Kouniwersum

  • wpisy
    8
  • komentarzy
    23
  • wyświetleń
    4548

O blogu

Nie mam pojęcia, co tutaj się będzie znajdować. 

Wpisy w tym blogu

BlackMoon

Relacje między moimi postaciami. W kolejności od gifa od góry.

1. Artis Trisdy i Heaven Naoko. 

2. Medino Rozevo, Konishi Dralkyria, Faber Castel

3. Auron "Salvador" Madriat i wszystkie Kouniwersalne dzieciaki

4. Aelin Madriat Elesir oraz bliźnięta Elesir (Katherine i William)

5. BlackMoon vs. państwo Elesir 

6. "Nigdy więcej nie dawajcie Salvadorowi samochodu. NIGDY."

7. "Czekam na route Vanderwooda, lel" - BlackMoon

Dobra, to na razie tyle. Przypomnijcie mi później, bym to usunęła, bo jestem obecnie w stanie transcendencji i nie panuję nad tym, co robię. 

He.gif

OPPA.jpg

Kotki.jpg

Kuchnia.jpg

Lolololol.jpg

LOLDATCAR.jpg

Takbardzoja.jpg

BlackMoon

Elsword maj low

Dzisiejszy wpis jest bez sensu, ale nie bez sensu, dlatego nie jest bez sensu.

Uwielbiam grę "Elsword". Gram w nią namiętnie do czasu, aż mi się nie znudzi - wtedy ją rzucam, wracam po jakimś czasie i znowu gram namiętnie. 

Tutaj znajdziecie moje spostrzeżenia, którego nikogo nie obchodzą. (bez sensu).

1. Moja ukochana postać to Add, chociaż podbił moje serce dopiero po przejściu ostatniej planszy lokacji Sander. Ale, chociaż go uwielbiam, już nim nie gram. Powody?
a) misje zmiany klasy na Psychopatę, Geniusza i Diabolicznego Espera to katorga. (Psychopatę, co prawda, da się jeszcze znieść, ale do klasy Geniusza nigdy nie dotarłam z powodu piątej misji, która doprowadziła mnie do zatoru psychicznego. A Diabolicznemu Esperowi podziękuję. CO TO ZA MISJA, W KTÓREJ PRZECHODZISZ 8 RAZY JEDNĄ PLANSZĘ I 8 RAZY DRUGĄ PLANSZĘ). 
b) tylko Mentalistą i Psychopatą da się w miarę normalnie grać. Diaboliczny Esper to koszmar. 
No, ale arty z nim są fajne.
2. Nienawidzę grać Elesis. 
3. Gwoli ścisłości, jestem w Elswordzie praktycznie od początku polskiego wydania, ale rzuciłam grę jeszcze w tym samym roku i dopiero w zeszłym roku wróciłam. PAMIĘTAM, JAK WPROWADZALI POSTAĆ CHUNGA, UWIERZYCIE? A teraz widziałam, jak wprowadzali postać Aina. (też go kocham). Ale najpierw grałam Rose i jest to moja ulubiona postać pod względem grywalności. Poza Awangardą - tej klasy nie znoszę. Ale Optimus, Freja i Krwawa Róża są super.
4. Drugą, a może stojącą na podium razem z Rose postacią, jest postać podwójna - Lu/Ciel. Uwielbiam grać Królewskim Strażnikiem/Noblesse i Diablą/Demonio. Chilliarch też jest spoko, ale nie dotarłam do klasy Pana Śmierci (czy jakoś tak). Szczerze - byłam wtedy za leniwa, by robić misje zmiany klasy.
5. Shipuję Adda z prawie każdą żeńską postacią. Najbardziej z Elesis, bo gdy myślę o tym, to pairing Eve i Adda jest nienormalny - Eve to robot, a Add jest oszalały na punkcie robotów.
6. Misje drugiej zmiany klasy:
a) "przejdź Serce Altery miljon razy" (co ciekawe, ta misja pojawia się u każdej postaci)
b) "zdobądź 40 kamieni od Vargo-arcymagów"
c) "przejdź planszę w Peicie miljon razy" (znowu)
d) "zdobądź od jednego bossa jeden przedmiot". TEJ MISJI NIENAWIDZĘ. To właśnie ona spowodowała mój zator psychiczny u Adda Władcy Dronów. (czy jakoś tak). To były TRZY takie misje. Czemu się tak wściekam, pytacie? Otóż owy jeden przedmiot ma szansę dropu chyba tylko 1% lub mniej, dlatego często trzeba przechodzić jednego bossa z 10 razy lub więcej. Ta sama misja jest u Noblesse, ale tym razem bardzo szybko zdobyłam daną rzecz. Bo poprzednim razem, przechodziłam Nazo-Fabrykę z 20 razy lub więcej. Potem się dziwią, że tak nie lubię Altery. 
Chociaż, niedawno wprowadzili balans do gry, dlatego misje zmiany klasy są nieco łatwiejsze. Cieszę się z tego, zwłaszcza w przypadku misji na Demonio - poprzednio było to tak, że najpierw Serce Altery 8 RAZY, potem Wejście do Świątyni 11 RAZY, potem coś jeszcze, a na końcu bodajże Krypta - z 5 razy czy ileś.
7. Gdy wprowadzili Aina, dali bonusy do niego. Jednym z nich była SUPER BROŃ +7, która na poziomie, gdy z normalnej broni masz 1000 obrażeń, dawała 2000+ obrażeń. Nie trzeba było nawet używać skilli, bo plansze się normalnie kosiło. Ale misja zmiany klasy mnie zabiła, i od tamtej pory nie ruszyłam swojego pierwszego Aina.
8. Rose jako Freja ma potwornie długi warkocz. Razem z Fatherem stwierdziliśmy, że to niepraktyczne, i nie rozumiemy tego. 
9. Jeszcze co do Fathera, gdy miałam wybór na pierwszą klasę u Rose, zapytałam go, jaką wziąć. "Stalowe Serce". Wzięłam, pokochałam... a niedawno odkryłam, że Stalowe Serce/Optimus to najcięższa klasa Rose. Super.
10. "Wsadziłam naczynia do zmywarki". "Nie mamy zmywarki". (patrzcie niżej)

