Kouniwersum

  • wpisy
    5
  • komentarzy
    12
  • wyświetleń
    4098

O blogu

Nie mam pojęcia, co tutaj się będzie znajdować. 

Wpisy w tym blogu

BlackMoon

Wczoraj nieco zwariowałam. Powodem były mopsy.

Ogółem, to lubię mopsy. Są urocze, przynajmniej w mojej opinii. Nigdy jednak nie myślałam na poważnie o kupnie mopsa. Wiadomo - rasowe psy osiągają ceny małych samolotów (wiem, przesadzam, ale lubię przesadę) i są narażone na sporo chorób, charakterystycznych dla danej rasy. Poza tym, mam już psa (i 6 kotów). Także nie zamierzałam powiększać zwierzęcej rodziny.

Do wczoraj, gdy odkryłam na Fejsbuku istnienie organizacji, która oferuje adopcję mopsów.

Od razu oszalałam. Planowałam już, jaką to miłością nie otoczę pieska, jak będę o niego dbać, wyprowadzać na spacery... ględziłam o tym Pani Mamie, ale Pani Mama nie była zachwycona moją nowo odkrytą pasją. Dopiero, gdy powiedziałam o swoim marzeniu Panu Tacie, szaleństwo wzięło taksówkę i uciekło. Doszłam do wniosku, że pomyślę ponownie o mopsie, gdy będę już starą panną z kotami. A tak serio - studentką. O ile dostanę się na studia. 

Dziękuję, jeśli to przeczytaliście. A jeśli ktoś z Was ma mopsa, to czy mogłabym prosić o to, jak się żyje z takim psiskiem? Byłabym wdzięczna.

Wstawiłabym zdjęcie swojego psa, ale ni mam takiego. Mam tylko obgryziony drewniany stół, ale jest to zdjęcie bez psa (za to z kurą), więc nie ma sensu go pokazywać.

Cóż... dobranoc. 

 

BlackMoon

Bez sensu.

Ostrzegam: to jest wpis z kategorii "BEZ SENSU", czyli coś, co jest kompletnie niepowiązane z tematyką bloga i powstaje tylko wtedy, gdy odbija mi.

Od zawsze miałam słabość do tworzenia mnóstwa postaci...
... nie znaczy to chyba jednak, że posiadanie wszystkich w ilości łącznie około 30 i więcej jest normalne?

Cóż.
Niedługo pojemność mojej głowy zmniejszy się drastycznie i powstanie coś takiego, jak to niżej.
Heh. 

 

Kotosłoik.jpg

BlackMoon

Bach!
Kij bejsbolowy uderzył w podrzucony owoc. Owoc - melon - poszybował naprzód, bezradny wobec nieuniknionego losu - śmierci od roztrzaskania się o zimną, betonową ścianę. 
Trzask!
Kto wie? Może ów melon miał dom, rodzinę, teściową? Nie wiem. I już, zapewne, nigdy się nie dowiem.
Roztrzaskana skorupa upadła na asfalt. Słodki sok spływał po ścianie. 
Siup! 
Obita w bezpalcową rękawiczkę ręka, zwinnym ruchem chwyciła kolejny owoc ze stosu. Podrzuciła go.
Bach!
Trzask!
Siup...
Ten cykl zdawał się nie mieć końca. Stos melonów malał z każdą chwilą, trzaski wrzynały się w uszy, ściana łapczywie spijała słodycz soku...
-Hmm?
Oprawca zamarł, z ręką wyciągniętą w stronę czekających na śmierć melonów. Nos poruszył się, badając obecne w powietrzu zapachy.
-Hmm.
Tej woni nie było tu wcześniej, ale oprawca znał ją doskonale. 
-Ech. 
Pełne dezaprobaty westchnienie.
-Możesz wyjść, Dante, gdziekolwiek się schowałeś. 
Toteż wyszedł. 
Skoczył, właściwie. Dach starej chatki zatrząsł się, gdy opuścił go wadzący mu ciężar. 
Szpieg wylądował zgrabnie tuż przed oprawcą. Był to młodzieniec, od którego wręcz biła radość z życia. Każdy element tego człowieka - fioletowe loki, biały garnitur, ręce wyciągnięte w powitalnym geście - wszystko to emanowało ogromną energią, zaraźliwym entuzjazmem. W istocie, entuzjazm Dantego był zaraźliwy. Nawet największy ponurak nie mógł się nie uśmiechnąć z żartów, którymi ten showman sypał jak z rękawa. 
Istniał jednak jeden, jedyny wyjątek od Prawa Dantego. Oprawca.
Miał on wiele imion i używał wszystkich, z wyjątkiem tego, które nadali mu rodzice. Czy też jej.
Bowiem Oprawca był kobietą. 
W przeciwieństwie do swojego gościa, od Oprawcy (Oprawczyni?) płynęła aura depresyjnego ponuractwa, która wszystkich odstraszała. Rude włosy spływały po ramionach, lekko rozczochrane za sprawą złośliwej bryzy morskiej. Krótka, biała sukienka eksponowała długie nogi. Złote oczy mierzyły niechętnie przybysza. 
Ale on się tym nie zraził.
-Aelin! - zawołał, próbując ją objąć. -Dawno Cię nie widziałem, kochanie!
Przytulił powietrze, bo 'Aelin' szybko odsunęła się na bok.
-Trzy zasady - warknęła, podnosząc kij. -Nie przytulaj mnie. Nie nazywaj mnie per 'kochanie'. NIE MÓW DO MNIE PO IMIENIU.
-Rozumiem! - Dante skłonił się ironicznie. -Proszę mi wybaczyć, zapomniałem kompletnie o tym!
-Nie zapomniałeś, po prostu próbowałeś mnie złamać.
-To prawda, 3-D!
3-D prychnęła.
-To imię jest tutaj niedostępne.
-Hę? - Dante wyprostował się, zaskoczony. -Dlaczego? 
Rudowłosa przewróciła oczami.
-Kou sobie umyśliła, że tutaj - wolną ręką pokazała na ich otoczenie - jestem Panią Słowik.
-Pasuje do Ciebie to miano, Słowiku.
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, a roztrzaskam cię o ścianę.
Podniosła wzrok, nie zwracając już uwagi na panicza o fioletowych włosach.
-Znowu coś wymyśliła - mruknęła pod nosem. -Mam niejasne wrażenie, że cała ta sytuacja to tylko kawałek tekstu, który właśnie ktoś czyta...

