Tu byłoby okej, gdyby nie ostatni nawias… Bo czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach nazwałby Carmageddon (bo o niego, chyba, chodzi) symulatorem i postawił go np. obok Euro Truck Simulator?

 

Cytuj

STRATEGICZNE – są to gry bitewne, polegające często na rozgrywaniu historycznych bitew ba rzeczywistych mapach lub też bitew zgodnie z określonymi założeniami. Rezultatem końcowym jest zawsze zwycięstwo, czyli zabicie wroga.

Kurcze, ten opis też mógłby być okej. Ale czy zawsze rezultatem jest zwycięstwo?  I co z np. szachami, które są pewnym rodzajem gry strategicznej? Tak się czepiam :).

 

Cytuj

ZRĘCZNOŚCIOWE – strzelanie do wrogich obiektów, walka wręcz z przeciwnikami, używanie broni konwencjonalnej lub nietypowej, np. wideł, piły łańcuchowej itp.). Te gry to wyłącznie agresja i przemoc.

Aaahaa… no, w sumie zależy co rozumieć pod „zręcznościowe” – jeśli tylko FPSy to niby okej, ale gdzie tu miejsce choćby dla platformówek? No, ale one do tezy by nie pasowały. A, nawias nie jest mój – tak jest w tekście.

 

Cytuj

PRZYGODOWE – to gry, w których fabuła odgrywa ważną rolę, często wprowadzane są dodatkowe zadania do wykonania, osoby, z którymi się zawiązuje kontakt, rozmawia. Bohater, w którego wciela się gracz, natrafiając na różnorodne przeszkody w dojściu do celu musi je zniszczyć lub zabić pojawiających się wrogów. Gry te często nawiązują do filmów przygodowych, detektywistycznych czy horrorów.

Tutaj na chwilę musiałem się zatrzymać. Że też nie zauważyłem jak bohaterowie To the Moon, niczym Herkules Poirot czy porucznik Columbo, zwyczajnie zabijają i niszczą wszystko… A tak bardziej serio – można właściwie brać pod uwagę rozmaite survival horrory przy tym gatunku, ale przygodówki raczej kojarzą się z używaniem głowy a nie broni. Mylenie "przygodówek" z grami akcji (typu Assassin's Creed) przemilczę... 

 

Cytuj

ODGRYWAWNIE RÓL (RPG – Role Playing Games) – gry polegające na wchodzeniu w różne role, najczęściej wojownika wyposażonego w różnorodne narzędzia służące do zabijania, a także czary i „moc”, która pozwala walczyć z przeciwnikami.

No, pierwszy raz nie mam się czego czepić. Choć czytając powyższe przychodzi mi do głowy fragment pewnego filmu… A wiem – „Brunet wieczorową porą” i scena w muzeum „tą grą twórcy deprawowali dzieci i młodzież w 2009 roku”.

 

Cytuj

LOGICZNE – są to gry będące przeniesieniem na ekran monitorów łamigłówek, pasjansów, zabaw logicznych lub gier wymagających rozwiązywania określonych problemów i stosowania taktyki do rozgrywki (bridge, mahjong, kierki).

Uff… przynajmniej tu obeszło się bez przemocy :). Aż dziwne, ale najwyraźniej było to potrzebne do kolejnego zdania:


 

Cytuj

Dokonany tu przegląd podstawowych rodzajów gier wskazuje wyraźnie na dominację tych, które zawierają w sobie różnorodne formy agresji.

Świetnie – wypiszmy sześć gatunków, pomińmy całkiem sporo (gdzie są sportowe? I czy platformówki to w takim razie gry zręcznościowe?) i stwierdźmy, że „większość gier to ZŁO!”. W sumie to dobrze, że Autorka przynajmniej tyle oddaje grom, bo mogła napisać, że wszystkie są pełne przemocy.

Idźmy dalej, czas na jakiś pozytyw o grach:

 

Cytuj

Wskazuje się (…) na niektóre pozytywne rezultaty grania w gry komputerowe. Wśród nich wymieniane są takie, jak: uzyskiwanie określonej, wysokiej pozycji w grupie rówieśniczej dzięki posiadaniu dobrego sprzętu komputerowego i dużego wyboru gier, a także korzyści wynikające z adaptacji do skomplikowanego, elektronicznego świata i rozwój umiejętności posługiwania się skomplikowanymi programami komputerowymi.

Cóż, przynajmniej tyle Autorka oddaje grom… choć ta pierwsza zaleta brzmi jakby gracze znajdowali znajomych tylko poprzez jakość posiadanego sprzętu…

Dalej opisane zostały dwa badania. Pominę, dość długi, wstęp do nich - zaznaczę jedynie, że w pierwszym przebadano grupę 74 chłopców i 56 dziewcząt z liceum pod kątem ich upodobań „growych” – czyli jak często i w jakie gry grają. W drugim badaniu przebadano osoby w wieku średnim 17,5 roku - 22 dziewczęta grające w domu do 5 godzin tygodniowo, 25 chłopców grających 5h/tydzień, 35 chłopców grających w „tzw. gralniach” od 5 do 30 h/tydz. Oraz 18 chłopców grających w domu od 5 do 30h/tydz. Oto wyniki:

 

Cytuj

Stwierdzono, że chłopcy stanowią większość (73%) grających w gry komputerowe. Należy uwzględnić, iż badania wykonane były 3-4 lata temu, kiedy młodzież miała mniejszy dostęp do komputerów, a dziewczęta przełamywały stereotypy, zgodnie z którymi znajomość komputerów i umiejętność obchodzenia się z nimi to domena chłopców.

Cóż, właściwie nie powinienem się czepiać tego wyniku. Kłopot w tym, że nijak ma się do przeprowadzonych badań – zostały przeprowadzone na zbyt małej ilości osób, by wyciągać aż tak daleko idące wnioski (chyba, że Autorka coś pominęła) – w nauce nazywa się to „prawem małych liczb”, jeśli dobrze pamiętam (jeśli coś mi się pomyliło to proszę mnie poprawić :)).

 

Cytuj

Chłopcy istotnie częściej wybierają gry agresywne niż dziewczęta. Gry te są preferowane ze względu na „porywającą” atmosferę, ciekawą grafikę i dźwięk, a także „możliwość zniszczenia przeciwnika”, dziewczęta natomiast preferują zadania logiczne, łamigłówki czy pasjanse.

Tu jest okej, nie mam się czego przyczepić. W wyniku nie ma nic dziwnego.

sims3allthetime.jpg

Cytuj

Chłopcy wybierający gry agresywne są bardziej agresywni fizycznie, słownie, a także cechują się wyższym poziomem irytacji i negatywizmu.

Tym razem zwrócę na coś uwagę – „negacja” to, według Wikipedii, „tendencja do zachowania niezgodnego z oczekiwaniami otoczenia (…) dziecko „sprawdza swoje siły” i często używa słowa „nie”, ale szczególnie wyraźnie w okresie dojrzewania, kiedy jest wyrazem niezadowolenia z kontroli ze strony rodziców i nauczycieli”. Innymi słowy – wpływ na wynik, jak zwykle, mogło mieć otoczenie. Podawanie więc tylko informacji o ich wieku (który przypadł akurat, co za niespodzianka, na okres dojrzewania wspomniany w cytacie z Wiki) i płci to trochę mało. Możliwe, że Autorki tych badań dysponowały większa wiedzą (czyli miejsce zamieszkania itp.), ale to tylko moje przypuszczenie.

Co do agresji – wiem, że znowu się komuś nie spodoba, że odnoszę się do swoich przeżyć i doświadczeń (pozdro dla kumatych :P), ale równie dobrze można było wpisać tam „chłopców z klas sportowych”.

 

Cytuj

Nie ma różnic w poziomie agresji między osobami grającymi często i rzadko. (…) Można sądzić, że szacowanie czasu w przypadkach tak absorbującej aktywności jak granie jest mało precyzyjne (…).

Trudno się z tym nie zgodzić – kto z nas nigdy nie zaniżył swojego czasu grania w teście niech pierwszy rzuci kamie… ała!!!

A tak trochę bardziej serio – prowadząc tego typu badania trzeba się liczyć z różnymi czynnikami – także „mijaniem się prawdą” wśród badanych. Jednak nie powinno się pisać wprost „na pewno mnie okłamali, bo tak mi wychodzi”.

Co do czasu grania i agresji to przypomniał mi się taki stary tekst z pewnego filmiku (chodzi o ten z 1:47, ale cały filmik jest zabawny :)):

 

Cytuj

(…)Chłopcy grający w gralniach komputerowych są mniej agresywni, zarówno w agresji fizycznej, jak i innych wymiarach wskazujących na negatywny stan emocjonalny niż chłopcy grający w domu (…). Należy więc sądzić, że granie w obecności innych nastolatków pełni ważną rolę w nawiązywaniu kontaktów społecznych.

Tu akurat się nie wypowiem – nigdy nie byłem w „gralni” (ej, nie zmieniać pierwszej litery w komentarzach, dobra? ;)), ale przez te 18 lat często grywałem w domu u kolegi lub koledzy do mnie przychodzili… O Boże! – jak wpadnę w furię (kiedyś) to będę wyglądał tak:

Furious_Mutation.png

 

Na tym czas zakończyć ten wpis – czytałem już większe głupoty, więc nie będę już się pastwił na tą publikacją. Do zobaczenia za tydzień :).

MajinYoda

Witajcie po Długim Weekendzie :). Pisząc poprzedni wpis przyszło mi do głowy coś jeszcze, właściwie bardziej związanego bardziej z filmami niż z grami, czyli tzw. kanoniczność. Będzie dość krótko. Od razu zaznaczę, że mogę trochę spoilerować.

 

Same przemyślenia nad tym tematem pojawiły się u mnie przy okazji informacji o wyrzuceniu przez Disney z kanonu Star Wars wszystkiego, co nie było zawarte w filmach. Wszelkie książki, komiksy, seriale animowane a także gry (w tym moje ulubione ostatnie dwie części Jedi Knight) jakby… przestawały istnieć. Podobne odczucia miałem przy okazji Dragon Ball Super i kwestii „kanoniczności” serii GT. BTW – chyba się wreszcie zbiorę i napiszę porównanie tych dwóch serii, jak myślicie?

Star-Wars-Its-non-canon-all-of-it.jpg

 

I tu właśnie pojawiają się u mnie pewne wątpliwości – jak to właściwie z tym kanonem jest? Wszyscy przyjęli, że to się zdarzyło, pogodzili się z niektórymi kwestiami a tu nagle przychodzi ktoś i mówi „Nie! Tego nie było, tamtego nie było, ta postać nie istnieje, stało się tylko to, to i to. O reszcie zapomnijcie i

deal-with-it-alien-handluj-z-tym-stareca

Oczywiście, nie odmawiam twórcom prawa do rozporządzania własnym dziełem (choć najczęściej (vide DB) niekanoniczne stają się rzeczy stworzone przez kogoś innego), ale zawsze trochę mi się to wszystko potem gmatwa. Bo i czemu np. przygody Kyle Katarna nigdy się nie wydarzyły? Albo czy Goku nigdy nie osiągnie poziomu SSJ4? Bo ktoś tak powiedział?

 

A jakie jest Wasze zdanie w tym temacie?

 

PS. Wybaczcie wielkość obrazków (zwłaszcza tego pierwszego :P).

MajinYoda

Marudziłem już na wersje HD wciskane jako nowe gry. Chciałem, by twórcy wskrzesili pare gier. Nadszedł więc znów czas, by sobie nieco pomarudzić :). Wybór padł na rebooty oraz remake’i, które właściwie (choć wiem, ze nieco błędnie – aczkolwiek różnice są IMO niezbyt duże) utożsamiam z jednym – wciskaniem ludziom tego samego kotleta w innej panierce i z frytkami zamiast ziemniaków.

725ad7262e9c3af1ed187a5aef9a0050_we-dont

 

Pierwszy raz „odnowienie” znanej serii nie spodobało mi się przy Casino Royale z 2006 – jakby nie patrzeć jest to reboot Jamesa Bonda – głównie ze względu na, no właśnie, fakt bycia rozpoczęciem od początku serii, która wydawała mi się nieskończona – wiecznie młody agent MI6, grany przez coraz to nowych aktorów pokonuje kolejnych wrogów zgodnie z aktualnymi trendami. Aż tu nagle okazuje się, że „Bond” wcale nie walczył z Sowietami, bo początek jego działalności przypada na… czasy po Zimnej Wojnie. I „M” jest kobietą od początku :O. Tego mój „fanowski” umysł zdzierżyć nie mógł. A wprowadzenie w Sepctre "nowego" Blofelda (w tej roli świetny Christoph Waltz – pierwszy raz chciałem, by Bond przegrał :P) spowodowało, że na wszelkie takie „pomysły” patrzę mocno nieufnie.

 

Okazuje się jednak, że koniec drugiej dekady XXI wieku będzie zapamiętany jako pasmo „to samo od nowa” – „nowy” MacGyver, „nowi” Power Rangers, „nowy” RoboCop, „nowy” Columbo… No, z tego ostatniego się, na moje szczęście, wycofali. Ale ileż można? Wiem, że się czepiam, ale tak, jak już pisałem – wolę coś nowego, nawet jakby miało być kontynuacją, niż rozpoczynanie od nowa tego samego. Tak, jakby scenarzystom skończyły się pomysły – co, w sumie, chyba, nie powinno się zdarzyć – tylko metodą spychologów (i leniwych uczniów i studentów) – kopiuj-wklej i zmień kilka szczegółów. Totalny bezsens.

1nhxyh.jpg

Oczywiście, niektóre remake’i wyszły całkiem nieźle – Człowiek z blizną Briana de Palmy chociażby (inna sprawa, że jest obecnie bardziej rozpoznawalny od pierwowzoru z 1932 roku) czy „nowy” Batman (choć pewnie fani Nietoperza mieli to samo, co ja przy Bondach) [edit - chodzi mi o filmy Christophera Nolana]. Ale to nie znaczy, że każdy musi spróbować i „zacząć stare od nowa”.

 

Dobra, pomarudziłem sobie ;). A co Wy sądzicie o tego typu zagrywkach? Piszcie w komentarzach :).

Życzę Wam udanego dnia i długiego weekendu – wyjeżdżam i wpisu za tydzień nie będzie :).