Wybaczcie ten bełkot, ale moja tablica "Le Elsword!" na Pintereście spowodowała ponowny wybuch miłości do Elsworda. (do Adda). (do Ciela.) (nieważne.)

A poniżej arty. Nie podam autorów, niestety, bo nie znam.

Odmeldowuję się - BlackMoon a.k.a Kou. 

O, na niektórych są autorzy. Spodoba się - przejrzyjcie ich prace. :) 
 

O, i jeszcze jedna sprawa. Czy chcecie, bym pisała tutaj pomniejsze opowiadania z Kouniwersum? Na DeviantArcie są pełniejsze (TO NIE TAK, ŻE NA MOIM DEVIANTARCIE NADAL NIC NIE MA), ale tutaj bym mogła pisać nieco mniej poważne opowiastki. Ciekawostka - pojawiają się w nich czasami Cztery Niesławne Postacie (kto zna mnie, ten wie), ale w zupełnie innej formie niż kiedyś.

No, teraz ostatecznie pozdrawiam, lel. 

Kofam.jpg

RomanticAdd.jpg

Ciasia.jpg

Zmywarka.jpg

BlackMoon

W końcu znalazłam coś, o czym mogłabym tutaj napisać. Co prawda, jest to temat bezsensowny, dlatego znowu jest to wpis "bez sensu". Poza tym, cierpię na coś w rodzaju "połowicznej Iwanowny" (tak ma na imię mój Artblock), co oznacza - pomysły mam, ale słów do ubrania tych pomysłów - już nie mam. No nic. Witam w kolejnym poście na blogu "Kouniwersum". Ech.