BlackMoon

Jeden - Głowa Kou

Mimo, że głowa każdego człowieka w środku wygląda tak samo, to tak naprawdę wcale tak nie jest. Niektórzy wyobrażają sobie swoje głowy jako miejsca niezwykłe, w których rodzą się cudowne i niecudowne idee. Ale ja nic nie wiem. Może tylko ja wyobrażam sobie swoją głowę w ten sposób?

To jest coś jak słynny Labirynt Dedala. Gdzieś tam krąży Minotaur, a wyjść można tylko za pomocą nici Ariadny. Osobiście, nie mam problemu z poruszaniem się po moim Labiryncie - znam na pamięć drogę powrotną, a Minotaurem jest mój kot, rudy Feliks, który nie dość, że nie jest groźny, to jeszcze wyłapie wszystkie zabłąkane szczury! Ot, dlaczego warto mieć kota. 

Pomieszczeń jest multum. Ogródek, w którym hoduję Kwiaty Weny - rośliny wyjątkowo kapryśne, gdyż nie sposób przewidzieć, kiedy zechcą zakwitnąć. Nie można opisać Kwiatu Weny, bo każdy z nich wygląda inaczej, każdy dzierży inny pomysł. Dawniej przechowywałam Wenę w specjalnych słoikach, ale było to niewygodne. Czasami słoiki po prostu nie chciały się otworzyć. Kwiatki są lepsze, bo wystarczy je podlać raz na jakiś czas.

Przejście między Podświadomością a Świadomością to ciasny pokoik, który oświetla jedynie kolorowy neon, informujący o tożsamości tej ciasnoty.

Pustkowie Niepamięci... to miejsce nie jest ani trochę przyjemne. Wygląda jak zwykła, wielka pustynia, ale złocisty piach bynajmniej nie służy do tworzenia piaskowych zamków. Tak naprawdę pochłania on wszystko, co miało nieszczęście znaleźć się na jego powierzchni - w tym istoty żyjące. Głównie postacie, dla których nie ma zastosowania w opowieściach. Szansa, by wydostać się stąd, jest niewielka. 

Otchłań Kreatywności zaś jest kanionem, na którego dnie płynie rzeka, a w rzece ryby. Wspominałam już o Kwiatach Weny - jaki jest więc sens posiadania Otchłani Kreatywności? Z kwiatów korzystam ja, z Otchłani - moje twory. W rzece pływają różne gatunki ryb, każdy zawiera pomysł. Im lepszy pomysł, tym trudniej złowić daną rybę - największy rarytas to ryby latające. Przy krawędzi kanionu można rozpalić ognisko, a tam upiec i zjeść swoją zdobycz. Zdobyta cecha złączy się wtedy z postacią.

O licznych moich mieszkankach już nie wspomnę.

Prawdę mówiąc, w głowie Kou jest wszystko. Ale przejście do Kouniwersum jest tylko jedno, w samym środku Labiryntu. Przejdź nim - wylądujesz w sklepie handlarki rupieciami, Tarantuli. Stamtąd droga do dwóch Wszechświatów jest już łatwa. 

Chyba, że spotkasz Panią Słowik po drodze, wtedy łatwo nie będzie. 

 

 

BlackMoon

Zaczynam bloga.

Witam wszystkich na blogu o nazwie "Kouniwersum". 

Hmm.

Nie mam pojęcia, o czym pisać w tym pierwszym wpisie. Pierwszy wpis jest ważny. Tak myślę. Może, w takim razie, opowiem coś o sobie?

... Nie. Od tego jest profil. Tak myślę. 

W takim razie powiem, co tutaj się będzie znajdować.

"Kouniwersum" to nie tylko nazwa bloga. To też (chyba) oficjalna nazwa wymyślonego przeze mnie świata. 

Ten blog będzie zawierać moje opowiastki związane z tym uniwersum. 

Tak.

Poniżej znajduje się mój własny rysunek jednej z moich głównych postaci - Trzy-De. (Fri-Di). Jak widać, nie umiem za bardzo rysować.

To w sumie tyle... 

W takim razie, do napisania!

(ach, zapomniałam. Chwast widoczny na rysunku to Flowey the Flower z gry "Undertale". Napis na koszulce Fridziocha jest również inspirowany tą grą. Do napisania!)Fridzioch.jpg