MajinYoda

Zwycięzcy Smugglerków
  • Zawartość

    520
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O MajinYoda

  • Tytuł
    Elf
  • Urodziny 27.06.1990

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    http://bit.ly/1eNAfN0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Lublin
  • Zainteresowania
    Pisanie, gry komputerowe, historia, język angielski, nieco polityka

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    seria Gothic (bez FG i Arcanii) i Risen, Oblivion i Skyrim, World of Warcraft, seria Total War, seria GTA, Mafia (dwójka też może być ;)), Wiedźmin 3, seria HoMM (i Dark Messiah), Dragon Age: Inkwizycja, Half Life, Portal, seria Assassin's Creed, Hitman, Far Cry...
  • Ulubiony gatunek gier
    RPG
  • Wyróżnienia Smugglerkowe
    [2016] Blogopis Roku

Ostatnie wizyty

5292 wyświetleń profilu
  1. przemyślenia Butem w reboota

    Marudziłem już na wersje HD wciskane jako nowe gry. Chciałem, by twórcy wskrzesili pare gier. Nadszedł więc znów czas, by sobie nieco pomarudzić :). Wybór padł na rebooty oraz remake’i, które właściwie (choć wiem, ze nieco błędnie – aczkolwiek różnice są IMO niezbyt duże) utożsamiam z jednym – wciskaniem ludziom tego samego kotleta w innej panierce i z frytkami zamiast ziemniaków. Pierwszy raz „odnowienie” znanej serii nie spodobało mi się przy Casino Royale z 2006 – jakby nie patrzeć jest to reboot Jamesa Bonda – głównie ze względu na, no właśnie, fakt bycia rozpoczęciem od początku serii, która wydawała mi się nieskończona – wiecznie młody agent MI6, grany przez coraz to nowych aktorów pokonuje kolejnych wrogów zgodnie z aktualnymi trendami. Aż tu nagle okazuje się, że „Bond” wcale nie walczył z Sowietami, bo początek jego działalności przypada na… czasy po Zimnej Wojnie. I „M” jest kobietą od początku :O. Tego mój „fanowski” umysł zdzierżyć nie mógł. A wprowadzenie w Sepctre "nowego" Blofelda (w tej roli świetny Christoph Waltz – pierwszy raz chciałem, by Bond przegrał :P) spowodowało, że na wszelkie takie „pomysły” patrzę mocno nieufnie. Okazuje się jednak, że koniec drugiej dekady XXI wieku będzie zapamiętany jako pasmo „to samo od nowa” – „nowy” MacGyver, „nowi” Power Rangers, „nowy” RoboCop, „nowy” Columbo… No, z tego ostatniego się, na moje szczęście, wycofali. Ale ileż można? Wiem, że się czepiam, ale tak, jak już pisałem – wolę coś nowego, nawet jakby miało być kontynuacją, niż rozpoczynanie od nowa tego samego. Tak, jakby scenarzystom skończyły się pomysły – co, w sumie, chyba, nie powinno się zdarzyć – tylko metodą spychologów (i leniwych uczniów i studentów) – kopiuj-wklej i zmień kilka szczegółów. Totalny bezsens. Oczywiście, niektóre remake’i wyszły całkiem nieźle – Człowiek z blizną Briana de Palmy chociażby (inna sprawa, że jest obecnie bardziej rozpoznawalny od pierwowzoru z 1932 roku) czy „nowy” Batman (choć pewnie fani Nietoperza mieli to samo, co ja przy Bondach). Ale to nie znaczy, że każdy musi spróbować i „zacząć stare od nowa”. Dobra, pomarudziłem sobie ;). A co Wy sądzicie o tego typu zagrywkach? Piszcie w komentarzach :). Życzę Wam udanego dnia i długiego weekendu – wyjeżdżam i wpisu za tydzień nie będzie :).
  2. msm

    Ja tak mam za każdym razem... Ale taki jest język spychologów, nic nie poradzimy :). Zapomniałeś o kotach :D. Nie wpadłem na to. A byłoby to jakieś wytłumaczenie... Że tak zacytuję Mały Słownik Spychologiczny: Chyba zbyt wiele wymagasz - liczb i tak było dość dużo jak na tekst spychologiczny, musi wystarczyć :P. Może powinniśmy jednak pomyśleć o przejęciu władzy nad światem? Taka graczokracja byłaby całkiem niezła - chcemy to niszczymy, chcemy to tworzymy. Bylibyśmy takimi Zen-Oh do sześcianu :). Tak, to musi być to. Zbiorowa halucynacja... A może jednak to zwykła, szara, spychologiczna rzeczywistość :(? No co Ty? To przecież źle by wyglądało w tak poważnym tekście naukowym! Ponadto: Pamiętam - pamiętam niemal wszystkie MSM-y (a jak nie to bez problemu znajduję "gdzie ja to już czytałem?" - vide ostatni "nowy" tekst Frondy o grach). A poza tym: Swoją drogą - chyba muszę wreszcie spisać te wszystkie definicje i wydać Słownik :P. Na 100% wyjdzie coś na kształt "Poradnika hieny" Smugglera ;).
  3. msm MSM na Wielkanoc