Lubicie czytać książki?
Odpowiedzi na pewno będą różne. Jedni powiedzą NOPE, drudzy YES, inni "WHAT ARE YOU TALKING ABOUT, OLD SPORT". I tak dalej, i tak dalej...
Wskaźnik czytelnictwa w Polsce jest, podobno, dosyć niski, albo wysoki - nie wiem, za każdym razem słyszę co innego. Kiedyś zaliczałam się do grupy "czytającej", a nawet - nadmiernie czytającej. Najpierw czytałam "Martynki", potem inne książki dla dzieci, dosyć wcześnie zaczęłam z fantastyką. I było takie: "UUU, FANTASTYKA JEST NAJLEPSZA, ROMANSE SĄ DO BANI, KSIĄŻKI DLA MŁODZIEŻY GŁUPIE, FANTASTYKA GÓRĄ, AAA". (aaa). Bardzo długo trzymałam się takiego poglądu - tak długo, że nie pamiętam, kiedy zmieniłam zdanie. Zaczęłam się wgłębiać w inne gatunki i coraz bardziej odbiegałam od swojej manii. Teraz czytam młodzieżówki i japońskie light novel. 
Do czego jednak, właściwie, zmierzam? Powiem to tak. Od roku czy może dłużej, nie czytam już książek. No, nieco przesadziłam, nadal czytam... ale muszę się do tego zmuszać. Miłość do książek nagle zmieniła się we wstręt. To nie jest miłe. Patrzę na zalegające na półkach tytuły, chcę je przeczytać, sięgam - odpadam po paru stronach. Chciałabym na nowo poczuć fascynację historiami pisanymi.
Lubicie czytać książki? Jakie? Polecilibyście coś? A przede wszystkim: czy też mieliście - lub macie - swoisty wstręt do czytania, jak ja teraz?

No, to jeden temat.

BlackMoon: MAMY TUTAJ JAKIEGOŚ PISARZA?!
Konishi: Tak.
BlackMoon: NAPRAWDĘ? Kogo? Kogo?
Salvador: Ciebie.

Jakem BlackMoon, takem piszę potworności wszelakie. Na pewno są wśród Was jacyś pisarze. Prawda?
Wolicie pisać na kartce, czy na komputerze?
Ciekawostka: komputer źle oddziałuje na Wenę. Jeśli zaczynam pisać na komputerze, wszystko ucieka mi z głowy. Dopiero na kartce słowa w miarę spływają. Od jakiegoś czasu jestem zdania, że kartka to najlepsza opcja. Jeśli coś źle wyjdzie, to zawsze, przy przepisywaniu na komputer, można to poprawić. Ciekawe, dlaczego. Czy pradawna Wena trzyma się starych obyczajów (kartki i pióra) i darzy nowości (komputer) szaloną nienawiścią?

I to drugi i ostatni temat...
Chciałabym, by Iwanowna dała mi spokój i oddała mi moją Wenę. Granie w Elsworda znudziło mi się, no!
To tyle. Żegnam, dobranoc, ciao.

 

 

Pieski.jpg

BlackMoon

Wczoraj nieco zwariowałam. Powodem były mopsy.

Ogółem, to lubię mopsy. Są urocze, przynajmniej w mojej opinii. Nigdy jednak nie myślałam na poważnie o kupnie mopsa. Wiadomo - rasowe psy osiągają ceny małych samolotów (wiem, przesadzam, ale lubię przesadę) i są narażone na sporo chorób, charakterystycznych dla danej rasy. Poza tym, mam już psa (i 6 kotów). Także nie zamierzałam powiększać zwierzęcej rodziny.

Do wczoraj, gdy odkryłam na Fejsbuku istnienie organizacji, która oferuje adopcję mopsów.

Od razu oszalałam. Planowałam już, jaką to miłością nie otoczę pieska, jak będę o niego dbać, wyprowadzać na spacery... ględziłam o tym Pani Mamie, ale Pani Mama nie była zachwycona moją nowo odkrytą pasją. Dopiero, gdy powiedziałam o swoim marzeniu Panu Tacie, szaleństwo wzięło taksówkę i uciekło. Doszłam do wniosku, że pomyślę ponownie o mopsie, gdy będę już starą panną z kotami. A tak serio - studentką. O ile dostanę się na studia. 

Dziękuję, jeśli to przeczytaliście. A jeśli ktoś z Was ma mopsa, to czy mogłabym prosić o to, jak się żyje z takim psiskiem? Byłabym wdzięczna.

Wstawiłabym zdjęcie swojego psa, ale ni mam takiego. Mam tylko obgryziony drewniany stół, ale jest to zdjęcie bez psa (za to z kurą), więc nie ma sensu go pokazywać.

Cóż... dobranoc. 

 

BlackMoon

Bez sensu.

Ostrzegam: to jest wpis z kategorii "BEZ SENSU", czyli coś, co jest kompletnie niepowiązane z tematyką bloga i powstaje tylko wtedy, gdy odbija mi.