MajinYoda

msm MSM na Wielkanoc

Już jutro Niedziela Palmowa, zaczyna się Wielki Tydzień… więc MSM jest, chyba, na miejscu :). Dziś zajmę się artykułem Mariusza Jędrzejki pt. „Śmierć jako zabawa człowiek w świecie gier komputerowych i sieciowych (spojrzenie socjopedagogiczne)” opublikowany na łamach pisma „Media i społeczeństwo” w 2011 roku. Autor już kiedyś pojawił się na tym blogu… z niemal identycznym tekstem, ale kilka lat młodszym (tam – 2008), pominę więc niektóre fragmenty, które już były omawiane. A, korzystałem z wersji PDF, więc link znajdziecie na końcu.

 

Cytuj

Gry komputerowe stają się dla młodego pokolenia (zwłaszcza w odniesieniu do gimnazjalistów) zasadniczym sposobem rozrywki. (…)

Czy to kolejny argument za likwidacją gimnazjów? ;)

 

Cytuj

Wśród najbardziej preferowanych gier występuje duża liczba takich, w których scenariusz oparty jest na walce i zabijaniu, a pokonanie przeciwnika jest warunkiem wejścia na jej kolejny etap. W „klasycznej” grze komputerowej dochodzi do większej liczby aktów agresji, przemocy i zbrodni, niż w kultowych filmach akcji.

Ten fragment jest bardzo interesujący… szkoda tylko, ze Autor zapomniał dodać jakieś… bo ja wiem? Może jakieś liczby byłyby na miejscu? Bo, póki co, jest to typowy dla spychologów tekst – kiedyś pewnie pisano: „w „klasycznych” hieroglifach dochodzi do większej liczby aktów agresji, przemocy i zbrodni, niż w kultowych opowieściach starszych” jeśli jakiś spycholog chce skorzystać z tego tekstu proszę o informację na priv i naszykowanie tantiem w wysokości 200000 funtów brytyjskich (choć dolary amerykańskie też mogą być).

 

Cytuj

Sprzedaż takich gier wzrasta o 10-15% rocznie. Rodzą się zatem pedagogiczne i psychologiczne pytania: czy tak długie uczestniczenie w wirtualnych zachowaniach agresywnych może wywoływać skutki dla realnego społecznego funkcjonowania?

Kolejny naukowiec pisze to samo. Oczywiście, żadnych konkretnych badań, liczb itd. bo to dla „lamusów” – wystarczy rzucić „10-15%” i już wszystko gra. Dziwne, że Autor nie napisał, że „o 25%” albo nawet „240%”.

 

Cytuj

(Czy codzienne wirtualne zabijanie i zabawa w zabójcę niesie niebezpieczeństwa realne? Autor od 2004 roku prowadzi badania nad tym zjawiskiem, a od 2008 pracuje z dziećmi uzależnionymi (czy jak chcą inni – nałogowymi) od komputerowych gier akcji.

Przyznam szczerze – nie rozumiem tego fragmentu. Kto go pisał? Autor postanowił się pochwalić, czy co? A ostatni nawias miażdży, bo wychodzi „od 2008 pracuje z dziećmi nałogowymi od komputerowych gier akcji”. Ale, skoro Autor ma takie duże (czyt. czteroletnie) doświadczenie to tekst będzie genialny, nie? Nie…?

 

Cytuj

Przedmiotem artykułu są współczesne gry komputerowe i sieciowe, w których gracz występuje w roli zabijającego (np. pod postacią wodza, króla, snajpera, dowódcy czy mafioso). Nie ulega wątpliwości, że gry są częścią współczesnego świata mediów, te zaś odgrywają coraz istotniejszą rolę w życiu człowieka. Są już nie tylko sposobem zdobywania i przekazu informacji, odpoczynku i rozrywki, lecz coraz częściej sposobem spędzania czasu wolnego, a dla pewnej grupy (rosnącej) – wręcz życia.

Ten fragment nie zapowiada jakieś wielkiej tragedii, prawda?

 

Cytuj

Badania stanowiące podstawę prezentowanego materiału oparte zostały na dwóch hipotezach. W pierwszej przyjęto, że nowe gry komputerowe i sieciowe zawierają więcej agresji niż współczesne filmy akcji, tak w ujęciu całościowym, jak i najbardziej dynamicznych scen. Dokonano następującego porównania filmów i gier: filmy akcji: Leon zawodowiec, Ocean's eleven, Szklana pułapka cz. 1 i 2, Liberator, Rocky, Wejście smoka, Piła cz. 3 i 4; gry: GTA, Hitman, Postal, Doom, Wiedźmin, F.E.A.R., Soldier of Fortune, Left 4 Dead.

Widzicie tu coś dziwnego? Przecież Autor już we wstępie podał, że „w „klasycznej” grze komputerowej dochodzi do większej liczby aktów agresji, przemocy i zbrodni, niż w kultowych filmach akcji”, więc albo ja mam coś z głową (a mam po tych wszystkich MSMach…), albo Autor najpierw wpisuje wnioski a potem dopiero stawia tezy… Interesujące…

 

Cytuj

W hipotezie drugiej założono, że na uczestnikach tego typu gier można zweryfikować zasadnicze założenia teorii odczulania (wielokrotne doświadczanie bodźców agresywnych w mediach zwiększa tolerancję na agresję i przemoc) oraz teorii uczenia się (obserwowanie negatywnych zachowań, które są nagradzane, zwiększa prawdopodobieństwo przyswojenia i wyuczenia takiego zachowania).

Jest okej, hipoteza pasuje do reszty pracy. Ale dlaczego zawsze musi być założenie o negatywnych efektach? Rozumiem, że trzeba w swoich badaniach wszystko zweryfikować pozytywnie (oczywiście, piszę o spychologach), ale czemu za każdym razem usze czytać to samo?

 

Cytuj

Gry komputerowe i sieciowe są jednym z najczęściej wskazywanych sposobów dziecięco-młodzieżowej rozrywki, zwłaszcza w dni wolne. Odsetek gimnazjalistów (chłopców) grających w takie gry przekracza 78%, a wśród uczniów szkół podstawowych jest bliski 60%. Ponad połowa respondentów przynajmniej jeden raz grała w gry, w których zabijani są policjanci (dane z 2010 r.). Tak wysokie wskazanie na poziomie gimnazjalistów należałoby wiązać z widocznym wzrostem agresji chłopców w tej grupie wiekowej, jako bezpośrednie działanie znanych z psychologii mechanizmów ZNIECZULENIA – ODCZULANIA i UCZENIA SIĘ. Warto dodać, że ponad 32% badanych uczniów gimnazjalistów i licealistów posiadało w swoich zasobach gry zawierające mocne sceny erotyczne.

Jest, doczekałem się! Nareszcie jakieś dane liczbowe! Otwierajcie szampana! Balcerek – graj Pan „Sto lat”!

c3cf882590_pozdro.jpg

Dobra, bo nam się od tego dobrobytu w głowie przewróci. Autor ten fragment zamieścił zaraz pod hipotezami, więc po co było marnować na nie tusz, skoro już wszystko wiadomo? Szczególnie, że te statystyki pokazują wahający się wskaźnik przestępczości nieletnich od 1990 roku, czyli czasów „sprzed GTA”! Więc jak to jest?

W tym miejscu tekstu znajduje się sporo o badaniach, które Autor już omawiał trzy lata wcześniej. Słowo w słowo to samo (no, z korektami – widać, że Autor się rozwijał).

 

Cytuj

(…)Nie istnieją jeszcze polskie longitudialne badania, które pozwoliłyby określić wpływ agresywnych gier komputerowych na rozwój dziecka (badania prowadzone przez autora trwają dopiero 7 lat), jednak na podstawie znanych polskich i zagranicznych badań cząstkowych można na zakończenie wyprowadzić kilka ważnych wniosków:

„Dopiero” siedem lat… Pięknie – te badania poszłyby już wtedy do szkoły, gdyby były dzieckiem. A teraz miałyby szansę pójść do gimnazjum, gdyby ich nie likwidowali. Czyli, idzie do siódmej klasy ;).

 

Cytuj

- istnieje związek między czasem spędzanym „w sieci” a stopniem integracji z rodziną – gry osłabiają więzi rodzinne;

Tu się nie wypowiem. Mam dobry kontakt z bliską rodziną, ale z dalszą już nie, więc Autor ma więc trochę racji.

 

Cytuj

- agresywne gry sprzyjają zachowaniom agresywnym – im dłuższy czas spędzany w „sieci gier” tym częstsze i brutalniejsze reakcje wobec innych osób, zwłaszcza, gdy ingerują one w czas spędzany w grach;

2b8456ed434f14162e560039f1723de5debdf0c8

Gram od tylu lat i głownie w brutalne gry. Niebawem będę wzrokiem burzył budynki a ludzi zabijał małym palcem stopy. Więc zbieram ekipę – kto idzie ze mną? Korzystając z naszych zdolności przerobimy Ziemię na jakąś ciekawszą planetę (Azeroth? Nirn? Coś się wybierze).

 

Cytuj

- gry sprzyjają integracji subkulturowej – gracze sieciowi;

 

Czy to coś złego, że ludzie dzielący wspólną pasję się integrują? Bo nie bardzo rozumiem ten punkt.

 

Cytuj

- gry zmniejszają zainteresowanie nauką, sportem, dbałością o zdrowie;

Zapewne tak samo, jak książki, telewizja… A sportem przestałem się interesować odkąd Marit Bjørgen ma astmę.

 

Cytuj

- obniżają zdolności empatyczne, koncyliacyjne oraz odczulają;

No jak to? Przecież jedna z naukowców napisała, że my – gracze - uważamy śmierć za coś złego, a chorobę za coś strasznego. Mam dysonans poznawczy, idę się napić Szybkiego Śledzia…

 

Cytuj

- zniechęcają do kompromisowości, dialogu, szanowania odmienności i inności;

Ale jak to? Przecież khajiitowie są calkiem spoko, przynajmniej w przeciwieństwie do argonian i dunmerów. Albo tych zarozumiałych altmerów, tfu! Nie wspominając o śmierdzących orkach (Nienawiści do orków, tak zostałem wychowany, JO na 100%!).

 

Cytuj

- utrudniają funkcjonowanie w grupie o dużej różnorodności postaw i zachowań;

Bez komentarza – Autor robi z nas jakiś pseudokibiców chyba.

 

Cytuj

- badane przez autora dzieci wykazują się zdecydowanie wyższym potencjałem zachowań agresywnych (czynnych i biernych) niż średnia dla populacji oraz skłonnością do siłowego rozwiązywania drobnych nawet problemów (badania przeprowadzono w latach 2004-2010: badano 114 przypadków bardzo agresywnych zachowań graczy zgłoszonych przez rodziców lub nauczycieli);

MajinYoda kompletnie nie rozumie jak można pisać o sobie w trzeciej osobie. Uważa, że to bardzo dziwne i nie powinno być stosowane, szczególnie w tekstach naukowych. A ten MajinYoda to taki mądry jest i wie najlepiej co wolno a czego nie wolno robić naukowcom.

Wracając jednak do meritum – czyżby Wielki Mandorfów było aż 114? Toż to już niezła grupa! W sumie, to chyba sobie zmienię pseudo na Wielki Mandorf, co sądzicie :P?

 

Cytuj

- aktywni uczestnicy gier agresywnych sprawiają poważne problemy wychowawcze rodzicom i osiągają niższe wyniki w nauce;

To jest bardzo ciekawe – z moich obserwacji wynika, ze największe problemy wychowawcze sprawiały osoby ze stwierdzonym (przez kolegów Autor po fachu) tzw. ADHD, a nie gracze. Serio – nie znam ani jednego gracza, który by sprawiał problemy. Oczywiście, Autor nie wziął też pod uwagę, że badał osoby w okresie buntu młodzieńczego. Bo to by do tezy nie pasowało.

 

Cytuj

- utrudniają, a nierzadko uniemożliwią zrozumienie takich wartości-zjawisk jak: życie, śmierć, miłość, przyjaźń.

Dobra, wysiadam przy tym argumencie. Serio – nie mam zielonego pojęcia jak to skomentować.

 

Na koniec - obiecany link. Kończąc, chciałbym Wam życzyć pełnych radości i spokoju Świąt Wielkiej Nocy. Do zobaczenia za dwa tygodnie :)!

MajinYoda

inne Śmieszki

Prima Aprilis, April Fools’ Day, Un poisson d’avril… Pierwszy kwietnia ma wiele nazw, ale sprowadzają się w zasadzie do jednego – robienia innym żartów, dowcipów i tak dalej, Jednakże ja, zamiast bawić się w jakieś fake informacje, że zostałem księdzem albo porzuciłem granie na rzecz hodowli jedwabników, postanowiłem napisać o żartach i nawiązaniach z gier, które zapadły mi w pamięć. Oczywistym jest, ze nie dałem rady wyłapać wszystkiego – podzielcie się więc w komentarzach nawiązaniami w grach, które Was rozbawiły/zapadły w pamięć ;).

kJdPeTS.gif

Na pierwszy ogień idzie chyba najbardziej naszpikowana żartami seria – GTA. Pierwsze, co przychodzi do głowy to „Two-Faced Turner” – misja z „trójki”, która naśmiewa się z głównego bohatera serii Driver – czyli ówczesnych „konkurentów” gry Rockstara. Osobiście spodobał się się też żart R* z… samego siebie. W jednej z misji w GTA V można otrzymać nagrodę za… bycie lepszym od CJ’a. Chyba każdy wie, o co chodzi ;).

CJ.jpg

W tej samej grze zresztą pojawia się więcej „żarcików”. Najlepszy jest, oczywiście, JB700, czyli samochód nawiązujący do Aston Martina DB5 – chyba najbardziej rozpoznawalnego samochodu Jamesa Bonda.

No, jest też to:

gta5_monkeys.jpg

 

Z kolei z Wiedźmina najlepiej zapamiętałem nawiązania do filmów Quentina Tarantino - Kill Billa oraz Pulp Fiction. Z tego pierwszego CDP Red wziął Hattoriego, wytwórcę mieczy, który musiał robić pierogi. Z tego drugiego najbardziej rozpoznawalny tekst – ostatnie słowa z filmu (gdyby ułożyć sceny chronologicznie, rzecz jasna).