    Już jutro Niedziela Palmowa, zaczyna się Wielki Tydzień… więc MSM jest, chyba, na miejscu :). Dziś zajmę się artykułem Mariusza Jędrzejki pt. „Śmierć jako zabawa człowiek w świecie gier komputerowych i sieciowych (spojrzenie socjopedagogiczne)” opublikowany na łamach pisma „Media i społeczeństwo” w 2011 roku. Autor już kiedyś pojawił się na tym blogu… z niemal identycznym tekstem, ale kilka lat młodszym (tam – 2008), pominę więc niektóre fragmenty, które już były omawiane. A, korzystałem z wersji PDF, więc link znajdziecie na końcu. Czy to kolejny argument za likwidacją gimnazjów? Ten fragment jest bardzo interesujący… szkoda tylko, ze Autor zapomniał dodać jakieś… bo ja wiem? Może jakieś liczby byłyby na miejscu? Bo, póki co, jest to typowy dla spychologów tekst – kiedyś pewnie pisano: „w „klasycznych” hieroglifach dochodzi do większej liczby aktów agresji, przemocy i zbrodni, niż w kultowych opowieściach starszych” jeśli jakiś spycholog chce skorzystać z tego tekstu proszę o informację na priv i naszykowanie tantiem w wysokości 200000 funtów brytyjskich (choć dolary amerykańskie też mogą być). Kolejny naukowiec pisze to samo. Oczywiście, żadnych konkretnych badań, liczb itd. bo to dla „lamusów” – wystarczy rzucić „10-15%” i już wszystko gra. Dziwne, że Autor nie napisał, że „o 25%” albo nawet „240%”. Przyznam szczerze – nie rozumiem tego fragmentu. Kto go pisał? Autor postanowił się pochwalić, czy co? A ostatni nawias miażdży, bo wychodzi „od 2008 pracuje z dziećmi nałogowymi od komputerowych gier akcji”. Ale, skoro Autor ma takie duże (czyt. czteroletnie) doświadczenie to tekst będzie genialny, nie? Nie…? Ten fragment nie zapowiada jakieś wielkiej tragedii, prawda? Widzicie tu coś dziwnego? Przecież Autor już we wstępie podał, że „w „klasycznej” grze komputerowej dochodzi do większej liczby aktów agresji, przemocy i zbrodni, niż w kultowych filmach akcji”, więc albo ja mam coś z głową (a mam po tych wszystkich MSMach…), albo Autor najpierw wpisuje wnioski a potem dopiero stawia tezy… Interesujące… Jest okej, hipoteza pasuje do reszty pracy. Ale dlaczego zawsze musi być założenie o negatywnych efektach? Rozumiem, że trzeba w swoich badaniach wszystko zweryfikować pozytywnie (oczywiście, piszę o spychologach), ale czemu za każdym razem usze czytać to samo? Jest, doczekałem się! Nareszcie jakieś dane liczbowe! Otwierajcie szampana! Balcerek – graj Pan „Sto lat”! Dobra, bo nam się od tego dobrobytu w głowie przewróci. Autor ten fragment zamieścił zaraz pod hipotezami, więc po co było marnować na nie tusz, skoro już wszystko wiadomo? Szczególnie, że te statystyki pokazują wahający się wskaźnik przestępczości nieletnich od 1990 roku, czyli czasów „sprzed GTA”! Więc jak to jest? W tym miejscu tekstu znajduje się sporo o badaniach, które Autor już omawiał trzy lata wcześniej. Słowo w słowo to samo (no, z korektami – widać, że Autor się rozwijał). „Dopiero” siedem lat… Pięknie – te badania poszłyby już wtedy do szkoły, gdyby były dzieckiem. A teraz miałyby szansę pójść do gimnazjum, gdyby ich nie likwidowali. Czyli, idzie do siódmej klasy ;). Tu się nie wypowiem. Mam dobry kontakt z bliską rodziną, ale z dalszą już nie, więc Autor ma więc trochę racji. Gram od tylu lat i głownie w brutalne gry. Niebawem będę wzrokiem burzył budynki a ludzi zabijał małym palcem stopy. Więc zbieram ekipę – kto idzie ze mną? Korzystając z naszych zdolności przerobimy Ziemię na jakąś ciekawszą planetę (Azeroth? Nirn? Coś się wybierze). Czy to coś złego, że ludzie dzielący wspólną pasję się integrują? Bo nie bardzo rozumiem ten punkt. Zapewne tak samo, jak książki, telewizja… A sportem przestałem się interesować odkąd Marit Bjørgen ma astmę. No jak to? Przecież jedna z naukowców napisała, że my – gracze - uważamy śmierć za coś złego, a chorobę za coś strasznego. Mam dysonans poznawczy, idę się napić Szybkiego Śledzia… Ale jak to? Przecież khajiitowie są calkiem spoko, przynajmniej w przeciwieństwie do argonian i dunmerów. Albo tych zarozumiałych altmerów, tfu! Nie wspominając o śmierdzących orkach (Nienawiści do orków, tak zostałem wychowany, JO na 100%!). Bez komentarza – Autor robi z nas jakiś pseudokibiców chyba. MajinYoda kompletnie nie rozumie jak można pisać o sobie w trzeciej osobie. Uważa, że to bardzo dziwne i nie powinno być stosowane, szczególnie w tekstach naukowych. A ten MajinYoda to taki mądry jest i wie najlepiej co wolno a czego nie wolno robić naukowcom. Wracając jednak do meritum – czyżby Wielki Mandorfów było aż 114? Toż to już niezła grupa! W sumie, to chyba sobie zmienię pseudo na Wielki Mandorf, co sądzicie :P? To jest bardzo ciekawe – z moich obserwacji wynika, ze największe problemy wychowawcze sprawiały osoby ze stwierdzonym (przez kolegów Autor po fachu) tzw. ADHD, a nie gracze. Serio – nie znam ani jednego gracza, który by sprawiał problemy. Oczywiście, Autor nie wziął też pod uwagę, że badał osoby w okresie buntu młodzieńczego. Bo to by do tezy nie pasowało. Dobra, wysiadam przy tym argumencie. Serio – nie mam zielonego pojęcia jak to skomentować. Na koniec - obiecany link. Kończąc, chciałbym Wam życzyć pełnych radości i spokoju Świąt Wielkiej Nocy. Do zobaczenia za dwa tygodnie :)!
  4. inne Śmieszki