Od zawsze miałam słabość do tworzenia mnóstwa postaci...
... nie znaczy to chyba jednak, że posiadanie wszystkich w ilości łącznie około 30 i więcej jest normalne?

Cóż.
Niedługo pojemność mojej głowy zmniejszy się drastycznie i powstanie coś takiego, jak to niżej.
Heh. 

 

Kotosłoik.jpg

BlackMoon

Bach!
Kij bejsbolowy uderzył w podrzucony owoc. Owoc - melon - poszybował naprzód, bezradny wobec nieuniknionego losu - śmierci od roztrzaskania się o zimną, betonową ścianę. 
Trzask!
Kto wie? Może ów melon miał dom, rodzinę, teściową? Nie wiem. I już, zapewne, nigdy się nie dowiem.
Roztrzaskana skorupa upadła na asfalt. Słodki sok spływał po ścianie. 
Siup! 
Obita w bezpalcową rękawiczkę ręka, zwinnym ruchem chwyciła kolejny owoc ze stosu. Podrzuciła go.
Bach!
Trzask!
Siup...
Ten cykl zdawał się nie mieć końca. Stos melonów malał z każdą chwilą, trzaski wrzynały się w uszy, ściana łapczywie spijała słodycz soku...
-Hmm?
Oprawca zamarł, z ręką wyciągniętą w stronę czekających na śmierć melonów. Nos poruszył się, badając obecne w powietrzu zapachy.
-Hmm.
Tej woni nie było tu wcześniej, ale oprawca znał ją doskonale. 
-Ech. 
Pełne dezaprobaty westchnienie.
-Możesz wyjść, Dante, gdziekolwiek się schowałeś. 
Toteż wyszedł. 
Skoczył, właściwie. Dach starej chatki zatrząsł się, gdy opuścił go wadzący mu ciężar. 
Szpieg wylądował zgrabnie tuż przed oprawcą. Był to młodzieniec, od którego wręcz biła radość z życia. Każdy element tego człowieka - fioletowe loki, biały garnitur, ręce wyciągnięte w powitalnym geście - wszystko to emanowało ogromną energią, zaraźliwym entuzjazmem. W istocie, entuzjazm Dantego był zaraźliwy. Nawet największy ponurak nie mógł się nie uśmiechnąć z żartów, którymi ten showman sypał jak z rękawa. 
Istniał jednak jeden, jedyny wyjątek od Prawa Dantego. Oprawca.
Miał on wiele imion i używał wszystkich, z wyjątkiem tego, które nadali mu rodzice. Czy też jej.
Bowiem Oprawca był kobietą. 
W przeciwieństwie do swojego gościa, od Oprawcy (Oprawczyni?) płynęła aura depresyjnego ponuractwa, która wszystkich odstraszała. Rude włosy spływały po ramionach, lekko rozczochrane za sprawą złośliwej bryzy morskiej. Krótka, biała sukienka eksponowała długie nogi. Złote oczy mierzyły niechętnie przybysza. 
Ale on się tym nie zraził.
-Aelin! - zawołał, próbując ją objąć. -Dawno Cię nie widziałem, kochanie!
Przytulił powietrze, bo 'Aelin' szybko odsunęła się na bok.
-Trzy zasady - warknęła, podnosząc kij. -Nie przytulaj mnie. Nie nazywaj mnie per 'kochanie'. NIE MÓW DO MNIE PO IMIENIU.
-Rozumiem! - Dante skłonił się ironicznie. -Proszę mi wybaczyć, zapomniałem kompletnie o tym!
-Nie zapomniałeś, po prostu próbowałeś mnie złamać.
-To prawda, 3-D!
3-D prychnęła.
-To imię jest tutaj niedostępne.
-Hę? - Dante wyprostował się, zaskoczony. -Dlaczego? 
Rudowłosa przewróciła oczami.
-Kou sobie umyśliła, że tutaj - wolną ręką pokazała na ich otoczenie - jestem Panią Słowik.
-Pasuje do Ciebie to miano, Słowiku.
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, a roztrzaskam cię o ścianę.
Podniosła wzrok, nie zwracając już uwagi na panicza o fioletowych włosach.
-Znowu coś wymyśliła - mruknęła pod nosem. -Mam niejasne wrażenie, że cała ta sytuacja to tylko kawałek tekstu, który właśnie ktoś czyta...