Dodatkowo, oczywiście, zapamiętałem nawiązania do polskich filmów i seriali. Chłopaki nie płaczą - „dałbym sobie uciąć za nią rękę. A teraz chodzę bez ręki”, Jak rozpętałem drugą wojnę światową - „dadadadada dadadada” czy nucenie przez strażników „Deszcze niespokojne”. Ponadto, oczywiście, nawiązanie do polskiej polityki i… „kamieni kupy”. 

Oraz ta karta, jako nawiązanie do pewnej innej gry:

images?q=tbn:ANd9GcTNg_Lm4Ep_F0t_M9gpVjK

Skoro już o Skyrim mowa – chyba najczęściej słyszałem (i przez to najlepiej zapamiętałem) tekst Hadvara i Ralofa o „trafieniu więcej ode mnie” rodem z Władcy Pierścieni.

Oczywiście, nawiązania do trylogii Tolkiena do innej kopalni „jaj wielkanocnych”, czyli World of Warcrafta i żartu humana o „pomyśle na filmową trylogię - Rządca Bransoletek” [tłum. własne :P]. W kwestii żartów świetny jest też goblin i jego „I'm a little friend. Say hello” (kto wie z jakiego to filmu - ręka do góry ;)). WoW to także NPC nawiązujące imionami do mniej lub bardziej znanych celebrytów jak Haris Pilton, Harrison Jones oraz Mina Kunis.

Oczywiście, muszę też wspomnieć o Profesorze Farnsworthie Putricide i jego

putricide_farnsworth_motivator.jpg

 

To już prawie koniec ;). Został jeszcze Far Cry 4 i broń-nagroda o nazwie A.J.M. 9, czyli nawiązaniem do RoboCopa. Jest też moja ulubiona Mafia i akcja w Corleone Hotel. Przedostatnim żartem jest gra indie To The Moon i sekwencja, w której walka wygląda jak w grach z serii Pokemon. Natomiast ostatni żart pojawia się w grach (i nie tylko) tak często, że trudno mi wskazać gdzie mi zapadała w pamięć. Koniec końców wybrałem to jako osiągnięcie z pierwszej Magicki. Mam oczywiście na myśli „IT’S OVER 9000!” z mojego ulubionego anime ;).

 

I tym akcentem zakończę :). Napiszcie czy Wam się podobało i podajcie swoje typy w komentarzach :).

MajinYoda

Coś ma pecha jeden z moich wpisów – w zeszłym tygodniu go nie skończyłem, w tym wyszedł taki temat, że trudno byłoby mi go przemilczeć. Tak – znowu gry są winne tragedii i zapewne już domyślacie się, którą mam na myśli…

 

Od kilku dni tzw. „mainstreamowe” media żyją śmiercią dwuletniej dziewczynki. Do tragedii doszło w Pile i domniemanym sprawcą jest jej ojczym. Więc praktycznie każdy serwis podłapał temat i teraz każdy z nich wpisuje w tytułach te same hasła: nie szło mu w grze i zabił dziecko.

 

Ponadto, każdy serwis podkreśla, że ojczym „namiętnie grał w jedną z internetowych gier komputerowych typu RPG i zamieszczał w sieci filmiki z nią związane” (za http://www.tvn24.pl). Poszperałem trochę i bez trudu dotarłem do portali, na których ten domniemany morderca-gracz miał konta. Oczywisty był Twitch oraz Facebook. Nie chcę tu podawać adresów, ale gracze już wiedzą o kogo chodzi. Serio! „Życzenia” żeby „zdechł” są już dość powszechne na jego koncie na FB.

 

Zastanawiacie się pewnie co za szatańską grę streamował? Odpowiedź nie może być bardziej oczywista – chodzi o Tibię. No chyba nie spodziewalibyście się czegokolwiek innego, nie? Bo Tibia przewija się aż nazbyt często w tego typu tragediach, zaraz obok Counter-Strike’a…

 

Wracając do sprawy – media znów pokazują jak bardzo łatwo dokopać graczom. Bo tytuły, jak już wspomniałem, największą odpowiedzialność spychają na grę. Dopiero potem, pod koniec artykułu jest mowa o tym, ze rodzina miała przydzielonego asystenta z MOPS. Oraz, że matka dziewczynki nie zareagowała od razu (co jest bardzo dziwne), ale dopiero po trzech dniach. I ponoć to z jej zeznań wynikło, że winne są „przegrane” w grach przez jej męża. Oraz, że dziewczynka musiała być regularnie bita. Czy jednak przez gry, czy ojczym był zwykłym „drecholem”? Trudno określić i nie mnie (ani mediom) to osądzać – od tego, zgodnie z nazwą, jest sąd.

 

Już w zasadzie nie przejmuję się, ze media wciąż utrwalają stereotyp w stylu Barei „ to morderca! I gracz – bo każdy gracz to morderca!”. Szkoda tylko, ze najważniejsze informacje (choćby o tym, ze rodzina już wcześniej miała problemy) są spychane na koniec newsa, bo lepiej jest dokopać grom. Bo w końcu w dziennikarstwie nie chodzi o prawdę, nie?

 

Na zakończenie chciałbym dopisać coś jeszcze – tekst z profilu owego ojczyma, napisany wiele dni wcześniej:  „CO ROBISZ NA CODZIEŃ ? - Pracuję , spędzam czas z moją żoną i corką :)” – co o tym myśleć?

 

A Wy – co sądzicie o całej sprawie?

 

PS. Wybaczcie jakość tekstu, ale pisałem go wczoraj, na gorąco.

PS2. Zamiast obrazków będzie suchar – ilu spychologów potrzeba, by wymienić żarówkę?

Spoiler

Wystarczy jeden – napisze, że ciemność jest winą gier. A pozostali to od niego spiszą.

 

MajinYoda

Na początek muszę się Wam przyznać, że dzisiaj miał być inny wpis, ale jeszcze go nie skończyłem, więc postanowiłem wrzucić MSM-a. Jest on o tyle ciekawy, że przedstawia pewną sytuację, która już była omawiana w innym MSM-ie… Ale z pewnymi różnicami, bo czegóż innego można się spodziewać po spychologach? ;).

Jednak, do rzeczy – Joanna Szymańska i jej artykuł „Komputer jak narkotyk − część I” (część druga jest nudna, więc raczej nie będę jej opisywał), który został opublikowany w miesięczniku „Remedium" (nr 10, 2002), ale ja znalazłem go na stronie Instytutu Spychologii Psychologii Zdrowia  – link znajduje się, tradycyjnie, na końcu tekstu.

Będzie dość długo…

 

Cytuj

Entuzjazm towarzyszący pojawieniu się komputerów osobistych i rozbudowie sieci, z punktu widzenia czasu, okazał się przesadny. Zakładano bowiem, że użytkownicy będą wykorzystywali nowe narzędzie przede wszystkim dla własnego wszechstronnego rozwoju. Jednak medium informatyczne zostało bardzo szybko "zaśmiecone" pornografią i zagarnięte przez producentów różnego typu programów rozrywkowych. W badaniach amerykańskich stwierdzono, że tylko część użytkowników traktuje je jako użyteczne narzędzie w pracy zawodowej. Zdecydowana większość poszukuje raczej sensacji i rozrywki, co można było przewidzieć po latach doświadczeń z telewizją, w której programy edukacyjne nie cieszą się największą oglądalnością.

Powyższy akapit nie jest jakiś strasznie głupi, szczególnie w 2002 roku. Jakby tylko Autorka na tym zakończyła…

e93.png

 

Cytuj

(…) Popularność gier przekroczyła wszelkie oczekiwania i oceniana jest jako prawdziwy fenomen socjologiczny lub wręcz zjawisko kulturowe, a spowodowane przez nie efekty destrukcyjne stają się poważnym problemem społecznym i zdrowotnym.

Taki tekst pojawia się od wielu lat i nic. Czyżby spychologia była aż tak nierozwojową nauką, ze badają gry od X lat i wciąż wypisują to samo?

 

Cytuj

Do niedawna uzależnienie od komputera stanowiło w Polsce problem czysto teoretyczny, który interesował głównie specjalistów. W ciągu ostatnich dwóch lat występuje on już na tyle realnie, że trzeba się z nim zmierzyć.

I od 2000 roku jedyne, co zrobili spychologowie… to pisanie kolejnych mądrości – a raczej – przepisywanie i, od czasu do czasu, tworzenie nowych „potworków”.

 

Cytuj

Coraz młodsze dzieci uczą się obsługi komputera, który stanowi dla nich interesującą zabawkę. Zaczynają zwykle od najprostszych symulacyjnych gier sprawnościowych (odbijanie piłeczki, detonowanie min czy prowadzenie samochodu). Z czasem przechodzą do gier przygodowych czy bardziej skomplikowanych gier strategicznych wymagających umiejętności planowania. Zabawa okazuje się niezwykle wciągająca i łatwo prowadzi do uzależnienia się.

Już znacie ścieżkę uzależnienia od gier komputerowych – najpierw Pong, Saper i Need for Speed, potem Syberia i Age of Empires… I już dzieciak jest psychopatą :(.

 

Cytuj

Sprzedaż gier przynosi ogromne zyski, toteż producenci rzucają na rynek coraz więcej produktów i inwestują w rozwój techniki komputerowej.

Na tym to polega – to się nazywa EKONOMIA.

 

Cytuj

Pojawiają się propozycje coraz bardziej wyrafinowane i skomplikowane, ale też dostarczające silniejszych wrażeń. Należą do nich gry typu "odgrywanie ról", w których gracz decyduje o losach bohaterów, oraz gry typu "wirtualna rzeczywistość", które po założeniu odpowiednich okularów i rękawic pozwalają odbierać doznania sensoryczne i stwarzają iluzję rzeczywistego uczestnictwa w fikcyjnych wydarzeniach.

Czyli od AoE przeszliśmy do Baldur’s Gate i Oculusa… ciekawe, ciekawe…

 

Cytuj

Wielu psychologów zauważa, iż doświadczenia przeżywane w wirtualnej rzeczywistości, przypominają niekiedy stany "odlotu" po zażyciu środków halucynogennych. Częste przebywanie w niej może spowodować poważne zmiany osobowości.

Już wiecie czym grozi korzystanie z VR i dlaczego tak ochoczo gracze kupują taki sprzęt – przecież każdy z nas, graczy, ma w domu Oculus Rift czy inny sprzęt służący do „odlotów” :).

 

Cytuj

Mary Pipher stwierdza, że media elektroniczne, a zwłaszcza gry nowej generacji, są ogromnie niebezpieczne dla dzieci i młodzieży. Dzieci nie mają jeszcze wyraźnie zakreślonych granic własnego ja i granic realnego świata. Cechuje je również mały krytycyzm. Często przebywają w świecie fantazji i łatwo zaciera się im granica między fikcją a rzeczywistością. Łatwo też identyfikują się z bohaterami medialnymi, którzy stanowią dla nich atrakcyjny model zachowań. Efektem częstych zabaw z komputerem może być zupełna utrata kontaktu z rzeczywistością i wystąpienie zaburzeń nawet o charakterze psychotycznym.

 

Stwierdzenie na miarę Nobla. To znaczy - wynalazku Alfreda Nobla. Najwyraźniej pani Pipher zapomniała o istnieniu takich dziwnych istot… jak się one nazywały… hmm… wyleciało mi z głowy :(… no wiecie – takie „cosie”, które są odpowiedzialne za wychowanie swoich dzieci… pomóżcie :(!

52119287.jpg

 

Cytuj

(…) Media elektroniczne wprost "ociekają" agresją i przemocą, co powoduje zaburzenie procesu socjalizacji i znaczące podniesienie się poziomu agresji u młodych odbiorców. W wielu grach celem jest unicestwienie przeciwników, nieraz bardzo wyrafinowanymi metodami.

Właściwie nie jest to jakoś straszne głupie – ot, tendencyjny tekst, który już nieraz pojawił się w MSM-ach. Oczywiście, rzucony z wyczuwalną nieomylnością badacza i poparte badaniami innych spychologów.

 

Cytuj

Wciągu {sic!} kilku ostatnich miesięcy, nauczyciele i psychologowie poradni oświatowych sygnalizują występowanie opisanych objawów i niepokojących zaburzeń zachowania u niektórych dzieci z młodszych klas szkoły podstawowej.

Nie wiem co wciągali nauczyciele i psychologowie w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Ktoś ma jakiś pomysł :)?

 

Cytuj

Według pedagogów dzieci te zachowują się dziwnie, bardziej jak roboty lub UFO-ludki niż zwykli ludzie. Wykonują jakieś automatyczne czynności, bywają zupełnie wyłączone lub nadmiernie pobudzone. Nie reagują na polecenia i trudno z nimi nawiązać kontakt. Często konfabulują, opowiadając zupełnie nieprawdopodobne historie, reagują agresją fizyczną wobec kolegów i nauczycieli. Z powodu swoich zachowań są odrzucane przez grupę, co potęguje nieprawidłowe reakcje.

Czy Autorka nadal pisze o graczach? Bo ten tekst chyba jest przepisywany (z drobnymi zmianami) mniej-więcej od czasów, kiedy pierwsze osoby zaczynały „jarać się” malunkami na ścianach.

 

Cytuj

Dramatyczny przypadek zgłosiła jedna z warszawskich poradni:

Weźcie głęboki wdech – tylko nie za głęboki… nie poduście się ;).

 

Cytuj

Psycholog został wezwany w trybie pilnym do szkoły, w której nauczyciele nie mogli sobie poradzić z bardzo pobudzonym ośmiolatkiem. Chłopiec od kilku miesięcy prezentował zachowania opisane powyżej. Nie reagował na własne imię i nazwisko twierdząc, że nazywa się Wielki Mandorf. Mówił do siebie, nie brał udziału w lekcjach. Przyczynę takich zachowań szybko zidentyfikowano, ponieważ dziecko mówiło ciągle o swoim komputerze, a uczniowie ze starszych klas poinformowali pedagoga, iż mały przyjął imię bohatera jednej z gier. Koledzy wyśmiewali się z niego, co powodowało gwałtowne reakcje agresywne. 