    Prima Aprilis, April Fools’ Day, Un poisson d’avril… Pierwszy kwietnia ma wiele nazw, ale sprowadzają się w zasadzie do jednego – robienia innym żartów, dowcipów i tak dalej, Jednakże ja, zamiast bawić się w jakieś fake informacje, że zostałem księdzem albo porzuciłem granie na rzecz hodowli jedwabników, postanowiłem napisać o żartach i nawiązaniach z gier, które zapadły mi w pamięć. Oczywistym jest, ze nie dałem rady wyłapać wszystkiego – podzielcie się więc w komentarzach nawiązaniami w grach, które Was rozbawiły/zapadły w pamięć ;). Na pierwszy ogień idzie chyba najbardziej naszpikowana żartami seria – GTA. Pierwsze, co przychodzi do głowy to „Two-Faced Turner” – misja z „trójki”, która naśmiewa się z głównego bohatera serii Driver – czyli ówczesnych „konkurentów” gry Rockstara. Osobiście spodobał się się też żart R* z… samego siebie. W jednej z misji w GTA V można otrzymać nagrodę za… bycie lepszym od CJ’a. Chyba każdy wie, o co chodzi ;). W tej samej grze zresztą pojawia się więcej „żarcików”. Najlepszy jest, oczywiście, JB700, czyli samochód nawiązujący do Aston Martina DB5 – chyba najbardziej rozpoznawalnego samochodu Jamesa Bonda. No, jest też to: Z kolei z Wiedźmina najlepiej zapamiętałem nawiązania do filmów Quentina Tarantino - Kill Billa oraz Pulp Fiction. Z tego pierwszego CDP Red wziął Hattoriego, wytwórcę mieczy, który musiał robić pierogi. Z tego drugiego najbardziej rozpoznawalny tekst – ostatnie słowa z filmu (gdyby ułożyć sceny chronologicznie, rzecz jasna). Dodatkowo, oczywiście, zapamiętałem nawiązania do polskich filmów i seriali. Chłopaki nie płaczą - „dałbym sobie uciąć za nią rękę. A teraz chodzę bez ręki”, Jak rozpętałem drugą wojnę światową - „dadadadada dadadada” czy nucenie przez strażników „Deszcze niespokojne”. Ponadto, oczywiście, nawiązanie do polskiej polityki i… „kamieni kupy”. Oraz ta karta, jako nawiązanie do pewnej innej gry: Skoro już o Skyrim mowa – chyba najczęściej słyszałem (i przez to najlepiej zapamiętałem) tekst Hadvara i Ralofa o „trafieniu więcej ode mnie” rodem z Władcy Pierścieni. Oczywiście, nawiązania do trylogii Tolkiena do innej kopalni „jaj wielkanocnych”, czyli World of Warcrafta i żartu humana o „pomyśle na filmową trylogię - Rządca Bransoletek” [tłum. własne :P]. W kwestii żartów świetny jest też goblin i jego „I'm a little friend. Say hello” (kto wie z jakiego to filmu - ręka do góry ;)). WoW to także NPC nawiązujące imionami do mniej lub bardziej znanych celebrytów jak Haris Pilton, Harrison Jones oraz Mina Kunis. Oczywiście, muszę też wspomnieć o Profesorze Farnsworthie Putricide i jego To już prawie koniec ;). Został jeszcze Far Cry 4 i broń-nagroda o nazwie A.J.M. 9, czyli nawiązaniem do RoboCopa. Jest też moja ulubiona Mafia i akcja w Corleone Hotel. Przedostatnim żartem jest gra indie To The Moon i sekwencja, w której walka wygląda jak w grach z serii Pokemon. Natomiast ostatni żart pojawia się w grach (i nie tylko) tak często, że trudno mi wskazać gdzie mi zapadała w pamięć. Koniec końców wybrałem to jako osiągnięcie z pierwszej Magicki. Mam oczywiście na myśli „IT’S OVER 9000!” z mojego ulubionego anime ;). I tym akcentem zakończę :). Napiszcie czy Wam się podobało i podajcie swoje typy w komentarzach :).
  5. o grach