BlackMoon

Jeden - Głowa Kou

Mimo, że głowa każdego człowieka w środku wygląda tak samo, to tak naprawdę wcale tak nie jest. Niektórzy wyobrażają sobie swoje głowy jako miejsca niezwykłe, w których rodzą się cudowne i niecudowne idee. Ale ja nic nie wiem. Może tylko ja wyobrażam sobie swoją głowę w ten sposób?

To jest coś jak słynny Labirynt Dedala. Gdzieś tam krąży Minotaur, a wyjść można tylko za pomocą nici Ariadny. Osobiście, nie mam problemu z poruszaniem się po moim Labiryncie - znam na pamięć drogę powrotną, a Minotaurem jest mój kot, rudy Feliks, który nie dość, że nie jest groźny, to jeszcze wyłapie wszystkie zabłąkane szczury! Ot, dlaczego warto mieć kota. 

Pomieszczeń jest multum. Ogródek, w którym hoduję Kwiaty Weny - rośliny wyjątkowo kapryśne, gdyż nie sposób przewidzieć, kiedy zechcą zakwitnąć. Nie można opisać Kwiatu Weny, bo każdy z nich wygląda inaczej, każdy dzierży inny pomysł. Dawniej przechowywałam Wenę w specjalnych słoikach, ale było to niewygodne. Czasami słoiki po prostu nie chciały się otworzyć. Kwiatki są lepsze, bo wystarczy je podlać raz na jakiś czas.

Przejście między Podświadomością a Świadomością to ciasny pokoik, który oświetla jedynie kolorowy neon, informujący o tożsamości tej ciasnoty.

Pustkowie Niepamięci... to miejsce nie jest ani trochę przyjemne. Wygląda jak zwykła, wielka pustynia, ale złocisty piach bynajmniej nie służy do tworzenia piaskowych zamków. Tak naprawdę pochłania on wszystko, co miało nieszczęście znaleźć się na jego powierzchni - w tym istoty żyjące. Głównie postacie, dla których nie ma zastosowania w opowieściach. Szansa, by wydostać się stąd, jest niewielka. 

Otchłań Kreatywności zaś jest kanionem, na którego dnie płynie rzeka, a w rzece ryby. Wspominałam już o Kwiatach Weny - jaki jest więc sens posiadania Otchłani Kreatywności? Z kwiatów korzystam ja, z Otchłani - moje twory. W rzece pływają różne gatunki ryb, każdy zawiera pomysł. Im lepszy pomysł, tym trudniej złowić daną rybę - największy rarytas to ryby latające. Przy krawędzi kanionu można rozpalić ognisko, a tam upiec i zjeść swoją zdobycz. Zdobyta cecha złączy się wtedy z postacią.

O licznych moich mieszkankach już nie wspomnę.

Prawdę mówiąc, w głowie Kou jest wszystko. Ale przejście do Kouniwersum jest tylko jedno, w samym środku Labiryntu. Przejdź nim - wylądujesz w sklepie handlarki rupieciami, Tarantuli. Stamtąd droga do dwóch Wszechświatów jest już łatwa. 

Chyba, że spotkasz Panią Słowik po drodze, wtedy łatwo nie będzie. 

 

 

BlackMoon

Zaczynam bloga.

Witam wszystkich na blogu o nazwie "Kouniwersum". 

Hmm.

Nie mam pojęcia, o czym pisać w tym pierwszym wpisie. Pierwszy wpis jest ważny. Tak myślę. Może, w takim razie, opowiem coś o sobie?

... Nie. Od tego jest profil. Tak myślę. 

W takim razie powiem, co tutaj się będzie znajdować.

"Kouniwersum" to nie tylko nazwa bloga. To też (chyba) oficjalna nazwa wymyślonego przeze mnie świata. 

Ten blog będzie zawierać moje opowiastki związane z tym uniwersum. 

Tak.

Poniżej znajduje się mój własny rysunek jednej z moich głównych postaci - Trzy-De. (Fri-Di). Jak widać, nie umiem za bardzo rysować.

To w sumie tyle... 

W takim razie, do napisania!

(ach, zapomniałam. Chwast widoczny na rysunku to Flowey the Flower z gry "Undertale". Napis na koszulce Fridziocha jest również inspirowany tą grą. Do napisania!)Fridzioch.jpg