Wychowawczyni rozmawiała z rodzicami sugerując wizytę u psychologa i ograniczenie dziecku dostępu do komputera. Rodzice z oburzeniem odrzucili jej rady. Pewnego dnia chłopiec rzucił na podłogę zeszyt i kazał go podnieść koledze, którego nazwał swoim sługą. Po odmowie wykonania polecenia i drwinach klasy, groził wszystkim torturami i śmiercią, wreszcie z furią zaatakował osoby bliżej stojące. Był tak pobudzony, że czworo {!} nauczycieli {!!} z trudem {!!!} zaniosło {!!!!} go do gabinetu dyrektora. Wezwany psycholog długo nie mógł nawiązać z nim kontaktu. Po dwóch godzinach zaczął rozmawiać, lecz odnosiło się wrażenie, iż przebywa w zupełnie innej rzeczywistości. W domu opowiedział, że w szkole był wymyślnie torturowany, co skłoniło rodziców do zawiadomienia policji i złożenia skargi do kuratorium oświaty.

Jest to bardzo ciekawy przypadek, nie sądzicie? Nie ze względu na to, jak Autorka go opisała, bo dzieciak był zdrowo rypnięty, skoro zrobił coś takiego. Choć mam dziwne wrażenie, ze „Wielki Mandorf” jest tylko… tworem czyjejś wyobraźni. Dlaczego? Bo już kiedyś na tym blogu, inny spycholog opisywał przypadek dzieciaka, który „mówił” na siebie tak samo, ale różniły się szczegóły. W dodatku – nadal nie wiem kim na Innosa (:P) jest ten cały Wielki Mandorf! Po wpisaniu tej frazy w Google pojawiają mi się tylko linki do stron, na których bezmyślnie spisano ten przypadek... oraz wioska gdzieś w Austrii... Hmm... Austria sugeruje pewnego człowieka… ;). Przypadek? Nie sądzę!

ed63f48e450950f4d0ccccce6b244d1a7e92a93d

 

Tak swoją drogą – ten Wielki Mandorf musiał być, skubany, silny od tych gier komputerowych, skoro potrzeba było aż czwórki dorosłych osób, by zanieść go (ośmiolatka!) do gabinetu dyrektora! Można to skomentować tylko jednym obrazkiem:

1llh10.jpg

Kurde, czemu nas jeszcze masowo do wojska nie biorą :D?

 

Cytuj

Jest to niewątpliwie przypadek wymagający konsultacji psychiatrycznej i pracy z rodzicami. Można się spodziewać liczebnego wzrostu podobnych zaburzeń, co wymaga przygotowania nauczycieli do ich rozpoznawania, a psychologów do odpowiedniej interwencji.

Jestem ciekaw, ile takich „Wielkich Mandorfów” objawiło się w szkołach w ciągu tych 15 lat. Nie wiem, ale ja tam w gimnazjum – w grupie najbardziej zaufanych osób, ma się rozumieć – miałem tytuł „dona”. Taki byłem uzależniony od Ojca chrzestnego – filmów i książki ;).

 

Na koniec – obiecany link.

MajinYoda

Jak większość z Was zapewne zauważyła, obśmiewani przeze mnie w MSM-ach Prof. S. Jonaliści twierdzą, że gry powodują odwrażliwienie (desensytyzację) graczy. Istnieje także pogląd, który twierdzi coś wręcz przeciwnego – czyli teoria katharsis , która wywodzi się z przekonania, że człowiek odreagowuje w grach swoje wewnętrzne napięcia (Feibel, 2006) – który osobiście popieram.

 

Jednakże, do dziś pamiętam pewną grę, jedyną, przy której miałem kaca moralnego. Wspominałem już o tym kilka razy w komentarzach na tym blogu, ale czas opisać to nieco dokładniej. Oczywiste jest, że postacie w grach są dla mnie jedynie zlepkiem pikseli i wielokątów, zbiorem zer i jedynek. Naziści? Dajcie mi snajperkę. Policja? Koktajle mołotowa i karabin. Templariusze lub asasyni? Gdzie moje ostrze… Elfy, orkowie, krasnoludy, nilfgardczycy czy redanie? Łuk, miecz, topór lub kula ognia. Buntownicy…

guns-dont-kill-o1d4w5.jpg

No właśnie, ta frakcja w Gothic 3 stała się w swoim czasie powodem mojej niechęci do tej gry. Kiedy wyszła byłem nią zafascynowany (zresztą do dziś jestem) – nie ze względów fabularnych (bo, nie oszukujmy się, scenariusz był bardzo słaby), ale ze względu na konflikt trawiący Myrtane, Varant i Nordmar. Konflikt, przez którego pryzmat patrzyłem początkowo na wojnę domową w Skyrim. Wojna trzech bogów odzwierciedlona zmaganiami śmiertelników – to przykuło mnie to monitora w tej grze…

442d914432_gothic_jedna_gra.jpg

Oczywiście, na samym początku obrałem drogę rojalistów, uznając ją za jedyną słuszną. Wyzwalanie miast spod okupacji orków i ich kolaborantów i przekazywanie ich w ręce tych, którzy pozostali wierni królowi powtarzałem wielokrotnie. Za każdym razem przez pierwszy rok nawet na krok nie zboczyłem ze ścieżki Pogromcy Orków…

0b3621fbc31e31a6fcf72c9e46004158f534c046

Aż nadszedł moment, który zna każdy fan RPG, czyli opowiedzenie się po stronie „tych drugich”. Więc zacząłem grę z myślą o zgnieceniu pod swoim butem wszelkiej rebelii i zaprowadzeniu jedynych słusznych rządów nowych panów – orków!

Wszystko szło dobrze aż do zadania zniszczenia kryjówki buntowników – Reddock. Jako, ze grałem na god mode to wpadłem tam i wyrżnąłem w pień tych… tych, z którymi jeszcze niedawno współpracowałem, pomagałem im odzyskać ich ziemię. U mych bezimiennych stóp leżeli ludzie, którzy wierzyli w Innosa.

 

Wyłączyłem grę, pamiętam, że nawet nie zapisywałem. Przez tydzień nie mogłem patrzeć na Gothica 3 – odpalałem go i stwierdzałem „nieee…”. Po tych siedmiu dniach wreszcie go włączyłem. By wczytać zapis i skierować swoje ostrze przeciw najeźdźcom!

Do dziś jednak pamiętam, że to jedyna gra, przez którą miałem kaca moralnego. A Wy – mieliście/macie taką grę, gdzie nie umiecie zagrać „inaczej”/macie wyrzuty sumienia, że zagraliście tak a nie inaczej?

PS. Po kilku latach i tak przeszedłem G3 ścieżką orków :).

 

 

 

 

 

 

 

MajinYoda
Cytuj

„Kto ty jesteś? Polak mały.

Jaki sprzęt twój? Pecet mały.

Kto idolem? Rajden elektryczny.

Twoje hobby? Śmierć i gwałt fizyczny”.

Takim „wierszykiem” zaczyna się artykuł „Niebezpieczne gry komputerowe” autorstwa Sebastiana Taboła, opublikowany na łamach „Kultury i Edukacji” w 2006 roku (tekst znalazłem w Sieci - link znajduje się na końcu). I już wiecie, że będzie ostro. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałem w artykule naukowym. Może ktoś się odważy dopisać kolejne zwrotki? :)

221760_1325700035_520f_p.jpeg

 

Cytuj

Na rynku pojawiają się coraz bardziej wymyślne gry komputerowe, w których niestety często chodzi tylko o jedno – zniszczyć i zabić. Są też i takie gry, w których główna fabuła wcale nie oscyluje wokół wątku śmierci.

Fajnie, że Autor dostrzega, że istnieją gry pozbawione takich motywów. Choć brzmi to mniej-więcej tak: „Wszyscy psychologowie piszący o grach komputerowych są głupi. Choć są też tacy naukowcy, którzy są mądrzy.”

 

Cytuj

Coraz głośniej mówi się o niebezpiecznych grach komputerowych, jednak producenci gier wcale tymi ostrzeżeniami się nie przejmują, przygotowując kolejne, w których należy stosować wymyślne techniki zabijania i likwidowania przeciwnika: karabinem, miotaczem ognia, piłą tarczową i łańcuchową, siekierą, mieczem itd. Nie chcę tu uogólniać, że wszystkie gry komputerowe są złe, bo to nieprawda.

Ostatnie zdanie mnie zbiło z tropu – serio! Przecież ono nie ma większego sensu w kontekście reszty tekstu! Może to zwykły chochlik drukarski?

 

Cytuj

Jednym z podstawowych argumentów przeciwko niektórym grom jest zbytnie gloryfikowanie w nich agresji i przemocy. Nikogo nie trzeba w związku z tym przekonywać, że jeśli nasze dziecko będzie się wychowywać w takim środowisku, łatwo przewidzieć skutki. Po prostu dziecko przebywające wiele godzin w towarzystwie komputerowych zabijaków samo stanie się agresywne. Jest to podstawowy argument przeciwko tym grom, które są agresywne.

Eee… Czyli argumentem przeciwko grom jest przemoc w nich zawarta, która jest argumentem przeciwko grom, w których jest przemoc? Ten akapit to już nawet nie jest masło maślane. Nie wspominając o wpisaniu tu dziecka między te dwa zdania. Spytam zatem (po raz kolejny na tym blogu…) ile powinienem mieć już ofiar na koncie?

 

Cytuj

Od ponad dwóch lat śledzę pojawiające się gry komputerowe i muszę powiedzieć, że twórcy gier przechodzą samych siebie, aby umożliwić graczowi jak najefektowniejsze zabicie swojego przeciwnika. Przeanalizowałem około 60 gier, w których producenci preferują, aby wiek gracza wahał się między 16 a 18 roku życia i muszę stwierdzić, że wszystkie w swej treści zachęcały gracza do zabijania, przerzynania piłą, strzelania.

Do tych „ponad dwóch lat” zaraz przejdę, wraz z Autorem. Zastanawia mnie jednak czemu Autor wziął się za gry z założenia dla dorosłych i karci je za bycie… skierowanymi do dorosłych. Nigdy tego nie zrozumiem – to tak jakby oglądać filmy np. Tarantino i czepiać się, że „tam się w kółko mordujo i dziatwę deprawujo”.

 

Cytuj

Jedna z gier, pominę jej nazwę, zachęca gracza do zachowywania się jak pospolity przestępca. Zadaniem gracza są kradzieże samochodów, autobusów i dokonywanie największej liczby rozbojów. Im częściej łamane jest prawo, tym więcej punktów. Kiedy gracz jeździ skradzionym środkiem lokomocji, aby otrzymać dodatkowe punkty, musi przejeżdżać przechodniów lub najeżdżać na każdy samochód, który spotka na swej drodze.

Przyznam szczerze – szkoda, że Autor pominął nazwę tej gry, bo ten opis pasuje do kilku rożnych produkcji – m.in. GTA (szczególnie „dwójki”, ale przecież nie mieści się w ramach czasowych…), Carmageddona itp. razem wziętych. Ale to nie koniec:

 

Cytuj

Kiedyś zapytałem moich studentów: Jaką osobę w grze, którą teraz „prezentuję”, gracz musi przejechać, aby otrzymać największą liczbę punktów? Studenci odpowiadali, że na pewno taką osobą musi być i kolejno wyliczali: policjant, ksiądz, nauczyciel. Niestety nikt nie zgadł, ponieważ największą liczbę punktów gracz otrzyma wtedy, gdy przejedzie… kobietę w ciąży! I czy teraz jest to zabawne?

Cóż... przez 18 lat grania nigdy nie słyszałem (poza, naturalnie, "książkami naukowymi") o grze, w której rozjeżdża się kobiety w ciąży. Ba, nawet nie wiem skąd wziął się w tym zestawieniu nauczyciel ;). Ktoś-coś?

 

Cytuj

Jakie konsekwencje ponoszą gracze, grający w gry przesycone agresją, oprócz tego, że wcześniej czy później będą agresywni? Gracze tacy charakteryzują się nadmiernym pobudzeniem, podwyższonym ciśnieniem krwi.

Tutaj się nie wypowiem – może Autor przeprowadził wnikliwe badania graczy? Trudno określić, bo moje ciśnienie jest w normie (mierzyłem przed czytaniem tych „mądrości”).

Przejdźmy jednak dalej:

 

Cytuj

Na podstawie gier komputerowych można by stworzyć listę morderców, dla których zabijanie przychodzi tak łatwo, jak zabranie dziecku lizaka.

Pamiętam odcinek „Pogromców mitów”, który obalił stereotyp łatwego odbierania dzieciom lizaków. No, chyba, że Autor powołuje się na swoje doświadczenia :).

 

Cytuj

Pierwszym, który otworzyłby listę morderców komputerowych, jest TOBIAS REIPER. Tego „bohatera” można spotkać w takich grach, jak „Hitman” i wszystkich odmianach tej gry. Jak wspomniało pewne czasopismo komputerowe, „jest wirtuozem kryminalistyki, zabijając w najbardziej subtelny sposób (…) zawsze minimalizując straty w imię perfekcji sztuki uśmiercania”.

Autor tak dokładnie analizował te gry, że przekręcił nazwisko głównego bohatera (powinno być Rieper). Nie wiem jednak jakie w 2006 roku mogły być odmiany gry „Hitman”? Zabawne też, że Autor zacytował tekst, który odrobinę podkopuje jego tezę – celem Agenta 47 nie jest mordowanie wszystkiego, co się rusza. A, żaden cytat w tym tekście nie pochodzi z CDA ;).

 

Cytuj

Inny morderca to RICHARD RIDDICK, którego możemy znaleźć {zgubił się?} w takich grach, jak: „The Chronicles of Riddick”, „Escape from Butchers Bay”. Jak podają opisy gier, jest to osobnik agresywny i socjopata, gotowy eksplodować nawet z bardzo błahego powodu. Dowiadujemy się, że obce mu są zasady moralne, ponieważ gotów jest zrobić wszystko, co jest zgodne z jego interesem. (…) W opisie tej gry czytamy, że „Riddick zna wiele ciosów, kontroluje i blokuje uderzenia przeciwników, a jeśli wciskamy klawisz ataku w odpowiedniej chwili, płynnym ruchem zabija rywala wyrwaną mu bronią”, „Gdy trzymamy pałkę, Riddick albo dusi nią przeciwnika, albo podcina go ciosem pod kolano, a następnym rozbija mu głowę”, (…) „W grze jest poziom rodem z horroru, podczas którego spieszymy się z wykańczaniem hord wrogów”, „Na dodatek efekt ciosu jest świetny: trafiony przeciwnik zatacza się i zaczyna krwawić z podbitego oka czy rozciętego policzka”, „Nareszcie wolny! No, prawie wolny. Gdy mamy karabin w garści, życie Riddicka jest znacznie prostsze, a strażników – krótsze. Wpadając na gości w ciężkich zbrojach, staramy się strzelać im w plecy” (nie wiem, co na to kodeks honorowy {to nie Roland a Riddick!}), „Riddick sprawnie obsługuje potężną bojową zbroję, dziurawiąc dziesiątki przeciwników ze sprzężonych karabinów maszynowych. Ten poziom jest genialny!”