    Najwyraźniej. A potem morduje swoją pasierbicę :O. Niestety... niestety...
  6. o grach Wina gier… znowu…

    Coś ma pecha jeden z moich wpisów – w zeszłym tygodniu go nie skończyłem, w tym wyszedł taki temat, że trudno byłoby mi go przemilczeć. Tak – znowu gry są winne tragedii i zapewne już domyślacie się, którą mam na myśli… Od kilku dni tzw. „mainstreamowe” media żyją śmiercią dwuletniej dziewczynki. Do tragedii doszło w Pile i domniemanym sprawcą jest jej ojczym. Więc praktycznie każdy serwis podłapał temat i teraz każdy z nich wpisuje w tytułach te same hasła: nie szło mu w grze i zabił dziecko. Ponadto, każdy serwis podkreśla, że ojczym „namiętnie grał w jedną z internetowych gier komputerowych typu RPG i zamieszczał w sieci filmiki z nią związane” (za http://www.tvn24.pl). Poszperałem trochę i bez trudu dotarłem do portali, na których ten domniemany morderca-gracz miał konta. Oczywisty był Twitch oraz Facebook. Nie chcę tu podawać adresów, ale gracze już wiedzą o kogo chodzi. Serio! „Życzenia” żeby „zdechł” są już dość powszechne na jego koncie na FB. Zastanawiacie się pewnie co za szatańską grę streamował? Odpowiedź nie może być bardziej oczywista – chodzi o Tibię. No chyba nie spodziewalibyście się czegokolwiek innego, nie? Bo Tibia przewija się aż nazbyt często w tego typu tragediach, zaraz obok Counter-Strike’a… Wracając do sprawy – media znów pokazują jak bardzo łatwo dokopać graczom. Bo tytuły, jak już wspomniałem, największą odpowiedzialność spychają na grę. Dopiero potem, pod koniec artykułu jest mowa o tym, ze rodzina miała przydzielonego asystenta z MOPS. Oraz, że matka dziewczynki nie zareagowała od razu (co jest bardzo dziwne), ale dopiero po trzech dniach. I ponoć to z jej zeznań wynikło, że winne są „przegrane” w grach przez jej męża. Oraz, że dziewczynka musiała być regularnie bita. Czy jednak przez gry, czy ojczym był zwykłym „drecholem”? Trudno określić i nie mnie (ani mediom) to osądzać – od tego, zgodnie z nazwą, jest sąd. Już w zasadzie nie przejmuję się, ze media wciąż utrwalają stereotyp w stylu Barei „ to morderca! I gracz – bo każdy gracz to morderca!”. Szkoda tylko, ze najważniejsze informacje (choćby o tym, ze rodzina już wcześniej miała problemy) są spychane na koniec newsa, bo lepiej jest dokopać grom. Bo w końcu w dziennikarstwie nie chodzi o prawdę, nie? Na zakończenie chciałbym dopisać coś jeszcze – tekst z profilu owego ojczyma, napisany wiele dni wcześniej: „CO ROBISZ NA CODZIEŃ ? - Pracuję , spędzam czas z moją żoną i corką :)” – co o tym myśleć? A Wy – co sądzicie o całej sprawie? PS. Wybaczcie jakość tekstu, ale pisałem go wczoraj, na gorąco. PS2. Zamiast obrazków będzie suchar – ilu spychologów potrzeba, by wymienić żarówkę?
  7. msm

