Kilka dni temu, w wielkich mękach i bólach udało mi się spłodzić wielce interesujący tekst o tym jak to sobie w kinie byłem, i jak to ogólnie dzisiejsze filmy są... Szukam trafnego określenia... O mam, do du*y! Dlatego też z najnowszym filmem Nolana pokładałem nadzieje, iż wreszcie dostarczy mi kilka godzin rozrywki, po której nie będę miał ochoty palnąć sobie w łeb. Nadzieje tym bardziej wygórowane, że główna rola dostała się DiCaprio, o którym czas temu jakiś zmieniłem zdanie, a obrazy z nim p
zgadnijcie kto własnie wrocil z premierowego pokazu "incepcji"? podpowiem tylko ze to ja, a jako iż nie mam życia to pisze tu o 3 w nocy. mam ochotę walnac tu recenzje długości Pana Tadeusza ale jestem chyba zbyt wytyrany na myślenie. raczej wrócę do tego rano teraz informując jedynie ze film jest potężny. warto bylo pojsc do kina i wydać te 15 zł bo się twórcom należy. i tyle
Mądrze zabrzmiało? No i dobrze, bo miało, czuję się teraz wspaniały i oświecony. Ale o czym to ja miałem... A tak, prawda, o filmach coś chciałem wyskrobać. Byłem wczoraj w kinie. Super, nie? Nawet dwa razy. Pierwszy raz na czymś co nosiło szumny (albo i nie) tytuł "Predators" i co kojarzyłem słabo z jakiegoś trailera. Ogólnie miałem nikłe pojecie o czym to dzieło ma traktować, ale w pamięci utknęło mi nazwisko Rodriguez (nie wiem co to za jeden, ale fajnie brzmi, chciałbym się tak nazywać) więc