Fragment długi, z żalem musiałem go nieco poskracać. Niestety, postać Riddicka jest mi obca (tzn. nigdy mnie przesadnie nie interesowała), ale poczytałem sobie trochę o nim. Fakt, jest określany jako psychopata, ale wszystko, co Autor opisał bohater robi, by… przeżyć. Ponadto, jak podaje opis tej postaci „posiada pewien stopień moralności. . Nie zabija osób, które mu nie zagrażają”. Więc, jak większość podobnych postaci pojawiających się w kulturze, nie jest to postać w pełni zła. Taki „chaotycznie neutralny”.

 

Cytuj

Wśród największych morderców znajduje się także RAYNE, którą możemy spotkać w grach „Blood Rayne” oraz „Blood Rayne 2”. (…) Jest to osoba nietypowa, określana w opisach gry mianem dhampirem {ta składnia…}, tzn. osobą w połowie człowiekiem a w połowie wampirem. (…) W scenach tej gry {???} gracz może obcinać wrogom głowy, przebijać ich na wylot (dowcipnie autor nadał temu fragmentowi gry taki opis „Tylko kobieta może naprawdę poznać wnętrze innej kobiety”). Jak bardzo gra ta może okazać się edukacyjna dla młodzieży, niech świadczy kolejny przytoczony przeze mnie fragment opisu tej gry: „Dużo przydatniejsze są mordercze taktyki wykorzystujące otoczenie, np. zjazd po poręczy schodów z wysuniętymi na boki ostrzami. Po takiej »przejażdżce« stopnie są aż śliskie od krwi”. Na koniec, aby przypieczętować głupotę recenzenta, zacytuję ostatni fragment opisu tej gry – „ta absurdalna ultraprzemoc to jeden z najsilniejszych atutów gry!”

Noo, tego też jeszcze nie było w artykułach naukowych – Autor, jak widać, lubi atakować innych za głupotę, choć sam pisze niezłe bzdury. Choć, akurat, rozbawił mnie tą zgryźliwością o „edukacyjności” BloodRayne.

Dobra, to już jest nudne – doczytacie sobie resztę :). Czas przejść dalej:

Cytuj

W 2001 roku przeprowadziłem badania wśród uczniów klas I–III szkoły podstawowej. W ankiecie prosiłem uczniów grających na komputerze, aby podali nazwę swojej ulubionej gry komputerowej. Najczęściej wymieniane gry, w które ci uczniowie grali, to: „Quake”, „Chasm” oraz „Dark Colony”. Postarałem się poszukać opisów tych gier, aby dowiedzieć się, jakie są ich zasady. Wyniki tych poszukiwań mocno mnie zaskoczyły.

No, przynajmniej jeden naukowiec się postarał. Brawa dla Autora za poświęcenie.

brawo.gif

Cytuj

Jedną z najbardziej znanych wtedy na rynku gier komputerowych była gra „Quake”. Zasadniczym celem tej gry jest zdobycie czterech magicznych kluczy-symboli. Aby je zdobyć, należy przejść labirynt i zabić wszelkie postacie, które pojawiają się w zasięgu wzroku grającego. To, co w grze jest szokujące z punktu widzenia przemocy, to możliwość dokonywania aktów wandalizmu. Oprócz samego zabijania, można na przykład zbić witraż. Narzędzia do dyspozycji gracza to: nóż, siekiera, gwoździe, porażanie prądem, dubeltówka.

Poszperałem i wygląda na to, że Autor opisał… pierwszą część! Tę z 1996 roku! Nie wiem czy uczniowie  klas I-III w 2001 roku znali tę część – raczej zakładam, że chodziło o Quake III Arena. Choć nie wiem… A – widzę, że rozbijanie witraży urosło do zbrodni równej mordowaniu :).

 

Cytuj

W grze „Chasm” na ścianach można zauważyć wiszące zmasakrowane ciała ludzkie, można do nich podejść, obejrzeć je z bliska, podobnie jak świeżo zabitych. Ściany po walce spływają krwią, której kapanie wyraźnie słychać, podobnie jak jęki mordowanych przez gracza przeciwników. Na podłodze znajdują się wyraźnie widoczne kawałki ciał (np. noga czy ręka), a w powietrzu latają krwawe strzępy. Dla podniesienia realistyczności akcji twórcy gry, oprócz wyżej wspomnianych, wprowadzili takie dźwięki, jak: skowyt zabijanego psa, strzały, uderzenia narzędzi, dźwięk piły tarczowej, ale także: szum wiatru, odgłos kroków gracza, echo w lochach itp.

Dobra, tym razem spasuję – gry nie widziałem, na screenach ściany nie zawierają „zmasakrowanych ludzkich ciał”, ale się nie wypowiem. Jak ktoś może to proszę o komentarz ;).

 

Cytuj

W grze „Dark Colony” przeciwnikami gracza są ufoludki. Zadaniem gracza jest zabicie wszystkich tubylców. Do dyspozycji grającego są karabiny i inna broń automatyczna. Bardzo efektownie wygląda scena, w której gracz trafia w głowę wroga. Głowa ta leci szerokim łukiem lub rozbryzguje się, rozlewając wokół fontanny krwi. Typowe są też sceny podrzynania gardła ludziom przez potwory o wielkich kłach i szablistych kończynach. W grze można spotkać także obrazy, na których ludzkie trupy z wnętrznościami zjadane są przez robactwo. Jeżeli graczowi nie uda się zwycięsko przejść całej planszy, pojawia się animacja, która przedstawia szpaler głów obdartych ze skóry, przebitych, z wyłupanymi oczyma, nadzianych na pale. W tle słychać wyraźne brzęczenie much latających nad padliną. Chciałbym nadmienić, że proponowany wiek gracza, jaki był preferowany przez producentów, to +16 lat.

Ponownie rok 1997, tym razem, dla odmiany, RTS… w którym poza ziemskimi kolonistami można grać też „ufoludkiem” (w tej roli Marsjanie), ale o tym Autor zapomniał. W to też nie grałem, więc również nie opiszę, ale z filmików w Sieci wnioskuję, ze Autor ma rację. Wreszcie :).

 

Cytuj

Nie potrafię także zrozumieć, dlaczego niektórzy piszą takie brednie, które na pewno czytają uczniowie o nieskrystalizowanym rdzeniu osobowościowym. W pewnym artykule o sposobach zabijania wrogów w grach komputerowych autor pisze: „Weźmy na przykład taką piłę tarczową. Jest duża i nieporęczna. (…) A jednak spustoszenia, jakie tworzy w ludzkim ciele, są imponujące. Szarpie skórę, rozrywa mięśnie i miażdży kości. A do tego ten przyjemny dla ucha warkot pracującego silnika. Żyć, nie umierać”. Nie wiedziałem, że obrażenia, jakie można zadać bliźniemu, mogą być imponujące!

Tutaj Autor znów ma trochę racji, aczkolwiek uważam, że odpowiedzialnymi za pilnowanie dzieci, by nie czytały niewłaściwych dla nich treści, są rodzice, a nie osoba pisząca tego typu teksty. Choć współczesna spychologia, jak widać, zakłada co innego ;).

 

Cytuj

A my się dziwimy, że kibice tak się nienawidzą, a obiecywali po śmierci Jana Pawła II, że już nigdy na siebie nie podniosą ręki a tu masz, normalnie zachęca się nas do agresji i to w skrajnym wydaniu!

Czyli gry komputerowe (i osoby piszące w pismach komputerowych) są winne temu, że kibole się biją? No, nieźle… ;). Aż mi się tekst z „Seksmisji” przypomniał: „nie odpowiadamy tylko za gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz”… choć pewnie i temu jesteśmy winni :/. Szczególnie z takim graczem:

meh.ro11385.jpg

 

Cytuj

Uważam, że dożyliśmy czasów, w których ludzie w coraz młodszym wieku fascynują się motywami zabijania. Nasze pokolenie można by określić mianem „pokolenia śmierci” lub pokolenia „11 września”. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do scen śmierci ludzi, prezentowanych w telewizji, w grach komputerowych, że szokuje to już coraz mniejszą populację ludzi. Nie trzeba także nikogo przekonywać, jakie mogą być konsekwencje w przyszłości, jeśli dziecko w bardzo młodym wieku będzie szukało rozrywki w takich grach. Możemy spodziewać się tylko kolejnej eskalacji agresji.

Mnie trzeba przekonać, bo dotychczasowe wywody jakoś tego nie zrobiły. Bo choć zgodziłem się wcześniej z Autorem to jestem ciekaw ilu z tych przebadanych uczniów zostało mordercami/gwałcicielami/psychopatami… kibolami?

 

Cytuj

Jeśli coraz więcej dzieci i młodzieży będzie grało w takie gry, możemy przypuszczać, że w którymś momencie nastąpi potężna fala agresji i przemocy, o której słyszy się coraz więcej. Nikt z nas nie chciałby, aby nasze dziecko przyjaźniło się z mordercą, kryminalistą lub osobą, dla której wartości, takie jak: prawda, poszanowanie prawa do życia, dobro, uczciwość są obce. Niestety, w zaciszu domowym nasze dziecko wychowywane jest przez takiego psychopatę, którego spotyka w grze. Agresja i przemoc w tych grach stały się podstawowym elementem fabuły.

Tym razem Autor twierdzi, że to gry wychowują. Powtórzę się - gdzie, na Boga, są w tym wszystkim rodzice? Czy to aby właśnie nie oni są odpowiedzialni za wychowywanie SWOICH dzieci? Gdzie w tym wszystkim szkoła?

 

Cytuj

W grach komputerowych gracz oswaja się z agresją, której sam się dopuszcza, a najgorsze jest to, że nabiera w niej wprawy. Nie ulega także wątpliwości, że każdy gracz utożsamia się z agresywnym i niekiedy psychopatycznym mordercą.

Jeśli ktoś się utożsamia z taką postacią to jest psychopatą. Jeśli tylko się wciela to jest okej. Bo inaczej wszyscy aktorzy byliby psychopatami ;).

 

Cytuj

Zachęcałbym, aby nauczyciele, nazywający siebie wychowawcami, zaczęli interesować się, czy ich uczniowie fascynują się grami komputerowymi oraz w towarzystwie jakich gier często przebywają. Na zły wpływ niektórych gier komputerowych może zwrócić uwagę także każdy nauczyciel, który opiekuje się pracownią internetową i prowadzi zajęcia z informatyki.

To dosyć zabawne, bo ja miałem dwóch nauczycieli informatyki w czasie swojej edukacji – w gimnazjum i liceum. Tę z gimnazjum pominę (jak jej kolega odłączył mysz to biegała po sąsiednich salach „bo jej się komputer zepsuł”), ale z moim informatykiem z liceum gadałem np. o Gothicu. I jakoś nie słyszałem od niego o złym wpływie gier :). Ale przynajmniej pojawiła się szkoła, więc zawsze coś :).

 

Cytuj

(…)Uważam, że należy ostrzegać przed komputerem, ale nie wolno uprawiać demagogii. Nie wolno nikomu propagować takich twierdzeń, w których ukazuje się jedynie negatywny wpływ komputera na człowieka. Potrzeba nam rozsądku i rozwagi w ocenie tego problemu, który starałem się jak najlepiej przedstawić, pomimo niewielkiego rozmiaru tego opracowania.

A to ciekawe. To albo czytałem inny artykuł, albo ktoś inny dopisał ten ostatni akapit, albo Autor dopiero wytrzeźwiał po mocnej imprezie (albo właśnie się upił) i zapomniał, co napisał wcześniej albo chochlik drukarski był wyjątkowo kreatywny... Ktoś ma jeszcze jakąś teorię? :)

Kończąc, daję obiecany link.

Do zobaczenia za tydzień :).

MajinYoda

Zgodnie z zapowiedzią sprzed dwóch tygodni postanowiłem spróbować napisać coś o anime. Jednakże, gdy szykowałem się do pisania stwierdziłem – po co się ograniczać? Niniejszym więc inauguruję nowa kategorię – Kreskówki. Taka nazwa będzie lepsza, moim zdaniem. Oczywiście, nie spodziewajcie się tutaj recenzji - raczej takich Przemyśleń, ale nie o grach.

UWAGA:

lotka-carbon-170cm-spoiler.jpg

Jednakże, zanim zacznę muszę Wam się do czegoś przyznać – praktycznie nie oglądam seriali. W telewizji i „necie” pojawiają się coraz to nowe odcinki „Gry o tron”, „Walking Deada”, „Belle Epoque” czy innego „M jak miłość” (komu nie spodobało się to zestawienie niech zamieści w komentarzu kamień :P) a ja tymczasem oglądam zupełnie inny serial.

 

A jest nim, jak się zapewne domyśliliście z tytułu i wstępu (oraz połowy mojej ksywy i awatara), „Dragon Ball Super”. Tylko właściwie – dlaczego go oglądam? Początkowo, muszę przyznać, z sentymentu do „Zetki” (ach, te lata ’90 i oglądanie tego anime na RTL7 we francuskiej wersji z polskim lektorem :)) i chęci zobaczenia „czy Toriyama zrobi to lepiej niż zrobiono GT?” (może kiedyś napiszę o tym dłuższy tekst)… A potem mnie to autentycznie wciągnęło.

14571815060160.jpg

Zaznaczyć muszę, że nie oglądałem żadnego z ostatnich dwóch filmów kinowych przez obejrzeniem DBS, więc pierwszy i drugi arc „Super” były dla mnie czymś nowym. Przede wszystkim spodobał mi się wygląd i charakter Beerusa… ups, Lorda Berusa ;). Fakt, wkurzały mnie „fillery”, ale zdaję sobie sprawę, że bez tego serial skończyłby się zbyt szybko – a tego bym nie chciał :). Zresztą – nijak się mają do dłużyzn w „Zetce”.