    Osobiście stawiam na to pierwsze :). No wiesz, jeśli w 1999 roku było więcej przemocy w Wieczorynce niż w Wiadomościach (według pewnej książki naukowej, oczywiście), to chyba nie sądzisz, że ktoś Ci powie, że w grach jest tej przemocy mniej. To by nie było zgodne z tezą :P. A co do list - już ich tyle wrzuciłem na bloga, że z pewnością coś dla siebie znajdziesz :P. Nie wiem czemu skojarzył mi się ten fragment filmu "Pitbull - Nowe porządki": . A nauczyciele faktycznie mogli się bać siłą zaciągnąć chłopaka do dyrektora...Choć trudno powiedzieć czy taka sytuacja kiedykolwiek zaszła (vide rozbieżności w relacjach z tego "wydarzenia"). Ale to by przecież źle wyglądało w artykule :D. Wyobrażasz sobie, że jakikolwiek spycholog przyznaje, że winą za zachowanie dziecka jest... wychowanie (czy raczej jego brak)? Że winę ponoszą rodzice i szkoła? Przecież takiego tekstu żadne czasopismo naukowe by nie wydrukowało :P. Jutro będzie wpis o tym... no, w pewnym sensie...
  8. msm

    O, a mogę dołączyć? Poza tym - roboty też powinny mieć taki komitet... a nie, przecież mają Ligę Robotów No, ci "sportowcy" to zawsze najgorsi są :/. Z ministrantami jednak zawsze miałem przynajmniej neutralne relacje. Jednak wiesz, jak to mówią "jak kto blisko pod figurą to ma diabła za skórą" (chyba tak to idzie ;)) :). Też o takim kimś słyszałem :P.
  9. msm Spychologiczne mądrości

    Na początek muszę się Wam przyznać, że dzisiaj miał być inny wpis, ale jeszcze go nie skończyłem, więc postanowiłem wrzucić MSM-a. Jest on o tyle ciekawy, że przedstawia pewną sytuację, która już była omawiana w innym MSM-ie… Ale z pewnymi różnicami, bo czegóż innego można się spodziewać po spychologach? ;). Jednak, do rzeczy – Joanna Szymańska i jej artykuł „Komputer jak narkotyk − część I” (część druga jest nudna, więc raczej nie będę jej opisywał), który został opublikowany w miesięczniku „Remedium" (nr 10, 2002), ale ja znalazłem go na stronie Instytutu Spychologii Psychologii Zdrowia – link znajduje się, tradycyjnie, na końcu tekstu. Będzie dość długo… Powyższy akapit nie jest jakiś strasznie głupi, szczególnie w 2002 roku. Jakby tylko Autorka na tym zakończyła… Taki tekst pojawia się od wielu lat i nic. Czyżby spychologia była aż tak nierozwojową nauką, ze badają gry od X lat i wciąż wypisują to samo? I od 2000 roku jedyne, co zrobili spychologowie… to pisanie kolejnych mądrości – a raczej – przepisywanie i, od czasu do czasu, tworzenie nowych „potworków”. Już znacie ścieżkę uzależnienia od gier komputerowych – najpierw Pong, Saper i Need for Speed, potem Syberia i Age of Empires… I już dzieciak jest psychopatą :(. Na tym to polega – to się nazywa EKONOMIA. Czyli od AoE przeszliśmy do Baldur’s Gate i Oculusa… ciekawe, ciekawe… Już wiecie czym grozi korzystanie z VR i dlaczego tak ochoczo gracze kupują taki sprzęt – przecież każdy z nas, graczy, ma w domu Oculus Rift czy inny sprzęt służący do „odlotów” :). Stwierdzenie na miarę Nobla. To znaczy - wynalazku Alfreda Nobla. Najwyraźniej pani Pipher zapomniała o istnieniu takich dziwnych istot… jak się one nazywały… hmm… wyleciało mi z głowy :(… no wiecie – takie „cosie”, które są odpowiedzialne za wychowanie swoich dzieci… pomóżcie :(! Właściwie nie jest to jakoś straszne głupie – ot, tendencyjny tekst, który już nieraz pojawił się w MSM-ach. Oczywiście, rzucony z wyczuwalną nieomylnością badacza i poparte badaniami innych spychologów. Nie wiem co wciągali nauczyciele i psychologowie w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Ktoś ma jakiś pomysł :)? Czy Autorka nadal pisze o graczach? Bo ten tekst chyba jest przepisywany (z drobnymi zmianami) mniej-więcej od czasów, kiedy pierwsze osoby zaczynały „jarać się” malunkami na ścianach. Weźcie głęboki wdech – tylko nie za głęboki… nie poduście się ;). Jest to bardzo ciekawy przypadek, nie sądzicie? Nie ze względu na to, jak Autorka go opisała, bo dzieciak był zdrowo rypnięty, skoro zrobił coś takiego. Choć mam dziwne wrażenie, ze „Wielki Mandorf” jest tylko… tworem czyjejś wyobraźni. Dlaczego? Bo już kiedyś na tym blogu, inny spycholog opisywał przypadek dzieciaka, który „mówił” na siebie tak samo, ale różniły się szczegóły. W dodatku – nadal nie wiem kim na Innosa (:P) jest ten cały Wielki Mandorf! Po wpisaniu tej frazy w Google pojawiają mi się tylko linki do stron, na których bezmyślnie spisano ten przypadek... oraz wioska gdzieś w Austrii... Hmm... Austria sugeruje pewnego człowieka… ;). Przypadek? Nie sądzę! Tak swoją drogą – ten Wielki Mandorf musiał być, skubany, silny od tych gier komputerowych, skoro potrzeba było aż czwórki dorosłych osób, by zanieść go (ośmiolatka!) do gabinetu dyrektora! Można to skomentować tylko jednym obrazkiem: Kurde, czemu nas jeszcze masowo do wojska nie biorą :D? Jestem ciekaw, ile takich „Wielkich Mandorfów” objawiło się w szkołach w ciągu tych 15 lat. Nie wiem, ale ja tam w gimnazjum – w grupie najbardziej zaufanych osób, ma się rozumieć – miałem tytuł „dona”. Taki byłem uzależniony od Ojca chrzestnego – filmów i książki ;). Na koniec – obiecany link.
  10. o grach Kac moralny gracza - autopsja