0f18c429c0400c296fc27bfe9b5d689e.jpg

 

To anime oglądało mi się zresztą tak dobrze, że… nawet nie zwróciłem początkowo uwagi na słynne błędy w animacji. Serio – dopiero komentarze i wiele postów/newsów na ten temat mi to uświadomiły i zacząłem dokładniej oglądać. Gdyby nie to - żyłbym i oglądał w nieświadomości :).

1451687440-3a2b96e252dcbd96600e82def1bb1

 

Wracając jednak do fabuły – ta trzyma poziom… przez większość czasu. Pierwsze dwa „sezony” (czy jak to nazwać) były właściwie przypomnieniem co się działo kiedyś (zapoznanie widza z postaciami i zmianami, jakie w nich zaszły, retrospekcje, starzy wrogowie itd.). No, oczywiście wprowadzono nowe postacie i dwie formy SSJ, ale właściwie niewiele ponad to się działo. Nie wspominając o dziurach fabularnych… O wiele lepsza była trzecia saga – ta z „szóstym wszechświatem”. Toriyama pokazał nam w końcu coś więcej niż dotychczas – dał nam wyobrażenie o całym multiwersum. No i, oczywiście, Zen-Oh.

 

 

Najgorszą, póki co, sagą była ta o Zamasu. Niby spoko – powrót Future Trunksa, podróż w przyszłość (wreszcie!), potężny wróg… Ale sama postać głównego złego rozczarowywała. Aczkolwiek jego walka z Vegito to jeden z klasyków tego anime (szkoda, że Toriyama zrobił z tą fuzją, co zrobił). Choć, tak naprawdę, jedynym jasnym punktem tej sagi było jej… zakończenie. I, oczywiście, drugi Zen-Oh.

Zanim zakończę koniecznie muszę pochwalić Toei Animations za jedną rzecz – za zamieszczanie kolejnych odcinków z „oficjalnymi” angielskimi napisami. (japoński u mnie nie istnieje, a (bez urazy) polskie napisy jakoś mnie nie przekonywały :)). Wcześniej trzeba było polegać na fanowskich tłumaczeniach, a teraz jest nawet oficjalna wersja dubbingowana pierwszych odcinków!

Kończąc, trzeba odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule. Cóż, najlepszą odpowiedzą będzie chyba, że już jutro kolejny odcinek i jestem ciekaw co się wydarzy :). Jakbym miał wystawić ocenę, "Dragon Ball Super" otrzymałoby obecnie (czyli licząc do końca sagi Zamasu) 8/10. Przy okazji - kto jeszcze ogląda niech poza (opcjonalnym) kamieniem dorzuci swój komentarz :). A jak nie ogląda – to komentarz również jest mile widziany… Komentarze zawsze są mile widziane :D.

Sayonara

 

PS. Czy ktoś wie czemu nie mogę wstawić tu grafiki z url? :)

MajinYoda

Jakiś czas temu pytałem na blogu „Po co mi HD?”, więc wreszcie przyszedł czas pójść o krok dalej – pomyśleć jakie gry powinny zostać wskrzeszone. Ale bynajmniej nie jako „remaster” – chodzi mi o kontynuację. Więc usiadłem i pomyślałem – które gry zasługują na kolejną część (moim zdaniem, oczywiście)? Kiedyś popularne – dziś żywe głównie w pamięci graczy. I właśnie o tych „żywych trupach” będzie niniejszy wpis :). Musze przy tym zastrzec, że wybrałem osiem takich gier (żeby zarysować temat) i chciałbym Was prosić o dopisywanie kolejnych produkcji w komentarzach.

 

Na pierwszy ogień idzie, ze względu na fakt, że obecnie znów ogrywam drugą część, Jedi Knight III (jakkolwiek by się nazywał w podtytule ;)). Nie jestem jakimś wielkim fanem Gwiezdnych Wojen (a trylogia była tylko jedna – Ojciec chrzestny :P), ale bardzo chciałbym poznać dalsze losy Kyle Katarna i jego uczennicy – Jaden Korr. Ponadto, „dwójka” i „Academy” miały, jak na tamte czasy, rzecz jasna, niezłą grafikę, świet(l)ne walki i typową dla uniwersum fabułę :). No, gra idealna, szczególnie przy powrocie zainteresowania filmami.

JK2.jpg

Zdaję sobie, niestety, sprawę, że Disney usunął z kanonu te gry, choć nie wiem czy powinno to w czymkolwiek przeszkadzać :).

Drugie, co przyszło mi do głowy to Medieval III: Total War. Że seria strategii ma się dobrze? Owszem, ale ze wszystkich dotychczasowych części największy sentyment mam do „średniowiecza”. Poza tym – Shogun i Rome doczekały się „nowoczesnych” edycji – czemu nie Medieval? Tylko niech usuną Mongołów wychodzących zza krzaczka (jak ja to zawsze nazywałem) ;).

Tak samo kolejna, pełnoprawna, część należy się Mafii Gothicowi. Umówmy się bowiem, że „Świt Bugów” i Argania nie były Gothicami, okej :)? Nie wiem tylko jak fabularnie by to wyglądało -  w końcu „trójka” kończy się koronacją Beziego. Niemniej, wskrzeszenie tej serii byłoby mile widziane, nie sądzicie?

Wracając na moment do RTS-ów to miło byłoby zobaczyć czwarta część Age of Empires. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć czemu zabito tę serię? Szczególnie nie rozumiem wersji HD „dwójki”.

wolowolo.jpg

Dark Messiah of Might and Magic 2… pierwsza część była świetnym erpegiem w świecie „hirołsów”, dlaczego więc nie stworzyć „dwójki”? Fakt, system walki nie powalał, ale zarówno fabuła jak i mechanika rozgrywki (różne drogi rozwoju itd.) były jednymi z lepszych w tamtych czasach. Ubi – zrób to, serio! :)

Wśród pomysłów „kogo by wskrzesić” przyszła mi też do głowy inna "stara" gra – SWAT 5. Tak, zdaję sobie sprawę, że istnieje seria Rainbow Six, ale to jednak nie to samo. Ale pamiętam, z "trójki" możliwość aresztowania (lub zastrzelenia…) złoczyńców i konieczność odsyłania porwanych - to w 2000 roku było coś. Takie spojrzenie na „brutalne gry” od strony policji (czy raczej – SWAT-u). Chciałbym zobaczyć kontynuacje tej serii, bo brakuje dziś takich gier. Może spychologowie napisali by o tej grze coś dobrego…

 

ta-jasne-pl.jpg

Z bardziej znanych serii, to miło byłoby znów zobaczyć Medal of Honor w realiach drugiej wojny światowej. To chyba tyle – żadnych współczesnych konfliktów, druga wojna. Nie kosmos, nie Afganistan – druga wojna.

Ostatnią grą, na której kontynuację nie ma żadnych szans, ale i tak chciałbym takową zobaczyć jest Soldier of Fortune 4. Ach, te latające kończyny, sikająca krew… I wreszcie spychologowie mieliby o czym pisać, a nie w kółko Doom i Quake :D

 

Uwaga! 

W spoilerze znajduje się screen z gry – osiemnaście lat wymagane!

Spoiler

Soldier-of-Fortune-II-Double-Helix-PC.jpg

To tyle mojego na dziś – bardzo chętnie poznam Wasze propozycje :).

 

 

MajinYoda

Zgodnie z obietnicą sprzed dwóch tygodni dzisiejszy wpis będzie poświęcony ostatniej ankiecie. Dziękuję wszystkim za głosy :).

ankieta-zrobiona-pl-ffffff.jpg

Nie martwcie się – w przeciwieństwie do spychologów podam dokładne wyniki, z liczbami :P. Ale chyba to się rozumie samo przez się ;).

 

Na początek kategorie. Zwyciężyły Przemyślenia (6 głosów), co bardzo mnie cieszy. Na drugim miejscu pojawił się MSM (5 głosów), co nieco mnie zaskoczyło, bo sądziłem, że ta kategoria nie jest już tak lubiana. Widać – pomyliłem się :). TopFool i Z życia NPC otrzymały po 3 głosy, a Opowiadania i Recenzje po 1. Co oznacza, że będzie ich mniej, choć będą się pojawiać. Ale rzadziej.

 

Większości z Was nie brakuje u mnie żadnej kategorii, co mnie cieszy. Spodobała mi się jednak ostatnia odpowiedź:

 

Cytuj

Mangaroom :) No przecież ktoś ci to musiał napisać..

I obawiam się, że nie będę mógł spełnić tej prośby z przyczyn czysto technicznych – nie czytam mangi (tzn. kiedyś przejrzałem kilka zeszytów DBZ u znajomego, ale to zbyt mało, by o tym pisać). Anime, owszem, czasem oglądam i mogę o tym coś napisać. Może być? ;)

 

Pytanie o ilość MSM-ów pojawiło się w tej ankiecie nie bez przyczyny. Spodziewałem się, szczerze pisząc, innych wyników. Ale te też mnie cieszą :). A więc, odpowiedź „To był super pomysł - MSMy są już nudne” otrzymała 2 głosy, „Nie mam zdania” – 3 głosy. Wygrała, 4 głosami, opcja „To był kiepski pomysł - MSMy są najlepsze!” . Co oznacza, że MSM-ów będzie tylko niewiele więcej niż w zeszłym roku :).

 

Ostatni punkt, czyli prośba o sugestie, była dobrym pomysłem  mojej strony, nieskromnie stwierdzę ;).

 

Cytuj

WINCYJ FPISUFF! :)

To klasyka, na którą muszę smutno odpowiedzieć:

 

no-nie-da-rady.jpg

 

Cytuj

Przestań wreszcie robić takie interlinie (czy jak to tam ma) co dwa, trzy zdania.

Tu muszę się zgodzić – wiem o co chodzi. Mam nadzieję, że ostatnie wpisy były już lepiej formatowane. Powinienem zrzucić to na dziwne rzeczy, które Forum potrafi zrobić z moimi wpisami (np. „rozstrzelenie" akapitów po zamieszczeniu), ale nie będę tym tłumaczył swojego niedbalstwa.

 

forgive me.jpg
Cytuj

Nie przestawaj, tylu ludzi już znikło... Nie ma czego szukać, pełno linków do youtuba, odnośników zewnętrznych... Naprawdę miło jest wejść i zobaczyć kogoś, kto nie boi się słowa pisanego.

Nie powiem, ten tekst najbardziej mi się spodobał. Osobie, która to napisała obiecuję, że nie mam zamiaru znikać z Forum… przynajmniej póki co nie mam takich planów :).

 

Podsumowując, chciałbym podziękować tym osobom, które oddały głos oraz tym, które zagłosowały na mnie w ostatnich Smugglerkach. Z mojej strony mogę też zapewnić, że będę tu pisał regularnie. O czym? Jeszcze do końca nie wiem ;).

 

PS. Zapomniałem o tym w ankiecie, ale to też ważne – co sądzicie, żeby w moich tekstach pojawiały się mniej lub bardziej sensowne obrazki, gify itp.? Piszcie w komentarzach :).

MajinYoda

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją tego z zeszłego tygodnia. Czyli, innymi słowy, jest msm-em ;).

 

W dalszej części artykułu Autorka przedstawia swoje badania, które zostały przeprowadzone w lubelskich szkołach podstawowych  okresie od listopada 1997 roku do marca 1998 roku, wśród uczniów (tak, tylko uczniów – co za seksizm!) VII i VIII klasy. Szkoda, że się nie załapałem :(. Oczywiście, zostali podzieleni na dwie grupy – komputerową (K) i niekomputerową (NK).

 

Wyniki są chyba oczywiste, ale i tak je opiszę, bo są świetne :). Skrótów będzie jak najmniej.

 

Numer jeden – ustosunkowanie do samego siebie:

Cytuj

Osoby z grupy NK mają znacznie szersze zainteresowania (np. filatelistyka, paleontologia) i bogatsze formy spędzania czasu niż chłopcy „komputerowi”. Równocześnie spośród wszystkich osób badanych tylko chłopcy z grupy NK wyrażają pragnienie samodoskonalenia i „bycia lepszym człowiekiem”. W grupie K natomiast istotnie częściej dąży się do przeżywania przyjemności i nowych wrażeń, a poczucie własnego szczęścia uzależnia od posiadania różnego rodzaju dóbr.

Widać, że wyniki są bardzo dokładne – te dane liczbowe :P. Nie rozumiem też czemu uzależnienie od zbierania znaczków – czyli wydawania pieniędzy na kawałki papieru ;) – jest akceptowane przez spychologię. No co?

W sumie to nie do końca rozumiem o co chodzi z samodoskonaleniem. Czy chęć nauczenia się drugiego języka jest samodoskonaleniem? Jeśli tak, to znaczy, że ja naprawdę jestem jakiś dziwny… Mon Dieu!

 

Stosunek do innych ludzi: 

Cytuj

Chłopcy „komputerowi” wykazują znacznie częściej nieufność i ostrożność względem innych niż „niekomputerowi”. Ponadto twierdzą, że są w stanie zrobić coś na rzecz innych jedynie wówczas, gdy uzyskają w zamian jakieś korzyści. Osoby z grupy NK w takich sytuacjach natomiast istotnie częściej biorą pod uwagę dobro drugiej osoby i gotowi są na bezinteresowną pomoc.

 Ciekawi mnie jedna rzecz przy tego typu badaniach – pisane są z całym przekonaniem osoby, która jedyne, co zrobiła to przygotowanie i rozdanie ankiet a potem podsumowanie ich. Niby super, pięknie. Ale takie badania nie dają 100% szans na poznanie ludzi. Nie uważam, że są złe – łatwiej tak przebadać dużo osób - ale nie można wówczas mówić, że z całą stanowczością tak jest. A najlepszym przykładem na bezinteresowną pomoc jest pewien mieszkaniec dziewiętnastowiecznego Londynu – Kuba Rozpruwacz.

 

Stosunek wobec cierpienia: 

Cytuj

Chłopcy z grupy NK znacznie częściej niż „komputerowi” wyrażają współczucie wobec osób cierpiących i potrzebujących. Ponadto osoby z grupy K obawiają się choroby, cierpienia i nie widzą sensu przeżywania takich doświadczeń.

Eeee… czyli na Ziemi istnieją ludzie, którzy lubią doświadczać chorób i cierpieć? Nie oceniam – każdy lubi co innego – ale uwielbienie dla własnego cierpienia nazywa się masochizmem.