    Jak większość z Was zapewne zauważyła, obśmiewani przeze mnie w MSM-ach Prof. S. Jonaliści twierdzą, że gry powodują odwrażliwienie (desensytyzację) graczy. Istnieje także pogląd, który twierdzi coś wręcz przeciwnego – czyli teoria katharsis , która wywodzi się z przekonania, że człowiek odreagowuje w grach swoje wewnętrzne napięcia (Feibel, 2006) – który osobiście popieram. Jednakże, do dziś pamiętam pewną grę, jedyną, przy której miałem kaca moralnego. Wspominałem już o tym kilka razy w komentarzach na tym blogu, ale czas opisać to nieco dokładniej. Oczywiste jest, że postacie w grach są dla mnie jedynie zlepkiem pikseli i wielokątów, zbiorem zer i jedynek. Naziści? Dajcie mi snajperkę. Policja? Koktajle mołotowa i karabin. Templariusze lub asasyni? Gdzie moje ostrze… Elfy, orkowie, krasnoludy, nilfgardczycy czy redanie? Łuk, miecz, topór lub kula ognia. Buntownicy… No właśnie, ta frakcja w Gothic 3 stała się w swoim czasie powodem mojej niechęci do tej gry. Kiedy wyszła byłem nią zafascynowany (zresztą do dziś jestem) – nie ze względów fabularnych (bo, nie oszukujmy się, scenariusz był bardzo słaby), ale ze względu na konflikt trawiący Myrtane, Varant i Nordmar. Konflikt, przez którego pryzmat patrzyłem początkowo na wojnę domową w Skyrim. Wojna trzech bogów odzwierciedlona zmaganiami śmiertelników – to przykuło mnie to monitora w tej grze… Oczywiście, na samym początku obrałem drogę rojalistów, uznając ją za jedyną słuszną. Wyzwalanie miast spod okupacji orków i ich kolaborantów i przekazywanie ich w ręce tych, którzy pozostali wierni królowi powtarzałem wielokrotnie. Za każdym razem przez pierwszy rok nawet na krok nie zboczyłem ze ścieżki Pogromcy Orków… Aż nadszedł moment, który zna każdy fan RPG, czyli opowiedzenie się po stronie „tych drugich”. Więc zacząłem grę z myślą o zgnieceniu pod swoim butem wszelkiej rebelii i zaprowadzeniu jedynych słusznych rządów nowych panów – orków! Wszystko szło dobrze aż do zadania zniszczenia kryjówki buntowników – Reddock. Jako, ze grałem na god mode to wpadłem tam i wyrżnąłem w pień tych… tych, z którymi jeszcze niedawno współpracowałem, pomagałem im odzyskać ich ziemię. U mych bezimiennych stóp leżeli ludzie, którzy wierzyli w Innosa. Wyłączyłem grę, pamiętam, że nawet nie zapisywałem. Przez tydzień nie mogłem patrzeć na Gothica 3 – odpalałem go i stwierdzałem „nieee…”. Po tych siedmiu dniach wreszcie go włączyłem. By wczytać zapis i skierować swoje ostrze przeciw najeźdźcom! Do dziś jednak pamiętam, że to jedyna gra, przez którą miałem kaca moralnego. A Wy – mieliście/macie taką grę, gdzie nie umiecie zagrać „inaczej”/macie wyrzuty sumienia, że zagraliście tak a nie inaczej? PS. Po kilku latach i tak przeszedłem G3 ścieżką orków :).
  11. msm

    A co ja mam powiedzieć - niedawno grałem w Far Cry Primal :).
  12. msm

    Cii... liczę, że jakiś spycholog napisze o tym artykuł. Albo książkę :).
  13. msm