 

Stosunek do przemijania i śmierci: 

Cytuj

Wśród chłopców „komputerowych” istnieje silny lęk przed śmiercią, osoby z grupy NK natomiast znacznie częściej uważają śmierć za coś naturalnego i zarazem nieuniknionego.

 Cóż… Nie bardzo mam się tu czego przyczepić. Bo i czego miałbym?

 

 Ostatni punkt – stosunek do przyrody i wszechświata: 

Cytuj

Osoby z grupy K znacznie częściej wykazują obojętność wobec przyrody, podczas gdy „niekomputerowi” istotnie częściej podejmują aktywne działania na rzecz ochrony przyrody. W grupie „komputerowej” ponadto częściej wyrażano lek, niepokój i brak poczucia bezpieczeństwa wobec wszechświata.

Tego to już zupełnie nie rozumiem. O ile działanie na rzecz przyrody (ciekawe niby jakie – „sprzątanie świata” za odpowiednie służby? Liga Ochrony Przyrody (która działała w mojej szkole i cośtam się kiedyś angażowałem)? Wyrzucają papierki po cukierkach?) jakoś przełknę, to już „lęk wobec wszechświata” jest dla mnie totalnie niezrozumiały. O co Autorce chodziło? Że obawiam się, że to wszystko kiedyś zniknie? Że mnie porwie UFO albo że w kapsule przybędzie na Ziemię niemowlę z ogonem i nie uderzy się w głowę?

 

Mozg.gif

 

Czas na podsumowanie – będzie dłużej ;): 

Cytuj

(…) Wśród osób „komputerowych” znacznie częściej pojawiają się cechy postawy „mieć” wobec rzeczywistości. (…) Nie czują się zobowiązani do doskonalenia siebie a koncentrują się bardziej na nabywaniu i gromadzeniu dóbr Takie nastawienie wydaje się przeniesione wprost z rzeczywistości gier komputerowych, gdzie posiadanie np. broni, pieniędzy jest warunkiem przetrwania (…).

A więc to dlatego gracze uwielbiają wszystko chomikować! Jak widać - nie tylko w grach! Ja ostatnio do kieszeni włożyłem sporo śniegu (przyda się na jakiegoś bossa), sześćdziesiąt książek, czajnik, zapasowe ubranie (na wypadek gdybym chciał się nagle całkowicie przebrać), oraz kołpak od Malucha. Do drugiej kieszeni wsadziłem jeszcze grzejnik, lodówko-zamrażarkę, piętnaście kilo cukru i sześć baniaków wody (po 8 litrów każdy).

Skyrim.jpg

A Wy, przyznajcie się, co zawsze nosicie przy sobie?

 

Cytuj

Mając poczucie zagrożenia {w kieszeni je mają? No tak, wszystko się może przydać…} ze strony innych osób, chłopcy „komputerowi” przyjmują wobec nich postawę ostrożności, a nawet agresywności (…).

Co oznacza, że wszyscy mili panowie, którzy chcą pokazać „kotki w piwnicy” dziecku, powinni wybierać tylko te „niekomputerowe” :P.

 

Cytuj

(…) Osoby „komputerowe” uważają cierpienie za coś krzywdzącego i niezasłużonego, coś najgorszego, co może człowieka spotkać. (…)

Nadal tego nie pojmuję – chyba nikt nie chce cierpieć. Nie można wymagać od każdego, że będzie się zachowywał np. jak święty Maksymilian Kolbe. Bo chyba Autorka nie sugeruje, że osoby niegrające marzą, by ciężko zachorować?

 

Cytuj

(…) Chłopcy „komputerowi” wyobrażają sobie przyszłość jako osiąganie życiowych sukcesów i gromadzenie dóbr. Równocześnie przeżywają silny lek przed śmiercią, łącząc ją z negatywnymi przeżyciami, z bólem, z utratą wszystkiego, co wcześniej zgromadzili w życiu – pieniędzy, dóbr materialnych, wiedzy i pozycji społecznej itp.

 Chwila, chwila! Czy Autorka właśnie… sama sobie zaprzeczyła? Paragraf wcześniej pisze o „odwrażliwieniu i zobojętnieniu na ludzką krzywdę wskutek mechanizmu desensytyzacji” a tutaj nagle gracze łączą śmierć z negatywnymi przeżyciami? Pewnie Autorka miała coś innego na myśli. Ale i tak spodziewałem się np. „nie boją się śmierci, bo mają trzy życia” albo „kody na nieśmiertelność” tudzież „respawn”. Jestem całkowicie zaskoczony taką zmianą retoryki.

futuramafry.jpg

Nie wiem też czy zauważyliście, ale „wiedza” pojawia się w tym fragmencie zaraz obok dóbr materialnych! Pytanie tylko czy „komputerowcy” to wpisali i Autorka nie zauważyła jaką wartością jest dla nich wiedza, czy Autorka dopisała to graczom, żeby aż tak źle nie wypadli. Jak sądzicie?

 

Cytuj

Swój emocjonalny stosunek do przyrody chłopcy „komputerowi” określają jako obojętny i wykazują brak wrażliwości na przejawy niszczenia środowiska naturalnego i obojętność wobec zagrożeń oraz większą tolerancję dla aktów przemocy na zwierzętach, czego sami są niejednokrotnie sprawcami. Można sądzić, że jest to efekt desensytyzacji i treningu w zakresie niszczenia i zabijania.

Okeeej… Równie dobrze można o to obwinić np. wiek (wiecie, nastoletni bunt, „gimbaza” (no, wtedy jeszcze parę lat do nich ;))) albo wychowanie. Choć gry wydają się chyba ciekawsze. Akurat w tej materii nie mogę się wypowiedzieć, bo nie znam dokładnych wyników przedstawionych badań.

 

I właściwie na tym bym zakończył, ale pisząc te dwa posty naszły mnie pewne Przemyślenia. Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że nie kłócę się z sensem takich badań – super, że są przeprowadzane. Szkoda tylko, że późniejsze „opisywanie” jest tak bardzo stronnicze, nie zawiera żadnych konkretnych danych (choćby i liczbowych) i trudno je w jakikolwiek sposób zweryfikować. Bo jakoś nie wierzę, że osoby niegrające są wszystkie takie dobre, grzeczne, spokojne i absolutnie święte. A o nich nie ma NIGDY ani słowa w jakichkolwiek badaniach (co zapewne już zauważyliście z moich wpisów ;)) – poza wzmianką, że są pod każdym względem LEPSZE od graczy.

 

A co gorsza – takiemu naukowcowi trzeba wierzyć na słowo. Co niektórzy, niestety, czynią…

 

PS. Za tydzień  - zgodnie z obietnicą - podsumowanie ankiety :).

MajinYoda

Ze względu na obecne odpowiedzi w ankiecie (do końca stycznia będę jeszcze przyjmował głosy, a w kolejnym wpisie (czyli 11.02) podam wyniki :) ) postanowiłem w tym tygodniu napisać MSM-a (5 z 8 głosów jako ulubiona kategoria i 4 głosy, by MSM-y były częściej). W takim razie – bardzo proszę :). Dwuczęściowy MSM (kto się cieszy?) :D.

 

Tym razem wybór padł na książkę „Kręgi wychowania” pod red. Aleksandry Gały z 2003 roku artykuł „ Wpływ gier komputerowych na psychikę” autorstwa dr Iwony Ulfik-Jaworskiej, która już kiedyś gościła na moim blogu, którą znam osobiście i uważam, że powinna zająć się psychologią z dala od gier. Jeśli Pani Doktor to czyta to proszę nie brać tego do siebie.

 

Zanim zacznę, muszę przyznać, że sądziłem, że będzie to krótki wpis. Artykuł liczy dwanaście stron, więc nie sądziłem, że powstaną z niego dwa wpisy. Ale jednak…

 

No dobra - jesteście gotowi? Ortografia, oczywiście, bez zmian.

 

Cytuj

(…) Potoczne obserwacje oraz badania naukowe wskazują, że większość gier komputerowych zawiera wiele aktów agresji i przemocy dokonywanych w sposób skrajnie okrutny i brutalny.

 Już to nieraz czytaliśmy, prawda? Wszystko ładnie, pięknie, ale gdzie tu jakiekolwiek liczby? Ile to jest „większość”? Jakaś nowa trollowa liczba? …dużo-dużo-dużo-trzy, mnóstwo, większość? Szczególnie, że sam tekst Autorka wzięła z książki z 1995 roku, który pochodzi z książki z 1984 roku… A tyle lat w nauce to może niewiele, ale w grach – sporo.

 

Cytuj

 (…) Znaczący wpływ (na odbiorców – dop. MY) może mieć wielogodzinne funkcjonowanie gracza w komputerowym świecie iluzji i fantazji, gdzie nie obowiązują zasady logiki i zdrowego rozsądku.

 Przyznam, że trochę nie rozumiem tego zdania. Niby wszystko jasne, ale jakoś tak… dziwnie. Bo w tym momencie to jednego wora trafiły wszystkie produkcje – ale czy słusznie? Wątpię. W takim „SWAT 3” – poza głupim AI naszych – zasady logiki są przestrzegane. A chyba ta gra też byłaby „agresywna”, nie? :)

 

Cytuj

Dlatego warto zastanowić się, w jaki sposób to poznawczo-emocjonalno-behawioralne zaangażowanie w rzeczywistość „agresywnych” gier komputerowych kształtuje postawy wobec innych ludzi, świata i wszystkiego, co istnieje.

 Ci z Was, którzy czytali poprzedni wpis z książki Pani Doktor mogą odczuć uczucie deja vu… Tak jak i ja odczułem J. Innymi słowy – jest to opowieść o tym, jak napisać dwa teksty o tym samym w dwóch różnych miejscach ;).

 

Cytuj

 Orientację wobec rzeczywistości ujmę w pracy za Erichem Frommem w świetle postaw „być” i „mieć”. (…) Postawa „być” jest postawą otwartego, ufnego zaangażowania się wobec świata w różnych jego aspektach. Cechami charakterystycznymi są: zachwyt wobec świata, poczucie wolności i bezpieczeństwa, solidarność z ludźmi, cierpliwość, twórczość (…). Postawę „mieć” można natomiast określić jako postawę niepokoju, biernego i utylitarnego stosunku do świata (…). Charakteryzuje ją narastający egocentryzm, poczucie odrębności i obojętności wobec świata, poczucie zagrożenia, wewnętrzny niepokój (…).

Chyba nie muszę pisać która postawa zostanie przypisana graczom w toku badań, prawda? :) Resztę opisu obu tych postaw zostawię, bo nie ma na nie miejsca. Wiedzcie jednak, że robię to z bólem…

 

Cytuj

 Najwięcej aktów przemocy o szczególnej brutalności zawierają gry zręcznościowe typu „strzelaniny” {przemilczę, pozwolicie}, gdzie gracz niejako wciela się w określoną postać i ogląda rzeczywistość jej oczami. Na ekranie komputera widzi on jedynie ręce swojego bohatera, trzymające wybraną przez siebie broń służącą do skutecznego unicestwiania wszystkiego, co stanie mu na drodze. Najmniej ważną rzeczą w tego typu grach jest fabuła (...).

Kolejny znajomy fragment, nie? Szczególnie biorąc pod uwagę, że za „strzelanki” powinno się uznać także TPS-y, ale wówczas opis się rypnie. Bo według Autorki takie GTA 3 nie jest „strzelaniną” ;). Zresztą – fabularnie też tej produkcji Rockstara nie można nic zarzucić (poza głupim motywem z paczkami… :D).

 

Cytuj

 Wśród gier zręcznościowych, istnieją tzw. bijatyki (inaczej określane jako „nawalanki”, „mordobicia”), w których również najważniejszym, a często jedynym celem jest przemoc. Podstawową formą walki są pojedynku dwóch bohaterów, na które patrzy się z pozycji obserwatora (trzeciej osoby). Gracz kieruje tutaj jedną, wybraną przez siebie postacią posiadającą określone umiejętności walki (…). Przykładowe ciosy są następujące: kopnięcie w twarz, , łamanie karku, cios w wątrobę, cios w brzuch, cios pięścią w twarz, przerzut przez głowę {???}, uderzenie łokciem w grdykę, uderzenie w twarz, łamanie rąk itp.

 Musicie przyznać – Autorka sporo czasu musiała spędzić na opanowaniu takich ciosów w grze :D. Bo o ciosie czymkolwiek w grdykę to nigdy nie słyszałem w grach (może nowy Mortal Kombat powinien coś takiego zaimplementować? :P).

 

Dalej Autorka pisze o „Postalu” (który, jak widać, strzelaniną nie jest :P) oraz „Myth”. Całość podsumowuje:

 

Cytuj

Wobec powyższych przykładów można mieć przeświadczenie, ze zawartość treściowa gier, ich klimat, potęgowany przez odpowiednią muzykę i efekty dźwiękowe oraz samodzielne i wielokrotne dokonywanie przemocy niewątpliwie oddziałuje na psychikę gracza.

 Odpowiem obrazkiem:

jeśli gta.jpg

 

Przejdźmy dalej – oddziaływanie na postawy: poznawczą, emocjonalną i behawioralną:

 

Cytuj

Element poznawczy: gry komputerowe przedstawiają świat, w którym dominuje walka, a przemoc stanowi najlepszą formę obrony przede ogromną liczbą wrogów. Bohater jest osamotniony w walce z różnego rodzaju stworami, kościotrupami i innymi potworami. Podstawowym zadaniem gracza jest przeżyć i aby utrzymać się przy życiu i zdobywać kolejne (…) punkty.

Ponownie zapytam o to samo – czy w każdej grze? Wspomniany SWAT i mrowie „drużynowych” RPG-ów polega na współdziałaniu z innymi. Podoba mi się jednak rozróżnienie przeciwników J.

 

Dodatkowo – w jaki sposób psychologia rozróżnia „przeżycie” od „utrzymania się przy życiu”?

 

Cytuj

 (…) Z komputerowej rzeczywistości gracz może przejąć przekonanie o szerszym, niż ma to miejsce w rzeczywistości, rozpowszechnieniu przemocy w stosunkach międzyludzkich i uznać agresję jako przyjęty i usprawiedliwiony sposób postępowania w sytuacjach konfliktowych.