    Też go oglądam - nawet już kiedyś linkowałem "jego" Catehumena :). Proszę bardzo - Autor je podał, ale nie pisałem o nich, bo to już nudne: Jak to gdzie się podziały? Stały się kibolami, którzy nie dotrzymują słowa. Jeśli wierzyć tym spychologom nastąpi to już niebawem - taki Walking Nerd z tego wyjdzie :P. Czemu od razu klosz - wystarczy cela z zamykanymi od zewnątrz drzwiami i Biblia. Takie dziecko jest bezpieczne - żadne ZŁO tego świata go nie spotka. A jak odkryje swoja seksualność - uciąć mu ręce, by nie grzeszył. I, na wszelki wypadek, zakneblować usta. Zrobione :D. Cóż mogę napisać - znak czasów :). Tak zwani cyfrowi tubylcy (pokolenia Y i Z, z tego co pamiętam) mają już komputery i nowe technologie w małym palcu. Kłopot pojawia się, gdy te osoby nie mają innego świata. Co do komunii - była już o tym mowa w tym wpisie: http://forum.cdaction.pl/blogs/entry/47776-setny-wpis/ - wszystko wina babć kupujących komputery "komunistom". Co do prezentów - choć z mojego komunijnego zegarka już dawno temu odpadł pasek, ale wciąż go mam - fakt, nie działa, ale leży na honorowym miejscu w moim pokoju :). Pamiętam kompy w mojej podstawówce (informatykę miałem dopiero w 6 klasie, więc stosunkowo późno) - straszne złomy to były. Choć miał jedną fajną gierkę - sporty zimowe. Byłem jedyną osoba w klasie, której udało się wylecieć bobslejem z toru :). W gimnazjum i liceum miałem już całkiem niezłe kompy - przynajmniej dało się na nich pracować :). Co do studiów - miałem takie średnie te kompy (nie pamiętam ich nazwy, ale to taki komputero-monitor... :P), ale "najlepsze" były w mojej wydziałowej bibliotece - dwa Pentiumy II... Chcesz powiedzieć, że przy grach zabijamy nudę i wchodzimy w ciało bohatera? A potem wsadzamy innym noże pod żebra? Hmm... :D.
  14. msm Koniec internetu na dziś