 Powiedzieli niektórzy mieszkańcy Rzymu o walkach gladiatorów :P. A tak nieco bardziej serio – zauważcie jak bardzo spokojne i bezpieczne czasy mamy, skoro przemoc pojawia się tylko po grach komputerowych! Patrz MSS :). Nie zapominajmy także, że pojedynki, walki i wojny nie istniały przed grami ;). W końcu nawet taki Aleksander Puszkin zmarł w skutek ran odniesionych podczas pojedynku szachowego gry w bierki, nie :P?

 

Cytuj

Element emocjonalny – (…) Żądni „mocnych wrażeń” gracze poszukują coraz to bardziej drastycznych scen, wyrafinowanych sposobów zabijania, ponieważ zadawanie „zwykłej” śmierci przestaje być czymś poruszającym. (…)

 Chyba Autorka nigdy nie przeżyła śmierci Mufasy :(. Nie wspominając już, że nie ma chyba osoby, która nie płakałaby po śmierci kogoś bliskiego. Po śmierci babci nie mogłem się pozbierać przez kilka miesięcy i do dziś odczuwam ogromny smutek. Ale przecież Spychologia wie lepiej co siedzi w głowie każdego człowieka na Ziemi.

 

Cytuj

 Element behawioralny – (…) W grach komputerowych sfera behawioralna jest angażowana w sposób istotny, ponieważ gracz sam dokonuje czynów agresji. Wprawdzie jest to agresja symulowana i nie niesie za sobą fizycznej krzywdy kogokolwiek, ale intencja gracza jest niewątpliwie wyrządzenie krzywdy. Ponadto poprzez identyfikację z bohaterem gracz odnosi silne wrażenie bycia agresorem i samodzielnego dokonywania aktów agresji (…).

Ciekawe – nigdy nie słyszałem, by Jack Nicholson kogoś zamordował. A przecież wczuł się w rolę Jacka Torrance’a i rozwalił drzwi. A to chyba jest bardziej „wcielenie się” niż np. w Soldier of Fortune.

 Choć może to jakiś spisek?

 

Cytuj

Jeżeli więc oglądanie scen przemocy w telewizji wpływa na agresywność dzieci, to korzystanie z gier komputerowych z zawartością agresji może mieć wpływ znacznie silniejszy.

 Muszę podkreślać słowo-wytrych? Nie? To dobrze. Ciekawe czy sceny przemocy w filmach, komiksach, książkach, teatrze… też wpływają?

 

Na tym zakończę dzisiejszy wpis. Za tydzień poznamy badania przeprowadzone przez Autorkę.

Możecie czuć się ostrzeżeni :).

 

PS. Czy takie formatowanie jest lepsze? :)

MajinYoda

Jak możecie wywnioskować z tytułu, tym razem Przemyślenia będą dotyczyły kwestii dobre znanej wszystkim miłośnikom RPG-ów i samej podstawy tworzenia w nich postaci, czyli wyborze płci naszego bohatera. Do wybrania tego tematu skłoniła mnie ostatnia rozgrywka w DA: Inkwizycję. Dodatkowo, wrzuciłem dwa obrazki do tekstu, żeby było bardziej kolorowo ;).

 

 male-female-armor.jpg

 

Czemu? Ano, podczas tworzenia nowej postaci zauważyłem, że z trzech istniejących… trzy to kobiety (elfka łotrzyk, człowiek magini i człowiek łotrzyk). Co gorsza – myślałem nad stworzeniem wojownika. Nie potrafiłem się jednak zdecydować czy elfkę czy człowieka-kobietę, co też o czymś świadczy.

 

I tutaj właśnie mnie coś uderzyło. Przejrzałem wszystkie swoje notatki dotyczące postaci ze Skyrima. I co? Same kobiety! Ostatnie rozgrywki w Mount & Blade: Warband – kobiety. Ba,feminizacja moich postaci w RPG-ach to chyba jedynie wierzchołek mojej growej góry lodowej, ponieważ uświadomiłem też sobie, że większość czasu w ostatnim Asasynie spędziłem wcielając się w Evie niż Jacoba (inna sprawa, że ta postać była ciekawsza).

 

I zacząłbym się martwić o siebie, gdybym nie przypomniał sobie, że Smuggler (swoją drogą – strasznie często się ostatnio na niego powołuję, nie sądzicie? ;)) napisał kiedyś „jeśli mam patrzeć na plecy bohatera przez całą grę, to niech to przynajmniej będą kobiece plecy”. Cytat z pamięci, ale sens zachowany. Niemniej, te słowa oddają sens moich przemyśleń.

 

Jednakże, do powyższego mógłbym dopisać też własną motywację (a właściwie dwie) – ciekawość czy kobiece postacie są traktowane tak samo jak męskie (typu lady zamiast lord, odpowiednie końcówki w języku polskim (często nie występują…) itp.) oraz jakaś taka chęć wcielenia się w kogoś innego. Inna sprawa, że nie wyglądam (i nigdy nie będę) jak postacie męskie (i nie mam tu na myśli orka czy kasnoluda a „ludzkie”).

 female armor.jpg

Kończąc mam do Was pytanie – gdy tworzycie postać to czy wybieracie płeć zgodnie z własną, czy jednak decydujecie się wybrać „tę drugą”? Choć wolałbym nie poznać przy okazji opinii jakiegoś spychologa na mój (i nie tylko) :P.

 

Ponownie przypominam o ankiecie - https://goo.gl/forms/omvvw8zuNgztrd2B3. I raz jeszcze dziękuję za udzielone odpowiedzi – postaram się dostosować ;).

 

MajinYoda

Witajcie w 2017 roku, czasie, gdy gry komputerowe przestały być postrzegane jako źródło wszelkiego zła…

 

głupota.jpg

 

Oh, crap…

 

Wiem, wszyscy już o tym czytali – było na fp Smugglera, było na cdaction.pl, było na setkach innych stron. Ale znacie mnie – nie byłbym sobą gdybym o tym nie wspomniał ;).

 

Jednak nie martwcie się – nie zrobię z tego eMSM-a. Mogę jedynie cieszyć się, że Mały Słownik Spychologiczny zyskał nowe hasła (tak, aktualizuję go i zachęcam do zaglądania tam od czasu do czasu ;)).

 

Postanowiłem podejść do sprawy nieco inaczej. Poniżej wypisałem inne, równie mądre i naukowe podejście do różnych kwestii.

 

Zachęcam też do podrzucania nowych pomysłów :). Może, jak się tego trochę zbierze, to do NL trafimy? ;)

 

Więc, skoro przez brutalne gry komputerowe stajemy się mordercami to:

 

- przez obejrzenie wszystkich odcinków „Dra House’a” stajemy się diagnostami (tak, to jest toczeń);

- przez obejrzenie „Chłopców z ferajny” dołączamy do mafii;

- przeczytanie i obejrzenie „Ojca chrzestnego” zrobi nas głowami mafii[skreślić] Rodzin;

- przeczytanie książek o Herculesie Poirot sprawi, że będziemy detektywami;

- po „Zmiennikach” staniemy się taksówkarzami;

- po „Taksówkarzu” w sumie też… ale innymi;

- seria „FIFA” zrobi z nas świetnych piłkarzy/menadżerów/trenerów;

- obejrzenie wszystkich odcinków „Dragon Balla” uczyni nas najsilniejszymi w multiversum;

- „Kevin sam w domu” zmusi nas do siedzenia w Święta samotnie w domu, by popastwić się nad dwoma włamywaczami;

- po obejrzeniu „Simpsonów” staniemy się żółci i stracimy jeden palec (D’oh!);

- satanistyczny „Harry Potter” nauczy nas czarów, które możemy rzucać kiedy tylko zechcemy (nawet bez różdżek – sami sprawdźcie!);

- lektura „Piekła pocztowego” doprowadzi nas do fotela prezesa Poczty Polskiej;

- jeśli przeczytamy wszystkie numery „CD-Action” staniemy się wszechstronnymi recenzentami gier;

- obejrzyjmy wszystkie Jamesy Bondy a staniemy się najlepszymi agentami na świecie;

- ominiemy każdy pocisk po seansie „Matrixa”;

- wszystkie odcinki serialu „Wiedźmin” i wszędzie będziemy widzieć kiepsko animowane smoki;

- „Dzień Szakala” nauczy nas jak być świetnym zabójcą… i spudłować do najważniejszego celu;

- „Top Gear” i „The Grand Tour” zrobią z nas speców od motoryzacji;

- obejrzeliśmy „Grę o tron” i niedługo umrzemy w jakiś dziwny sposób… i nie będziemy przejmować się nadchodzącymi White Walkerami.

- Po przeczytaniu Naruto chcę zostać HOKAGE! (NomadP)

 

To by chyba było na tyle ode mnie ;). Kończąc przypominam o ankiecie (dziękuje za oddane już głosy :)).

 

Do zobaczenia za tydzień

MajinYoda

Ostatni wpis Anno Domini 2016 postanowiłem napisać bardzo krótki. Święta idą, Kevin znów będzie na Polsacie (kto nie będzie oglądał, przyznać się ;)), więc nie ma sensu przedłużać.

 

Chciałbym jednak poprosić Was o wypełnienie krótkiej (naprawdę krótkiej, przysięgam :)) ankiety dotyczącej funkcjonowania bloga.

 

Jest ona dostępna tu: https://goo.gl/forms/omvvw8zuNgztrd2B3.

 

Aby tradycji stało się zadość – życzę Wam spokojnych, ciepłych (choć śnieg by się przydał ;)), rodzinnych i „growych” Świąt Bożego Narodzenia oraz wystrzałowego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku 2017.

 

Do zobaczenia w drugiej połowie stycznia :).

 

skyrim-santa-christmas1.jpg

MajinYoda

Ostatni Czarny Piątek był dla mnie czasem żniw. Kupiłem całe dwie gry, a konkretniej DLC do tych, które już mam. I coś mnie przy okazji tknęło.

 

UWAGA! Dawno nie marudziłem, więc najwyższy czas to nadrobić ;).

 

Czemu właściwie służą płatne DLC? Oczywiście, chodzi o zarobek dla firm. Ale czy muszą być tak drogie? Rozumiem dodatki typu Serca z kamienia, które zawierają wiele godzin rozgrywki itd. Bardziej zastanawia mnie taki Intruz do DA: Inkwizycji.

 

Jeśli ktoś nie wie to w największym skrócie jest to… zakończenie gry. Akcja toczy się dwa lata po ostatnim bossie i zamyka kilka wątków. To trochę tak, jakby szóstą część Harry’ego Pottera zakończyć zaraz po [spoiler alert!] śmierci Dumbledore’a i potem kazać sobie dopłacać za możliwość poznania zakończenia. Co za bezsens.

 

Szczególnie, że sama podstawkę kupiłem za jakieś 45 złotych z rok temu a teraz GOTY za kilka złotych więcej. Co gorsza – gdybym wcześniej kupił edycję o innej nazwie (tez ktoś nawymyślał…) to na każde DLC z osobna musiałbym wydać… tyle co na wspomnianą edycję. I to w tej samej promocji? Quo vadis, granżo?

 

Drugi zakup odkładałem „na kiedyś” już od jakiegoś czasu. Chodzi o pierwszy (bo nie wątpię, że będzie ich więcej) dodatek do Heoresa VII. Podstawkę kupiłem w zeszłe Święta i niedawno, całkiem przypadkiem, odkryłem „szary” zamek – Fortecę – dla mnie niedostępny, ale irytujący faktem, że na mapie zaczęły pojawiać się stworzenia z dodatku (w tym niesławny Chomik Bojowy ;)) pomimo faktu, iż takowego nie posiadałem. A czemu ni – zapytacie. Otóż kosztował tyle co podstawka! Szczęśliwie udało mi się go kupić bardzo tanio, ale nie o to mi chodzi w tym wpisie.

 

Bo o ile rozumiem, że developerzy muszą na czymś zarabiać. Ale czemu w takim razie nie zaczną wydawać swoich gier w odcinkach, jak jakieś seriale?

 

Oh, wait…

MajinYoda

Miejsce 5

Groove Street Gang

 

No serio – ubrani n zielono gangsterzy, których jedynym przeznaczeniem jest usługiwać (czyt. z uśmiechem na ustach iść na rzeź) jakiemuś niezbyt rozgarniętemu gościowi, którego całe lata nie było na dzielni? Bez jaj!

 

Miejsce 4

Rooks

 

To samo, co wyżej, tylko w XIX wieku. I zamiast jednego przygłupiego przywódcy jest dwójka. Jedno z nich to niby fajna laseczka, ale ma wredny charakter. Zupełnie jak jej brat, który z kolei myśli tylko o rozwałkach.

 

Tu również każdy członek gangu traktowany jest jak mięso armatnie. I jeszcze te zielone stroje... fuj! Unikać!

 

Miejsce 3

Mroczne Bractwo

 

Cisi zabójcy odziani w lekkie zbroje lub szaty z pomocą sztyletów zabijają nic nie podejrzewające ofiary. Wygląda to na doskonałe miejsce dla elfich lub ludzkich skrytobójców.

 

Dopóki do organizacji nie zostanie przyjęty wielki ork z dwuręcznym toporem większym od przeciętnego Khajiita i w ciężkiej zbroi, który ma w sobie tyle finezji co smok w czasie ataku na Dawnstar. Przywódcy są też, lekko mówiąc, debilami przyjmując do mega tajnej i nielegalnej organizacji kogoś, kto zabił schorowaną i starą kobietę w jakimś sierocińcu. Patologia!

 

Miejsce 2

Mafia

 

Eleganckie garnitury, piękne samochody i szybkie kobiety – tego właśnie nie dostaniesz od mafii, bo szef woli faworyzować nowego oszołoma, który dopiero co był taksówkarzem i najprawdopodobniej nie ma jaj by kogoś zabić. A ty… no cóż, siedź sobie w restauracji, zajadaj spaghetti i czekaj aż ktoś cię wreszcie zauważy. Nigdy się to nie stanie, uwierz mi – wszystkie twoje obowiązki przejmie ten „nowy”, bo i czemu nie?

 

Miejsce 1

Inkwizycja

 

Banda imbecyli, którzy ślepo poszli za osobą, której świeci się ręka. Czy trzeba innej rekomendacji, by pójść gdzie indziej?

 

A Wy – do której organizacji z gier odradzalibyście się dołączyć?