    Takim „wierszykiem” zaczyna się artykuł „Niebezpieczne gry komputerowe” autorstwa Sebastiana Taboła, opublikowany na łamach „Kultury i Edukacji” w 2006 roku (tekst znalazłem w Sieci - link znajduje się na końcu). I już wiecie, że będzie ostro. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałem w artykule naukowym. Może ktoś się odważy dopisać kolejne zwrotki? Fajnie, że Autor dostrzega, że istnieją gry pozbawione takich motywów. Choć brzmi to mniej-więcej tak: „Wszyscy psychologowie piszący o grach komputerowych są głupi. Choć są też tacy naukowcy, którzy są mądrzy.” Ostatnie zdanie mnie zbiło z tropu – serio! Przecież ono nie ma większego sensu w kontekście reszty tekstu! Może to zwykły chochlik drukarski? Eee… Czyli argumentem przeciwko grom jest przemoc w nich zawarta, która jest argumentem przeciwko grom, w których jest przemoc? Ten akapit to już nawet nie jest masło maślane. Nie wspominając o wpisaniu tu dziecka między te dwa zdania. Spytam zatem (po raz kolejny na tym blogu…) ile powinienem mieć już ofiar na koncie? Do tych „ponad dwóch lat” zaraz przejdę, wraz z Autorem. Zastanawia mnie jednak czemu Autor wziął się za gry z założenia dla dorosłych i karci je za bycie… skierowanymi do dorosłych. Nigdy tego nie zrozumiem – to tak jakby oglądać filmy np. Tarantino i czepiać się, że „tam się w kółko mordujo i dziatwę deprawujo”. Przyznam szczerze – szkoda, że Autor pominął nazwę tej gry, bo ten opis pasuje do kilku rożnych produkcji – m.in. GTA (szczególnie „dwójki”, ale przecież nie mieści się w ramach czasowych…), Carmageddona itp. razem wziętych. Ale to nie koniec: Cóż... przez 18 lat grania nigdy nie słyszałem (poza, naturalnie, "książkami naukowymi") o grze, w której rozjeżdża się kobiety w ciąży. Ba, nawet nie wiem skąd wziął się w tym zestawieniu nauczyciel ;). Ktoś-coś? Tutaj się nie wypowiem – może Autor przeprowadził wnikliwe badania graczy? Trudno określić, bo moje ciśnienie jest w normie (mierzyłem przed czytaniem tych „mądrości”). Przejdźmy jednak dalej: Pamiętam odcinek „Pogromców mitów”, który obalił stereotyp łatwego odbierania dzieciom lizaków. No, chyba, że Autor powołuje się na swoje doświadczenia :). Autor tak dokładnie analizował te gry, że przekręcił nazwisko głównego bohatera (powinno być Rieper). Nie wiem jednak jakie w 2006 roku mogły być odmiany gry „Hitman”? Zabawne też, że Autor zacytował tekst, który odrobinę podkopuje jego tezę – celem Agenta 47 nie jest mordowanie wszystkiego, co się rusza. A, żaden cytat w tym tekście nie pochodzi z CDA ;). Fragment długi, z żalem musiałem go nieco poskracać. Niestety, postać Riddicka jest mi obca (tzn. nigdy mnie przesadnie nie interesowała), ale poczytałem sobie trochę o nim. Fakt, jest określany jako psychopata, ale wszystko, co Autor opisał bohater robi, by… przeżyć. Ponadto, jak podaje opis tej postaci „posiada pewien stopień moralności. . Nie zabija osób, które mu nie zagrażają”. Więc, jak większość podobnych postaci pojawiających się w kulturze, nie jest to postać w pełni zła. Taki „chaotycznie neutralny”. Noo, tego też jeszcze nie było w artykułach naukowych – Autor, jak widać, lubi atakować innych za głupotę, choć sam pisze niezłe bzdury. Choć, akurat, rozbawił mnie tą zgryźliwością o „edukacyjności” BloodRayne. Dobra, to już jest nudne – doczytacie sobie resztę :). Czas przejść dalej: No, przynajmniej jeden naukowiec się postarał. Brawa dla Autora za poświęcenie. Poszperałem i wygląda na to, że Autor opisał… pierwszą część! Tę z 1996 roku! Nie wiem czy uczniowie klas I-III w 2001 roku znali tę część – raczej zakładam, że chodziło o Quake III Arena. Choć nie wiem… A – widzę, że rozbijanie witraży urosło do zbrodni równej mordowaniu :). Dobra, tym razem spasuję – gry nie widziałem, na screenach ściany nie zawierają „zmasakrowanych ludzkich ciał”, ale się nie wypowiem. Jak ktoś może to proszę o komentarz ;). Ponownie rok 1997, tym razem, dla odmiany, RTS… w którym poza ziemskimi kolonistami można grać też „ufoludkiem” (w tej roli Marsjanie), ale o tym Autor zapomniał. W to też nie grałem, więc również nie opiszę, ale z filmików w Sieci wnioskuję, ze Autor ma rację. Wreszcie :). Tutaj Autor znów ma trochę racji, aczkolwiek uważam, że odpowiedzialnymi za pilnowanie dzieci, by nie czytały niewłaściwych dla nich treści, są rodzice, a nie osoba pisząca tego typu teksty. Choć współczesna spychologia, jak widać, zakłada co innego ;). Czyli gry komputerowe (i osoby piszące w pismach komputerowych) są winne temu, że kibole się biją? No, nieźle… ;). Aż mi się tekst z „Seksmisji” przypomniał: „nie odpowiadamy tylko za gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz”… choć pewnie i temu jesteśmy winni :/. Szczególnie z takim graczem: Mnie trzeba przekonać, bo dotychczasowe wywody jakoś tego nie zrobiły. Bo choć zgodziłem się wcześniej z Autorem to jestem ciekaw ilu z tych przebadanych uczniów zostało mordercami/gwałcicielami/psychopatami… kibolami? Tym razem Autor twierdzi, że to gry wychowują. Powtórzę się - gdzie, na Boga, są w tym wszystkim rodzice? Czy to aby właśnie nie oni są odpowiedzialni za wychowywanie SWOICH dzieci? Gdzie w tym wszystkim szkoła? Jeśli ktoś się utożsamia z taką postacią to jest psychopatą. Jeśli tylko się wciela to jest okej. Bo inaczej wszyscy aktorzy byliby psychopatami ;). To dosyć zabawne, bo ja miałem dwóch nauczycieli informatyki w czasie swojej edukacji – w gimnazjum i liceum. Tę z gimnazjum pominę (jak jej kolega odłączył mysz to biegała po sąsiednich salach „bo jej się komputer zepsuł”), ale z moim informatykiem z liceum gadałem np. o Gothicu. I jakoś nie słyszałem od niego o złym wpływie gier :). Ale przynajmniej pojawiła się szkoła, więc przynajmniej coś :). A to ciekawe. To albo czytałem inny artykuł, albo ktoś inny dopisał ten ostatni akapit, albo Autor dopiero wytrzeźwiał po mocnej imprezie (albo właśnie się upił) i zapomniał, co napisał wcześniej albo chochlik drukarski był wyjątkowo kreatywny... Ktoś ma jeszcze jakąś teorię? Kończąc, daję obiecany link. Do zobaczenia za tydzień :).
  15. kreskówki

    Już udało mi się to obejść - zwyczajnie w poście używam [/img] ;).